Spór o wojnę i nowy ład polityczny w Europie
Obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Gdańsku odbyły się w gorącej atmosferze sporów politycznych. Polacy ze zdumieniem wysłuchali przemówienia Władimira Putina, którego głównym celem było pokazanie, że Rosja jest krajem najbardziej zasłużonym w pokonaniu Niemiec hitlerowskich. Krajem, który popełniał błędy, ale nie większe niż inne państwa europejskie. Ta współczesna polityka historyczna Rosji ma być podstawą do wyznaczania nowych celów geostrategicznych państwa rosyjskiego.
Cieniem na obchodach 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej położyło się ogłoszenie przez rosyjską Służbę Wywiadu Zagranicznego szokującej publikacji, rzekomo ujawniającej proniemiecką politykę polskiego rządu w latach 1935-1939. Autorem książki jest emerytowany generał rosyjskiego wywiadu Lew Sockow, a nie jakiś zawodowy historyk czy instytucja badawcza. Zdaniem historyków, publikacja ta nie przedstawia nowych dokumentów, lecz w tendencyjny sposób interpretuje fakty, stanowiąc atak propagandowy na Polskę. Celem Rosjan jest zrelatywizowanie winy, jaką ponosi rząd sowiecki za wybuch II wojny światowej. Pakt Ribbentrop – Mołotow miał jakoby swój odpowiednik w polsko-niemieckim pakcie o nieagresji z 1934 roku, agresja sowiecka z 17 września 1939 roku jest porównywana do zajęcia przez Polskę Zaolzia z 1938 roku, mord katyński do śmierci jeńców sowieckich wojny 1920 roku. Do tego doszły oskarżenia o agenturalne powiązania ministra Józefa Becka itp. Skala różnorakich pomówień i ataków była ogromna, aż do medialnych oskarżeń Polski o wywołanie II wojny światowej – wszak nie zgodziliśmy się na oddanie Gdańska i korytarza.
Nowa (stara) wizja historii
Wystąpienie Władimira Putina miało nieco łagodniejszy charakter, a poprzedzone zostało listem do Polaków wydrukowanym na łamach „Gazety Wyborczej”. Złagodzenie agresywnego tonu wyrażanego przez różne czynniki medialne i rządowe nie zmieniło jednego podstawowego celu: pokazania Rosji jako kraju, który ma największe zasługi w pokonaniu Niemiec hitlerowskich. Kraju, który popełniał błędy, ale nie większe niż inne państwa europejskie. Ta współczesna polityka historyczna Rosji ma być podstawą do wyznaczania nowych celów geostrategicznych państwa rosyjskiego. Ta nowa (stara) wizja historii prezentowana przez Moskwę bardzo mocno była widoczna już podczas moskiewskich obchodów 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Przypomnijmy sobie, jak Rosjanie zmarginalizowali wówczas Polskę w osobie prezydenta Kwaśniewskiego. Władimir Putin w swej gdańskiej mowie o historii nawiązywał do współczesnej współpracy rosyjsko-niemieckiej. Nazwał nawet niesprawiedliwością postanowienia traktatu wersalskiego wobec Niemiec. Wpisał się w ten sposób w retorykę haseł niemieckich z okresu międzywojennego jednoznacznie odrzucających „dyktat wersalski”.
Czy Polska odpowie na ataki?
Wydaje się, że adekwatną odpowiedzią będą zapowiadane publikacje Instytutu Pamięci Narodowej, który poprzez wydawnictwa źródłowe na poziomie naukowym jest w stanie wykazać zaistniałe przekłamania i manipulacje. I tak ujawnia się tutaj ogromna różnica cywilizacyjna między Warszawą a Moskwą. W Moskwie publikacje historyczne wydają służby specjalne, w Polsce wyspecjalizowana, naukowa placówka badawcza. W Rosji bowiem historii nigdy nie traktowano jako dziedziny mającej na celu poznanie prawdy, lecz jako narzędzie do prowadzenia bieżącej gry politycznej. To, co ukazało się niedawno w Moskwie, było więc czymś w rodzaju „artyleryjskiego przygotowania” dla gdańskiego wystąpienia Władimira Putina. W takim rozumieniu mniej dziwi absurdalność zarzutów idących zza wschodniej granicy. W tym sporze cywilizacyjnym nie wolno nam zejść z prawdziwościowego podejścia do historii. Dlatego należy odrzucić retorykę niektórych polityków mówiących o różnorakich „narracjach historycznych” i o prawie każdego państwa do „własnej prawdy historycznej”. Prawda jest bowiem jedna, niezależna od punktów widzenia, intersubiektywnie weryfikowalna w swobodnej naukowej dyskusji.
Amerykanie wycofują się z Europy
Zastanawiający jest również brak prezydenta Baracka Obamy na gdańskich obchodach wybuchu II wojny światowej. Wydaje się, że Waszyngton w ten sposób jasno dał do zrozumienia, że Polska nie odgrywa w jego polityce ważnej roli. Zatem marzenia naszych polityków o tym, że udział Polaków w wojnie irackiej będzie związany z realną, długoletnią wdzięcznością Ameryki można włożyć między bajki. Amerykanie mogą w tym regionie świata zawierać taktyczne sojusze i należy maksymalnie wykorzystać moment, gdy z nami zawierają jakiś układ i maksymalnie żądać zapłaty, nie czekając na wdzięczność w przyszłości.
Nieobecność Baracka Obamy może mówić jeszcze coś więcej: to chęć wycofania się USA z Europy. Świadczyć o tym może chociażby rezygnacja Obamy z obchodów 20-lecia obalenia muru berlińskiego w Niemczech. Jeśli owa symboliczna nieobecność Obamy ma rzeczywiste podstawy w celach amerykańskiej polityki, możemy mieć do czynienia nie tyle z powrotem Waszyngtonu do polityki izolacjonizmu, ile do pozostawienia Europy pod wpływem wielkich graczy (Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji) oraz marginalizowania krajów słabszych, takich jak Polska.
Wnioski na przyszłość
Podsumowując dość smutne konstatacje dotyczące obchodów wrześniowej rocznicy, można jednak wysnuć kilka pozytywnych refleksji.
Po pierwsze, polsko-rosyjski spór historyczny bardziej odbił się echem w światowej opinii publicznej, co mimo bardzo słabego echa tak znaczącej rocznicy w mediach światowych bardziej uświadomi niektórym, kiedy zaczęła się II wojna światowa (tzn. od ataku Niemiec na Polskę w 1939 roku).
Po drugie, ataki na nasz kraj mogą zwiększyć zainteresowanie Polaków historią, powinny zmobilizować nauczycieli historii do poświęcania większej uwagi najnowszym dziejom naszego Narodu. Wreszcie być może (co niestety jest najbardziej wątpliwe) doprowadzą do opamiętania reformatorów polskiej oświaty, by zaprzestali marginalizowania nauczania historii – przedmiotu tak kluczowego dla budowania tożsamości narodowej naszego społeczeństwa.
Prof. Mieczysław Ryba
