Solidarni z Węgrami – pikieta w Warszawie
Solidarni z Węgrami
Dziś w Warszawie odbyła się pikieta solidarności z Węgrami. Organizatorami manifestacji byli parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości. Jak zapowiedzieli był to apel o sprawiedliwe traktowanie Węgier. Parlamentarzyści apelują do Polaków: „Węgrzy pomagali nam w 1920 i 1956 roku. Bądźmy braćmi!” Pikieta rozpoczęłą się w południe przed siedzibą Komisji Europejskiej przy ulicy Jasnej.
Aktualności Dnia z prof. Jerzym Robertem Nowakiem 16.01.2012
Jak stwierdzili organizatorzy pikiety Komisja Europejska nasiliła presję na Węgry, zapowiadając otwarcie trzech procedur karnych w celu wymuszenia zmiany budzących kontrowersje nowych przepisów. Chodzi przede wszystkim o węgierski bank centralny; reformy sądownictwa; zmiany w konstytucji węgierskiej ograniczenie niezależności urzędu ds. ochrony danych, sądów i wielu innych ustaw demokratycznego państwa węgierskiego. Jak oświadczył Arkadiusz Czartoryski – jeden z organizatorów pikiety – dyktat Międzynarodowego Funduszu Walutowego i KE jest skandalem na niespotykaną skalę. Inne państwa europejskie wielokrotnie przekraczały dopuszczalny deficyt finansów (np: Francja, Grecja, Włochy, Hiszpania), a działania w te państwa nie były wymierzane. Arkadiusz Czartoryski przypomniał, że Orban pomaga węgierskim rodzinom wyjść z pułapki kredytowej zach. banków. Dodał, że Węgrzy zapisali, że chronią małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety.
Dzisiejsza pikieta będzie apelem o bardziej sprawiedliwe i rzetelne traktowanie Węgier przez Unię Europejską. Węgrzy mają prawo samodzielnie kształtować swoją przyszłość i za nią odpowiadają – wyjaśnia Stanisław Pięta, który przypomina, że w kwietniu 2010 r. Węgrzy dokonali jasnego, jednoznacznego i demokratycznego wyboru, przy poszanowaniu wszystkich zasad obowiązujących w UE, decydując się naprawić katastrofalne w skutkach rządy socjalistów. W środę Bruksela zapowiedziała otwarcie trzech procedur karnych w celu wymuszenia zmiany budzących kontrowersje nowych przepisów. Decyzje mają zapaść do jutra. Komisja Europejska skrytykowała Węgry za to, że nie realizują przyjętego planu trwałego ograniczania deficytu finansów publicznych, i zaleciła otwarcie nowego etapu procedury dyscyplinującej wobec tego kraju, co może prowadzić do sankcji w postaci odebrania przysługujących funduszy spójności.
W piątek podczas ostatniego posiedzenia Sejmu, tuż przed głosowaniami, poseł Stanisław Pięta złożył wniosek formalny o przerwę i zwołanie Konwentu Seniorów w tej sprawie. Wezwał Sejm do zwrócenia, w imieniu Polski, uwagi na sytuację, w jakiej znalazł się rząd Viktora Orbána oraz państwo węgierskie. Akcję lewicowej międzynarodówki, która ujawniła się nie tylko w groźbach Komisji Europejskiej, ale również w wypowiedziach polityków i dziennikarzy, poseł PiS określił mianem „bezprecedensowego spektaklu gróźb, połajanek i nacisków stosowanych przez urzędników UE”. Podkreślał, że z jednej strony słyszymy zapewnienia UE o solidarności i wielomilionowej pomocy dla Włoch, Grecji, Portugalii, z drugiej zaś widzimy brutalny szantaż i ingerencję w sprawy wewnętrzne Węgier. Za wnioskiem Pięty głosowało tylko 150 posłów. Przeciw było 287, a jeden wstrzymał się od głosu. Zdaniem Pięty, obojętność polskiego Sejmu jest zdumiewająca.
– Strach i uległość wobec UE okazały się większe niż tradycyjne związki Polski i Węgier. W chwilach tak trudnych powinniśmy się z nimi jednoznacznie solidaryzować. Dzisiaj upokarzani są Węgrzy, a potem przyjdzie czas na upokarzanie innych narodów – podkreśla parlamentarzysta.
21 stycznia. planowany jest w Budapeszcie „pokojowy marsz” zorganizowany przez dziennikarzy, intelektualistów i ludzi biznesu, którzy od dawna i obecnie udzielają poparcia partii Fidesz pod przewodnictwem V. Orbana, wybranym w wyborach 2010 roku. Uzasadnieniem organizowanej demonstracji jest oświadczenie: „Z rosnącym niepokojem patrzymy, jak mylące i stronnicze media międzynarodowe wzmacniają fałszywe i niesprawiedliwe postrzeganie naszego kraju, co przynosi coraz więcej szkód naszej gospodarce i społeczeństwu węgierskiemu” – głosi deklaracja organizatorów marszu.
Zastępca przewodniczącego partii Fidesz Lajos Kosa powiedział, że partia zorganizuje masową demonstracje poparcia dla swego rządu 15 Marca, w rocznicę rewolucji węgierskiej w 1848 roku przeciw okupacji Habsburgów.
Źródło: Nasz Dziennik, Solidarni 2010
***
Węgry w klinczu
Od początku powstania w maju 2010 r. centroprawicowego rządu Viktora Orbána toczy się przeciwko Węgrom brutalna, bezwzględna walka. Z zewnątrz jesteśmy atakowani przez międzynarodowy kapitał oraz byłych, ale wpływowych na Zachodzie liderów nieistniejącej już partii liberalnej (Związek Wolnych Demokratów), którzy mają krewnych w mediach amerykańskich i europejskich; w kraju szkalują nas socjaliści i liberałowie.
Jaka jest przyczyna tych bezpodstawnych ataków? Odpowiedź jest prostsza, niż ktokolwiek by myślał. Rząd Orbána po 8 latach pustoszenia kraju przez socjalistów i liberałów, rozkradania majątku narodowego, wszechobecnej korupcji, twardo obstaje za interesem narodowym, a nie banków i zagranicznych monopoli.
Brutalna ingerencja
Od 1 stycznia 2012 r. na Węgrzech obowiązuje nowa konstytucja, w preambule odwołująca się do korzeni chrześcijańskich narodu węgierskiego. W Polsce i na świecie raczej nie jest znany fakt, że poprzednia konstytucja z 1949 r., uchwalona na wzór sowieckiej, obowiązywała aż 23 lata od upadku komunizmu w 1989 roku. Rekord światowy, a zarazem skandal i wstyd!
Nowa konstytucja określa, że Węgry są republiką. To stwierdzenie występuje po zdaniu precyzującym nazwę państwa, która brzmi: Węgry. Czyli ustrój państwa nie uległ zmianie, jak oszczerczo głoszą „Washington Times”, „Wall Street Journal” i „Financial Times”, utyskując, że nastąpił koniec republiki, a Orbán wprowadza dyktaturę. Za tą manipulacją i oszczerczą kampanią antywęgierską stoją liberałowie i lewica – Węgierska Partia Socjalistyczna, która jest dziedzicem Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Ogłaszając koniec demokracji na Węgrzech, oskarżają nas (zamiennie) o rasizm, faszyzm, antysemityzm i nacjonalizm.
Były ambasador USA w Budapeszcie w latach 80. XX wieku Mark Palmer zarzucił Węgrom, że nie szanują „podstawowych wartości europejskich”, za co należy je wyrzucić z UE. Wezwał też, aby „wszystkimi środkami”, w tym konstytucyjnymi, dążyć do zmiany obecnego rządu węgierskiego. Za kogo uważa się pan Palmer? Za gubernatora Węgier czy szefa kolonii, która nosi nazwę „Węgry”? Kto go mianował? Dlaczego wtrąca się w wewnętrzne sprawy niepodległego państwa i demokratycznie wybranego rządu.
Po tym oświadczeniu Palmera, które niewątpliwie godzi w godność narodową Węgrów, ambasada USA w Budapeszcie wydała oświadczenie, że Stany Zjednoczone nie dążą do obalenia Orbána. Piękny gest. Wiadomo, że chcą go obalić. Ponieważ Palmer poszedł za daleko w swojej nienawiści do Węgier, musieli trochę stonować jego wypowiedź. Warto wiedzieć, że Palmer utrzymywał zażyłe kontakty z Wolnymi Demokratami i postkomunistami, a nie z partią, która wygrała pierwsze wolne wybory po 1939 roku, Węgierskim Forum Demokratycznym (dziś również już nieistniejącym).
Bunt banków
Jest prawdą, że premier Orbán występuje przeciwko interesom kapitału międzynarodowego. Broni, zgodnie ze swoim konstytucyjnym obowiązkiem, tragicznie zadłużonej ojczyzny – w tej chwili zadłużenie kraju wynosi 83 proc. PKB, a w 2002 r., gdy Orbán oddawał władzę po przegranych wyborach, siegało 52 procent. O co więc chodzi Unii Europejskiej, Stanom Zjednoczonym i opozycji? Żeby premier złamał przysięgę i stał się rzecznikiem interesu obcego mocarstwa i Unii wbrew własnej ojczyźnie? – Interes obywateli węgierskich jest najważniejszy – podsumował Orbán ataki na swoją politykę. Kilka dni temu w wywiadzie radiowym oświadczył, że nikt, ani za oceanem, ani w Europie, nie może dyktować, jakie ustawy ma przyjąć parlament węgierski. – Po prostu to do nich nie należy – powiedział Orbán. Twardą obroną podmiotowości Węgier premier zdobył zaufanie i szacunek większości narodu.
W kampanii antywęgierskiej wykorzystywane są wszystkie chwyty. Ostatnio za pretekst posłużyła ustawa uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe, zakazująca budowy obiektów handlowych o powierzchni powyżej 300 m kwadratowych. Protestują też banki zagraniczne, które w ostatniej dekadzie wywiozły z Węgier 3200 miliardów forintów zysku. Teraz rząd próbuje ograniczyć ten drenaż kraju, łagodząc warunki spłaty kredytu zaciągniętego przez rodziny węgierskie we frankach swajcarskich. Banki mogą na tej operacji stracić 200 miliardów forintów.
