Środkowoeuropejska koniunktura

Jeśli ktoś chce zrozumieć
międzynarodowe zmagania na obszarze Europy i Azji, musi sobie uświadomić,
na czym polega współczesna walka o wpływy. Po upadku Związku
Sowieckiego zniknął element siły w postaci ideologii komunistycznej i praktycznie
nie stosuje się wprost rozwiązań militarnych w sporach między mocarstwami.
O sile danego podmiotu decyduje przede wszystkim gospodarka.

Doskonale pojęli to Rosjanie, którzy wykorzystując swoje zaplecze surowcowe,
zaczęli na nowo układać swoje wpływy w Eurazji. Surowce energetyczne stanowią
kluczową bazę każdej gospodarki. Jeśli więc uzależni się kogoś od dostaw,
można być pewnym, że za tym musi pójść uzależnienie polityczne. Dla jasności
– w podobny
sposób działają kraje zachodnie, chociaż posługują się nieco innym narzędziem.
Tak jak niebezpieczne dla Polski jest pełne uzależnienie od rosyjskiej ropy
i gazu, tak równie groźne było przejęcie przed kilku laty zdecydowanej większości
rynku finansowego przez obcy kapitał. To nie przypadek, że mamy jedne z najdroższych
usług bankowych w świecie i bardzo mało konkurencyjny rynek. Przejęcie sterowności
sektora finansów w dużym stopniu uzależniło nasze elity polityczne, umownie
rzecz
biorąc, od brukselskiego ośrodka decyzyjnego. Walka o PZU czy o PKO BP jest
zatem niebagatelną sprawą, jeśli brać pod uwagę polski interes narodowy.
Bankowa komisja
śledcza, która niedawno rozpoczęła prace, może nam w tej sprawie wiele wyjaśnić.

Szantaż paliwowy Rosji
Rosjanie, straciwszy kontrolę ideologiczną nad Europą Środkową i przegrawszy
walkę o sektor bankowo-finansowy w poszczególnych krajach (nie mieli dostatecznego
kapitału, by walkę skutecznie podjąć), w zmaganiach o wpływy wystąpili z
inną bronią. Tą bronią są ropa i gaz.
Jeśli przyjrzymy się dokładnie aferze orlenowskiej, badanej przez komisję śledczą
w Sejmie minionej kadencji, zrozumiemy, z jakim uporem starali się Rosjanie
przejąć sektor paliwowy w Polsce. Oczywiście, rzecz dotyczy nie tylko Polski,
ale całej środkowej Europy. Słynny gazociąg bałtycki, łączący Rosję i Niemcy
z pominięciem Polski, ma być elementem gry Rosji zmierzającej w kierunku osłabienia
pozycji Europy Środkowej. Podobnie Niemcy Schroedera, będące w konfrontacji
z USA, chciały osłabić Polskę jako głównego środkowoeuropejskiego sojusznika
Ameryki. Dlatego zrobiły prezent Putinowi w postaci wspólnego projektu budowy
bałtyckiej rury.
Wszystko to, przy zaniechaniu przez rząd Leszka Millera budowy gazociągu norweskiego,
bardzo źle zapowiadało się dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.
Dlatego niezwykle ważne są ostatnie doniesienia o pewnych ruchach kapitałowych
w centralnej Europie. Decyzja parlamentu Litwy o zgodzie na przejęcie przez
PKN Orlen rafinerii w Możejkach ma duże znaczenie. W ten sposób nasza rafineria
zwiększy swoje możliwości oddziaływania na całą grupę państw bałtyckich. Gdy
do tego dodamy kooperację Orlenu z czeskim holdingiem petrochemicznym Unipetrol
oraz z węgierskim MOL, możemy mówić o powstaniu regionalnej potęgi przetwórstwa
nafty, działającej na kilkunastu rynkach środkowej Europy. Ma to olbrzymie
znaczenie, gdyż koncern taki może negocjować z rosyjskim dostawcą o wiele lepsze
ceny i o wiele trudniej będzie stosować szantaż paliwowy wobec podmiotów tego
regionu Starego Kontynentu. Teraz dopiero możemy sobie uzmysłowić w pełni,
co oznaczałoby przejęcie Orlenu przez Rosjan.

Nowy kurs USA
Pojawia się pytanie, skąd biorą się ostatnie sukcesy polskie w tym zakresie.
Pamiętajmy, że w ostatnich dniach w sposób bardzo konkretny wróciła sprawa
budowy gazociągu norweskiego. Wydaje się, że wszystko to jest możliwe za
sprawą bardzo realnego wsparcia Amerykanów. Nie tak dawno wiceprezydent USA
Dick Cheney, goszcząc w Wilnie, skrytykował prezydenta Putina, który stosuje
straszak energetyczny wobec państw środkowoeuropejskich. Mocny sprzeciw USA
wobec budowy gazociągu bałtyckiego jest również wyrazem pewnego nowego kursu
Waszyngtonu w stosunku do Rosji. Gdy do tego dodamy zapowiedź czasowego zniesienia
wiz dla obywateli polskich, możemy śmiało mówić o czasowej chociażby koniunkturze
w stosunkach Warszawy z Waszyngtonem.
Rodzi się kolejne pytanie: dlaczego Amerykanie tak mocno angażują się w Europę
Środkową? Dla nikogo wszak nie jest tajemnicą ich organizacyjne i finansowe
wsparcie "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie czy analogicznych
ruchów na Białorusi. Na niedawnym szczycie GUAM, organizacji zrzeszającej prozachodnie
państwa dawnego Związku Sowieckiego (Azerbejdżan, Gruzja, Mołdawia, Ukraina),
bardzo jednoznacznie zasugerowano, że Wspólnota Niepodległych Państw (wpływy
rosyjskie) może się w niedługim czasie rozpaść. Kraje GUAM nigdy nie zdecydowałyby
się na tak radykalną deklarację, gdyby nie miały wsparcia jakiegoś czynnika
siły w świecie, a czynnikiem tym niewątpliwie mogą być tylko USA.
Ciekawe, że jeszcze niedawno Amerykanie starali się utrzymywać możliwie dobre
stosunki z Rosją, traktując ją jako strategicznego partnera w Eurazji. Ostanie
wydarzenia zmieniły jednak tę sytuację. Rosjanie wyparli kompletnie wpływy
amerykańskie ze swojego sektora energetycznego. Proces i uwięzienie Chodorkowskiego
to tylko spektakularny obraz całego szeregu działań idących w kierunku renacjonalizacji
sektora gazowego i naftowego w Rosji. Dzięki tym działaniom Putin uzyskał mocne
narzędzie do działań w Eurazji i wykorzystuje to bezbłędnie. Prowadzi coraz
bardziej misterną grę z Chinami, starając się wzmocnić głównego konkurenta
USA w globalnej grze gospodarczej. Mimo ostrych protestów międzynarodowych
prowadzi flirt z Iranem, hamując radykalne rozwiązania nakierowane na blokadę
uzyskania przez Teheran technologii budowy broni nuklearnej. Moskwa doskonale
zdaje sobie sprawę, że im gorsze są stosunki Zachodu z Iranem, tym wyższe są
ceny ropy i gazu i tym wyższe dochody osiąga ze sprzedaży tych surowców Rosja.
Wszystko to bardzo nie podoba się Waszyngtonowi. Dlatego Biały Dom szuka nowych
strategicznych partnerów. W Azji takim partnerem stają się rozwijające się
w zawrotnym tempie Indie, konkurencyjne wobec Chin. W Europie po zmianie rządów
w Niemczech następuje zbliżenie Berlina i Waszyngtonu. Uniezależnienie Europy
Środkowej od dostaw rosyjskich jest również na rękę Amerykanom, gdyż osłabia
to pozycję Rosji w tym obszarze Eurazji.

Co możemy zrobić
Podsumowując powyższy wywód, należy stwierdzić, że obecnie trzeba zrobić wszystko,
aby wykorzystać czasową koniunkturę dla Polski. Poróżnienie Waszyngtonu i
Moskwy nie potrwa długo. Tak Amerykanie, jak i Rosjanie zdają sobie sprawę,
że muszą się strategicznie dogadać. Mają wspólne interesy i wspólne zagrożenia
(radykalizujący się islamski Bliski Wschód). Zatem krótki czas, który nam
został dany, spożytkujmy na budowę siły, by na tej bazie móc ułożyć dobre
stosunki z sąsiadami, w tym z Rosją. W polityce międzynarodowej bowiem siła
liczy się przede wszystkim. Należy zatem dołożyć wszelkich starań, aby możliwie
szybko sfinalizować budowę gazociągu norweskiego. Możliwie skutecznie zablokować
rurę bałtycką. Najszybciej jak się da dociągnąć do Polski rurociąg Odessa
– Brody. Dalej budować współpracę krajów środkowej Europy, na bazie której
można prowadzić podmiotową grę tak z Zachodem, jak i ze Wschodem. Powtórzę
jeszcze raz: dobre stosunki z Rosją są i nam bardzo potrzebne. Nie mamy ani
żadnych sporów granicznych, ani konfliktu interesów. Dobre stosunki możliwe
będą jednak wtedy, gdy będziemy stanowić dla Moskwy siłę, którą będzie ona
zmuszona szanować. Politycznie słabych na Wschodzie się lekceważy.

Mieczysław
Ryba

drukuj