Spór o pomnik, spór o pamięć

"Lech Kaczyński nie zasługuje na pomnik" – słowa Grzegorza Schetyny
wypowiedziane kilka dni temu padły niedługo po tym, jak generalny
konserwator zabytków Piotr Żuchowski stwierdził, że dla dobra przestrzeni,
jaką jest Krakowskie Przedmieście, "nie powinno być żadnej zgody na
umieszczanie tam jakichkolwiek nowych elementów". Fakt zbieżności czasowej
tych dwóch wypowiedzi ma wymiar symboliczny. Od katastrofy smoleńskiej minął
bowiem rok, a sprawa godnego upamiętnienia wszystkich ofiar, na czele z
prezydentem Lechem Kaczyńskim, jest blokowana przez służby administracyjne i
obecną władzę na różne sposoby.

Blokowanie inicjatywy wzniesienia na Trakcie Królewskim pomnika odbywa się
dwiema ścieżkami. Pierwszą są luźne – jak się okazuje – opinie konserwatorów
zabytków, które nie mają mocy decyzji. Ostatnio taką właśnie opinię
sformułował generalny konserwator zabytków Piotr Żuchowski. – To [w domyśle
Pomnik Światła – przyp. red.] może zdominować przestrzeń przed prezydenckim
pałacem. Przestrzeń zamkniętą już w sensie konserwatorskim i historycznym.
Dla dobra tej przestrzeni nie powinno być żadnej zgody na umieszczanie
jakichkolwiek nowych elementów. Również niepozornie i delikatnie brzmiącego
pomysłu na Pomnik Światła, bo w swym wyrazie zdominuje tę przestrzeń –
powiedział kilka dni temu dla poznańskiego radia konserwator. W ten sposób
odniósł się do zaprezentowanego 11 kwietnia na konferencji prasowej projektu
Pomnika Światła autorstwa Pawła Szychalskiego. Jego koncepcja jest oparta na
prostym i jednocześnie symbolicznym rozwiązaniu: na chodniku przed Pałacem
Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu zostałoby zainstalowanych 96
reflektorów z ryngrafami obok, zawierającymi imię i nazwisko ofiary tragedii
smoleńskiej oraz datę śmierci. Pod tym pomysłem podpisało się już
kilkanaście tysięcy osób. Zyskał poparcie również Marty Kaczyńskiej, Jakuba
Płażyńskiego, Magdaleny Merty oraz Andrzeja Melaka. Intencją Pawła
Szychalskiego było to, aby innowacyjny pomnik był zintegrowany z
przestrzenią miejską i nie zakłócał tym samym jej porządku. Efektem takiego
rozwiązania byłoby 96 snopów światła, które miałyby przywoływać w pamięci
tysiące zniczy ustawianych na Krakowskim Przedmieściu w czasie żałoby
narodowej. Przy spojrzeniu z góry same zapalone reflektory przypominałyby –
według zamysłu autora – konstelację gwiazd, natomiast z zainstalowanymi
dodatkowo ryngrafami nasuwałyby skojarzenia ze zdjęciami satelitarnymi ze
Smoleńska. Jak sugerował, podobne rozwiązanie zastosowano w Nowym Jorku na
miejscu dwóch bliźniaczym wież zburzonych w wyniku ataku terrorystycznego 11
września 2001 roku.
Jednak ta prosta argumentacja nie przemawia do generalnego konserwatora
zabytków, który stwierdził, że pomnik nie może powstać na Krakowskim
Przedmieściu, ponieważ jest to przestrzeń zamknięta historycznie i
konserwatorsko. Czesław Bielecki określił tego typu argument jako "śmieszny,
niepoważny i nacechowany partyjnym piętnem". Co ciekawe, nie wszyscy
historycy sztuki podzielają pogląd Piotra Żuchowskiego.

Opinie konserwatorskie czy polityczne?
Doktor Bożena Grabowska, historyk sztuki, wieloletni pracownik służb
konserwatorskich, jest odmiennego zdania. – Umieszczenie nowego pomnika,
jakim byłby pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej przy ul. Krakowskie
Przedmieście, nie wzbudza żadnych merytorycznych przeciwwskazań. Nowy
element zespołu urbanistycznego powinien natomiast spełniać określone wymogi
formalne, w tym przede wszystkim harmonijnego wpisania się w charakter
założenia – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Jej zdaniem, dyskusja
zatem nie powinna dotyczyć pytania o możliwość posadowienia pomnika, lecz o
jego kształt.
– Dlatego może najpierw należy ustalić, na czym zasadzają się wartości
przestrzenne i architektoniczne zespołu ul. Krakowskie Przedmieście. Trakt
Królewski, oś saska i Stare oraz Nowe Miasto w Warszawie podczas II wojny
światowej uległy prawie całkowitemu zniszczeniu. Zniszczeniu uległ również
sam pomnik Józefa Poniatowskiego, a istniejący obecnie jest jego wierną
rekonstrukcją – tłumaczy historyk sztuki. Zrekonstruowane Stare Miasto w
1980 r. zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a w 1994 r.
prezydent Rzeczypospolitej Polskiej uznał "Warszawę – historyczny zespół
miasta z Traktem Królewskim i Wilanowem" za Pomnik Historii (i tym samym
wytyczył granice tego obszaru).
Patrząc na dzieje samego Traktu Królewskiego, można stwierdzić, że zabytkowy
zespół ul. Krakowskie Przedmieście, podobnie jak cała Warszawa, ulegał
ciągłym, dynamicznym przemianom. – Miasto, a tym bardziej miasto zabytkowe,
nie może być żywym skansenem, jakimś historycznym rezerwatem czy
niezmiennym, zastygłym jak owad w bursztynie obrazem minionej epoki. Miasto
to ciągle rozwijający się organizm, w którym nowe pokolenia mieszkańców
pozostawiają po sobie ślady – świadectwo swego życia, dążeń, pragnień,
ideałów – konkluduje nasza rozmówczyni. Kontynuując, wyjaśnia, że zgodnie z
tymi założeniami od 2004 r. realizuje się Program Trakt Królewski 2004-2013,
którego celem ma być nie tylko rewaloryzacja zabytkowego zespołu
urbanistycznego, lecz także budowa nowych elementów zagospodarowania, w tym
odbudowa Pałacu Karasia, rewaloryzacja przestrzeni publicznej zabytkowego
zespołu Łazienek Królewskich, powiązanie Ogrodu Botanicznego z Łazienkami,
wybudowanie mostku pieszego nad ulicą Agrykola, zabudowa dziedzińca głównego
Muzeum Narodowego, budowa magazynu dla zbiorów specjalnych Biblioteki
Narodowej w celu przeniesienia zbiorów z Pałacu Rzeczypospolitej, adaptacja
obiektu przy ul. Krakowskie Przedmieście 66 na Centrum Obsługi Ruchu
Turystycznego i wiele innych. – Widać z tych zamierzeń, że na zabytkowych
obszarach Warszawy zaplanowano lokalizację nowych elementów
architektonicznych, dlatego tym bardziej jest tu miejsce na nowy pomnik. Bo
konserwacja jest aktem otwartym, kreacyjnym, jak go określił Władysław
Tatarkiewicz, który napisał: "Akt tworzenia trwa: świat przestałby istnieć,
jeśli Bóg przestałby go tworzyć. Utrzymywanie bytu "conservatio" – to także
tworzenie – "creatio"". Zatem nie należy zadawać sobie pytania, czy ma
powstać pomnik, lecz pytanie: jak pomnik ma wyglądać? – uważa Bożena
Grabowska.

Brak dobrej woli
Zdaniem Wojciecha Boberskiego, historyka sztuki i wiceprezesa stowarzyszenia
Polska Jest Najważniejsza, zastrzeżenia "konserwatorskie" należy traktować
jako typowe administracyjne fortele – opinie urzędnika bezpośrednio
podległego Hannie Gronkiewicz-Waltz. – Staram się być realistą i właśnie
dlatego, nie wierząc w powstanie monumentu w obecnej konfiguracji
politycznej, jestem całkowicie pewien, że pomnik przy Krakowskim
Przedmieściu kiedyś powstanie. Należy zgodzić się z opinią, że niemal od
samego początku sprawa pomnika stała się instrumentem walki politycznej. Tym
instrumentem posługiwała się przede wszystkim władza państwowa, samorządowa
i medialna, kontynuując taktykę czarnej propagandy i prowokacji, stosowaną z
dużym powodzeniem w czasach sprzed katastrofy, i z pełną świadomością
rezygnując z okazji do wygaszenia frontu "polsko-polskiej wojny" – uważa
nasz rozmówca. W jego opinii, cała sprawa rozbija się o brak dobrej woli
zarówno władz Warszawy, jak i obecnego rządu.
– Przygnębiające w naszym boju o pomnik na Krakowskim Przedmieściu jest to,
że coś, co nam się wydaje oczywiste – upamiętnienie ofiar – patriotów,
którzy zginęli pod Smoleńskiem rok temu – spotyka się z takim urzędniczym
brakiem dobrej woli – wyznaje Zuzanna Kurtyka, żona prezesa Instytutu
Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
Jak dodaje, zasmuca ją fakt, że dla Kancelarii Prezydenta, dla prezydent
Warszawy cele polityczne są nadrzędne wobec wartości patriotycznych. Zuzanna
Kurtyka aktywnie działa w pracach Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar
Tragedii Narodowej pod Smoleńskiem, który dąży do rozpisania konkursu na
pomnik upamiętniający wszystkie ofiary katastrofy. Prezes komitetu prof.
Włodzimierz Bernacki zadeklarował wsparcie dla projektu Pawła Szychalskiego.
Jak jednak podkreślił, nie blokuje on dalszych dążeń komitetu do tego, aby
bardziej tradycyjny pomnik stanął na Krakowskim Przedmieściu. – Pomnik
powinien powstać w miejscu bezpośrednio związanym z urzędem pełnionym przez
śp. Lecha Kaczyńskiego. Minęły czasy komunizmu, w których symbole, takie jak
krzyż, wypierane były poza przestrzeń publiczną, a pomniki mogły być
budowane tylko za aprobatą państwa. Jeśli państwo nie chce uszanować pamięci
swego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, to zamiast niego uczynić to muszą
obywatele – uważa prof. Bernacki. Jak dodaje, w chwili obecnej komitet nie
posiada osobowości prawnej, co w zdecydowany sposób utrudnia prowadzenie
działalności. – Sąd po raz kolejny zwrócił się o usunięcie uchybień
"odnalezionych" we wniosku o rejestrację. My po raz kolejny podejmiemy
działania "naprawcze". Przypomnę, że zebranie założycielskie odbyło się 23
września ubiegłego roku – podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" prof.
Bernacki.

Marginalizowanie pamięci
Druga ścieżka, którą konsekwentnie blokuje się inicjatywę wzniesienia
pomnika na Krakowskim Przedmieściu, zasadza się na uporze obecnej władzy w
marginalizowaniu wszystkiego, co związane z tragedią smoleńską. Przy użyciu
zręcznego narzędzia, jakim są mainstreamowe media, czołowi politycy starają
się przedstawić sam pomysł budowy pomnika na Krakowskim Przedmieściu jako
inicjatywę "pisowskich" bojówek, a właściwie samego PiS. Zasadne jest więc w
tym miejscu pytanie: o co tak naprawdę toczy się bój? Czy przeciwnicy
pomnika nie pamiętają, jaki napis widniał na tabliczce umieszczonej na
krzyżu? Harcerze apelowali na niej do władz, aby w miejscu krzyża stanął
pomnik. To społeczeństwo więc, a nie politycy z jakiejkolwiek opcji,
domagało się i nadal domaga pomnika. – Prawdziwa walka nie toczy się o
pamięć, bo po prostu nie ma możliwości jej skutecznego zatarcia. Toczy się o
wartości, które uosabiał prezydent Lech Kaczyński. Zrealizowany pomnik byłby
poza wszystkim zmaterializowanym symbolem tragicznie przerwanych marzeń o
dumnej, silnej i wolnej Polsce, o zachowaniu narodowej tożsamości, o
solidarności i sprawiedliwości społecznej – podkreśla Wojciech Boberski.
Niezależnie od oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego, która powinna być
rzetelna i merytoryczna, należy zaznaczyć niezwykle ważną sprawę, o której
zdają się zapominać kontestatorzy inicjatyw pomnikowych. – Przed rokiem
straciliśmy wielu "państwowców", ludzi stawiających interes Polski ponad
partyjne lub biznesowe interesy. Skutki tej straty są dzisiaj aż nadto
widoczne – dodaje Wojciech Boberski. Jego zdaniem, pozostając symbolem
pamięci, pomnik byłby wyrzutem sumienia i przestrogą, ale przede wszystkim
prawdziwym znakiem pojednania i nadziei.
Trudno nie dostrzec asymetrii w boju o pomnik. Z jednej strony widzimy
oddolne inicjatywy – ludzi skupionych w przeróżnych inicjatywach społecznych
aktywnie wspierających ideę pomnika, niemających ani wielu środków, ani
często możliwości na wzięcie udziału w debacie publicznej. Z drugiej strony
media chętnie i na okrągło powielające wypowiedzi polityków czy urzędników,
które sprawę pomnika zamykają w sondażu w stylu: "Czy powinien powstać
pomnik smoleński na Krakowskim Przedmieściu?". Oczywiście, w domyśle
"kolejny", bo przecież, jak niejednokrotnie podkreślała Hanna
Gronkiewicz-Waltz, na Powązkach jest już pomnik i to powinno wystarczyć. –
Walki o pomnik na Krakowskim Przedmieściu (i dokładnie tam powinien ten
pomnik stanąć) odpuścić absolutnie nie można. I tutaj nacisk opinii
publicznej mógłby wiele zdziałać, jest jednak jeden podstawowy problem:
media, które są niestety w znakomitej większości w rękach ludzi powiązanych
z obecnym obozem rządzącym. Dlatego rzadko kiedy słyszymy w nich cokolwiek
na temat inicjatyw związanych z budową pomnika ku pamięci ofiar katastrofy
smoleńskiej, a jeśli już słyszymy, to natychmiast taka wiadomość jest
opatrzona odpowiednim "sondażem", w którym najczęściej oczywiście większość
respondentów jest przeciwna budowie pomnika na Krakowskim Przedmieściu –
ocenia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Dominika Gwiazda, wiceprezes
gdańskiego oddziału Stowarzyszenia Solidarni 2010. Jej zdaniem, dyskusja na
temat tego, czy pomnik powinien powstać, czy też nie, nie powinna w ogóle
mieć miejsca. – Katastrofa smoleńska to wydarzenie, o którym po prostu
trzeba pamiętać, wydarzenie, które na stałe zapisało się na kartach historii
naszego kraju, i jakiekolwiek debaty, dyskusje czy "sondaże" w sprawie
pomnika wydają mi się wręcz żenujące – stwierdza Gwiazda.
W niedzielę, 10 kwietnia, na Krakowskim Przedmieściu zbierano podpisy
poparcia dla Pomnika Światła – udało się ich zgromadzić kilkanaście tysięcy.
Masowe poparcie dla tego niekonwencjonalnego projektu stanowi doskonałe
odzwierciedlenie tego, jaki fundament ma sama inicjatywa pomnika na
Krakowskim Przedmieściu – oparcie dla niej tkwi w społeczeństwie. A
dokładnie: w jego wykluczonej przez rządzących części, a przez "elity
intelektualne" nazywanej wprost "grupą fanatyków siejących nienawiść". Z
taką retoryką, jak również z argumentacją "nie, bo nie" naprawdę trudno
dyskutować. I o to chyba w tym wszystkim chodzi: dyskutować nie wolno, bo
nie ma o czym. To znaczy – my sobie podyskutujemy, a wy musicie tego
wysłuchać i nam przyklasnąć. Rzesze Polaków na Krakowskim Przedmieściu,
które przybyły w rok po katastrofie, aby oddać hołd parze prezydenckiej i
wszystkim ofiarom tragedii smoleńskiej, pokazały dobitnie, że spora część
społeczeństwa domaga się jednak, aby jej głos był brany pod uwagę. Również w
sprawie pomnika na Krakowskim Przedmieściu.

 

Paulina Jarosińska

drukuj