South Stream nie tylko dla Rosji?
Komisja Europejska ogłosiła, że chce zmian w umowie gazowej między
Bułgarią a Rosją, tak by zagwarantować dostęp stron trzecich do gazociągu South
Stream zgodnie z prawem UE. Wcześniej KE interweniowała w sprawie gazowych
porozumień polsko-rosyjskich. Bruksela tłumaczy, że w ten sposób staje w obronie
konkurencyjnego rynku energii w UE, co jest gwarancją zapewnienia bezpieczeństwa
dostaw.
KE uważa, że porozumienie zawarte między Moskwą a Sofią, mówiąc o "sprawiedliwym
i nieograniczonym tranzycie", nie gwarantuje wystarczająco dostępu firm z innych
krajów do budowanej w Bułgarii infrastruktury. Taki dostęp jest gwarantowany
przez prawo UE i to właśnie KE chce wyraźnie zapisać w umowie
bułgarsko-rosyjskiej. Wcześniej po uwagach Komisji do podpisanego w sobotę
porozumienia w sprawie South Stream dopisano zapewnienie, że prawo UE będzie
respektowane, jeśli chodzi o przydział mocy przesyłowych na South Stream.
W ostatnim czasie premier Rosji Władimir Putin dał do zrozumienia, że to South
Stream będzie projektem priorytetowym dla Kremla. Szef rosyjskiego rządu
poinformował, że jeżeli rurociąg południowy zostanie sprawnie dokończony,
wówczas druga część gazociągu Nord Stream (3. i 4. nitka), przebiegającego pod
Morzem Bałtyckim, nie będzie realizowana.
KE została włączona w negocjowanie porozumienia o powołaniu konsorcjum między
rosyjskim Gazpromem a bułgarską firmą Bulgarian Energy Holding do budowy i
eksploatacji bułgarskiego odcinka South Stream. Gazociąg ten ma od 2015 r.
dostarczać po dnie Morza Czarnego gaz z Rosji do Bułgarii, gdzie podzieli się na
dwie nitki: północną – do Austrii i Słowenii przez Serbię i Węgry, oraz
południową – do Włoch przez Grecję. Mający liczyć 3,6 tys. kilometrów South
Stream jest projektem konkurencyjnym wobec wspieranego przez Unię Europejską
gazociągu Nabucco, który ma zmniejszyć uzależnienie UE od importu gazu z Rosji.
ŁS, PAP
