Jego listy czyta się jak powieść

Z dr Marią Bokszczanin z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, wybitnym znawcą twórczości Henryka Sienkiewicza, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler



Właśnie ukazał się V, ostatni tom „Listów” Henryka Sienkiewicza, które wydaje Pani od lat 70. XX wieku. Pewnie wymagało to ogromnej pracy?

– Zważywszy, że każdy z tomów podzielony jest na trzy części, była to rzeczywiście wielka praca wymagająca dotarcia do materiałów. Zaczęłam od rejestracji listów. Sienkiewicz okazał się tu znakomitym przewodnikiem i promotorem moich wyjazdów do licznych krajów Europy oraz Stanów Zjednoczonych.

To znaczy, że w poszukiwaniu źródeł przemierzyła Pani cały szlak sienkiewiczowski?

– Podróżowałam do Związku wówczas jeszcze Sowieckiego, byłam w Petersburgu, Wilnie – gdzie znalazłam sporo listów Sienkiewicza, we Lwowie. Wybrałam się też do Londynu, Paryża, Rzymu, gdzie również odnajdywałam listy; dotarłam nawet do Stanów Zjednoczonych. W Ameryce jest bardzo wiele materiałów sienkiewiczowskich, szczególnie w Chicago i Milwaukee. Naturalnie w Polsce także znajduje się wiele jego listów, m.in. w Bibliotece Narodowej, Bibliotece Jagiellońskiej i Ossolineum.

Odszukała Pani wszystkie listy, które wyszły spod pióra Sienkiewicza? Ile ich jest?

– Dotarłam do wszystkich, które są znane. Całkiem niedawno – dosłownie kilka tygodni temu – dowiedziałam się, że w posiadaniu rodziny Czartoryskich w Konstancinie są listy Sienkiewicza adresowane do księcia Witolda Czartoryskiego. Znajdą się one już poza obrębem wydania. Zamieszczę je albo w „Roczniku Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza” albo w „Pamiętniku Literackim”. Profesor Julian Krzyżanowski obliczał, że wszystkich listów pisarza jest blisko 15 tysięcy. Przez 25 lat Sienkiewicz pisał średnio jeden list dziennie. Wiem jednak, że były okresy, kiedy pisał ich więcej. Zatrudnił nawet niejaką Teresę Epstein, aby pomogła mu w odpisywaniu na listy, gdyż według wspaniałej normy towarzyskiej XIX w. żaden list nie mógł pozostać bez odpowiedzi. Z tych 15 tys. do dzisiaj zachowało się prawie 3,5 tysiąca listów i mniej więcej ta liczba zawarta jest w wydanych przeze mnie tomach „Listów” Sienkiewicza.

Co się stało z pozostałą korespondencją?

– Zagłada Warszawy podczas II wojny światowej spowodowała, że przepadło bardzo wiele tekstów. Poza tym, w czasie okupacji Niemcy spenetrowali dom Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku. Część rękopisów została zdeponowana w Kielcach u ówczesnego biskupa Franciszka Sonika, a reszta u mieszkańców Oblęgorka. Nie wszystkie z nich wróciły. O nieznanych listach, jak te w Konstancinie, które niespodziewanie się odnalazły, dowiedziałam się od pani Moniki Rogozińskiej, wnuczki profesora Juliana Krzyżanowskiego, która ze mną współpracuje.

Z iloma osobami i instytucjami Sienkiewicz wymieniał korespondencję?

– Adresatów było około 800. Część trzecia tomu V „Listów” zawiera ponadto jego listy do instytucji, których było około 100. Są to zarówno placówki w kraju, jak i za granicą, np. w Rosji. Przypomnijmy, że rosyjska Cesarska Akademia Nauk przyznała Sienkiewiczowi tytuł członka honorowego. Doktoraty honoris causa nadały mu uniwersytety, m.in. Jagielloński i Lwowski. Utrzymywał więc z tymi uczelniami kontakt, podobnie jak z redakcjami czasopism. Tutaj najważniejsze były: „Słowo”, które sam założył i przez całe lata był jego redaktorem, oraz „Czas” – renomowany i bardzo ważny dziennik krakowski… Pisywał także m.in. do Związku Sokołów Polskich w Pittsburghu w Stanach Zjednoczonych.

A z kim najchętniej korespondował?

– Na pewno z Jadwigą Janczewską. Była to siostra pierwszej żony Henryka Sienkiewicza, która z mężem botanikiem mieszkała w Krakowie przy ówczesnej ulicy Wolskiej. Janczewska była bardzo ciekawą korespondentką. Dzięki niej stale podróżujący po świecie Sienkiewicz czuł się zakotwiczony w kraju. Listy do Janczewskiej to niemal reportaże niewiele różniące się od tych, które później pisał z podróży na Wschód. Oprócz listów do Jadwigi Janczewskiej na uwagę zasługuje również bardzo bogata korespondencja z Marią z Babskich Sienkiewiczową (prawie 600 listów).

Czy widać w tych listach piękno stylu Sienkiewicza?

– Najciekawsza jest chyba korespondencja z wyprawy Sienkiewicza na Wschód. W liście do Jadwigi Janczewskiej pisał m.in.: „Na granicy nudna ceremonia. Tam widziałem pierwszego żołnierza rumuńskiego oprócz celników, tzw. dorobańca. Miał koszulę, niżej białe płótno, pióro przy baraniej czapce i ogromny karabin. Trzymał się przy murze jak przylepiony, tak że w końcu zaintrygowała mnie ta postawa i niebawem odkryłem, że powodem jej był smutny stan jego garderoby, umożliwiający tylko frontową służbę. Było z tego śmiechu między nami! I żartowaliśmy trochę ze wszystkich Rumunów”. To taka ciekawostka z Bukaresztu.

Czyta się to jak świetną powieść…

– To prawda. Warto przytoczyć tutaj również fragment jednego z listów do Marii z Babskich Sienkiewiczowej, które nieznane były profesorowi Julianowi Krzyżanowskiemu. Sienkiewicz pisze w nim: „Droga Marytko, Niedziela. Pogoda pod Brysiem. Deszcz, wicher i dziesięć stopni o jedenastej. Babunia z Helcią pojechały do kościoła. (…) W domu cicho i pusto. Korzystam z tego, by porozmawiać z Tobą. Jest to drugi list z Oblęgorka. Od Ciebie otrzymałem jeden w Warszawie, a tu jeszcze nic. Może znajdzie się jaki jutro albo pisany wprost, albo przeadresowany z Warszawy. 'Dwie łąki’, które Dzinka wysłała w liście rekomendowanym, odesłano naturalnie do Oblęgorka. Przynajmniej nie zginęły. Do Ciebie przyszedł też wczoraj jakiś list z Warszawy. Koperta i adres dość obskurne. Wygląda to na jakąś prośbę od Buły. Przeadresowywam i wysyłam. Dziś mają być dożynki w Oblęgorku, więc pewno przyjadą Popławscy. Ale może pogoda przeszkodzi. (…) Co do mnie, piję Karlsbad od wczoraj rano i ślubuję sobie w duchu stosować się jak najskrupulatniej do wszelkich przepisów, tak aby nie tylko doktorzy ziemscy byli ze mnie zadowoleni, ale aby i Doktor Seraficus uśmiechnął się do mnie choć raz w życiu łaskawie i nie miał mi nic do zarzucenia. (…). Wprawdzie i tu jest teraz trochę nudno, ale przynajmniej można trochę pracować, choćby nad takimi małymi rzeczami, jak 'Dwie łąki’, co nie męczy, a podstawy materialne na przyszłość powiększa i dodaje otuchy. Zresztą nie potrafię Ci wypowiedzieć, do jakiego stopnia umiałaś stać się tu ozdobą naszego życia i jego dobrocią i radością, i poniekąd osią – i duszą. Każdemu teraz brak tej najmilszej. Ściskam i całuję jak najgoręcej Twoje kochane i dobre, i drogie rączki. Anitę i Stefana ściskam. H.S.”.

Jakie jeszcze tematy pisarz poruszał w pozostałych listach?

– Henryk Sienkiewicz był znakomitym epistolografem, pisał świetnie i bardzo precyzyjnie. Pisał o wszystkim. Najważniejszym kręgiem tematycznym jest oczywiście literatura, ale nie mniej ważnym motywem listów są sprawy społeczne. Dzięki swemu autorytetowi literackiemu Sienkiewicz starał się jak najwięcej robić dla Polaków. Ogromna jest jego rola w obronie polskości w zaborze zarówno pruskim, jak i rosyjskim. Że wymienię choćby list do carskiego ministra oświecenia, w którym krytycznie odnosi się do narzucania siłą w polskich szkołach języka rosyjskiego. W 1902 r., kiedy kraj nawiedziła ogromna powódź, Sienkiewicz podróżował pociągiem z odczytami dla powodzian. Dowiedział się wtenczas, jak chłopi niesłychanie cenią „Trylogię”. Dziękowali pisarzowi, że uczynił ich Polakami, uświadomił im znaczenie kultury polskiej i umocnił świadomość narodową. Warto wspomnieć jeszcze, że kiedy Niemcy starali się w zaborze pruskim pozbawić ludność polską własności i gruntów, Sienkiewicz sporządził specjalną ankietę „Prusy a Polska”, którą z pomocą biura w Paryżu rozesłał do przedstawicieli świata naukowego i literackiego całej Europy i Ameryki.

W świetle wiedzy, którą posiada Pani o autorze „Quo vadis?”, jakim jawi się on człowiekiem?

– Przede wszystkim bardzo szlachetnym. Był wielkim patriotą i mistrzem słowa. W tych sformułowaniach mieści się chyba kwintesencja jego osobowości i pisarstwa. Ponadto był tytanem pracy. Pracował nieustannie, bez narzekania. Dowodem jego niesłychanej pracowitości jest to, że wypełnił swoimi tekstami 56 tomów, które ukazały się w wydaniu powojennym pod redakcją prof. Juliana Krzyżanowskiego.

Mam wrażenie, że Sienkiewicz jest dzisiaj dla pewnych środowisk niewygodny; od lat ruguje się go ze szkół. Dlaczego tak się dzieje?

– To dowód ignorancji, nie chcę powiedzieć, że złej woli. Były już czasy całkowitego lekceważenia Sienkiewicza, gdy Witold Gombrowicz pisał o nim: „pierwszorzędny pisarz drugorzędny”, z czym absolutnie nie można się zgodzić. Nie wolno lekceważyć tak wybitnych twórców, jak Sienkiewicz. On sam kończąc „Trylogię”, napisał, że są to księgi „ku pokrzepieniu serc”. Potop szwedzki wydawał się sytuacją beznadziejną, a jednak Naród się po nim odrodził. To odradzanie jest nam stale potrzebne. Lata okupacji, a potem 50 lat komunizmu zniszczyły polską świadomość i bardzo nam zaszkodziły w sferze moralnej. Teraz trzeba wiele odwrócić, udoskonalić. Myślę, że Sienkiewicz bardzo by się teraz przydał ze swoją wielką bezinteresownością i patriotyzmem, gdyż dzisiaj te wartości są świadomie lekceważone, a nawet ośmieszane.

A jak autor „Trylogii” odbierany jest poza Polską?

– Myślę, że z największym przejęciem wśród Polonii amerykańskiej. W Muzeum Polskim w Chicago z ogromnym pietyzmem przechowywane są pamiątki po naszym nobliście. Niestety, materiały pisane nie są tam do tej pory skatalogowane, bo wciąż brakuje fachowców od rękopisów. Przywiozłam jednak stamtąd bardzo dużo kserokopii, odpisów. W muzeum pracowała również pani dr Danuta Płygawko, autorka kilku książek o Sienkiewiczu.

Planuje Pani jeszcze inne edycje pism Sienkiewicza?

– Chcę wydać nową, poszerzoną wersję kalendarza sienkiewiczowskiego, który profesor Julian Krzyżanowski opublikował w 1954 roku. Od tego czasu wzbogacił się stan badań nad Sienkiewiczem, zwiększyła się liczba związanych z nim organizacji. Powstało m.in. Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza w Poznaniu, a wcześniej Muzeum Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku i w Woli Okrzejskiej, gdzie noblista się urodził. W kalendarzu znajdą się wszystkie najważniejsze fakty z życia Sienkiewicza ułożone chronologicznie – według miesięcy, tygodni, dni. Stale uzupełniana jest też bibliografia sienkiewiczowska doprowadzona na razie do roku 2005, którą przygotowuje do druku pani dr Dobrosława Świerczyńska. Kalendarz sienkiewiczowski ukaże się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj