Skarb i klejnot Kościoła

Rozmowa z o. Krzysztofem Stępowskim CSsR, który

w każdą niedzielę i święta o godz. 13.30 odprawia Mszę św. w rycie trydenckim w kościele św. Benona w Warszawie

Media liberalne negatywnie odnoszą się do zezwolenia na swobodne odprawianie Mszy św. w rycie trydenckim, strasząc wiernych. Czy rzeczywiście mamy się bać tradycyjnej Mszy św.?

– Jestem zdziwiony, że tradycyjny ryt Mszy św. jest tak negatywnie nagłaśniany, a lud Boży straszony jej powrotem. Po pierwsze, ta Msza św. nigdy z życia Kościoła nie zginęła, istniała w różnych ośrodkach na całym świecie. Jeżeli wierni mają życzenie, mogą w niej uczestniczyć, nawet w Polsce. Taka była m.in. wola Ojca Świętego Jana Pawła II, zawarta w motu proprio „Ecclesia Dei”, aby biskupi zezwalali na odprawianie tego rytu Mszy św., jeżeli wierni o to poproszą.

Głosy sprzeciwu podniosły się najpierw we Francji…

– Słyszałem, że ci, którzy znają Kościół francuski, uważają, że on odradza się i umacnia poprzez ośrodki związane z tradycyjną Mszą św. Nie rozumiem więc – jeżeli to, co podają media, jest prawdą – dlaczego niektórzy biskupi są przerażeni powrotem tradycyjnej Mszy św. Jeżeli ludzie się garną do modlitwy, do Pana Boga, do liturgii, to uczestniczenie w tej Mszy św. jest bardzo cenne duchowo.

Koronny argument przeciwników starej Mszy św. brzmi: dziś nikt nie rozumie łaciny. Ale chyba nie o to chodzi…

– Zarzut, że jest to powrót niezrozumiałych obrzędów, znaków, jest chybiony. Przecież nowa liturgia Mszy św. swoje korzenie chce czerpać również z tradycji. W wielkiej przenośni nową liturgię możemy nazwać córką, a liturgię starą, tradycyjną – matką. Nie sposób rozpoznać i pokochać córki, nie znając wcześniej matki. Czy reforma Mszy św. była udana? Czas pokazuje, że w dalszym ciągu wierni są zaniepokojeni tym ciągłym eksperymentowaniem w liturgii, jej niestabilnością i czasem nawet innością w pobliskich kościołach, diecezjach, a nawet katolickich krajach. Jak się w takim liturgicznym świecie odnaleźć? Dlatego absolutnie nie mogę pojąć, jak Msza św. sprawowana przez kilka wieków w Kościele może teraz kogoś przerażać, niepokoić czy też podważać miłość i ufność do Kościoła. To przecież kolejna możliwość dana wiernym, którzy rozmiłowani w Tradycji, w czcigodnych znakach, gestach i słowach kształtowanych od pierwszych wieków, z wielkim pietyzmem i pobożnością uczestniczą w tradycyjnej Mszy rzymskiej. Dlaczego zatem ci wierni nie mieliby mieć dostępu do tej Mszy św., która jest wielkim skarbem i klejnotem liturgii rzymskokatolickiej?

Czy przywrócenie tradycyjnej Mszy św. może zatrzymać sekularyzację społeczeństw zachodnich, rozpalić wystygłe korzenie chrześcijańskie tamtejszych wspólnot?

– To nie jest przywrócenie starej Mszy św., ona jest. Owszem, w niewielu miejscach, ale istnieje. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy utożsamiają starą Mszę św. z możliwością regresu w Kościele, a nawet powrotu do jakiegoś „ciemnego” średniowiecza. Przecież Msza św. jest zawsze wiosną Kościoła. To z tą Mszą św. Kościół szedł na krańce świata, głosząc Chrystusową Ewangelię. Dlaczego nie można dalej ewangelizować i umacniać wiary w całym świecie, sprawując Przenajświętszą Ofiarę Chrystusa, odprawiając tradycyjną Mszę św.? Przerażenie tradycyjną Mszą św. każe pytać: czy boimy się wiosny Kościoła, rozmiłowania wiernych w katolickiej tradycji liturgicznej, wierności soborom i naukom świętych i błogosławionych Papieży?

Na pewno powrót tej Mszy św. jest możliwy i potrzebny. Będzie ona sprawowana w tych miejscach, gdzie wierni będą sobie tego życzyli. Na pewno nie będzie to nakazane odgórnie. Ta Msza św. potrzebuje znacznego wysiłku i opieki, żeby wierni ją poznawali, na nowo się w niej odnajdywali. Wierni, którzy chodzą na starą Mszę św., zadają sobie wiele trudu, aby rozpoznać to wszystko i potrafią głęboko przeżywać Przenajświętszą Ofiarę. Nie chcę zestawiać rytów starego i nowego – który z nich ważniejszy, który piękniejszy, który bardziej zrozumiały. Każdy ma swoją historię, symbole i treści. Na pewno stara Msza św. uczy miłości do Kościoła i jego nauki, a wierni również mogą w pełni angażować się w życie lokalnego czy też powszechnego Kościoła. Wierzę, że tym wszystkim kieruje Duch Boży i On nad wszystkim czuwa.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska


drukuj