Po dojściu do władzy rząd Orbána w 2010 r. wydał rozporządzenie o obłożeniu 98-procentowym podatkiem nienależnych wysokich odpraw i dodatkowych wynagrodzeń ministrów i wysokich urzędników państwowych socjalistycznego rządu oraz zwrocie do kasy państwowej tych sum. Budżet miał zyskać na tej operacji 10-15 milionów forintów. Jednak Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę za niekonstytucyjną. Zachód i lewica cieszyli się z porażki Orbána.
Prezes Narodowego Banku Węgierskiego András Simor otrzymywał miesięcznie na rękę ponad 2 miliony forintów, czyli zarabiał dwa razy więcej niż prezes Europejskiego Banku Centralnego czy prezes Federalnej Rezerwy USA. Według nowej ustawy żaden z urzędników państwowych nie może zarabiać więcej niż 2 miliony forintów miesięcznie. Prawo nie przewiduje wyjątków, nawet dla prezesa Narodowego Banku Węgierskiego. Węgrzy nie widzą żadnego związku pomiędzy zmniejszeniem jego wynagrodzenia a naruszaniem niezależności banku; pamiętają za to dobrze, że Simor przez lata łączył prezesurę z kierowaniem własną firmą na Malcie. Dziś publicznie krytykuje politykę Orbána i reprezentuje interesy Banku Światowego wobec własnego rządu, a nie odwrotnie.
Premier Orbán przecina też patologiczne praktyki w policji. Funkcjonariusze mogą przechodzić na emeryturę w wieku 30-40 lat, uzyskując świadczenie w wysokości 150-200 tysięcy forintów. Wielu z nich jest winnych brutalnemu traktowaniu demonstrantów w 2006 roku, ponieważ spowodowali ich trwałe kalectwo, za które obecny rząd płaci wiele milionów odszkodowań przyznanych przez sądy. Rząd chce tych zdrowych, silnych policjantów ponownie kierować do pracy. Jeżeli nie wyrażą na to zgody, to zachowując emeryturę, będą płacić 16-procentowy podatek. I to ma być dowód skrajnie prawicowej dyktatury na Węgrzech!
Węgrzy za rządem
Z chwilą gdy postkomuniści i liberałowie utracili na Węgrzech władzę, przestała istnieć – w ich pojęciu – demokracja. Zachodnioeuropejska i amerykańska prasa podziela ten pogląd. Ma wspólny interes z węgierskimi liberałami i postkomunistami, więc nie widać końca walki z rządem Orbána. Z tego powodu pod znakiem zapytania stoją możliwości i warunki uzyskania pożyczki od MFW. Jeżeli nie będą one korzystne dla Węgier, państwo nie przyjmie pomocy. Wtedy finansowe rezerwy państwowe wystarczą na pół roku, o ile nie zostanie przypuszczony przez międzynarodową finansjerę jeszcze bardziej gwałtowny i bezwględny atak gospodarczo-bankowy. Obecnie wiadomo, że Bank Światowy jest gotowy udzielić Węgrom pożyczki pod warunkiem: nowelizacji konstytucji (nie ma potrzeby ani konieczności), gwaracji niemieszania się rządu w niezależność Węgierskiego Banku Narodowego (konstytucja mówi, że rząd gwarantuje niezależność banku) oraz gwarancji wolności prasy (jest ona wolna), nienakładania na banki podatków.
O co w tym wszystkim chodzi? O zmuszenie rządu do zmiany polityki i rezygnację Orbána z fotela premiera. Środkiem w tej walce jest osłabianie forinta, różne machinacje finansowe i naciski. Na przykład w pierwszym tygodniu stycznia 2012 r. benzyna drożała aż trzy razy.
Jak tę trudną sytuację znoszą sami Węgrzy? Większość społeczeństwa żyje w bardzo ciężkich warunkach. Dwa tysiące lekarzy wypowiedziało warunki pracy (podobnie jak ich koledzy na Słowacji), lecz na okres trzech miesięcy zawiesili tę formę protestu. Nie przyjmują nadliczbówek (pracują ok. 50 godzin tygodniowo). Tysiąc lekarzy już opuściło kraj. Nie należy się dziwić. Lekarz po studiach zarabia 100 tys. forintów. Nieco więcej niż zamiatacz ulicy.
Nie każdy może wyemigrować. Wie to rząd, wie każdy przeciętny, kochający ojczyznę obywatel. Ale pracy nie ma. Jednak mimo pogarszających się warunków życia, strachu przed kryzysem finansowym państwa inteligencja, część młodzieży, studentów, warstwa średnia i część emerytów stoją po stronie rządu. Na razie jest to większość społeczeństwa. Ale jak długo wytrzymają? Kiedy wyjdą na ulicę? Prasa i media manipulują ludźmi. Pod presją mediów straszących wizją bankructwa państwa Węgrzy masowo lokują swoje oszczędności w Austrii. Ulegając panice, nie wiedzą, że koszty bankowe są tam znacznie wyższe, więc stracą, a nie zyskają na tej operacji. No, ale panika… Trudno im wytłumaczyć, aby nie działali na własną szkodę.
Globalny szantaż
Stany Zjednoczone, UE, banki prowadzą wojnę nerwów przeciwko Węgrom, jak Hitler i Göbbels we wrześniu 1939 r. przeciwko Polsce. Niemcy w końcu przegrali, bo w ich podłych celach i metodach działań tkwiło źródło porażki. Jak będzie teraz? Trudno powiedzieć.
Za nagonką na Węgrów stoi nietolerancja UE, Stanów Zjednoczonych, światowego systemu bankowego wobec wartości moralnych, tradycji chrześcijańskich i narodowych zawartych w węgierskiej konstytucji. Według znacznej części Węgrów, zupełnie nie chodzi im o demokrację na Węgrzech, bo nie zostały naruszone jej zasady. Globalistyczne kręgi nie znoszą innych wartości niż swoje, tzn. socjalistyczno-liberalne. Dlatego rok temu przeciw konstytucji protestowały Human Rights i Amnesty International, twierdząc, że ustawa zasadnicza nie gwarantuje wolności, bo dyskryminuje homoseksualistów. Konstytucja bowiem mówi o obronie życia poczętego, rodziny i małżeństwa kobiety i mężczyzny.
Takie media jak „The Economist”, „Le Figaro”, „Die Presse”, „Wall Street Journal” regularnie szkalują Węgry. „The Economist” nazwał Orbána bezprzykładnie podłym, bo broni i reprezentuje interesy swego kraju, a nie jest zdrajcą własnego narodu. „The Washington Post” porównał w tym tygodniu premiera do dyktatora, a jego rządy do systemu władzy w Rosji i na Białorusi.
Hillary Clinton, José Manuel Barroso i prezydent Francji Nicolas Sarkozy w swoich listach ostro krytykują Węgry, grożąc, że jeżeli nie zmienią tekstów wielu ustaw i konstytucji, jeżeli nie zaprzestaną opodatkowania zysków zagranicznych banków działających na Węgrzech, nie dostaną pożyczki od Banku Światowego. Wiadomo, że BŚ w zamian za pomoc finansową żąda od Węgrów dalszego przekształcenia systemu emerytalnego, zwolnienia pracowników administracji państwowej, lekarzy, nauczycieli, ograniczenia wypłat w ogóle, a w szczególności rent i emerytur (już były takie restrykcje). Społeczeństwa nie można jednak dalej obciążać. Jeśli rząd utrzyma się i nie ulegnie żądaniom, to nie dostanie pożyczki, i w ciągu pół roku, jak twierdzą koła rządowe, nastąpi całkowity krach. Jeśli zgodzi się na dyktat Banku Światowego, to ostre cięcia mogą doprowadzić do wybuchu społecznego.
Gwałtowna walka polityczna toczy się też wewnątrz kraju. Zaślepiona w niechęci do prawicowego rządu opozycja składa donosy na gabinet Orbána na forum międzynarodowym. 9 stycznia w telewizji ATV jeden z dziennikarzy powiedział, że jeżeli Orbán nie podda się UE albo dobrowolnie nie ustąpi, to Unii wystarczą dwa tygodnie, by usunąć go z funkcji premiera.
Dr Endre László Varga
Autor jest węgierskim historykiem, badaczem stosunków węgiersko-polskich i II RP.
***
Z ławki prymusa na ławę oskarżonych
Z senatorem Grzegorzem Biereckim, prezesem Kasy Krajowej SKOK, rozmawia Małgorzata Goss
Komisja Europejska rekomenduje nałożenie sankcji na Budapeszt.
– Swoją konsekwentną obroną interesów narodowych Węgier Orbán zagroził interesom środowisk lewicowych. Dla Orbána Węgry są punktem odniesienia jego polityki, stąd ataki na niego, przede wszystkim ze strony tej grupy, która doprowadziła do uzależnienia kraju od obcych interesów i zagranicznego kapitału, a przy okazji świetnie wzbogaciła się, gdy kraj popadał w ruinę. Orbán zastał po poprzedniej ekipie 50-procentowy podatek dochodowy od osób fizycznych i stopy procentowe ustanowione przez bank centralny na poziomie 11,5 procent. Atak na rząd Orbána jest wywołany naruszeniem przez niego dwóch filarów poprzedniej polityki: wysokich podatków i wysokich stóp procentowych. Koszt poprzedniej polityki ponosiło społeczeństwo. Gospodarka węgierska była wydrenowana przy pomocy wysokich stóp, a wysokie podatki służyły temu, aby Węgrzy spłacali rosnące zadłużenie publiczne wobec zagranicznych grup finansowych zaciągane przez poprzedników Orbána. Premier Węgier przekreślił tę politykę. Tym, co wywołało szczególną furię mediów zagranicznych i węgierskich związanych z zagranicznym kapitałem, było wpisanie do konstytucji węgierskiej 16-procentowego podatku liniowego od osób prawnych (CIT). Charakterystyczne że MFW, który działa w imieniu pożyczkodawców, zażądał niedopuszczenia do umieszczenia podatku liniowego w konstytucji. MFW zdaje sobie sprawę, że może to utrudnić drenowanie wysokich kwot z gospodarki węgierskiej. Orbán wykonał też wiele ruchów, aby pobudzić gospodarkę węgierską. Zaczął od przejęcia kontroli nad wielkimi zakładami pracy, aby państwo było w stanie kontrolować politykę inwestycyjną i dywidendową tych zakładów. Nałożył tzw. podatek kryzysowy na wielkie banki i korporacje, zwłaszcza centra handlowe, które korzystały wcześniej z ogromnych przywilejów. Następnie sięgnął do funduszy emerytalnych, które okazały się tubą do zasysania podatków od obywateli, nie przysparzając emerytom żadnych korzyści. Zyski z obracania kapitałem emerytalnym były, podobnie jak w Polsce, przejadane przez te grupy. Warto też wspomnieć o kredytach we frankach szwajcarskich. Na Węgrzech, które liczą 10 milionów obywateli, udzielono aż 700 tysięcy takich kredytów. Orbán zamroził kurs franka dla obsługi umów kredytowych i zmusił banki, aby kosztami wzrostu wartości franka szwajcarskiego podzieliły się z kredytobiorcami. To wywołało furię lobby finansowego, bo przecież banki świetnie zarabiają na wzroście wartości szwajcarskiej waluty. Po sięgnięciu do grubych portfeli Orbán zdecydował się wprowadzić wspomniany 16-procentowy podatek dochodowy w celu pobudzenia rozwoju gospodarki. Ostatni jego ruch jest skierowany na zmianę polityki wysokich stóp przez bank centralny. Bankiem tym rządzi szef z nadania socjalistów, pan Andras Simor, który stosował politykę wysokich stóp procentowych i zaskakiwania rządu kolejnymi podwyżkami. W dużym stopniu przyczyniło się to do podbicia w górę rentowności węgierskich obligacji. Teoria oczekiwań, która wyjaśnia to zjawisko, zakłada, że rynek cały czas próbuje odgadnąć, jaka będzie oczekiwana stopa rentowności w przyszłości, i do tej oczekiwanej stopy się dostosowuje, tzn. przewidując podwyżkę, rynek gra na tę podwyżkę i podbija w ten sposób koszt obligacji. Polityka Simora, który w 2011 r. aż pięciokrotnie podnosił stopy, a ostatnio ustalił je na poziomie 7 proc., wyraźnie sprzyja materializacji wspomnianej teorii.
Polityka banków centralnych, np. Banku Anglii, amerykańskiego Fed, EBC polega dziś na tym, że stopy procentowe są utrzymywane nawet poniżej inflacji, aby zniechęcić do trzymania kapitału na kontach i uruchomić gospodarkę.
– Noblista Paul Krugman mówi, że narzucanie coraz ostrzejszej polityki zaciskania pasa, przy braku działań na rzecz wzrostu gospodarczego, wyrządza podwójne szkody. To, co robi Orbán na Węgrzech, Amerykanie robią u siebie. Niskie stopy, stymulacja gospodarki, niskie podatki, walka o miejsca pracy, opodatkowanie grubych portfeli, ochrona gospodarstw domowych…
Jednak polityka wysokich stóp ściąga kapitał krótkoterminowy do kraju. Węgry, którym ostatnio agencje dramatycznie obniżyły rating do poziomu śmieciowego, potrzebują dzisiaj kapitału, choćby spekulacyjnego.
– Węgrzy mają własny kapitał, który Orbán stara się uruchomić. To, że Węgry zerwały rozmowy z MFW, jest w gruncie rzeczy dobrą wiadomością.
Ale po ostatniej zapaści na rynku walutowym Węgry wróciły do rozmów z Funduszem.
– To prawda, delegacja węgierska udała się do Waszyngtonu i rozmowy trwają. Ale jest jeszcze kwestia ceny i warunków. Jeżeli MFW stawia Węgrom warunek w postaci pozostawienia prezesa banku centralnego, imiennie pana Andrasa Simora, żąda niewprowadzania podatku liniowego i bezwarunkowego przestrzegania wszelkich zaleceń MFW, to przyjmując takie dictum, premier Węgier sprowadziłby swoją pozycję do rangi księgowego, który tylko podpisuje czeki i spłaca kolejne raty zadłużenia. To droga donikąd, nie spowoduje to obniżenia rentowności obligacji. Dlatego Orbán zamierza w razie potrzeby sięgnąć do własnych rezerw walutowych. Węgrzy posiadają ok. 35 mld euro rezerw w banku centralnym, a Orbán prawdopodobnie uruchomi je dla gospodarki, zamiast pożyczać na zewnątrz. Proszę zwrócić uwagę, że w Polsce rząd proponuje co innego, mamy wpłacić rezerwy NBP do MFW, żeby Fundusz mógł nam w razie potrzeby… pożyczyć pieniądze! Ale to nie koniec zmian na Węgrzech, 30 grudnia uchwalono tam nową konstytucję, która tworzy nowe Węgry, łącznie ze zmianą nazwy kraju z Republika Węgierska na Węgry. Konstytucja zaczyna się teraz od pierwszych słów hymnu węgierskiego „Boże, zbaw Węgry”. To ogromna zmiana. Wraz z konstytucją przyjęto blisko 30 ustaw okołokonstytucyjnych, które wprowadzają w tym kraju nowy ustrój społeczno-gospodarczy.
