SLD o błędach wiedział

Były minister sprawiedliwości w rządzie SLD Andrzej Kalwas, mimo że wiedział o błędach w śledztwie prowadzonym po uprowadzeniu Krzysztofa Olewnika (a informacje miał od swoich pracowników oraz bezpośrednio od Włodzimierza Olewnika), nie chciał go przenieść do prokuratury olsztyńskiej. Prosiła o to rodzina zamordowanego. Nie pomogły nawet określenia „fałszowanie dowodów” czy „mataczenie w sprawie”, jakich w czasie spotkania z ministrem miał używać ojciec Krzysztofa Olewnika.

Pierwszy przed sejmową komisją śledczą zeznawał wczoraj Grzegorz Kurczuk, w latach 2002-2004 minister sprawiedliwości w rządzie SLD. Z jego zeznań wynikało, że nic nie pamięta ze sprawy Olewnika, dlatego przesłuchanie trwało krótko. – Sprawę znam z mediów – mówił. Wyraził współczucie dla rodziny zmarłego. – Jest mi wstyd, że u progu XXI wieku w Polsce znaleźli się policjanci czy prokuratorzy, którzy w sposób tak fatalny, skandaliczny czy kompromitujący prowadzili tę sprawę. To absolutnie nie dotyczy wszystkich funkcjonariuszy czy to policji, czy prokuratury, byłoby to niesprawiedliwe. Rodzinie bardzo współczuję – oświadczył Kurczuk.

Poseł Paweł Olszewski (PO) przypomniał słowa Włodzimierza Olewnika, który zeznał 4 września 2009 r., mówiąc: „Prosiliśmy i błagaliśmy …” – i tu padają nazwiska osób publicznych, w tym m.in. Kurczuka, do których rodzina zwracała się o wsparcie. Jednak Kurczuk nie przypominał sobie takich próśb.

Nie pamiętał także zdarzenia z 25 maja 2004 r., gdy jako przewodniczący komisji ustawodawczej wysłał pismo do Karola Napierskiego z załączonym listem od mecenasa rodziny Olewników. Chodziło w nim o okoliczność przekazania sprawy do prokuratury okręgowej w Olsztynie. Z powodu „krótkiej pamięci” przesłuchiwanego poseł Olszewski zrezygnował z zadawania dalszych pytań.

Więcej pamiętał Andrzej Kalwas, minister sprawiedliwości od września 2004 r. do października 2005 r., który o sprawie dowiedział się już na początku urzędowania od swojego zastępcy, prokuratora Kazimierza Olejnika sprawującego nad dochodzeniem nadzór i mającego bliski kontakt z grupą policyjną. – Wiedziałem, że sprawa znajduje się w dobrych rękach, nadzór sprawuje Olejnik – informował posłów Kalwas. Mówiono mu, że postęp jest niezadowalający, że popełniono mnóstwo błędów i lansuje się tezę o samouprowadzeniu na równi z porwaniem. Olejnik uważał przesłanki o samouprowdzeniu za niewystarczające, chociaż docierały informacje, że Krzysztofa Olewnika widziano w różnych miejscach w Polsce czy Austrii.

Kalwas rozmawiał o sprawie dwa lub trzy razy z Ryszardem Kaliszem, który był wtedy ministrem spraw wewnętrznych. Mówili o działaniu grupy śledczej i współpracy z prokuraturą. Kalisz miał ufać tej grupie.

Kalwas spotkał się z krewnymi Olewnika w sierpniu 2005 r., jednak nie chciał spełnić prośby rodziny. Celem wizyty rodziny u ministra była prośba o przeniesienie śledztwa do Olsztyna, ponieważ miała ona zaufanie do tamtejszych śledczych. – Myśmy oświadczyli (w spotkaniu brał udział także szef biura ds. przestępczości zorganizowanej Józef Piechota), że nie ma przesłanek procesowych, które uzasadniałyby przeniesienie śledztwa do Olsztyna, przeciwnie – w tamtych czasach pod koniec sierpnia 2005 r. mogło to być ze szkodą dla tego śledztwa, bo uważaliśmy, że należy się trzymać zasady, że postępowanie powinna prowadzić jednostka policji przy nadzorze prokuratury, tej właściwej ze względu na miejsce popełnienia przestępstwa, bo zna dobrze środowiska przestępcze i powiązania biznesowe – wyjaśniał były minister.

Włodzimierz Olewnik sporządził notatkę ze spotkania – co przypomniał poseł Mariusz Kamiński (PiS) – w której napisał, że mówiono o sprawie i licznych w niej nieprawidłowościach, jak mataczenie, fałszowanie dowodów i brak rezultatów. Jednak Kalwas nie dał się przekonać, by przenieść śledztwo do Olsztyna.


Paweł Tunia
drukuj