Santo subito Po prostu był pobożny
Z ks. dr. Stanisławem Mieszczakiem SCJ, liturgistą, wykładowcą na
Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, asystentem kościelnym polskiej
i międzynarodowej Federacji Pueri Cantores, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Zapewne nosi Ksiądz w sercu wiele wspomnień związanych z osobą Sługi Bożego?
– Moje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II nastąpiło w latach 80., kiedy
studiowałem liturgię w Instytucie św. Anzelma w Rzymie. Z ówczesnym księdzem
profesorem, dziś kardynałem Stanisławem Nagym, udaliśmy się do Castel Gandolfo
na Mszę św. z Ojcem Świętym, a potem zostaliśmy na śniadaniu, gdzie poruszane
były m.in. różne problemy teologiczne. Pamiętam, że niewiele się wówczas
odzywałem, ale to, co mnie zaskoczyło i co głęboko noszę w swym sercu, to
umiejętność słuchania Papieża, który na końcu podsumował krótko: "I ja w tym
wszystkim muszę być Papieżem dla wszystkich". