Święta Rodzina z Nazaretu wzorem komunii w rodzinie
"Nigdzie i nigdy nie było komunii osób tak prawdziwej, jak w Świętej
Rodzinie".
(ks. abp K. Majdański)
Jakoś zapominamy o tym, żeby zachwycić się Świętą Rodziną jako komunią osób! Na
ogół w naszej pobożności myślimy o poszczególnych osobach Świętej Rodziny
niejako w izolacji, abstrahując od Ich wzajemnych więzi: w głównej nawie Pan
Jezus w tabernakulum i ołtarz, a w bocznych nawach, po jednej stronie obraz
Matki Bożej, po przeciwległej św. Józefa. "A przecież są wspólnotą, są komunią i
to, że każda z nich jest niepowtarzalną osobą (…) nie niweluje wspólnoty i nie
umniejsza jej, przeciwnie – niezmiernie ubogaca. Jedność zakłada różnorodność, a
tu jest różnorodność niepowtarzalna. Tak z woli Boga, sam więc Bóg wzywa, by
widzieć Ich razem, by widzieć Ich we wspólnocie, w komunii" (ks. abp K.
Majdański, Spotkanie ze Świętą Rodziną. Rekolekcje w Instytucie Świętej Rodziny,
13-16 marca 1986, Łomianki 1986, s. 11-13).
Jan Paweł II w zakończeniu "Familiaris consortio", adhortacji apostolskiej o
zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym, napisał szczególne
słowa: "Jemu, Maryi i Józefowi zawierzam każdą rodzinę. W ich ręce i ich sercu
oddaję tę Adhortację: niech Oni podadzą ją wam, czcigodni Bracia i umiłowani
Synowie, i niech otworzą wasze serca na światło, którym Ewangelia promieniuje na
każdą rodzinę" (FC, 86). Wierzył głęboko w to, że szczególnie w dzisiejszym
świecie Święta Rodzina może stanowić dla współczesnych rodzin wzór wzajemnych
odniesień – oblubieńczych, ojcowskich – macierzyńskich, synowskich, a także wzór
promieniowania komunii na zewnątrz – to jest Ich misja w dziele odkupienia.
Czego Święta Rodzina może nauczyć współczesną rodzinę?
Po pierwsze: Pięknej jedności w bogactwie różnorodności. "Wspólnota osób niczego
nie niweluje. A ta niepowtarzalna Wspólnota osób zawiera w sobie niepowtarzalne
bogactwo osób. Taka jest każda piękna jedność w zamierzonej przez Boga
różnorodności. Tak Pan Bóg chciał, tak stworzył. Każdy z nas jest odrębnym
światem, każdy z nas jest inny i nie daj Boże, by była w kimkolwiek z nas chęć
niwelowania różnic, a zwłaszcza niwelowania różnic poprzez czynienie drugiego
człowieka na własny 'obraz i podobieństwo’". Mówił śp. ks. abp Kazimierz
Majdański podczas rekolekcje w Instytucie Świętej Rodziny (13-16 marca 1986,
Łomianki).
Jak bardzo potrzebny jest dziś szacunek i akceptacja różnorodności. Wiedzą to
doskonale rodzicie, którzy w każdym ze swoich dzieci widzą ich bogactwo talentów
i różnorodności. Ale też wiedzą, jak trzeba się modlić za każde z nich, żeby
prowadzić je drogą wyznaczoną przez Stwórcę. Trzeba sobie nieustannie
przypominać, że Pan Bóg z każdym sakramentem związał nie tylko łaskę
uświęcającą, ale także właściwe każdemu sakramentowi łaski uczynkowe. To dzięki
nim małżonkowie są wspierani w swoich zadaniach małżeńskich i to dzięki nim
rodzice otrzymują potrzebne światło i łaski na wychowanie każdego ze swoich
dzieci.
Po drugie: Święta Rodzina uczy dawania pierwszeństwa Bogu, szukania w Nim źródła
miłości i źródła komunii. Maryja i Józef nigdy nie postawili się w "centrum"
jako bardzo ważne osoby, nie byli też "centrum" wzajemnie dla siebie. Byli dla
siebie ważni ze względu na Jezusa. To On był największą miłością Ich życia. Byli
wpatrzeni w Niego, skoncentrowani na Nim, dzięki czemu jako małżonkowie patrzyli
w "jednym kierunku". To On był źródłem Ich małżeńskiej komunii. W Ich szkole
miłości każda rodzina może nauczyć się budowania komunii z Bogiem i wzajemnych
relacji, słuchania i zachowywania Słowa Bożego, także wybaczania sobie nawzajem,
ze względu na Niego i na miłość do Niego.
Jak zauważył ksiądz arcybiskup Kazimierz Majdański: "Łączy (Ich) umiłowanie i
pełnienie woli Bożej. To sprawia w Nich wzajemne podobieństwo. To wytwarza
między Nimi niezwykłą więź – communio personarum. Komunia, którą kształtuje Duch
Święty" (ks. abp Kazimierz Majdański, Wspólnota życia i miłości, wyd. III,
Łomianki 2001, s. 399-400).
Innym cennym doświadczeniem, które możemy czerpać ze Świętej Rodziny, jest
wzajemne obdarowanie się sobą. Święta Rodzina jest bowiem najpiękniejszym wzorem
rodziny, która zrozumiała, że "człowiek (…) nie może odnaleźć się w pełni
inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego" (KDK 24). Każda z
osób Najświętszej Rodziny była całkowitym i bezinteresownym darem z siebie,
swoim życiem i postępowaniem niosła najpiękniejszy przykład miłości
ofiarowującej siebie, a jednocześnie każda z tych osób w pełni przyjęła i
odwzajemniła dar pozostałych. Wzór wzajemności.
W szkole Świętej Rodziny, pod Jej czujnym i czułym wzrokiem, każdy z członków
rodziny może zdobywać cnoty i te postawy ducha, bez których komunia nie byłaby
możliwa – cnotę bezinteresownej miłości, radosnej służby, cierpliwości w
znoszeniu cierpień i trudów codzienności, zawierzenia Bogu, wewnętrznego
skupienia, czystości i prawości serca, wierności aż do końca – po cierpienie i
krzyż…
"Niech Nazaret nauczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe
i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter" (Paweł VI, przemówienie w
Nazarecie, 5 stycznia 1964 r.).
Dlaczego warto żyć w komunii?
Jan Paweł II w adhortacji "Novo Millenium Inneunte" w 2001 roku przypomniał, że
wszędzie tam, gdzie kształtuje się człowiek, chrześcijanin, gdzie powstają
rodziny i wspólnoty, wszędzie tam potrzebna jest duchowość komunii.
Komunia pozwala nam mieć spojrzenie utkwione w tajemnicy Trójcy Świętej, która
zamieszkuje w nas i jest Komunią Osób. Człowiek stworzony na obraz i
podobieństwo Boże musi nieustannie wpatrywać się w Boga, jeśli chce zrozumieć
siebie, odnaleźć prawdę o sobie, o tym, kim jest. Dzięki komunii – przypomniał
Benedykt XVI: "Patrzę oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż
to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje.
W tym właśnie przejawia się niezbędne współdziałanie między miłością Boga i
miłością bliźniego, o którym mówi z takim naciskiem Pierwszy list świętego Jana"
(B XIV, DC 18).
"Duchowość komunii to zdolność odczuwania więzi z bratem w wierze dzięki
głębokiej jedności mistycznego Ciała, a zatem postrzegania go jako 'kogoś
bliskiego’, co pozwala dzielić jego radości i cierpienia, odgadywać jego
pragnienia i zaspokajać jego potrzeby, ofiarować mu prawdziwą i głęboką
przyjaźń" (NMI, 43). W małżeństwie im bardziej rozpoznaje się rysy
oblubieńca/oblubienicy w Obliczu Chrystusa, tym bardziej się miłuje. Jak bardzo
pomaga małżonkom wspólne celebrowanie sakramentu pokuty i pojednania, wspólny
udział w Eucharystii i wspólne przystępowanie do Komunii św., wspólna lektura
Pisma Świętego i wspólna modlitwa.
Duchowość komunii to zdolność dostrzegania w drugim człowieku przede wszystkim
tego, co jest w nim pozytywne, a co należy przyjąć i cenić jako dar Boży: dar
nie tylko dla brata, który bezpośrednio go otrzymał, ale także "dar dla mnie" (NMI,
43). Warto sięgnąć do medytacji fenomenalnego rozważania Sługi Bożego Jana Pawła
II: "Medytację o darze: Bóg mi Ciebie dał". Ileż razy słyszałem świadectwa
małżonków opowiadających, jak bardzo ta medytacja pomogła im przekroczyć siebie,
zobaczyć siebie na nowo i podjąć na nowo odpowiedzialność za swoje życie.
"Duchowość komunii to wreszcie umiejętność 'czynienia miejsca’ bratu, wzajemnego
'noszenia brzemion’ (por. Ga 6, 2) i odrzucania pokus egoizmu, które nieustannie
nam zagrażają, rodząc rywalizację, bezwzględne dążenie do kariery, nieufność,
zazdrość. Nie łudźmy się: bez takiej postawy duchowej na niewiele zdałyby się
zewnętrzne narzędzia komunii. Stałyby się bezdusznymi mechanizmami, raczej
pozorami komunii niż sposobami jej wyrażania i rozwijania" (NMI, n. 43).
Co zagraża prawdziwej komunii?
Odpowiedź na to pytanie można sprowadzić do jednego słowa – egoizm. Egoizm,
przez który tracę z oczu drugą osobę – zarówno Boga, jak i człowieka. Tracę z
oczu Boga, kiedy już nie jest mi potrzebny. A kiedy nie jest już mi potrzebny?
