Sierioża ma kłopoty z reflektorem

Rozmowa z "pierwszym", że zła pogoda. Potem minuta niezrozumiała i:7:56:52
Plusnin: Wital, a u ciebie, tam z tym startem, też taka dupa, tak?7:56:56
Ryżenko: W ogóle niczego nie widać.7:56:58 Plusnin: Rozumiem.7:57:01 Plusnin:
Już kiedy, kiedy FSB-owca przyjąłem, taka sama była pogoda [niezr.]. Potem
dłuższy fragment niezrozumiały, a potem znowu: 7:57:31 Plusnin: Tak na mój
rozum, co sobie wyrzucam, to to ch… zajęcie [śmiech, niezrozumiałe].

Plusnin daje numer do "głównego centrum".
Polskie samoloty bez procedury nawigacyjnej

Zanim ppłk Plusnin rozpoczął korespondencję z nadlatującymi samolotami,
telefonuje do dyżurnego moskiewskiej "Logiki", pytając o Polaków, którzy mają
przylecieć. Gdy okazuje się, że mjr Kurtiniec nic nie wie, sam Plusnin daje mu
numer telefonu "do głównego centrum". Tam ma się czegoś dowiedzieć. Okazuje się,
że jeszcze nie wylecieli.
Wkrótce, niemal jednocześnie, zgłaszają się rosyjski transportowy Ił-76 i polski
Jak-40. Ił kontaktuje się pierwszy, ale polski Jak-40 jest bliżej. Plusnin
jeszcze pyta o pogodę. Widoczność ma wynosić cztery kilometry. Synoptyk
przewiduje "mgiełkę" (ros. "dymka", nie "tuman"). Kierownik lotów przekazuje te
informacje drogą radiową, ale zwraca się tylko do iła. Podaje mu też informację,
że podejście odbędzie według "OSP i RSP", to znaczy radiolatarni, świateł i
radiolokatora. Polskie samoloty nie otrzymują danych meteorologicznych ani
procedury nawigacyjnej.
Rozmowa z Polakami odbywa się w połowie po angielsku, Plusnin zna w tym języku
liczby i międzynarodowy wzór literowania nazw. W pomieszczeniu pojawiają się
osoby określane mianem "pierwszy" oraz niejaki Judin. Razem decydują o
ustawieniu reflektorów. Jak-40 wykonuje kolejne zakręty, a w tym czasie
oficerowie dowiadują się, że "na Jużnym jest już mgła". Chodzi tu o drugie
lotnisko w Smoleńsku, cywilne.

"Marczenko mówił, że mgły nie należy się spodziewać"
Ił-76 również się zbliża, leci z podmoskiewskiego Wnukowa i minął już punkt
AGALI, za którym kontrolę przejmuje Smoleńsk, podobnie jak samoloty lecące z
zachodu mijają punkt ASKIL. Widoczność spada do kilometra. Komunikat słyszą oba
samoloty. Pułkownik Krasnokutski dopytuje jeszcze raz o reflektory. Coś jest z
nimi nie tak, mgła robi się coraz większa. Pułkownik dziwi się: "Marczenko
mówił, że mgły nie należy się spodziewać". Tymczasem polski jak wchodzi na
ścieżkę schodzenia. Ryżenko informuje o odległości oraz że samolot jest "na
kursie, ścieżce". 4, 3, 2, 1 kilometr. I wtedy kontrolerzy orientują się, że nic
nie widać. Ani samolotu, ani miejsca, gdzie ma się znajdować. Plusnin każe
odejść na drugi krąg, ale mówi to za późno. Dwadzieścia sekund później, o 7.15,
jak był już na pasie lotniska. Załoga wieży dopiero wtedy go zobaczyła. – Zuch –
chwali Plusnin polskiego pilota, choć dziwi się, że nie otrzymał od niego ani
jednej "kwitacji" (czyli potwierdzenia wysokości w procedurze RSP). Krasnokutski
pyta o język, w jakim rozmawiali piloci. Wbrew jego obawom Plusnin i Ryżenko
dogadali się bez problemów po rosyjsku. Więcej nieporozumień jest z żołnierzem
obsługującym reflektor, Sieriożą. Ciągle myli strony.

"Trzeba Polakom powiedzieć, jakie dla nich lądowanie"
Wieża nie ma czasu na rozmowy. Ił-76 jest coraz bliżej, robi kolejne zakręty,
więc kontrolerzy muszą się nim zająć. W tym czasie Krasnokutski telefonuje do
swojego przełożonego generała Władimira Sypki. Tamten już dzwonił, ale wówczas
Krasnokutski nie mógł długo rozmawiać. Teraz zdaje relację z tego, co się dzieje
w Smoleńsku. – Zgodnie z planem Jak-40 wylądował, ten z tymi z delegacji i
dziennikarzami. A Ił-76, nasz, Frołow, właśnie podchodzi. To będą prezydenckie
samochody. I o 10.30 [8.30] lądowanie tego zasadniczego, prezydenckiego –
wyjaśnia. Jeszcze dodaje, że wracać będą po 17.30 [15.30] w kolejności:
prezydencki tupolew, jak, ił. Sypko dopytuje jeszcze o to, czy są podjeżdżające
schody (trap). Krasnokutski zapewnia, że wszystko jest przygotowane do lotu
oznaczonego literą "A". Pułkownik opowiada o lądowaniu Jaka-40, które było
nadzwyczaj udane, pomimo niespodziewanej gęstej mgły. Ma nadzieję, że w ciągu
półtorej godziny ustąpi. Potem przechodzą do spraw prywatnych. Krasnokutski
prosi o wolny dzień. Dowódca odmawia, bo wyjeżdża na jakąś konferencję i
pułkownik musi go zastąpić.
W tym czasie Ił-76 zajął właściwą ścieżkę i schodzi według wskazówek Ryżenki. 5,
4, 3, 2, 1 (ił również nie kwituje) – samolotu nie widać. – Na drugi krąg,
odejście – krzyczy Plusnin. Potężny transportowiec przechodzi nad lotniskiem o
7.26 w sposób, który skłonił Krasnokutskiego do długiej niecenzuralnej wiązanki
przekleństw. – Trzeba Polakom powiedzieć, jakie dla nich lądowanie, k… – dodał
pułkownik.
Ił-76 decyduje się na drugą próbę. Wykonuje kolejne zakręty i po kilku minutach
Ryżenko znowu recytuje swoje "na kursie, ścieżce": 7, 6, 5, 4, 3, 2 (tu ił
jedyny raz skwitował wysokością 130 metrów, co oznacza, że znajdował się sporo
ponad ścieżką), 1 i sytuacja się powtarza. Jest 7.39. Transportowiec Frołowa
odlatuje. Wraca na Wnukowo. – Jak długo będzie ta mgła? – pyta siebie i kolegów
pułkownik.

"Pierwszy" dopytuje o "zasadniczego Polaka"
Kolejny telefon Krasnokutski wykonuje do "Logiki". Informuje o mgle, dowiaduje
się, że polski samolot już wystartował, rozważają ewentualne lotniska zapasowe.
Kurtiniec proponuje Wnukowo. Ił-76 w razie niepowodzenia ma zostać skierowany do
Tweru. Dyżurny oficer dopytuje się jeszcze o minima lotniska i znowu ma zamiar
skontaktować się "z głównym centrum".
Krasnokutski gdzieś wychodzi, a "Logikę" wywołuje Plusnin. Centrala mówi, że
niejaki Bieniediktow chce rozmawiać z pułkownikiem. Plusnin obiecuje przekazać
informację, ale do połączenia chyba nie dochodzi. Plusnin chce się upewnić, że
przekazano do odpowiednich czynników informację o braku warunków w Smoleńsku.
Rozmawia o tym z Kurtińcem dwukrotnie. Chce, żeby "zasadniczy Polak" wiedział,
że pogody nie ma i ma być gotowy do odejścia na drugi krąg. Martwi się, czy
wyznaczono lotnisko zapasowe. Padają też słowa: "Trzeba się upewnić, ile ma
paliwa, bo on praktycznie nic nie rozumie po rosyjsku". To dziwne, ponieważ
pierwszy kontakt z polskim 101 Plusnin nawiąże dopiero za pół godziny.

Plusnin: "Gdy natrafiłem na FSB-owca"
Kontakt z biurem prognoz nie przynosi nic nowego. Zdaniem synoptyka, widoczność
pozioma wynosi 800 metrów, co oczywiście nie odpowiada temu, co Plusnin widzi za
oknem. W Twerze przewidują także burzę. – Śmiech – podsumowuje tę prognozę.
Potem punkt Meteo znowu powtórzy te dane. W pomieszczeniu kilka razy w tym
czasie pojawia się znowu osoba określana jako "pierwszy", najprawdopodobniej
dowódca jednostki wojskowej. Wszyscy pytają o pogodę i polski samolot. Plusnin
ćwiczy z kimś proste angielskie wyrażenia. Z rozmowy wynika, że na wieży był
także oficer FSB (służb specjalnych).
Plusnin jeszcze kilka razy telefonuje do "Logiki". Rozmawia też z osobą o
nazwisku Kokariew. Major Kurtiniec najprawdopodobniej nie zna numeru do
odpowiedniej osoby w "głównym centrum". Plusnin nawet próbuje mu podać jakiś,
ale to także nie ten. Cały czas mają wątpliwości odnośnie do lotniska
zapasowego. Twer nie nadaje się, ponieważ tam nie ma punktu kontroli granicznej
i celnej. Pozostaje Wnukowo. Oficerowie przypominają sobie, że kiedyś jakiś
samolot poleciał w podobnej sytuacji do Mińska. Kontakt z dyspozytorem lotniska
Murawiowem to potwierdza: polski Tu-154M ma wpisane lotniska zapasowe Mińsk i
Witebsk.
Około 8.20 wraca Krasnokutski. Plusnin kontaktuje się jeszcze w sprawie pogody i
położenia nadlatującego polskiego samolotu z drugim lotniskiem Jużnyj, które być
może ma bardziej odpowiedni radar. Rozmowy przez telefon w sprawie określenia
lotniska zapasowego trwają w zasadzie do końca. Plusnin, a kiedy ten jest zajęty
kontaktem z polskim samolotem, Krasnokutski dzwonią do "Logiki", na Jużnyj i do
Murawiowa. Podczas ostatniej zarejestrowanej rozmowy telefonicznej, o 8.34,
dyspozytor Jużnego mówi, że u niego już się wypogadza…

Plusnin: "Ja na miejscu Moskwy tu bym nie gnał".
Krasnokutski: "To decyzja międzynarodowego
numer jeden"

Pierwszy kontakt załoga nawiązała o 8.23. Trwa wymiana informacji nawigacyjnych.
Krasnokutski informuje Murawiowa, że "decyzja dowódcy jest taka, że wykona
kontrolne podejście do wysokości decyzji 100 metrów i odejdzie – Mińsk, Witebsk
w gotowości". Gdy Plusnin prowadzi korespondencję radiową z Tu-154M, pułkownik
mu przypomina: "Powiedz o mgle". Sam kierownik lotów też nie ma wątpliwości: –
Trzeba go pogonić – mówi.
– Dziękuję, jeśli da się, to spróbujemy podejść, a jak nie będzie pogody,
odejdziemy na drugi krąg – słychać głos dowódcy polskiej maszyny mjr. Arkadiusza
Protasiuka, długie, absolutnie poprawne rosyjskie zdanie. Na wieży Krasnokutski
komentuje podawaną ciągle prognozę widzialności 800 metrów: "On jest
niepoczytalny". Sam ocenia tę wielkość na 200-300 metrów. Wreszcie padają słowa
Plusnina: "Ja na miejscu Moskwy tu bym nie gnał". – To decyzja [niezr.]
międzynarodowego numer jeden, on sam… [niezr.] – odpowiada Krasnokutski. A
zatem "do 100 metrów, bez dyskusji", jak to powiedział kilka minut wcześniej.

Krasnokutski:
"Towarzyszu generale, podchodzi do trawersu. Wszystko włączone"

Po czwartym zakręcie pułkownik mówi do Plusnina: "Przede wszystkim daj go na
drugi krąg, to znaczy na drugi i wystarczy. Sam zdecydował, niech sam sobie
radzi. – O, pojawił się, jest ścieżka. Nie, nie, normalnie – mówi dalej do
kogoś, być może do jakiegoś Walerego Iwanowicza, do którego zwraca się za chwilę
słowami: "Nie widać nawet 200 metrów. Gdzie jemu lądować?".
O godzinie 10.40 i 33 sekundy słychać ostatnie słowa z polskiego Tu-154M:
"Włączone" (o oświetleniu zewnętrznym samolotu) – powiedział pilot. O 10.40 i 53
sekundy Ryżenko mówi: "Horyzont, 101"… nie otrzymując odpowiedzi.
Plusnin próbuje jeszcze wywołać polski samolot, krzyczy trzykrotnie "odejście na
drugi krąg". Wreszcie decydują się na wysłanie strażaków. Krasnokutski powtarza
głównie przekleństwa. Pozostali również. Ustalają, że samolot minął już bliższą
radiolatarnię i trzeba go szukać "po lewej stronie drogi".
"On zaczął odchodzić na drugi krąg, a potem przepadł…" – ktoś powiedział.
Niecenzuralne rosyjskie "bliad´" kończy nagranie.

 

Piotr Falkowski

 

Podpułkownik Paweł Plusnin, kierownik lotów

Major Wiktor Ryżenko, kierownik strefy lądowania, obsługiwał radiolokator,
znajdował się w jakimś bardziej oddalonym miejscu, bo kontaktowano się z nim
przez radio
Pułkownik Nikołaj Krasnokutski, zastępca dowódcy bazy 61. Armii Powietrznej w
Twerze, były dowódca pułku ze Smoleńska (przed rozformowaniem)
Pułkownik Anatolij Murawiow, dyspozytor lotniska, zajmował się przekazywaniem
informacji, m.in. o lotniskach zapasowych
Major Kurtiniec, dyżurny centrum "Logika" w Moskwie
Generał Nikołaj Sypko, dowódca bazy w Twerze, przełożony Krasnokutskiego

 

Podpułkownik Paweł Plusnin, kierownik lotów

Major Wiktor Ryżenko, kierownik strefy lądowania, obsługiwał radiolokator,
znajdował się w jakimś bardziej oddalonym miejscu, bo kontaktowano się z nim
przez radio
Pułkownik Nikołaj Krasnokutski, zastępca dowódcy bazy 61. Armii Powietrznej w
Twerze, były dowódca pułku ze Smoleńska (przed rozformowaniem)
Pułkownik Anatolij Murawiow, dyspozytor lotniska, zajmował się przekazywaniem
informacji, m.in. o lotniskach zapasowych
Major Kurtiniec, dyżurny centrum "Logika" w Moskwie
Generał Nikołaj Sypko, dowódca bazy w Twerze, przełożony Krasnokutskiego

drukuj