Spadki po trujących wyziewach
Z dr. Janem Filipem Staniłką, ekspertem w dziedzinie ekonomii
politycznej warszawskiego Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Ambroziak
Według sondażu TNS OBOP Platforma tylko w ciągu ostatnich dwóch
tygodni straciła aż 9 punktów procentowych.
– To jest jeden sondaż. Potrzebny byłby ciąg sondaży, który potwierdzałby tę
tendencję. Niemniej jednak należy powiedzieć, że jednym z warunków spadku
poparcia dla PO jest powstrzymanie się przez PiS od wysiłków, by to szybko
skapitalizować. Kiedy Prawo i Sprawiedliwość milczy lub mówi głosem fachowym,
sytuacja robi się trudna dla PO. PiS teraz ma dużo lepszą reprezentację w
parlamencie, media nie chcą za bardzo tego pokazywać, więc – paradoksalnie –
uwaga skupia się na Platformie. W tej sytuacji PO musi się bronić w mediach
niejako przed samą sobą. Ponadto po kilku latach rządów tej partii nagromadziło
się wiele spraw, które chwały PO nie przynoszą. Udowadniają, że w wyniku ich
rządów struktura państwa w wielu dziedzinach jest już mocno przegniła. I
zaczynają się wydzielać "trujące wyziewy". To wyszło choćby przy katastrofie
smoleńskiej, która to sprawa powoli się nam odsłania i pokazuje, że państwo po
prostu nie działa, jest dysfunkcyjne. Mam na myśli choćby pracę Biura Ochrony
Rządu czy też wynik prac krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych.
Z ekspertyzami w tych kwestiach politykom obozu rządzącego i
sympatyzującym z nimi mediom trudno się pogodzić.
– Mam wrażenie, że są poważne mentalne bariery po stronie tej barykady
medialnej. Ci ludzie nad pewnymi rzeczami chyba się nie zastanawiają. Dopiero
kiedy do głosu dochodzą takie autorytety, jak prof. Wiesław Binienda, którego
trudno zdyskredytować – to pewnym osobom trudno jest dopasować taką opinię do
reszty układu pojęć, którymi te osoby operują, i zaczynają się niepokoić. Trzeba
się nad tym zacząć zastanawiać.
Kolejne przyczyny spadku poparcia dla Platformy to bardzo wyraźny problem
finansów samorządów oraz problem ACTA, który dotyka nie tylko pewnej grupy
ludzi, ale tej tzw. nowej kultury. Do tego dochodzą również problemy ustawy
refundacyjnej czy też reformy emerytalnej i podniesienia wieku emerytalnego,
która niepokoi także młodszych, czyli osoby mniej zainteresowane polityką.
Z sondaży TNS OBOP wynika, że wyraźnie skurczyło się poparcie dla
dotychczasowego lidera wśród najmłodszych badanych oraz tych, którzy interesują
się polityką.
– To naturalne. Ci ostatni śledzą, co się dzieje w polityce. W Polsce tylko
pewna grupa ludzi interesuje się polityką, ta grupa jest dla PiS prostsza –
łatwiej do niej trafić konkretnymi argumentami. Do tych, którzy polityką się nie
interesują lub tylko trochę, poprzez telewizję, trudno jest się przebić. Prędzej
dotrą do nich efekty partactwa rządu. Przed końcem roku czy przed wyborami rząd
starał się korzystnie wypadać w oczach opinii publicznej. Jednak już po 1
stycznia okazało się, że samorządy nie mają pieniędzy, podrożała ropa, a z nią
opłaty bieżące, koszt podróży, gaz ziemny itp. Podrożało tzw. życie codzienne,
co mocno dotyka emocji obywateli. A do tej pory na takim odwracaniu emocji od
siebie, otaczaniu się tzw. pluszowością, Platforma wygrywała.
Poseł PO Rafał Grupiński uważa jednak, że Platforma płaci za
zapowiedzi reform stabilizujących finanse państwa.
– Poseł Grupiński komplementuje sam siebie. Z tego, co wiem, projekt ustawy
emerytalnej jest już gotowy, jednak nie są to żadne stabilizacje. Ustawa
emerytalna jest potrzebna, ale wejdzie w życie chyba za sześć lat. Podwyższenie
wieku emerytalnego zajmie sporo czasu. Ludzie się tego boją, ale jeszcze ich to
nie boli. Uważam, że PO zapłaci raczej za brak reform wcześniejszych. Na
przykład za to, że gaz jest dziś u nas najdroższy w Europie – co jest efektem
umów z Gazpromem, które są oparte na cenach ropy. Dla ludzi to bardziej bolesne
niż zapowiedzi reformy emerytalnej.
PiS skorzysta ze spadku poparcia dla PO?
– To kwestia bardzo trudna. Na pewno bardzo by chciało, ale moim zdaniem, nie
ma dziś strategii, by to osiągnąć. A jeżeli są już jakieś pomysły w Prawie i
Sprawiedliwości, to ma je kilku aktywniejszych posłów, takich jak m.in.
Krzysztof Szczerski. Jednak to nie jest jeszcze coś, co można nazwać spójnym
planem. Dlatego byłbym bardzo ostrożny z optymistycznymi prognozami dla PiS.
Zakładałbym natomiast, że dla tej partii warunki są sprzyjające. Może trochę
poczekać, pozwolić się PO wykrwawiać, zwłaszcza że jest to początek kadencji.
PiS nie powinno próbować natychmiast tego kapitalizować, bo to się może dla
niego źle skończyć.
W jakim sensie?
– Mam na myśli to, że Platforma będzie chciała np. wciągnąć PiS w
odpowiedzialność za reformy, które sama zgłosi. Może chcieć przerzucić ich
ciężar i koszt na opozycję, co dla tej nie będzie łatwe.
Badania pokazują też lekką poprawę notowań opozycji lewicowej.
– To efekt tego, że wyborcy, którzy odeszli od lewicy do PO w ostatnich
wyborach parlamentarnych, wracają na swoje miejsce.
Dziękuję za rozmowę.