W procesie przygotowań do Unii Europejskiej Węgry były „najpilniejszym uczniem”, pełna prywatyzacja, pełne otwarcie gospodarki, pełne przyjęcie prawa Unii. Jak to się stało, że wylądowały w dołku?
– Węgrzy, i osobiście premier Orbán, wyciągnęli wyraźne naukę z lekcji, którą to państwo przeszło w ostatnich latach. Orbán w książce „Ojczyzna jest jedna” pisze: „prowadzona na siłę modernizacja wszędzie poniosła porażkę i przyniosła jedynie bezrobocie, nieszczęście i kryzys”.
Jakie są szanse Orbána, skoro otoczenie jest nieprzychylne? Agencje prasowe podały, że za przestępczą uznano opozycyjną Partię Socjalistyczną.
– To nieprawda. To jest właśnie ta lewicowa propaganda. Za zbrodniczą i przestępczą uznano partię komunistyczną, która była odpowiednikiem naszej PZPR, czyli Węgierską Socjalistyczną Partię Robotniczą, z majątku której do tej pory korzystają postkomuniści, bo tam – w odróżnieniu od Polski – nie odebrano postkomunistom majątku. Manifestacje przeciwko rządowi Orbána są organizowane przez działaczy lewicowych. Oni obawiają się, że następnym ruchem premiera, po uznaniu partii komunistycznej za zbrodniczą, będzie odebranie majątku jej następcom. A przecież ta partia w 1956 r. utopiła naród we krwi. I dopiero teraz, po 20 latach transformacji, parlament uznaje ją za zbrodniczą. Szczególną bezczelnością był udział w demonstracji byłego premiera, który doprowadził do stanu kryzysowego, Ferenca Gyurcsanyego. Został nawet zatrzymany przez policję, kiedy demonstranci próbowali blokować parlament. Ten pan z całą pewnością nie powinien kreować się na obrońcę demokracji ani obrońcę narodu.
Propaganda mediów straszy inwestorów. Zbicie rentowności węgierskich obligacji będzie w tej sytuacji trudne?
– W obawie przed prawicową kontrrewolucją międzynarodówka socjalistyczna ukazała się w pełnym rozkwicie. To ta sama grupa, która przebrana w neoliberalne szaty, prowadziła „modernizację na siłę”, o której mówi Orbán. To ona odpowiada za niszczenie ludzkiego życia, rodziny, gospodarki. Ci, którzy nawołują do aborcji, są z ekonomicznego punktu widzenia – parafrazując słowa Melchiora Wańkowicza – wywrotowcami, którzy powinni być ścigani przez organy ochrony państwa. Każdy dostrzega, że osłabiają kraj, widać, jak walka przeciwko życiu i rodzinie godzi także w nasze emerytury, finanse publiczne, siłę gospodarki. Ten, kto niszczy życie i rodzinę, niszczy gospodarkę, kraj i naród. Tak zwana modernizacja na Węgrzech przebiegała wielopoziomowo i Orbán przeciwstawia się jej na każdym poziomie.
Konserwatywny przewrót musi dokonać się w głowach, nie tylko Węgrów, ale także inwestorów i analityków firm ratingowych, którzy nie powinni oceniać wiarygodności krajów wyłącznie przez pryzmat krótkoterminowych prognoz finansowych.
– Orbán, chcąc upewnić inwestorów, wpisał do konstytucji próg zadłużenia kraju na poziomie 50 proc. PKB. To bardzo zdrowy wskaźnik. Będzie obowiązywał już od bieżącego roku. Orbán musi uporządkować sytuację, odsunąć od władzy tych, którzy działają jako agenci obcych ośrodków, i przerwać wypływ kapitału z Węgier, ów krwotok, który pozbawia ich sił poprzez dwie „rany”: wysokie odsetki i wysokie podatki. Węgrzy potrzebują silnego przywódcy, który ma odwagę bronić ich interesów.
Sytuacja Węgier przypomina tę w Polsce?
– Podobieństwa są ogromne – podobny poziom uzależnienia od ośrodków zagranicznych, wyprzedany sektor finansowy, gospodarka w rękach zagranicznego kapitału. Wyraźnie widać, że w obu naszych krajach zastosowano ten sam patent na transformację. To dlatego jesteśmy dziś wrzucani przez inwestorów do jednego koszyka, a złoty dzieli los forinta. Orbán miał odwagę pierwszy powiedzieć „nie”. Chciałoby się mu przyklasnąć i zawołać: Boże, zbaw Węgrów!
Dziękuję za rozmowę.
***
Budapeszt się nie poddaje
Zapowiedziane w środę przez Komisję Europejską rozpoczęcie przygotowań do wszczęcia przeciwko Węgrom procedury karnej związanej z rzekomym naruszeniem zasad traktatów unijnych wywołało w Budapeszcie wzburzenie i wyzwoliło szereg inicjatyw. Zapowiedziano m.in. liczne demonstracje poparcia dla rządu pod hasłem obrony suwerenności.
Na jutro swoją manifestację pod siedzibą przedstawicielstwa Komisji Europejskiej zapowiedział prawicowy Jobbik. W kolejną sobotę siły popierające Fidesz i Orbána chcą zwołać przy placu Bohaterów setki tysięcy zwolenników rządu i nowej konstytucji. Chcą w ten sposób wesprzeć wysiłki rządu Orbána w unormowaniu stosunków z instytucjami międzynarodowymi. Federacja ponad tysiąca organizacji pozarządowych CET wydała „Deklarację dla Narodu” – popierającą władzę i sprzeciwiającą się atakom na suwerenność państwa, szczególnie w sferze monetarnej i ingerencji przedstawicieli obcego kapitału za pośrednictwem międzynarodowej finansjery. Organizacja reprezentuje różnorodne stowarzyszenia o charakterze społecznym, gospodarczym i kulturalnym z całych Węgier i krajów sąsiednich. Wzywają Unię i USA, by „zaprzestały ataków na Węgry”.
– Mało komu naprawdę zależy na akceptacji oczekiwań Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kontestacja poczynań rządu dotyczy małego segmentu społeczeństwa, ale bardzo głośnego. Przeciwnie, społeczeństwo w obliczu niesprawiedliwych ataków coraz bardziej się jednoczy. I to wokół Viktora Orbána i jego rządu, zupełnie wbrew oczekiwaniom lewicowej i liberalnej opozycji – ocenia Imre Pozsgay, były minister w komunistycznych rządach, potem opozycjonista, a obecnie doradca węgierskiego premiera.
Szeroko reklamowane w europejskich lewicowych mediach pikiety przeciw nowej konstytucji, które odbyły się 7 stycznia, CET określa jako marginalne i wzywa opinię międzynarodową do ich zignorowania. Oficjalny dokument potępia działania organizacji, „za którymi ukrywają się partie i ruchy polityczne”. – To brudna kropla w morzu – ocenili przedstawiciele CET. Rzeczywiście nagłośniona demonstracja w pobliżu opery w Budapeszcie nie zgromadziła nawet 5 tysięcy uczestników. CET popiera oczywiście manifestację 21 stycznia i wszelkie inne.
– Jesteśmy dumni, że możemy wziąć udział w oporze przeciw międzynarodowemu finansowemu terroryzmowi – stwierdził podczas wczorajszej konferencji prasowej ks. Zoltán Osztie.
Na Węgrzech nie mówi się o poddaniu się, a cały czas o rozmowach. Nawet kiedy sam Viktor Orbán mówi o konieczności przyjęcia żądań zachodniej finansjery, ludzie cały czas mają nadzieję, że chodzi o przydatną w negocjacjach deklarację i w końcu zostanie podpisane jakieś porozumienie o pomocy finansowej Węgier bez utraty gospodarczej i ekonomicznej suwerenności. Kontakty, szczególnie na polu europejskim, są w istocie bardzo intensywne. W węgierskim rządzie został powołany nawet oddzielny minister bez teki odpowiedzialny za kontakty z międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Jest nim Tamás Fellegi.
Węgierscy eksperci zwracają uwagę, że sytuacja gospodarcza kraju nie jest obiektywnie taka zła i państwu daleko jeszcze do Grecji czy Włoch. – Przekraczający 80 proc. PKB dług publiczny jest bardzo duży, ale wiele krajów rozwiniętych na świecie, jak USA czy Belgia, ma podobny poziom. Kiedy ten dług narastał, a działo się to głównie w ciągu ośmiu lat rządów socjalistów – z ok. 50 proc. do 83 proc., Komisja Europejska nie protestowała. Dopiero teraz, za rządów Fideszu, żąda się od nas obniżenia zadłużenia, co rząd obiecał czynić, ale to oczywiście musi trochę potrwać. Nikt więc nie rozumie, dlaczego Unia Europejska chce karać właśnie Węgry. Przypuszczamy, że przyczyna jest inna – tłumaczy prof. Magdolna Csath, ekonomistka.
Ta przyczyna to oczywiście polityka rządu Fideszu, a przede wszystkim objęcie wysokimi podatkami banków i sektorów gospodarki zdominowanych przez obcy kapitał (sieci handlowe, ubezpieczenia, telekomunikacja, energia) oraz zamrożenie kursów walut, w których spłacane są kredyty. – Ci, którzy piszą listy do Brukseli skarżące własny rząd, ci, którzy twierdzą, że u nas „zabija się demokrację” itd., mają zupełnie inne powody. Przede wszystkim są to Węgrzy o kosmopolitycznej orientacji politycznej i gospodarczej. Przykładem jest opublikowany w „The Economist” list 13 węgierskich lewicowych intelektualistów, wzywający Komisję Europejską do nasilenia działań przeciwko Węgrom. Ale żaden z jego sygnatariuszy nie ujawnił swojego nazwiska. Ten list jest anonimowym donosem na własne państwo. Tymczasem rząd po prostu broni interesów naszego kraju, przeciw Brukseli, bankom i MFW – zaznacza prof. Magdolna Csath.
Opór wpływowych kół międzynarodowych budzą też inne posunięcia Orbána. – Ktoś chce, żeby Węgry zbankrutowały. Są dwa główne powody. Pierwszy jest taki, że węgierski premier czasem w Brukseli mówi: „Nie”. Na przykład wobec paktu fiskalnego, który ma u nas być poddany pod debatę parlamentarną, a nie zaakceptowany bezwarunkowo i bezmyślnie na Radzie Europejskiej. Druga kwestia to bank centralny. Problem z nim jest taki, że w ogóle nie służy interesom gospodarki węgierskiej. Zadaniem każdego banku narodowego jest pilnowanie inflacji i pomaganie narodowej gospodarce rosnąć. U nas Węgierski Bank Narodowy (MNB) nie wykonuje ani jednego, ani drugiego, bo i inflacja jest wyższa od zakładanej, i wysokie stopy procentowe dławią konkurencyjność naszych przedsiębiorstw. Bank służy tylko interesom międzynarodowych kręgów finansowych – wyjaśnia Csath. Jej zdaniem, główny zarzut UE i MFW, że rząd odbiera MNB niezależność, jest fałszywy. – Zmienia się liczbę i sposób mianowania dwóch zastępców prezesa oraz powiększa się Radę Monetarną, dając prawo wyznaczania nowych członków parlamentowi. To nie są żadne istotne zmiany. Trudno mówić o zmniejszeniu niezależności banku. Ktoś przecież musi jakoś obsadzać te stanowiska. Węgierskie rozwiązanie nie jest jakieś oryginalne – stwierdza ekonomistka. Także wizja „bankructwa Węgier”, o jakim można by sądzić na podstawie ratingów międzynarodowych agencji, wydaje się w rzeczywistości nierealna. – Przede wszystkim spójrzmy na wskaźniki naszej gospodarki: O długu publicznym już mówiliśmy. Deficyt budżetowy wynosi ok. 3 proc. – to jest dość przyzwoity poziom, akurat taki jak we Francji czy Wielkiej Brytanii. Inflacja 3,5 proc. jest za duża, jednak też nie wyróżnia się na tle innych państw UE. Bezrobocie wynosi 11 proc. – to dużo, ale przecież w Polsce albo Hiszpanii jest jeszcze większe. Aktywa banku centralnego wynoszą 50 proc. całego długu Węgier. Więc podstawowe wskaźniki nie powinny jakoś bardzo niepokoić ani powodować obecnej radykalnej utraty zaufania rynków – ocenia nasza rozmówczyni.
Co się jednak stanie, jeśli Unia, MFW i międzynarodowe rynki pozostaną nieugięte? Już teraz oprocentowanie węgierskich obligacji osiągnęło poziom, którego żaden rząd nie zaakceptuje. Na wykup już zaciągniętych zobowiązań nie ma więc pieniędzy i konieczne są starania o pożyczki, a tych ani Unia, ani MFW mogą nie chcieć udzielić z powodów politycznych. Budżet prawdopodobnie wytrzyma taką sytuację najwyżej kilka miesięcy. Ale Csath jest optymistką. – Myślę, że sobie damy radę pomimo skoordynowanego ataku przeciw Węgrom. Jednak jeśli nie powiodą się negocjacje z Brukselą i MFW, to będziemy musieli pożyczyć pieniądze gdzie indziej. Nie jesteśmy w tak głębokim kryzysie, żeby to było niemożliwe. Można też liczyć na stopniową poprawę ogólnej sytuacji ekonomicznej spowodowanej światowym kryzysem, szczególnie w Europie, a nasza gospodarka jest oparta na eksporcie. Może znajdziemy nowe rynki zbytu. Nie należy panikować – konkluduje.
Imre Pozsgay zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt obecnej sytuacji, szczególnie ważny z punktu widzenia ideologii Fideszu bazującej na koncepcji odnowy narodowej. Zewnętrzna presja niesamowicie konsoliduje społeczeństwo. – Wszyscy musimy podzielać pewne wspólne podstawowe wartości narodowe. Przede wszystkim, żeby nie szkodzić swojej ojczyźnie. To jest zasada, którą mogą podzielać wszyscy Węgrzy, niezależnie od poglądów politycznych, religii itd. Myślę, że nasi obywatele zaczynają rozumieć sytuację państwa i nie zgadzają się na dyktat międzynarodowy, nawet jeśli nie wszyscy podzielają politykę gospodarczą rządu – ocenia węgierski politolog.
Piotr Falkowski
Budapeszt
