Sprawa katyńska nie jest już anonimowa
Z mec. Ireneuszem Kamińskim, adwokatem reprezentującym Witomiłę
Wołk-Jezierską, córkę zamordowanego w Katyniu oficera por. Wincentego Wołka,
rozmawia Marta Ziarnik
6 października odbędzie się długo wyczekiwana, pierwsza rozprawa przed
Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w sprawie skargi katyńskiej. Jak duży
wpływ na tę decyzję Trybunału miało przyłączenie się do skargi rodzin także
polskiego rządu?
– Na wstępie chciałbym zauważyć, że Europejski Trybunał Praw Człowieka bardzo
rzadko przeprowadza rozprawy. I jeśli je przeprowadza, to tylko w sprawach
najważniejszych i najbardziej skomplikowanych. Zatem rozprawa w sprawie skargi
katyńskiej potwierdza, że jest to sprawa szczególna i Trybunał w pełni zdaje
sobie z tego sprawę. Co do kwestii, o którą pani pyta, czyli o udział polskiego
rządu, to oczywiście miało to olbrzymie znaczenie dla sprawy. A to dlatego, że
skarga ta dotyczy tak mocno polskiej historii, dramatycznej historii.
Przyłączenie się rządu pokazuje, że on wspiera tę grupę osób, które postanowiły
– widząc niesatysfakcjonujące działania władz rosyjskich i rosyjskiej
prokuratury – wziąć sprawę w swoje ręce. Jest to więc potwierdzenie istotności i
ważności sprawy pełnego wyjaśnienia zbrodni katyńskiej nie tylko dla
konkretnych, prywatnych osób, ale także dla polskiego państwa.
Można mówić o pośpiechu ze strony Trybunału, skoro skargi przeleżały w nim
już kilka lat? Przecież Jerzy Janowiec i Antoni Trybowski złożyli ją w 2007
roku, zaś Witomiła Wołk-Jezierska w roku 2009.
– Mogę tylko powiedzieć, że dobrze się stało dla pierwszej skargi, że została
połączona ze skargą pani Witomiły. Ale wracając do pytania, postępowanie to
trwało – w porównaniu z innymi sprawami, które toczą się rzeczywiście latami –
bardzo krótko. Tutaj mieliśmy do czynienia z zakomunikowaniem skargi władzom
rosyjskim już po trzech miesiącach. Inna sprawa to, że pewna procedura musiała
jednak mieć miejsce. A więc pisemne stanowiska jednej i drugiej strony,
następnie pisma ze strony polskiego rządu i ustosunkowanie się do nich strony
rosyjskiej, a wreszcie ustosunkowanie się do powyższego przez nas – prawników
reprezentujących skarżących. Poza tym terminy, które są sztywne, musiały
wchodzić w grę. Natomiast postępowanie zostało zakończone w ciągu nieco ponad
półtora roku, licząc od zakomunikowania sprawy. I nie waham się powiedzieć, że
jest to postępowanie bardzo szybkie, wręcz ekspresowe, zważywszy na rangę i
skomplikowany charakter sprawy.
ETPCz wziął jednak pod uwagę jedynie dwie skargi. Co z pozostałymi czterema?
– Tutaj chodziło wyłącznie o kwestię formalną. Najprościej mówiąc, sześć
miesięcy jest na wniesienie skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. I
Trybunał uznał, że po dwóch wyrokach w sprawie pani Wołk-Jezierskiej było już
jasne, że analogiczne wnioski kolejnych osób nie będą mogły być rozpoznane w
sposób satysfakcjonujący, czyli zakończą się tak jak w przypadku mojej klientki.
Zatem ten sześciomiesięczny okres dla kolejnych osób – jak uznał Trybunał –
płynął w identyczny sposób jak w przypadku pani Wołk-Jezierskiej. My natomiast
uważaliśmy, że ten okres sześciu miesięcy rozpoczyna się od uzyskania
indywidualnych, negatywnych decyzji ze strony rosyjskiej Głównej Prokuratury
Wojskowej, przez kolejnych krewnych ofiar zbrodni katyńskiej, a więc tych osób
spoza grupy pani Witomiły. Trybunał uznał jednak, że jest inaczej. A więc brak
wymogu zachowania tych sześciu miesięcy jest wyłącznym powodem nieprzyłączenia
kolejnych czterech skarg. Tutaj zwróciłbym też uwagę, że ta decyzja o
niezachowaniu tego wymogu, a w konsekwencji o niedopuszczalności skarg, nie
zapadła w Trybunale jednomyślnie. Nie znamy jednak dokładnego wyniku głosowania,
ponieważ takiej informacji Trybunał nie ujawnia. Świadczy to jednak o tym, że
byli sędziowie, którzy podzielali nasz sposób myślenia, czyli że był on
uprawniony.
Późno też zostaliśmy poinformowani o samej decyzji Trybunału, która przecież
zapadła 5 lipca. Dlaczego czekano aż tydzień z ujawnieniem tego wyroku?
– Istnieje pewna praktyka w Trybunale polegająca na tym, że przed
upublicznieniem decyzji na stronie internetowej jest ona komunikowana osobom
najbardziej zainteresowanym sprawą, a więc skarżącym i ich prawnikom.
Kiedy Pan otrzymał tę informację?
– Trybunał przysłał mi decyzję we wtorek. Zatem musiała być ona najwyraźniej w
ramach tego mechanizmu strasburskiego jeszcze potwierdzana, podpisana itp.
Podejrzewam, że na stronie internetowej Trybunału ta decyzja znajdzie się lada
dzień.
Jak same rodziny odebrały tę wiadomość?
– Rodziny są bardzo zadowolone, by nie powiedzieć, że były wręcz szczęśliwe, gdy
usłyszały informację, iż ta cała procedura wstępna została zakończona i że
Trybunał przystąpi do już merytorycznego rozpatrywania skargi. Liczymy na to, że
skoro sprawa będzie rozpatrywana 6 października, to może w ciągu kilku
następnych miesięcy zapadnie wyrok.
Sądząc po tonie Pana głosu, nie ma Pan wątpliwości, że wyrok będzie
korzystny?
– Rzeczywiście mam pozytywne nastawienie. Jeśli skarga została uznana za
dopuszczalną, to oczywiście wyrok może być jeszcze różny, ale w większości spraw
uznanych za dopuszczalne wyrok zawierał konkluzję satysfakcjonującą skarżących.
Dodatkowym plusem jest fakt, że doszło w pewnym sensie do umiędzynarodowienia
sprawy zbrodni katyńskiej.
– Niewątpliwie. To, że skarga znalazła się w Europejskim Trybunale Praw
Człowieka, spowodowała umiędzynarodowienie sprawy i problemu Katynia. I jest to
sprawa już bardzo mocno kojarzona na świecie. Osobiście co kilka dni mam
telefony i e-maile od dziennikarzy zachodnich. Ostatnio zwrócił się też do mnie
reżyser włoski, który robi właśnie film dokumentalny na temat Katynia. I on
przyznał mi, że wcześniej nie wiedział, że coś tak przerażającego jak mord w
Katyniu miało miejsce. Dlatego reżyser ten uznał, że zaprezentuje sprawę mordu
katyńskiego swoim rodakom, którzy również takiej wiedzy nie posiadają.
A co będzie z pozostałymi skargami, które nie zostały przez Trybunał ujęte?
– Obecnie nie ma podstaw, aby kolejne sprawy wnosić, ponieważ zostaną one także
uznane za niedopuszczalne. Natomiast nie ukrywam, że zastanawiam się nad pewnym
wariantem prawnym, który być może byłby uprawniony. Nie chciałbym jednak jeszcze
zdradzać szczegółów.
MSZ liczy się z tym, że może dojść do ugody między Federacją Rosyjską a
rodzinami katyńskimi. Nie za szybko na podobne deklaracje?
– Ugoda zawsze jest możliwa, jeśli tylko zostaną zaproponowane warunki
satysfakcjonujące skarżących. Ale inicjatywa w tej sprawie nie znajduje się w
naszych rękach. Dodatkowo ugodę musiałyby zaakceptować najważniejsze tu osoby,
czyli sami skarżący. I mam wrażenie, że teraz czekają oni jednak na wyrok.
Dziękuję za rozmowę.