Kiedy nie mam dla niego czasu. Mam przecież tyle ważnych spraw na głowie. Nie
mam czasu na spotkanie z Nim w Jego Słowie. Przecież znam je tak dobrze, tyle
razy już je słyszałem. Co niedziela przecież je czytają. "Regularne czytanie
Biblii wymaga czasu, a my cierpimy na jego deficyt. Tak nam się wydaje! Człowiek
ma przedziwną zdolność znajdowania czasu na rzeczy nieistotne, a nie na to, co
by mu przyniosło prawdziwą radość. To, co najważniejsze, odkładamy na koniec.
Zamiar może być dobry: bo kiedy mamy już pozmywane i pozamiatane, kiedy wszystko
jest na miejscu i cały dom uprzątnięty, wtedy dopiero w spokoju możemy oddać się
modlitwie i czytaniu. Ale dom nigdy nie jest w zupełnym porządku, wciąż
pojawiają się nowe sprawy, które należy i trzeba wykonać. Na większość z nich
znajdujemy czas, który planowaliśmy poświęcić na czytanie Biblii, właśnie tych
dziesięciu czy piętnastu minut nam brakuje. Doba jest dokładnie o piętnaście
minut za krótka!" – pisał Wilfrid Stinissen OCD w książce "Słowo jest blisko
Ciebie. O duchowym czytaniu Biblii". Ale też jeśli w moim życiu brak zupełnie
kontaktu z Bogiem, to w drugim człowieku nie potrafię rozpoznać obrazu Boga i
tracę z oczu nie tylko Boga, ale i człowieka, a wtedy ginie z naszych relacjach
szacunek i respekt dla godności drugiej osoby, a w to miejsce pojawia się
przedmiotowe jej traktowanie i utylitaryzm.
Podobnie jeżeli w moim życiu nie zwracam zupełnie uwagi na drugiego człowieka,
to moja "pobożność" i wypełnianie "religijnych obowiązków" powoduje, że oziębia
się także moja relacja z Bogiem. "Jest ona wówczas tylko 'poprawna’, ale
pozbawiona miłości. Jedynie moja gotowość do wyjścia naprzeciw bliźniemu, do
okazania mu miłości, czyni mnie wrażliwym również na Boga. Jedynie służba
bliźniemu otwiera mi oczy na to, co Bóg czyni dla mnie i na to, jak mnie kocha.
Święci – myślimy na przykład o błogosławionej Teresie z Kalkuty – czerpali swoją
zdolność do miłowania bliźniego zawsze na nowo ze spotkania z Chrystusem
Eucharystycznym, a to spotkanie nabierało swego realizmu i głębi właśnie dzięki
jej posłudze innym. Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym
przykazaniem. Obydwie te miłości jednak czerpią życie z miłości pochodzącej od
Boga, który pierwszy nas umiłował" (Benedykt XVI, encyklika "Deus Caritas Est",
18).
Jak zadbać o komunię w rodzinie?
Przypomniał nam Benedykt XVI, że "jedynie Słowo Boże może do głębi odmienić
serce człowieka, dlatego tak ważne jest, żeby pojedynczy wierni i wspólnoty żyły
z nim w coraz większej bliskości" (Benedykt XVI, Homilia podczas Mszy św.
inaugurującej XII Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, 5 X 2008 r.).
Warto więc zadać sobie kilka pytań i przygotować sobie nowe "noworoczne"
postanowienia, osadzone w prawdzie mojego powołania, naszej godności osób:
– Jakie wysiłki podejmuję, aby znaleźć pośród codziennych zajęć 10-15 minut na
regularne czytanie Pisma Świętego?
– Jakie wysiłki podejmujemy, aby pogłębić naszą miłosną więź, komunię z Bogiem?
W jaki sposób możemy pomóc naszym dzieciom ożywiać pragnienie Boga w ich
sercach?
– W jakich sytuacjach naszego codziennego, małżeńskiego i rodzinnego życia
odkrywam echo słów św. Augustyna: "Stworzyłeś nas bowiem dla siebie i
niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie" (Confessiones, I 1,
1)?
– Czy mamy czas dla siebie, czas "małżeński" poświęcony tylko naszej wzajemnej
relacji, wolny od rozmów o innych, o sprawach, który nie jest wymianą poglądów,
planowaniem przyszłości, dawaniem rad itp., ale wzajemnym doświadczaniem siebie
i głębokim poznawaniem siebie nawzajem?
Prośmy dziś szczególnie Najświętszą Rodzinę, tę najpiękniejszą wspólnotę Osób,
by uprosiła każdemu małżeństwu i każdej rodzinie najpiękniejszy czas. Czas
budowania głębokiej wspólnoty życia i miłości, by każdy dom stawał się komunią
miłujących osób.
Ks. dr Jarosław Szymczak
