Szarpnięcie cugli

Kluczowe dla dawnych i dzisiejszych zwolenników idei naprawy państwa jest
odbudowanie przekonania o rywalizacyjnym charakterze stosunków między państwami,
w których za "chwilę" (czytaj: lata) nieuwagi płaci się gospodarczym i
cywilizacyjnym zacofaniem, utratą pozycji, a w szczególnie niekorzystnych
okolicznościach – utratą podmiotowości, a nawet niepodległości.

Idee polityczne przynoszą owoce tylko wtedy, gdy padną na podatny grunt. Gdy
trafią w swój czas – zdarzeń historycznych, interesów i potrzeb, wreszcie
nastrojów społecznych. Często zresztą bywają przez te okoliczności zmieniane,
reinterpretowane i przystosowywane. IV Rzeczpospolita stała się nośnym hasłem w
epoce głośnej kompromitacji części ówczesnych elit. Prace trzech komisji
śledczych oraz liczne, ujawniane przez media skandale, a także zmieniony sposób
ich komentowania – stworzyły nową sytuację. Trwała ona dwa, trzy lata i
stwarzała warunki do zasadniczej naprawy państwa.
Co składało się na ową sytuację? Po pierwsze – społeczny apetyt na dobre państwo
i wzrost obywatelskiego zainteresowania polityką. Po drugie – przychylny
stosunek większości dziennikarzy do projektów reform. Po trzecie wreszcie –
pojawienie się w elicie politycznej ośrodków zainteresowanych zmianami. Te
ośrodki były – jak się miało okazać – znacznie węższe, niż się pierwotnie
wydawało. Przede wszystkim za sprawą marginalizacji w ramach Platformy
Obywatelskiej Jana Rokity i osób myślących o polityce przede wszystkim w
kategoriach państwa.
Hasło IV Rzeczypospolitej traktowane z ostrożnością i powagą przez zwycięzców
wyborów z 2005 roku, prezydenta Lecha Kaczyńskiego i liderów Prawa i
Sprawiedliwości, stało się bardzo szybko główną etykietką używaną przez krytyków
rządów Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Ich zysk był
podwójny: mogli negatywnie kwalifikować działania, wpisując je w "czarny
scenariusz" budowy państwa autorytarnego, a zarazem dyskredytować rozmaite
przyszłe programy zmian ustrojowych. Udało im się to w wymiarze taktycznym –
rządząca dziś partia za cel stawia sobie walkę z cieniami rządu Jarosława
Kaczyńskiego, podsycając lęk przed "powrotem PiS". Udało się również w aspekcie
strategicznym. Rząd Donalda Tuska i politycy Platformy boją się podejmowania
reform wzmacniających państwo. Co więcej, o ile w latach 2003- -2005 nastroje
społeczne można by określić mianem oczekiwania na zmiany, o tyle klimat
ostatnich lat jest raczej afirmacją "małej stabilizacji", zafundowanej przez
koalicję świętego spokoju.
W tej sytuacji także większość polityków Prawa i Sprawiedliwości niechętnie
wraca do idei IV Rzeczypospolitej, rozumiejąc, że jest ona zniszczona
propagandowo jako hasło i mało nośna merytorycznie jako program, który mógłby
się cieszyć społecznym poparciem. Wpisując tę ideę do Raportu o stanie
Rzeczypospolitej, prezes PiS Jarosław Kaczyński postąpił raczej wbrew codziennej
praktyce politycznej. Czy jest to sygnał zmiany?
Wątpię. Raport jest przede wszystkim przedstawieniem stanowiska intelektualnego
Jarosława Kaczyńskiego, zapisem pewnej myśli politycznej. Niepodporządkowanej
bieżącym potrzebom i niezapowiadającej jakiejś konkretnej taktyki. Liderzy
pozostałych polskich partii nie zadają sobie trudu, by takie wypowiedzi
formułować, stąd pewien kłopot, jaki z oceną tekstu mieli liczni komentatorzy,
traktujący tekst w konwencji rozszerzonej konferencji prasowej, obliczonej na
doraźny skutek.
Sądzę zatem, że szans idei IV Rzeczypospolitej należy upatrywać nie w
częstotliwości pojawiania się tego hasła w wypowiedziach prezesa PiS, lecz w
zasadniczej zmianie nastrojów społecznych i intelektualnego klimatu polityki.
Dopóki hasło to będzie postrzegane jako jeden z wymiarów różnicy między PiS i
PO, pozostanie bezużyteczne z punktu widzenia realnego programu zmian, o jakim
mówi. Idea wzmocnienia państwa oznacza bowiem nie tylko wzrost jego realnych
zdolności regulacyjnych czy bycia branym pod uwagę w europejskiej grze sił.
Oznacza także – uznawaną przez elity polityczne i społeczne – redukcję
wewnętrznego konfliktu w sprawach dla przyszłości Rzeczypospolitej kluczowych.
Obecne pozycje obu partii politycznych, a także bezprecedensowe zaangażowanie
establishmentu w kampanię przeciwko PiS w zasadzie uniemożliwiają istotny
państwowy konsensus. Nie wyklucza to możliwości rządów PiS, ale szalenie
utrudnia reformy o charakterze państwowym.
Warto bowiem podkreślić, że ani większość parlamentarna, ani jednopartyjny rząd
nie stanowią dziś wystarczających warunków zdolności do dokonywania reform
państwowych. Prawdopodobnie w państwie o tej sile, jaką obecnie dysponuje
Polska, bez szerszego konsensusu elit i wykraczającego poza wyborczy mandat
przyzwolenia społecznego zmian nie da się przeprowadzić. Co więcej, niektóre z
reform wzmacniających państwo mogą się nie podobać nie tylko dzisiejszym
zwolennikom PO, ale także istotnej części sympatyków PiS.
IV Rzeczypospolitej nie powinno się bowiem redukować do programu walki z
korupcją czy – tym bardziej – poszukiwania nowej, pełniejszej legitymizacji
władzy. To także stworzenie nowych procedur uzgadniania interesów i polityk na
różnych szczeblach władzy. To budowanie konkurencyjnej pozycji szeregu polskich
podmiotów – miast, firm, uczelni, instytucji publicznych. To także powrót do
jakiegoś "szarpnięcia cugli", przekonanie, że dzisiejsze "grillowanie" prowadzi
do przyszłych kłopotów. To porzucenie strategii indywidualnych i zbiorowych
opartych na przekonaniu, iż jakoś to będzie.
Spór o IV Rzeczpospolitą – jeżeli pominiemy etykietki – ma zatem dziś charakter
kulturowego napięcia między historycznym niepokojem a doraźnym samozadowoleniem.
Strony tego sporu nie zawsze pokrywają się z podziałami politycznymi. Dlatego
dla dawnych i dzisiejszych zwolenników idei naprawy państwa kluczowe jest
odbudowanie przekonania o rywalizacyjnym charakterze stosunków między państwami,
w których za "chwilę" (czytaj: lata) nieuwagi płaci się gospodarczym i
cywilizacyjnym zacofaniem, utratą pozycji, a w szczególnie niekorzystnych
okolicznościach – utratą podmiotowości, a nawet niepodległości. Bardzo ważne
jest odbudowanie ducha przedsiębiorczości – we wszystkich wymiarach, także tym
intelektualnym i kulturowym. Nie oznacza to "komercjalizacji" tych dziedzin, ale
przekonanie, że utrzymywanie przez lata niezmienionych pozycji w kluczowych
sporach skazuje je na bezpłodność.
Istota programu IV Rzeczypospolitej zasługuje na ponowne podjęcie, choć sposoby
jej promocji mogą być już całkiem nowe, a w poszukiwaniu sojuszników warto
śmiało sięgać poza krąg osób, które przez lata trwają przy zdeptanych
sztandarach. Sprawa państwa bowiem jest jednym z najbardziej istotnych
egzystencjalnie zagadnień w życiu narodów europejskich. Bez względu na chwilowe
uprzedzenia i intelektualne błędy części elit. To zaś pozwala optymistycznie
myśleć o odbudowie tych nadziei i szans, które w ostatnich latach zmarnowaliśmy.

 

Dr Rafał Matyja
 


Autor jest politologiem, publicystą, jednym z autorów hasła budowy IV
Rzeczypospolitej.

drukuj