Stara Piętnastka powinna zapłacić
Cztery lata temu za wszystko, co złe w Polsce, był odpowiedzialny rząd
PiS, a obecnie tę funkcję zaczął spełniać kryzys światowy. Na świecie są jednak
takie państwa, jak: Chiny, Indie, Indonezja, Korea Południowa, Japonia czy też
państwa Ameryki Południowej, które nie są dotknięte kryzysem i rozwijają się
dynamicznie. Ne mówi się o nim również w Norwegii, Turcji, Szwajcarii czy Rosji.
Kryzys widoczny jest natomiast w Unii Europejskiej, a szczególnie w takich
państwach strefy euro, jak: Grecja, Hiszpania, Portugalia czy Irlandia.
Przyznane im unijne środki pomocowe zaowocowały m.in. tym, że zamiast zgodnie z
protokołem z Kioto zredukować emisję CO2 do atmosfery o 8 proc., spowodowały
(według inwentaryzacji na rok 2005) wzrost tej emisji kolejno o: 48 proc.
(Hiszpania), 41 proc. (Portugalia), 24 proc. (Irlandia) i 23 proc. (Grecja).
Można więc stwierdzić ironicznie, że im większa pomoc UE dla poszczególnych
państw strefy euro, tym większy w nich kryzys i tym większa emisja gazów
cieplarnianych do atmosfery.
Piszę te słowa, gdyż w Durbanie (Afryka Południowa) obrady kończy Konferencja
Stron Konwencji Klimatycznej ONZ (COP 17), na której Polska winna zabierać głos
nie tylko jako niezależne państwo, ale też z racji swojej prezydencji w UE.
Otóż, zgodnie z szumnymi zapowiedziami, Unia ma deklarować swoją pomoc finansową
państwom rozwijającym się w zakresie redukowania przez nie emisji gazów
cieplarnianych do atmosfery. Śmiem przypuszczać, że nikt nie będzie
zainteresowany pomocą ze strony bankrutów tylko po to, by tak jak Hiszpania,
Portugalia, Grecja i Irlandia zainfekować się kryzysem UE i popaść w kłopoty
finansowe, przyczyniając się równocześnie do działalności wbrew prawu
międzynarodowemu, jakim jest konwencja klimatyczna ONZ. Pikanterii sprawie
dodaje fakt, że Unia Europejska, a dokładnie stara Piętnastka, zgodnie ze
wspomnianym dokumentem, ma nie wychodzić z deklaracjami pomocy. Stara
Piętnastka, która jest teraz częścią Unii Europejskiej, ma ponieść konsekwencje
i zapłacić za to, że nie wypełniła zobowiązań względem państw rozwijających się.
Nie ma pełnić roli dobrego wujka, ale zgodnie z konwencją klimatyczną ponieść
konsekwencje finansowe za to, że nie wypełniła zobowiązań wynikających z
podpisanej i ratyfikowanej konwencji klimatycznej i protokołu z Kioto; za to, że
w przeliczeniu na jednego mieszkańca emituje kilka razy więcej CO2 do atmosfery
niż państwa rozwijające się, czyli: Chiny, Indie, Indonezja, Brazylia czy też
Arabia Saudyjska. Należy tu podkreślić, że Polska wypełniła z nawiązką swoje
zobowiązania wynikające z konwencji klimatycznej i jako państwo w okresie
transformacji winna jedynie domagać się pieniędzy od tych państw rozwiniętych,
które nie dotrzymały swoich zobowiązań. To o tym polska delegacja powinna
pamiętać, zabierając głos podczas ostatnich dni obrad Konferencji Stron
Konwencji Klimatycznej w Durbanie i reprezentując z jednej strony Polskę, a z
drugiej Unię Europejską.
Prof. Jan Szyszko, poseł RP (PiS)
Autor był pełnomocnikiem rządu ds. Konwencji Klimatycznej ONZ w latach
1999-2001, prezydentem Piątej Konferencji Stron Konwencji Klimatycznej w Bonn.
