Sojusz z torysami pokazuje, że mieliśmy rację

Z Pawłem Kowalem, wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie PiS, posłem
do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia
Łukasz Sianożęcki

Jakie były główne cele wizyty prezesa Jarosława Kaczyńskiego w Londynie,
oprócz oczywiście prowadzenia kampanii wyborczej i walki o głosy brytyjskiej
Polonii?

– Zabieganie o głosy Polonii na Wyspach nie jest być może celem samym w
sobie, ale z całą pewnością wychodzi na marginesie tej wizyty. Przede
wszystkim pokazuje ona jednak, że wybór którego dokonało Prawo i
Sprawiedliwość, czyli związanie się z silnymi partiami europejskimi, które
obecnie dochodzą do władzy, nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w Czechach,
jest słuszny. Pokazuje, że to my mieliśmy rację w sporze toczącym się przy
okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego, twierdząc, że warto poszukiwać
bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań dla Europy, nie zaś tylko iść z głównym
nurtem, bo to nie zawsze jest zgodne z polskimi interesami.

Czy spotkanie z Davidem Cameronem i zbliżenie Prawa i Sprawiedliwości z
brytyjskimi konserwatystami mogą sugerować, że ewentualna przyszła
prezydentura Jarosława Kaczyńskiego przyniesie bardziej krytyczne spojrzenie
na Unię Europejską?

– Myślę, że każdy rozsądny człowiek powinien mieć krytyczne spojrzenie na
Unię Europejską, co oczywiście nie oznacza postawy antyeuropejskiej. Dzisiaj
także wśród torysów, w szczególności w nurcie reprezentowanym przez
premiera Camerona, jest wielu polityków dalekich od takiego typowego
brytyjskiego eurosceptycyzmu. Niektóre kwestie z pewnością będą nas z
Brytyjczykami łączyć, a niektóre dzielić. Do tych drugich należeć będzie
z całą pewnością wysokość budżetu unijnego czy skala dotacji na fundusze
spójności. A to, co nas łączy, to kwestia pojmowania bezpieczeństwa międzynarodowego
czy relacji z NATO. Nigdy nie można być zgodnym w 100 procentach. Nie jesteśmy
przecież jedną partią, tworzymy tylko pewien alians, który pomaga nam w
realizacji celów. To nie jest tak, że my będziemy naśladować torysów czy
też oni nas.

Obecny rząd w Polsce twierdzi co innego, mocno krytykując politykę zbliżania
się z torysami. A marszałek Komorowski utrzymuje nawet, że nie przystoi mieć
takich partnerów.

– W mojej opinii, są to wypowiedzi wynikające z czystej zazdrości. Torysi
byli przecież do niedawna jeszcze w Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Jednak
to między innymi my przekonaliśmy ich, że nie zawsze warto być w głównym
nurcie. Ciekaw jestem, czy politycy Platformy Obywatelskiej mówiliby to samo
jeszcze dwa lata temu, kiedy brytyjscy konserwatyści byli w tej samej partii co
oni, czyli w EPP. W Parlamencie Europejskim otwarcie mówi się o tym, że
Europejska Partia Ludowa nie może pogodzić się z tym, iż torysi zrezygnowali
z udziału w ich partii. Uznali bowiem, że jest to ugrupowanie nieefektywne, które
utonęło już dawno w wewnętrznych ustaleniach i negocjacjach i nie jest w
stanie osiągać wytyczonych celów. Tak więc myślę, że do takich wypowiedzi
członków PO i marszałka Komorowskiego popycha zwyczajnie zazdrość. Tak
zwani politycy głównego nurtu, a do takich zaliczyłbym przedstawicieli
Platformy, nie lubią, gdy ktoś ma choć odrobinę odmienne zdanie od nich.
Najlepiej można to zaobserwować na przykładzie premiera Węgier Wiktora
Orbana, związanego z EPP. Znalazł się on w potężnym ogniu krytyki, chociaż
jeszcze tak naprawdę nie zdążył nic zrobić. Jest szefem rządu od zaledwie
kilku tygodni, a już ukazują się artykuły odsądzające go od czci i wiary.

Marszałkowi Komorowskiemu szczególnie jednak nie podoba się podejście
torysów do Wspólnej Polityki Rolnej i sugeruje on, że Jarosław Kaczyński
jako prezydent będzie dążył do jej likwidacji…

– Wobec tego zapytajmy marszałka Komorowskiego, czy podoba mu się podejście
do polityki energetycznej Niemiec, gdyż, jak wiadomo, Platforma jest w sojuszu
z CDU. Trudno takie sojusze traktować jako podpisanie się pod całością
programu. Podobnie jak my różnimy się w wielu sprawach z torysami, tak samo
marszałek Sejmu różni się w swoich opiniach ze swoimi partnerami z EPP. Używanie
tego argumentu może wskazywać na chęć zbicia kapitału w oczach opinii
publicznej lub na niewiedzę marszałka na temat ogromnych różnic programowych
w EPP, które są jeszcze większe niż wewnątrz Europejskich Konserwatystów i
Reformatorów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj