Skazani „bez aktu oskarżenia”!
We wtorek, 5 marca 1940 r., ludowy komisarz spraw wewnętrznych
Związku Sowieckiego Ławrientij Beria skierował do Josifa Stalina notatkę nr
794/G, w której napisał, że polscy jeńcy wojenni i więźniowie przetrzymywani w
więzieniach „zachodniej Białorusi” i „zachodniej Ukrainy” są „zatwardziałymi i
nierokującymi nadziei poprawy wrogami władzy sowieckiej”. Zaproponował ich
zamordowanie: „rozpatrzyć bez wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów,
bez decyzji o zakończeniu śledztwa i bez aktu oskarżenia”. Ta notatka,
przekazana Polsce przez Rosję w roku 1992, wraz z innymi dokumentami katyńskiej
zbrodni, to wzorcowy dokument obrazujący sowiecki „wymiar
sprawiedliwości”.
Beria – jeden z najbliższych współpracowników Stalina, który w latach
1938-1953 inspirował liczne zbrodnie systemu sowieckiego, stał na czele
sowieckich służb bezpieczeństwa, był jedną z najbardziej odrażających postaci
spośród sowieckich funkcjonariuszy państwowych w całej historii Związku
Sowieckiego. „Postulat” Berii zaakceptowali własnymi podpisami, poza Stalinem:
Kliment Woroszyłow (współorganizator krwawych czystek w armii sowieckiej, jeden
z jej nieudolnych „wodzów” podczas agresji na Finlandię), Wiaczesław Mołotow
(główny wykonawca „wielkiej czystki” – ludobójczej akcji skierowanej przeciwko
obywatelom ZSRS uznanym za wrogów bolszewizmu, współtwórca IV rozbioru Polski),
Anastas Mikojan (członek sowieckiego Politbiura), Michaił Kalinin
(przewodniczący sowieckiej Rady Najwyższej) oraz Łazar Kaganowicz (inicjator
„wielkiej czystki”). Miesiąc później rozpoczęła się najbardziej znana i
najohydniejsza w dziejach nowożytnej Europy zbrodnia na bezbronnych jeńcach
wojennych.
Jeńców z Kozielska zamordowano w Smoleńsku i w Lesie Katyńskim,
gdzie zostali odkopani przez polskich robotników przymusowych latem 1942 r., na
podstawie informacji miejscowych Rosjan. Władze niemieckie postanowiły
wykorzystać sowiecką zbrodnię propagandowo i 13 kwietnia 1943 r. Radio Berlin
podało komunikat o odnalezieniu ciał 12 tysięcy, jak wówczas szacowano, polskich
oficerów. Obecnie 13 kwietnia jest Światowym Dniem Pamięci Ofiar Katynia, choć
równie dobrze takim dniem mógłby być 5 marca.
Jeńców ze Starobielska
zamordowano w Charkowie i tam ich zakopano. Jeńców z Ostaszkowa zamordowano w
Twerze i zakopano w Miednoje.
Zbrodnia państwowa
Mogą być wątpliwości co do tego, czy
zbrodnia katyńska była największą – pod względem liczby zamordowanych – zbrodnią
popełnioną na jeńcach wojennych. W Auschwitz-Birkenau Niemcy zamordowali
porównywalną liczbę sowieckich jeńców wojennych (około 20 tys.).
Nie ma
natomiast wątpliwości co do tego, że zbrodnia katyńska była wyjątkowa z powodu
wieloletniej zmowy, międzynarodowego kłamstwa katyńskiego. Wpisuje się nie tylko
w historię zbrodni wojennych i w historię polskiej Golgoty Wschodu, lecz także w
historię dociekań nad zbrodniczą naturą sowieckiego systemu państwowego i nad
fenomenem jego ponad 70-letniego trwania z pomocą rządów i elit intelektualnych
tzw. wolnego świata.
Podpisy na „wyroku”, złożone przez członków Politbiura
WKP(b), poprzedniczki Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, oraz przez
przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRS świadczą jednoznacznie, że zbrodnia
katyńska była zbrodnią państwową, a role „prokuratorów” i „sędziów” pełnili
najwyżsi przywódcy zbrodniczego, totalitarnego państwa sowieckiego.
Tragiczna pomyłka
Polscy oficerowie i żołnierze często
mieli do wyboru niewolę niemiecką lub sowiecką. Na ogół wybierali poddanie się
Sowietom, spodziewając się lepszego losu, bo przecież Rzeczpospolita nie
znajdowała się w stanie wojny ze Związkiem Sowieckim. Była to tragiczna pomyłka.
Oficerowie wzięci do niewoli niemieckiej przeżyli wojnę w oflagach. Ci, którzy
dostali się w ręce sowieckie, umierali w Katyniu, w Charkowie i w innych
miejscach, trafiali do więzień jako polityczni i ginęli podczas koszmarnych dni
końca czerwca i lipca 1941 r., gdy Niemcy zaatakowali Związek Sowiecki i trzeba
było „ewakuować” więzienia. Niektórzy, do końca niezidentyfikowani, ale uznani
za podejrzanych, umierali w łagrach.
Można by zapytać, dlaczego zbrodnia
katyńska dokonała się dopiero wiosną 1940 r., dlaczego nie zamordowano
wszystkich naszych oficerów już na jesieni? Wydaje się, iż wynikało to z planów
NKWD pozyskania spośród nich agentury oraz przeprowadzenia kompleksowej
„razwiedki”. Jak mierne dało to efekty, świadczy treść cytowanej notatki
Ławrientija Berii o „nierokujących nadziei poprawy wrogach władzy sowieckiej”.
Mimowolnie bezwzględny wróg dał najbardziej wiarygodne świadectwo ich postawy w
obozach, ich honoru i wierności Polsce w każdych okolicznościach. Ponieważ nie
nadawali się do zsowietyzowania, trzeba ich było zabić. Taka była logika państwa
bolszewickiego.
Prawo pisane i prawo ludzkie
Jeńcy polscy w sowieckich
obozach nie byli chronieni przez prawo, ponieważ Sowiety nie były
sygnatariuszami konwencji genewskich i haskich. To oczywiście nie zmienia oceny
moralnej popełnionej zbrodni, tym bardziej że nosi ona wszelkie znamiona zbrodni
ludobójstwa nieulegającej przedawnieniu. Poza konwencjami spisanymi w formie
międzynarodowych umów jeńców chroni w całym cywilizowanym świecie niepisane
prawo zakazujące zabijania bezbronnych. Małgorzata Kuźniar-Plota, prokurator
IPN, tak przedstawia ten problem: „Rozpoczęcie wojny stwarzało dla jej
uczestników obowiązek dostosowania się do reguł prawa wojennego, zarówno norm
traktatowych, jak i zasad zwyczajowego prawa. W tym czasie podstawowe
unormowania w tym zakresie zawierały artykuły od 4 do 20 'Regulaminu dotyczącego
praw i zwyczajów wojny lądowej’, zwanego Regulaminem Haskim, stanowiącego
załącznik do IV Konwencji Haskiej z 18 października 1907 r. oraz Konwencji
Genewskiej z 27 lipca 1929 r., dotyczącej traktowania jeńców wojennych (…).
Polska była sygnatariuszem tych umów. Fakt, że ZSRS nie był w owym czasie ich
stroną, nie zwalniał tego państwa z obowiązku przestrzegania powszechnie
obowiązujących zasad zwyczajowego prawa międzynarodowego, istniejących obok norm
traktatowych, które były w istocie jedynie spisanymi zasadami prawa
zwyczajowego”.
Ilu Polaków zostało zamordowanych?
Pojawiają się różne
liczby ofiar zbrodni opartej na rozkazie z 5 marca 1940 roku. Beria proponuje
zamordowanie „14 736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów,
żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu: ponad 97% narodowości
polskiej”. To byli jeńcy z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie.
Ponadto Beria proponuje wymordowanie „18 632 (wśród nich 10 685 Polaków)” z
więzień „w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi”, czyli z zagarniętych
polskich Kresów. Plan zbrodni katyńskiej dotyczył więc 25 421 Polaków.
W
marcu 1959 r. szef KGB Andriej Szelepin sporządził dla Nikity Chruszczowa,
ówczesnego sekretarza generalnego KPZR, notatkę, z której wynika, że na
podstawie rozkazu z 5 marca 1940 r. Sowieci zamordowali łącznie 21 857 Polaków.
Nie wiemy, na czym opierał się Szelepin. Jeśli na nieznanych nam meldunkach z
wykonania „zadania”, to być może jest to właściwa liczba zamordowanych.
Na
tej liczbie opierają się również inicjatorzy budowy pod Chęcinami niezwykłego
pomnika zbrodni katyńskiej. Na dużej przestrzeni ma stanąć 21 857 figur
przedstawiających oficerów polskich z przestrzelonymi głowami. Tylko w taki
sposób można wstrząsnąć sumieniem ludzi – w kraju i za granicą – gdyż wyobraźnia
nie ogarnia dostatecznie ogromu zbrodni. Trzeba jej pomóc. Słychać już pierwsze
pomruki na temat tego, ile dobrego można by zrobić za te pieniądze. To stara
śpiewka, z repertuaru tego samego chóru, który nie chce zmiany ulicy
Świerczewskiego na Pileckiego ze względu na „koszta” wymiany dowodów osobistych.
Te głosy należy jednoznacznie klasyfikować jako przejaw działania agentury
wpływu i trzeba przejść nad nimi do porządku dziennego. Ten pomnik musi powstać
po to, by porządkować pamięć i wyobraźnię zbiorową Polaków, okaleczoną przez
wieloletnie oddziaływanie propagandy sowieckiej.
Kłamstwo i współodpowiedzialność
Dopiero w kwietniu 1990
r. – pół wieku po zbrodni – rząd rosyjski oficjalnie potwierdził
odpowiedzialność NKWD za śmierć tysięcy oficerów wojska polskiego, polskiej
policji państwowej i więźniów politycznych zamordowanych w Katyniu, Charkowie i
Twerze. Dopiero w grudniu 1990 r. prezydent Rosji Borys Jelcyn ujawnił
dokumenty, m.in. rozkaz z 5 marca 1940 r., ostatecznie potwierdzające
odpowiedzialność najwyższych władz sowieckich – i za zbrodnię, i za jej
ukrywanie. Duże znaczenie miała postawa kolaboranckich władz PRL, które nie
nalegały w Moskwie na odkrycie tajemnic zbrodni w czasach „odwilży”, kiedy można
to było zrobić. Te władze liczyły się z reakcją Polaków i z własnym
„dyskomfortem” w sprawowaniu dalszej władzy w imieniu Kremla. Polacy
przywoływali Katyń jako symbol nie tylko zbrodni, lecz także kłamstwa.
Odkłamanie Katynia traktowano jako warunek powrotu do tożsamości narodowej i do
ładu moralnego. W sławnym wierszu powstańca warszawskiego Józefa Szczepańskiego
„Ziutka” (1922-1944) o „czerwonej zarazie”, która ma wyzwolić Polaków od
„czarnej śmierci”, pojawiają się (już w sierpniu 1944 r.!) „Katynia mogiły” jako
symbol „czerwonej zarazy”. W deklaracjach ideowych dowódców oddziałów II
konspiracji niepodległościowej oraz w deklaracjach powojennej konspiracji
młodzieżowej często pojawiają się hasła: „Katyń pomścimy!” i „Katyń pamiętamy!”.
Bolesny problem wracał w kolejnych pokoleniach ludzi kontestujących
rzeczywistość Polski sowieckiej. Kiedy w roku 1976 Tomasz Strzyżewski, pracownik
krakowskiej Delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk –
instytucji zajmującej się w Polsce sowieckiej cenzurą polityczną wszelkiego
słowa pisanego i wypowiadanego publicznie – uciekł do Szwecji, w wywiezionych
przez niego materiałach cenzorskich można było przeczytać jednoznaczny „zapis”
katyński: „Nie wolno dopuszczać jakichkolwiek prób obarczania Związku
Radzieckiego odpowiedzialnością za śmierć polskich oficerów w lasach katyńskich.
W opracowaniach naukowych, pamiętnikarskich, biograficznych można zwalniać
sformułowania w rodzaju 'rozstrzelany przez hitlerowców w Katyniu’, 'zmarł w
Katyniu’, 'zginął w Katyniu’. Gdy w przypadku użycia sformułowań w rodzaju
'zginął w Katyniu’ podawana jest data śmierci, dopuszczalne jest jej określanie
wyłącznie po lipcu 1941 r.”. Władze PRL – od Bieruta, przez Gomułkę, Gierka, do
Jaruzelskiego – winne są przestępstwa polegającego na upokarzaniu Polaków
zbiorowym kłamstwem, uniemożliwieniu wdowom katyńskim i dzieciom zamordowanych
oficerów leczenia ich traumy. Ta wina też powinna być osądzona.
Ludobójstwo katyńskie
Instytut Pamięci Narodowej stoi na
stanowisku, że zbrodnia katyńska była aktem ludobójstwa. Ludobójstwo (ang.
genocide) to termin z zakresu prawa międzynarodowego, zdefiniowany w rezolucji
Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 11 grudnia 1946 r. oraz w międzynarodowej konwencji
w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Ludobójstwem są takie
czyny jak: morderstwo, poważny zamach na konstytucję fizyczną i mentalną
członków prześladowanej zbiorowości, celowe pogarszanie warunków życia
zbiorowości po to, by ją zniszczyć lub ograniczyć jej liczebność. Za warunek
wystąpienia ludobójstwa uznano zamiar zniszczenia całkowitego lub częściowego
„grup narodowych, etnicznych, rasowych bądź religijnych jako takich”.
Ludobójstwo uznano za ten rodzaj zbrodni, która nie podlega przedawnieniu.
Należy ścigać nie tylko zbrodnie dokonane po przyjęciu konwencji z 1948 r., ale
także te, do których doszło wcześniej. To zasadnicze ustalenie dla sprawy
katyńskiej. W świetle definicji ONZ i jej interpretacji zbrodnia katyńska
powinna być uznana za zbrodnię ludobójstwa.
Współczesna Rosja
Jako następczyni prawna Związku
Sowieckiego Rosja nie zgadza się na określenie zbrodni katyńskiej jako
ludobójstwa. Generalna Prokuratura Wojskowa Rosji oświadczyła 5 marca 2006 r.,
że zamordowani Polacy nie byli ofiarami represji stalinowskich! Oświadczono, iż
„nie ma możliwości ustalenia kwalifikacji prawnej, na podstawie której skazano
na śmierć Polaków”. Oczywiście! Akt ludobójczy nigdy nie ma „kwalifikacji
prawnej”. Jest sam w sobie aktem bezprawia, represji, prześladowania.
Rosja
odmawia uznania zbrodni katyńskiej za akt masowy i ludobójczy
– zarówno w
świetle definicji ludobójstwa, jak i zbrodni wojennej czy represji
stalinowskiej. „Fakt, iż prokuratura państwa o mocarstwowych ambicjach nie umie
znaleźć żadnej kwalifikacji mordu katyńskiego, należy uznać za ponurą, wręcz
upiorną kpinę z ofiar i prowokację wobec Polski” – pisał Witold Wasilewski z
IPN.
Nie chcemy, by na stosunki między narodem polskim i rosyjskim – który
też cierpiał ze strony tych samych oprawców – kładły się cieniem stare sowieckie
kłamstwa. Brak „kwalifikacji” zbrodni jest uchylaniem się od odpowiedzialności
za zbrodnie – katyńską i inne, popełnione na Polakach i na przedstawicielach
innych narodowości na „nieludzkiej ziemi”. Ta nowa odmiana kłamstwa katyńskiego
może wykopać przepaść między Rosją a cywilizowanym światem. Boże, nie pozwól na
to! Rosja jest temu światu potrzebna. Nie Rosja sowiecka, lecz Rosja
demokratyczna, przyjazna sąsiadom przez pamięć na wspólne cierpienia.
Do przyjaciół Moskali
Jest wielu Rosjan, którzy rozumieją
polski ból i którzy nie chcą, by współczesna Rosja była mentalnie następczynią
zbrodniczego państwa komunistycznego. Pozostaje nadzieja, że to właśnie ci
Rosjanie będą mieli decydujący wpływ na kształt swojego państwa i na stosunki z
najbliższym sąsiadem na zachodzie. Tacy Rosjanie, jak prof. Natalia Lebiediewa,
prof. Siergiej Słucz i ci wszyscy, którzy zaangażowali się w pracę dla
stowarzyszenia Memoriał, z szefem komisji polskiej Memoriału dr. Aleksandrem
Gurjanowem.
Na pytanie polskiego dziennikarza, dlaczego sowieckie Politbiuro
zdecydowało się na zbrodnię na jeńcach wojennych na tak ogromną skalę, dr
Gurjanow wyraził opinię, że skoro 5 marca 1940 r. szybkie zakończenie wojny z
Finlandią było już przesądzone, sowieckie Politbiuro uznało, iż dalszej wojny w
Europie już nie będzie, czyli tysiące polskich jeńców w razie zwolnienia z
niewoli będzie stanowić problem w sowietyzacji zagarniętych ziem polskich,
trzeba więc „rozwiązać problem”, zgodnie z sowiecką „pragmatyką”: nie ma
człowieka, nie ma problemu…
W kontekście rozważań na temat zbrodni
katyńskiej jako aktu ludobójstwa niepokoją oświadczenia publiczne w Polsce
podważające ludobójczy charakter tej zbrodni, zwłaszcza wystąpienia
wicemarszałka Sejmu RP (!) Stefana Niesiołowskiego oraz prezesa Federacji Rodzin
Katyńskich (!) Andrzeja Skąpskiego. Jak na ironię zamordowany w Katyniu Bolesław
Skąpski był z zawodu prawnikiem. O kwalifikacji zbrodni jako ludobójstwa
decyduje prawo międzynarodowe, a nie osobiste poglądy lub wygłupy
nieodpowiedzialnego polityka, który nie jest żadnym ekspertem w tej
sprawie.
Aleksander Gurjanow byłby gotów, co prawda, również odstąpić od
starań o uznanie przez Rosję zbrodni katyńskiej jako ludobójstwa. „Uznanie
[zbrodni katyńskiej] za zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciw ludzkości jest
znacznie bardziej odporne na próby podważenia [przez Główną Prokuraturę Wojskową
Federacji Rosyjskiej]”. Może i tak, ale zbrodnia katyńska należy do polskiego
relikwiarza narodowego, więc nie pragmatyka, lecz imponderabilia narodowe
powinny kierować naszymi czynnościami i publicznie wygłaszanymi opiniami.
Do prawdy jeszcze daleko
„Zbrodnia katyńska poraża swoją
skalą, wymykającą się wszelkim, nawet najbardziej cynicznym i bezwzględnym
próbom racjonalizacji” – pisze prof. Wojciech Materski, uważany obecnie w Polsce
za jednego z najwybitniejszych znawców historii Polaków pod okupacją sowiecką.
„O dokonanym wiosną 1940 r. ludobójstwie wiemy już dziś bardzo dużo, co nie
oznacza, iż na wszystkie pytania z tego zakresu jesteśmy w stanie odpowiedzieć
(…). Wiemy, iż kłamstwem jest, jakoby prawda o zbrodni katyńskiej ukryta
została w tajnych archiwach i kolejne ekipy na Kremlu były jej nieświadome.
Wiemy, iż prezydent Michaił Gorbaczow, uroczyście zapewniając, iż robi w sprawie
odnalezienia dokumentacji katyńskiej wszystko, co może, po wielekroć kłamał.
Dziesiątki tysięcy kart kserokopii dokumentacji z archiwów rosyjskich, jakimi
dysponujemy, zawiera nadal dotkliwe braki. Takim brakiem, wyjątkowo istotnym nie
tylko dla historyków, ale też rodzin ofiar zbrodni katyńskiej, są jakoby
zniszczone teczki archiwalne – 21 857 kompletów dokumentów dotyczących
poszczególnych jeńców wojennych i więźniów. Nie ma żadnego śladu, by zniszczenia
takiego dokonano. Nie wiemy, gdzie grzebano ciała pomordowanych 7305 więźniów,
choć domyślamy się, gdzie to mogło mieć miejsce. Dostęp do archiwalnego zasobu
postsowieckiego jest dla polskich historyków i archiwistów systematycznie
zawężany (…). Nie udało się dotąd udowodnić bardzo prawdopodobnej hipotezy o
związku niemieckiej zbrodniczej akcji AB z ludobójstwem katyńskim (…). Za
prawie 22 tysiące istnień ludzkich, niewinnych ofiar odpowiadają decydenci –
Stalin i jego najbliższe, panicznie bojące się go otoczenie; specjaliści od
mordowania zza biurka – jak członkowie Narady Specjalnej; wykonawcy –
przeszkoleni mordercy oraz mordercy z przypadku, pracownicy obwodowych NKWD. Za
ukrywanie prawdy o zbrodni, próby obarczenia nią Niemców odpowiadają kolejne
ekipy sowieckich przywódców partyjnych i państwowych, odpowiadają tchórzliwi
przywódcy PRL, ale też cyniczni politycy zachodni, Brytyjczycy i
Amerykanie”.
Niezależnie od nawarstwiających się szczegółowych pytań, jedno
jest pewne. Za zbrodnią katyńską snuje się dalej cień kłamstwa i
niedopowiedzeń.
Piotr Szubarczyk
