Spece od haseł i emocji
Z wicemarszałkiem Senatu Zbigniewem Romaszewskim rozmawia Mariusz Bober
Zamach na Biuro Poselskie Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi uświadomił wielu
ludziom potrzebę zmian w polskiej polityce. Jak powinien wyglądać ten przełom?
– Politycy w niewielkim stopniu mają wpływ na atmosferę w społeczeństwie. Na
polityków bardzo się narzeka, ale tak naprawdę niewiele pozwala im się
powiedzieć. Sam mam teraz bardzo utrudniony kontakt z wyborcami…
Dlaczego?
– Ponieważ każdy kontakt odbywa się za pośrednictwem mediów. Te zaś podają to z
wypowiedzi polityków, co im odpowiada, co jest dostatecznie interesujące dla ich
odbiorców itd.
Zwykle media proszą o komentarze przy okazji aktualnych spraw, więc politycy
mogą zaprezentować swoje opinie.
– Często występuję w mediach, co nie znaczy, że mogę się swobodnie wypowiedzieć.
Jeśli już dziennikarze zwracają się do mnie po wypowiedź, to zawsze ustawiają to
tak, abym uczestniczył w pewnej grze. Często organizowane są dyskusje niemal na
wzór walki psów. Naprzeciw jednego polityka usadawia się innego, z przeciwnego
obozu politycznego, rzuca się obu jakieś hasło, licząc, że obaj zaczną wymieniać
ciosy… To psuje merytoryczną debatę. Polityka – tak jak rozumieliśmy ją
jeszcze w czasach "Solidarności", została zastąpiona przez marketing polityczny.
W konsekwencji nie jest istotny program, jaki chce realizować polityk czy jego
ugrupowanie, nie jest istotne, co myśli, ważne staje się tylko to, jak
prezentuje się w mediach. W ten sposób przeszliśmy na grunt uprawiania polityki
w sposób całkowicie emocjonalny, a racjonalizm został usunięty. To zaś jest
skutkiem działania mediów, a nie polityków. My moglibyśmy formułować swoje
poglądy zupełnie inaczej.
Są jeszcze bezpośrednie kontakty w biurach poselskich lub podczas spotkań z
wyborcami…
– To prawda. Uczestniczyłem w wielu z nich. Ale w ostatnich latach nastąpiła
rewolucja komunikacyjna, która całkowicie zmieniła demokrację, w tym sposób
kontaktu parlamentarzystów, także mój, z wyborcami. Moje spotkania jeszcze na
początku lat 90. były bardzo owocne. Jednak już kilka lat później sytuacja
diametralnie się zmieniła. Bodajże w 1997 r. uczestniczyłem w spotkaniu z
wyborcami, na które przyszło… 7 osób. Pozostali zapewne uznali, że mają dostęp
do radia i telewizji i nie czują potrzeby bezpośredniego spotkania się ze swoim
parlamentarzystą. Obywatele za pośrednictwem mediów otrzymują tak wiele
informacji, często całkowicie zbędnych, że nie interesują ich już sprawy
publiczne. Staram się też zawsze pieczołowicie odpowiadać na przesyłane maile,
listy itd. Ale zauważyłem, że od półtora roku straciło to jakikolwiek sens.
Dlaczego?
– Ponieważ nadsyłane są do mnie krótkie, nierozwinięte zdania, które zawierają
jedynie emocje. Wynika z nich, że wysyłają je ludzie, którzy albo nie czytali
mojego stanowiska, albo go w ogóle nie rozumieją. To przejaw tego, że z polityki
zrobiono marketing, który gra na samych emocjach.
Sugeruje Pan więc, że zachowanie zabójcy działacza PiS było skutkiem
podgrzewania przez media konfliktu politycznego?
– Oczywiście. Są ludzie, którzy bardzo ulegają emocjom. Nawet się nie wysilają,
żeby coś zrozumieć z problemów, które są naprawdę ważne dla Polski, o których
się dyskutuje. Wynika to także z tego, że ludzie żyją coraz szybciej. Natłok
zajęć, zalewająca ich masa informacji sprawiają, iż nie mają czasu na spokojną
refleksję. Obywatele, biegając z pracy do pracy, nie mają chwili, by zastanowić
się nawet, dlaczego muszą tak biegać za dodatkowym zarobkiem! W dodatku w
społeczeństwie została wykopana prawdziwa przepaść. Nawet gdy spotykają się
znajomi, nie rozmawiają już o polityce, bo się boją, że się pokłócą.
Jakie wnioski należy wyciągnąć z pierwszego morderstwa politycznego w III RP?
– Podstawowy wniosek jest "ewangeliczny": niech każdy uderzy się w piersi!
Tymczasem jak na razie media nie wyciągnęły żadnych wniosków. Ostatnio TVN
zorganizowała kolejną nagonkę, tym razem na posła Antoniego Macierewicza.
Zasiadam w Senacie od 20 lat. Pewne doświadczenie polityczne już nabyłem.
Tymczasem jeśli ta stacja decyduje się na zamieszczenie mojej wypowiedzi, to
pyta tylko o komentarz do słów… Jarosława Kaczyńskiego. Okazuje się, że nie ma
w Polsce nic ważniejszego, nie trzeba patrzeć na to, co robią prezydent, rząd.
Tylko przywódca opozycji! Zapewne ze względu na miarę tej postaci rzeczywiście
zasługuje ona na szczególną uwagę, ale tego akurat TVN nie dostrzega. A może
zapraszanym politykom media powinny zadawać pytania: czy pan nie przyczynił się
do doprowadzenia do zamachu w Łodzi? Komercyjne media nie widzą problemu w
sposobie traktowania ludzi, którzy bronili krzyża na Krakowskim Przedmieściu w
Warszawie. A przecież niektórych z nich funkcjonariusze nadzorowani przez obecne
władze wozili przymusowo na badania psychiatryczne! Takie rzeczy zdarzały się w
czasach głębokiej komuny!
Dlaczego polska polityka zabrnęła w ślepy zaułek? Czy rzeczywiście
przyczyniły się do tego tylko media?
– Oczywiście politycy w jakiś sposób uczestniczą w tej grze, dostosowując się do
niej, siląc się na efektowne wejścia, wyrażanie jednoznacznych opinii itd.
Tymczasem problemy, z którymi przychodzi nam się mierzyć, wymagają uwzględnienia
ich złożoności i różnych punktów widzenia. Przecież mamy wiele bardzo ważnych
spraw, które należy poddać pod merytoryczną dyskusję: deficyt budżetowy, umowę
gazową z Rosją itd.
A może realny konflikt interesów co do sposobu rozwiązania tych ważnych
problemów stał się już tak głęboki, że trudno znaleźć wspólny język?
– Nie ma naprawdę żadnego realnego problemu, dla którego nie dałoby się
wypracować jakichś wspólnych rozwiązań przy odrobinie dobrej woli i
porozumienia. Przecież na tym polega polityka, by wypracowywać uzgodnienia jak
najbardziej uwzględniające racje oraz interesy różnych grup społecznych. Bo np.
z natury różne są oczekiwania pracodawców i pracowników. Jeśli zaś politykę
sprowadza się jedynie do walki o władzę, to rzeczywiście nie da się osiągnąć
żadnego porozumienia, i to nawet w tych najbardziej prostych sprawach.
Politycy nie umieją rozwiązywać problemów, a potrafią jedynie toczyć spory?
– To dlaczego wcześniej umieli? Przecież spory toczyliśmy jeszcze w czasach
opozycji! A jednak potrafiliśmy wybić się na niepodległość.
Ale dziś każda z partii kieruje się swoimi racjami. PiS zdobyło władzę pod
hasłem walki z patologiami z czasów rządów lewicy, PO – "przywracania
normalności", choć – jak się okazuje – oznacza to też powrót do sankcjonowania
patologii…
– Tak, i w konsekwencji Platforma pozbawiła Mariusza Kamińskiego funkcji szefa
Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które wykryło aferę hazardową. Rządowi udało
się też zamieść pod dywan upadek stoczni w Gdyni i Szczecinie. Choć w aferze
hazardowej jest mnóstwo ewidentnych przykładów nieprawidłowości, krętactw oraz
obrzydliwych, prostackich, wręcz wulgarnych działań, to w przypadku afery
stoczniowej jest jeszcze gorzej. Przeglądając materiały na ten temat, niemal na
każdym kroku można natknąć się na działania lub zaniechania, na które są
konkretne paragrafy.
Jeśli dojdzie do zmiany władzy, to nowy rząd będzie miał moralne prawo do
rozliczenia "patologii rządów PO"?
– I w ten sposób zbudujemy demokrację odwetu. Przez dwa lata rządów PiS
zrezygnowano ze współpracy z opozycją, choć działo się to nie tylko z winy tej
partii. Już wtedy bowiem zaczęły się szaleńcze wręcz ataki na PiS pod hasłem
"walki z dyktaturą", "faszyzacją". To jest jakiś polski syndrom – braku
wyrobienia politycznego. Wystarczy, że któraś z partii zdobędzie wyraźniejszą
przewagę nad innymi, a już uważa, że wszystko jej wolno.
To jakie jest rozwiązanie? "Odpartyjnienie" polityki?
– Trzeba podjąć działania poprawiające jakość demokracji. Proponowałbym np.
zniesienie klubów parlamentarnych w Senacie. W Sejmie muszą one funkcjonować,
ale w Senacie nie są potrzebne. Musimy wreszcie zacząć dyskutować merytorycznie
i najlepiej byłoby, gdyby odbywało się to poza formacjami politycznymi.
Oczywiście politycy biorący udział w tych dyskusjach mieliby określoną
przynależność partyjną, ale nie byliby tak mocno związani dyscypliną partyjną.
Dziś nawet nie chce im się brać udziału w dyskusjach, bo i tak muszą zagłosować
zgodnie z dyscypliną partyjną…
Co po zamachu w Łodzi zrobi klasa polityczna?
– Obawiam się, że jak zwykle pozostaniemy w sferze symboli i nadal będziemy
oddawać cześć współczesnym bożkom, jak: "dialog", "porozumienie", "tolerancja",
"demokracja" czy "prawa człowieka". Ale nie jest to jedynie specyfika polska. To
trend ogólnoświatowy. Obserwując zachowania polityków, dochodzę do przekonania,
że nadal usiłuje się rozwiązywać problemy za pomocą "obracania słowami".
Ale to ani nie rozwiąże naszych problemów, ani nie zasypie rowu, o którym Pan
powiedział.
– Trzeba zacząć od tego, że dziennikarze muszą się uczyć, aby być kompetentnymi
w różnych dziedzinach, którymi zajmują się politycy. Rów mogą zakopać tylko
media. Muszą znowu wziąć odpowiedzialność za swoje funkcjonowanie. Bez
odpowiedzialności nie można budować państwa. Tymczasem obecnie hasłem
dominującym jest "luz". Następnie ludzie muszą zacząć poważnie traktować siebie
nawzajem, jak również przedstawicieli w parlamencie. To, z czym mamy obecnie do
czynienia, jest dekadenckie. Tak nie da się dłużej funkcjonować! Dlatego trzeba
zacząć rozmawiać, ale merytorycznie!
Dziękuję za rozmowę.
