Santo SubitoCzłowiek modlitwy

Z ojcem dr. Markiem Augustynem (OFM), proboszczem parafii św. Karola Boromeusza we Wrocławiu, kustoszem sanktuarium Matki Bożej Łaskawej Opiekunki Małżeństwa i Rodzin, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas studiów w Rzymie miał Ojciec możliwość wielokrotnie spotykać się z Janem Pawłem II. Proszę o tym opowiedzieć…

– W Rzymie przebywałem od 1989 do 1993 roku. Zanim trafiłem do Papieskiego Instytutu Liturgicznego, tzw. Anzelmianum, studiowałem chrystologię na Papieskim Wydziale Teologicznym św. Bonawentury. Miałem zatem okazję wielokrotnie spotkać się ze Sługą Bożym. Najpierw były to audiencje z okazji przyjazdu do Rzymu np. moich przełożonych zakonnych, którym towarzyszyłem. Kiedy zacząłem studia nad liturgią, spotkania te miały także inny charakter z tej racji, że jednym z moich wykładowców był ks. abp Pierro Marini – mistrz ceremonii papieskich, który często angażował swoich studentów podczas rozmaitych uroczystości w Watykanie. Stwarzało to zatem okazję do częstszego „widywania” Papieża. Poza tym mieliśmy okazję zobaczyć z bliska, jak funkcjonuje Watykan i na swój sposób w tym uczestniczyć. Jako franciszkanin miałem jeszcze możliwość bycia blisko Watykanu poprzez nasz klasztor, który znajduje się w obrębie Państwa Watykańskiego. Mam na myśli Kolegium Penitencjarzy, franciszkanie bowiem są spowiednikami w Bazylice Watykańskiej.

Które ze spotkań szczególnie Ojca poruszyło i dlaczego?

– Wśród wielu oficjalnych i nieoficjalnych uroczystości z udziałem Jana Pawła II najpiękniejsze dla mnie było prywatne spotkanie w Jego kaplicy. Było to chyba pod koniec listopada 1992 roku. Do międzynarodowego Kolegium Seraficum, gdzie wtedy przebywałem, zadzwonił ks. prałat Stanisław Dziwisz. Powiedział, że Ojciec Święty pragnie rozpocząć Adwent po polsku, tzn. odprawić w niedzielę Mszę św. w języku polskim w swojej prywatnej kaplicy, ze śpiewem polskich, tradycyjnych pieśni adwentowych. Poprosił też o przygotowanie takich pieśni i o przybycie na drugi dzień, w niedzielę, o godz. 6.00 do Watykanu. Było to dla nas wielkim wyróżnieniem. Już o godz. 5.45 wpuszczono nas przez słynną Bramę Spiżową, prowadzono długimi schodami i korytarzami poprzez dziedziniec św. Damazego do apartamentów papieskich. Drzwi otworzył nam osobisty sekretarz Papieża i zaprowadził nas do małego pomieszczenia, gdzie ubraliśmy się w alby i stuły. Potem w ciszy weszliśmy do prywatnej kaplicy Papieża, gdzie było zaledwie kilka osób. Na klęczniku przed ołtarzem modlił się Ojciec Święty. Twarz miał zakrytą dłońmi i długo trwał na modlitwie. Po pewnym czasie zauważyłem, że wydaje jakiś dziwny, cichy głos, jakby coś mówił sam do siebie albo raczej coś mruczał pod nosem. Najpierw pomyślałem, iż może źle się czuje, może coś go boli. Dopiero po chwili domyśliłem się, że On naprawdę się modli, że coś mówi Panu Bogu, słucha, a potem znów mówi. Żałowałem, że nie mogłem usłyszeć słów wypowiadanych przez Jana Pawła II, a jeszcze bardziej, że nie słyszałem Bożej odpowiedzi. Wiedziałem jednak, że modlił się za cały świat, za Polskę i za nas pewnie też. To był najwspanialszy przykład i najpiękniejsza lekcja modlitwy.

Co zdaniem Ojca było najbardziej charakterystyczne dla posługi Jana Pawła II?

– Myślę, że cały pontyfikat był czasem szczególnym i niezwykłym dla Kościoła. Dla mnie osobiście szczególną jego cechą było niesamowicie serdeczne podejście do każdego człowieka. Nawet pod koniec życia, gdy Papież był już schorowany, spotkania z Nim pozostawiały to samo wrażenie niezwykłej serdeczności i ciepła. Podczas jego ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny miałem możliwość, już jako przełożony klasztoru franciszkanów w Krakowie, uczestniczyć w pożegnaniu na dziedzińcu kurii. Podszedłem do Ojca Świętego i powiedziałem mu, że franciszkanie zapraszają Go do swojej bazyliki, do Matki Bożej Bolesnej. Papież spojrzał na mnie i odpowiedział: „i do Anieli Salawy”. Pamiętał zatem dobrze mury naszej świątyni, to, że tam – w kaplicy Męki Pańskiej – znajduje się grób krakowskiej służącej, którą zresztą on sam wyniósł na ołtarze. Zawsze największe wrażenie robiła na mnie niezwykła wprost serdeczność Ojca Świętego i Jego bliskość dla zwykłych ludzi.

Za co powinniśmy dziękować Opatrzności, wspominając Jana Pawła II?

– Za to, że był. Za to, że pozostawił nam tak wiele praktycznych wskazań. Za to, że pokazywał nam, jak naprawdę czuć się wolnym. Uczył nas tej wolności nie tylko w sensie politycznym, ale również w sensie duchowym. Wolności, którą powinien odznaczać się uczeń Chrystusa odkupiony Jego krwią przelaną na krzyżu. Powinniśmy dziękować Bogu za przykład, jaki nam wszystkim zostawił. Ale pewnie nade wszystko powinniśmy sięgać do tej mądrości, którą przekazał nam w swoich katechezach, kazaniach, przemówieniach, zwłaszcza gdy przyjeżdżał do naszej Ojczyzny podczas swych kolejnych pielgrzymek.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj