Sudańscy chrześcijanie czekają na pomoc

Radość przez łzy. Tak można określić nastrój, jaki panuje w Sudanie
Południowym w przeddzień uzyskania niepodległości. Na mocy referendum, które
odbyło się w styczniu br., Sudan 9 lipca podzieli się na dwa państwa. Problem w
tym, że działania islamistów z Północy, którzy od lat prześladowali chrześcijan
i wyznawców religii plemiennych z Południa, nadal mogą doprowadzić do wybuchu
trzeciej już wojny. Przykładem jest dramatyczna sytuacja mieszkańców granicznego
miasta Abyei. Kościół sudański przestrzega, że Sudanowi cały czas zagraża
kolejna fala ludobójstwa.

Ostatnim dniom przed powstaniem nowego państwa na mapie świata towarzyszy obawa,
czy zdominowana przez muzułmanów Północ ostatecznie pogodzi się z rozpadem
kraju. Chociaż oficjalne porozumienia zdają się to potwierdzać, to np. sytuacja
na terenach, gdzie ma przebiegać granica, daleka jest od spokoju.
Kościół alarmuje, że wskutek działań armii Sudanu Północnego na terenach, gdzie
toczy się spór o przebieg granicy, może dojść do ludobójstwa takiego jak
wcześniej w rejonie Darfuru. – Sytuacja ludzi w stanie Kordofan Południowy jest
krytyczna, zwłaszcza w stolicy Kadukli – podkreśla ks. bp Macram Gassis z
sudańskiej diecezji El Obeid. Po bombardowaniach i inwazji wojskowej dramat
dotyczy przede wszystkim ludzi, którzy musieli opuścić swe domy w tym rejonie.
Jak widać, w przededniu niepodległości wiele spraw jest nadal nierozwiązanych.
Obok sporów o przebieg granic chodzi także o kwestie obywatelstwa osób z
Południa, które żyją na Północy, czy podziału dochodów z ropy naftowej.

Dramat mieszkańców Abyei
Obecnie największym problemem wydaje się brak demilitaryzacji rejonów
granicznych, co wiąże się z atakami na ludność cywilną. Ostatnio np. władze
północy i południa Sudanu osiągnęły porozumienie w celu uniknięcia powrotu do
wojny o sporny, roponośny region w okolicy miasta Abyei. W przyszłym miesiącu ma
on przejść tymczasowo pod wspólną administrację. Niestety, dla dziesiątków
tysięcy mieszkańców miasta, którzy opuścili je po inwazji wojsk północnych w
maju br., porozumienie zostało zawarte zbyt późno. Status regionu, w którym
znajduje się miasto Abyei, miał być rozstrzygnięty przez referendum. Jednak nie
doszło ono do skutku, gdyż istniał spór o to, kto może wziąć w nim udział.
Rząd Sudanu Południowego podaje, że w inwazji Północy na roponośny teren zginęło
116 cywilów, a 80 tys. musiało opuścić teren. – Południe jest bardzo
niezadowolone w związku z okupacją tego terenu przez Północ – tłumaczy cytowany
przez agencję CNA Stephen Hilbert, doradca Episkopatu USA ds. polityki
zagranicznej wobec Afryki. Jego zdaniem, siły okupacyjne zezwalają na grabieże,
a to nie sprzyja pokojowemu porozumieniu.
Wstępne porozumienie oddala nieco groźbę wybuchu trzeciej wojny domowej pomiędzy
Północą i Południem, jednak czy na długo?

Przemoc z inspiracji islamistów
Agnieszka Dzieduszycka, reżyserka filmów dokumentalnych o Afryce, dziennikarka
Catholic Radio & Television Network i współpracownik organizacji Pomoc
Kościołowi w Potrzebie, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" podkreśla, że
działania islamistów z Północy – czy to jawne, czy pokrętne – dążą do tego, aby
wszczynać w tym kraju niepokoje. – I choć z zewnątrz może to wyglądać jak np.
konflikty plemienne, w rzeczywistości są one inicjowane przez siły zewnętrzne. W
najbliższych dniach może więc dojść w Sudanie do różnych walk, zwłaszcza że do
tej pory Chiny sprzedawały tam ogromne ilości broni. Handel bronią jest
najbardziej dochodową inwestycją. Jeśli ta broń nie będzie już potrzebna,
zainteresowane kraje zapewne będą robić wszystko, aby podgrzewać konflikty –
podkreśla Dzieduszycka. Jednocześnie zwraca uwagę, że w Sudańczykach z Południa
tkwi ogromny potencjał. Ucisk, w jakim żyli przez ponad dwadzieścia lat,
powoduje w nich szaloną tęsknotę za wolnością. Niestety, jest to także kraj
bardzo biedny, zaniedbany, bez żadnej infrastruktury. – Sudańczykom z Południa
koniecznie trzeba przyjść z pomocą – nie tylko materialną, ale także edukacyjną.
Dawać im wędkę, a nie tylko rybę. Niedawno np. zebraliśmy pieniądze dla jednego
biskupa, za które mógł wyremontować traktor. Pasterz ten pisał potem do nas
podziękowania, że teraz ludzie mogą pracować i dzięki temu wyżywić kilka wiosek
– opowiada.
Dzieduszycka zaznacza, żeby pomoc przekazywać jedynie przez struktury kościelne,
gdyż wówczas środki w stu procentach trafią do Sudańczyków.

Wesprzeć chrześcijan
Bardzo mocno w budowę niepodległości Sudanu Południowego zaangażowała się
Caritas Internationalis. Przedstawiciele tej katolickiej międzynarodowej
organizacji charytatywnej zadeklarowali, że zagwarantuje ona roczną pomoc dla
100 tys. mieszkańców tego nowo rodzącego się państwa Afryki. Caritas apeluje też
o międzynarodową solidarność, gdyż w Sudanie Południowym brakuje niemal
wszystkiego. Jak podkreśliło Radio Watykańskie, szczególnie trudna sytuacja
dotyczy dzieci, z których 30 proc. jest niedożywionych. Jedna trzecia z nich nie
dożywa 5. urodzin. Połowa mieszkańców kraju egzystuje w ekstremalnej nędzy, a 40
proc. z nich to analfabeci. Ogłoszone obecnie programy Caritas skupiają się na
zapewnieniu wody, środków higienicznych, lekarstw i żywności.
Obok Caritas z taką pomocą przychodzi też organizacja Pomoc Kościołowi w
Potrzebie. Dyrektor jej polskiej sekcji ks. Waldemar Cisło tłumaczy, że po
podziale Sudanu sytuacja chrześcijan będzie niewątpliwie lepsza niż dotychczas,
gdyż będą żyć w swoim kraju. – Obecnie chrześcijanie poddani są prawu szariatu,
które obowiązuje w całym państwie, a oni nie chcą być traktowani jak obywatele
drugiej kategorii. Niestety, tak jest w tej chwili. Dodatkowo pojawi się szansa,
że uchodźcy będą mogli powrócić na Południe. Niestety, już teraz zaistniały
problemy z dostępem do pól naftowych i prezydent nie spełnia tego, co wcześniej
zapewniał. Najgorsze jest to, że nie ma w Sudanie pokoju, który był obiecany
przez muzułmanów – ubolewa ks. Cisło.
Dyrektor polskiej sekcji organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie przypomina, że
trwa akcja SMS-owa "Pomoc dla Sudanu". – Miliony Sudańczyków czekają na naszą
pomoc, zwłaszcza humanitarną! Nie bądźmy obojętni! Nie zostawiajmy ich samych! –
apeluje ks. Cisło. Więcej informacji na temat akcji na stronie:
www.pomocdlasudanu.pl.

 

Małgorzata Pabis

 

 

****************

Duże wyzwanie dla Kościoła

Ks. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych:


Podział Sudanu na dwa kraje z kilku powodów będzie stanowił duże wyzwanie
dla Kościoła, tak lokalnego, jak i powszechnego. W nowym kraju – Sudanie
Południowym Kościół będzie musiał stworzyć nowe struktury i zająć się
uchodźcami, którzy będą emigrować z Północy w obawie przed prawem szariatu.
Dla Kościoła powszechnego podział Sudanu także będzie wyzwaniem, aby pomóc
tamtejszym chrześcijanom, którzy od lat byli prześladowani. Włączy się w nią
Kościół w Polsce. Na przykład cały dochód zebrany w bożonarodzeniowej akcji
Kolędników Misyjnych będzie przeznaczony właśnie dla dzieci z południowego
Sudanu. To będzie konkretna, wymierna pomoc. Już pod koniec września będziemy
przeżywać doroczne spotkanie animatorów życia misyjnego z Polski, dlatego jeden
z naszych kapłanów jest obecnie w Sudanie i zapoznaje się z sytuacją tego kraju.
Pomoże nam to w przygotowaniu odpowiednich działań związanych z pomocą Sudanowi.

not. MP

drukuj