Santo subito Piotr, który wędrował

Z ks. bp. Antonim Długoszem, biskupem pomocniczym archidiecezji
częstochowskiej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Przyjął Ksiądz Biskup sakrę z rąk Ojca Świętego Jana Pawła II. Jak
wspomina Jego Ekscelencja ten dzień – 6 stycznia 1994 roku?


Powołanie do biskupstwa jest zaskoczeniem dla każdego księdza. Tak też było w
moim przypadku. Kiedy dowiedziałem się, że moja konsekracja ma odbyć się w
Rzymie, w pierwszej chwili przyjąłem to z niepokojem. Dziś, patrząc z
perspektywy czasu, cieszę się i dziękuję Bogu, że otrzymałem sakrę właśnie z rąk
Ojca Świętego. Przede wszystkim doświadczyłem powszechności Kościoła, byłem
bowiem jedynym Polakiem wśród 13 konsekrowanych pochodzących z różnych stron
świata. Za każdym razem, kiedy podczas ceremonii podchodziłem do Papieża, mówił
do mnie tym swoim charakterystycznym głosem – „Szczęść Boże”. Było to ogromne
wyróżnienie, zwłaszcza że zostałem też zaproszony wraz z moim ordynariuszem ks.
abp. Stanisławem Nowakiem na obiad do Ojca Świętego. Z kolei wieczorem z
krewnymi i wiernymi z Częstochowy, którzy przybyli do Rzymu na moją konsekrację,
mieliśmy okazję spotkać się z Janem Pawłem II na prywatnej audiencji. Również
dla moich narkomanów przechodzących wówczas terapię w ośrodku zamkniętym
otrzymałem od Papieża, za pośrednictwem ks. Dziwisza, kilkadziesiąt
różańców.

Przylgnęło do Jego Ekscelencji określenie: „biskup od dzieci”. Czy do
pracy z najmłodszymi zainspirował Księdza Biskupa Jan Paweł II?

Ojciec Święty wskazywał, aby szukać nowych dróg ewangelizacji. Nie wszyscy
bowiem ludzie mieszczą się w ramach tradycyjnego duszpasterstwa, także dzieci i
młodzież. Każda forma duszpasterstwa, również zabawa czy śpiew, które
ukierunkowane są na Pana Boga, mogą stać się bardzo pożyteczne i potrzebne.
Dlatego śpiewam z dziećmi i dorosłymi, nagrywam płyty z utworami religijnymi i
patriotycznymi. Formą kontaktu jest także taniec, który swe korzenie ma w
kulcie, dlatego tańczę z dziećmi, starając się, jak mogę, nieść radość.

Co sprawiało, że dzieci i młodzież tak bardzo lgnęły do Ojca
Świętego?
– Przede wszystkim Papież nie stwarzał bariery między sobą
a młodymi, co niestety często jest zauważalne wśród ludzi, którzy piastują jakąś
godność czy stanowisko. Jan Paweł II nie zrażał swoją wielkością, ale przyciągał
pokorą i humorem, czym trafiał do wszystkich i – co ważne – swoją pogodą ducha,
bezpośredniością, dzięki którym bardzo szybko nawiązywał kontakt. Udowadniał to
podczas pielgrzymek i spotkań z młodzieżą, i wcale nie twierdził, że ma
lekarstwo na rozwiązanie ich wszystkich problemów, ale mówił i pokazywał, iż sam
kocha Chrystusa i chce być Jego świadkiem. Tą swoją pokorą i autentycznością
sprawiał, że młodzież się otwierała.

Zaprzeczył stereotypowi, że człowiek stary, zniedołężniały nie ma nic
do zaoferowania, zwłaszcza młodym…
– Przede wszystkim nie tworzył
wokół siebie aury tajemnicy, nie był „więźniem Watykanu”, ale pokazał, że chce
być – i udało mu się to – Piotrem wędrującym, stając się świadkiem Chrystusa na
całym świecie. Pozwolił nawet, by ludzie z bliska patrzyli na Jego słabość
związaną z chorobą, cierpieniem. Wcale się tego nie wstydził, pokazując, że taka
właśnie jest ludzka, krucha egzystencja, że nie zawsze przeżywamy tajemnice
radosne czy chwalebne Różańca, a także bolesne. Tą swoją naturalnością
uświadamiał nam, dorosłym, ale także młodym, że życie nie jest sielanką. Niejako
oswajał nas z cierpieniem. Najpiękniejszą katechezą była Jego ostatnia
audiencja, kiedy – choć bardzo pragnął – nie mógł wypowiedzieć słowa. Jego
wyciągnięte ręce, wykrzywiona w grymasie bólu twarz mówiła to, o czym powiedział
już wcześniej na Kubie trędowatym: „Kochani, mimo cierpienia, nie odchodźcie od
Chrystusa, bierzcie przykład ze mnie”. To ostatnie zdjęcie Papieża mam w swoim
brewiarzu i kiedy jest mi ciężko, patrzę na Niego i proszę Boga, żebym pozostał
wierny.

Która z cech Papieża jest szczególnie bliska Księdzu
Biskupowi?

– Umiejętność przyjmowania cierpienia z wiarą i poddaniem
się woli Bożej. Tak było od czasu zamachu z 13 maja 1981 roku, poprzez
konsekwencje tego wydarzenia: choroby, stopniową utratę sił, doświadczenie
cierpienia. Mimo tego do końca trwał On przy Chrystusie, dając tym samym
najpiękniejszy wyraz miłości bezinteresownej. Zatem nie intelektualne
przygotowanie czy znajomość języków, ale przykład miłości bezinteresownej,
trwanie w cierpieniu i całkowite zwierzenie Maryi: „Totus Tuus” – to najbardziej
imponuje mi u Jana Pawła II.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj