Sprawcy nadal są bezkarni
Z Katarzyną Kopczak, córką Bogusława Kopczaka
poległego w czasie pacyfikacji kopalni "Wujek" 16 grudnia 1981 r., rozmawia
Agnieszka Żurek
Od wprowadzenia stanu wojennego mija już 30 lat. Czy ma Pani
poczucie, że wolna Polska umiała we właściwy sposób zatroszczyć się o dobro
rodzin górników poległych w kopalni "Wujek"?
– Uważam, że zbrodnie stanu wojennego nadal nie zostały rozliczone, że osoby,
które kierowały stanem wojennym i wysyłały oddziały specjalne do "Wujka", nadal
są bezkarne. Podobnie rzecz ma się z zadośćuczynieniami dla rodzin – ta sprawa
nadal pozostaje otwarta, mimo że mija dziś 30. rocznica wprowadzenia stanu
wojennego.
Jakie myśli towarzyszą Pani w tym dniu?
– Ta rocznica jest dla mnie smutna, ale zarazem pełna pięknych spotkań.
Cieszę się, że możemy w tym dniu być razem – spotykamy się w gronie rodzin
ofiar. Ma dla nas znaczenie także to, że odwiedzają nas politycy, którym zależy
na upamiętnieniu ofiar zbrodni stanu wojennego. Ma to wymiar symboliczny, co
także jest ważne. Bolesnym faktem jest natomiast to, że okoliczności pacyfikacji
kopalni "Wujek" wciąż są dla nas niejasne, a osoby odpowiedzialne za masakrę
nadal nie zostały pociągnięte do odpowiedzialności.
Co jest tematem rozmów rodzin górników podczas Państwa spotkań?
– Spotykamy się co roku, na ogół podczas uroczystości związanych z tą smutną
rocznicą. Bardziej jeszcze niż 13 grudnia obchodzimy rocznicę pacyfikacji
kopalni "Wujek", to jest 16 grudnia, kiedy zginęli nasi bliscy. Rozmawiamy
głównie o tym, co się u nas zmieniło przez ostatni rok, o tym, co u nas słychać,
a także o tym, jakie działania są podejmowane w celu rozliczenia tej zbrodni.
Bardzo często wspominamy też naszych bliskich. Rozmawiamy o tym, jacy byli, co
robili. Myślimy także o osobach, które odeszły w ciągu mijającego roku. Cieszymy
się z tych naszych spotkań, utrzymujemy kontakt od lat i ważne jest dla nas,
żeby móc razem przeżyć ten dzień.
Jak planuje Pani spędzić rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w
Polsce?
– 13 grudnia będę w pracy. Mam przed sobą plik zaproszeń na rozmaite
uroczystości związane z okrągłą rocznicą wprowadzenia stanu wojennego. W
Katowicach odbędzie się koncert w katedrze Chrystusa Króla. Wybieram się tam,
najprawdopodobniej pójdę tam z innymi rodzinami z "Wujka". Popołudnie spędzimy
zatem, towarzysząc myślami naszym najbliższym. Cieszę się także, że w tym roku
przed KWK "Wujek" odbędzie się koncert i że będzie on transmitowany na całą
Polskę. Komitet Pamięci Górników działa sprawnie i nie pozwala na to, żeby
zapomnieć o ofiarach Grudnia ´81.
Popiera Pani coroczne spotkania przed willą Wojciecha Jaruzelskiego w
nocy z 12 na 13 grudnia w celu oddania hołdu ofiarom i przypomnienia o braku
rozliczenia osób odpowiedzialnych za zbrodnie?
– To złożona sprawa. Z jednej strony uważam, że ta formuła spotkań jest
dyskusyjna, z drugiej jednak – nie mogę zgodzić się na to, co mówi Jaruzelski
odnośnie do "mniejszego zła", jakim miało być wprowadzenie stanu wojennego. Dziś
już wiemy, że w tym czasie nie było mowy o istnieniu zagrożenia interwencją
sowiecką, że chodziło po prostu o spacyfikowanie "Solidarności". Jeżeli Wojciech
Jaruzelski twierdzi, iż "nie wiedział o strzałach na "Wujku", to świadczy to
moim zdaniem tylko przeciwko niemu. Trudno mi przyjąć tłumaczenie, że nie
wiedział on, co się dzieje w państwie, którym zarządza. Jest to już starszy
człowiek, uważam jednak, iż wiek nie zwalnia go z odpowiedzialności za decyzje,
jakie podejmował i których konsekwencje były dla wielu ludzi tak tragiczne.
Panią i inne rodziny poległych górników ta tragedia dotknęła w
najbardziej osobistym wymiarze.
– Nic nie wróci tego czasu i nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, w jaki
sposób wyglądałoby moje życie, gdybym wychowywała się z tatą. Miałam 2,5 roku,
kiedy zginął. Od czasu zamordowania mojego taty moja mama bardzo często
chorowała. W zeszłym roku zmarła. Zostałam więc bardzo wcześnie sama.
Jaki jest, Pani zdaniem, stopień świadomości tego, czym w istocie był
stan wojenny, że był w istocie wojną wypowiedzianą Narodowi?
– Ta świadomość jest bardzo nikła. Wiedza o stanie wojennym nie jest we
właściwy sposób przekazywana w szkołach. Sama pamiętam, że kiedy chodziłam do
szkoły i kiedy zaczęliśmy rozmawiać o stanie wojennym, niektórzy ludzie dziwili
się i pytali: "jaki stan wojenny, jakie czołgi?". Nie wiedzieli, czym był stan
wojenny i w jaki sposób oraz jakimi narzędziami był on wprowadzany. Uważam, że
szkoła jest najwłaściwszym miejscem, gdzie powinno się taką wiedzę przekazywać.
Drugim sposobem pozyskiwania informacji jest korzystanie ze środków przekazu.
Moim zdaniem, część naszych mediów nie wywiązuje się we właściwy sposób z
zadania przekazywania społeczeństwu najważniejszych informacji dotyczących stanu
wojennego. Bywa, że ten temat jest omawiany w jakiś dziwny sposób, pewne aspekty
są pomijane bądź przedstawiane na tyle niejasno, że często niemożliwe jest
wyciągnięcie z medialnego przekazu właściwych wniosków. Takim "niewygodnym
tematem" jest na przykład zagadnienie dotyczące rzekomej groźby interwencji w
Polsce wojsk sowieckich. W niektórych mediach nie mówi się jasno o tym, iż
takiego zagrożenia nie było. Świadomość tego, czym był stan wojenny, jest w
naszym społeczeństwie zbyt mała.
Czy ma Pani poczucie, że ofiara życia Pani ojca i innych górników
miała mimo wszystko sens?
– Myślę, że nie poszła ona na marne. Żyjemy w demokratycznej Polsce, która ma
oczywiście swoje problemy, nie jest nam łatwo, będzie jeszcze trudniej ze
względu na zbliżający się kryzys, ale mimo wszystko mieszkamy w wolnym kraju. I
jest to zasługa między innymi tych osób, które poległy w kopalni "Wujek".
Dziękuję za rozmowę.
***
Skazano „ręce”, a nie „głowę”
Proces w sprawie pacyfikacji kopalni "Wujek" i "Manifest
Lipcowy" zakończył się w 2007 roku wyrokiem skazującym. Skazano jednak jedynie
"ręce". Nie skazano natomiast "głów", które nimi kierowały. Wciąż jeszcze toczy
się proces generała Kiszczaka. Po raz piąty sprawa rozpatrywana jest przez sąd
pierwszej instancji. Przedmiotem oceny jest jednostronnie zadrukowana kartka
papieru formatu A4 i z tym właśnie nie może sobie poradzić sąd. Jeśli w III
Rzeczypospolitej nie funkcjonuje wymiar sprawiedliwości, oznacza to, że de facto
nie funkcjonuje państwo. A jeżeli państwo nie może sobie poradzić z osądzeniem
spraw tak ogromnej wagi, oznacza to, że znajduje się ono w głębokim kryzysie.
Kolejnym zagadnieniem jest kwestia uzyskania odszkodowań przez
rodziny ofiar stanu wojennego. W czasie rządów Prawa i Sprawiedliwości została
podjęta próba uzyskania jakiejś formy zadośćuczynienia rodzinom zabitych
górników. Wszystko było na dobrej drodze do ustalenia wysokości odszkodowań i do
ich wypłacenia. Zmiana rządów spowodowała jednak usztywnienie stanowiska władz.
Stały się one niechętne pozasądowej drodze uzyskania tych rekompensat. Krzywdy i
szkody, które wyrządzili funkcjonariusze państwa rodzinom górników i oczywiście
samym górnikom, wciąż domagają się ich wynagrodzenia. Jeśli spojrzymy na to
przez pryzmat wielomilionowych odszkodowań, które państwo polskie wypłaca
obecnie na przykład osobom poszkodowanym w wyniku katastrofy pod Mierosławcem,
będziemy mogli dostrzec pewną niezrozumiałą niekonsekwencję. Dziwne jest to, że
nasze państwo nie chce zadośćuczynić ofiarom swoich funkcjonariuszy.
Poszkodowani tracą zaufanie do takiego państwa.
Od tragicznego wydarzenia, jakim była pacyfikacja kopalni
"Wujek" i "Manifest Lipcowy", mija już 30 lat. Siedem lat mija z kolei od
momentu, kiedy podjęliśmy bardzo zaawansowane rozmowy w sprawie wypłacenia
odszkodowań. Tymczasem sprawa ta utknęła w miejscu i nie wiadomo, jak się
zakończy. Jako że szkody zostały wyrządzone przez funkcjonariuszy ówczesnej
milicji, podjęliśmy rozmowy z komendantem głównym policji Markiem Bieńkowskim.
Chciał on wypłacić rodzinom odszkodowania. Sprawa utknęła jednak na poziomie
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Nie zakomunikowano nam tego wprost, zastosowano
metodę uników, przerwano rozmowy. Zostało wydane także sądowe wezwanie do
zawarcia ugody pomiędzy rodzinami ofiar a instytucjami państwowymi powołanymi do
tego, żeby wypłacić odszkodowania. To wezwanie także nie przyniosło rezultatu.
Sprawa nadal wisi w powietrzu, co jest sytuacją skandaliczną i trzeba dla niej
znaleźć rozwiązanie.
Nie poddajemy się. Rodziny górników muszą uzyskać odszkodowania,
to nie ulega żadnej wątpliwości. Państwo polskie musi w końcu zrekompensować im
straty. Im szybciej się to stanie, tym lepiej. Trudno jednak przewidzieć, co
będzie dalej – czy dojdziemy jednak w końcu do porozumienia, czy też będziemy
musieli sięgnąć po odpowiednie instrumenty prawne. Rodziny poszkodowanych
znajdują się w bardzo trudnej sytuacji materialnej i także z tego powodu należy
podjąć intensywne działania mające na celu uzyskanie odszkodowań. Trudno mi
teraz powiedzieć, jakie będą nasze kolejne kroki, ponieważ właśnie przy okazji
30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego chcemy się spotkać z rodzinami ofiar,
porozmawiać i wypracować wspólne stanowisko. Spodziewam się, że podczas tego
spotkania zapadną decyzje odnośnie do kierunku naszego dalszego postępowania.
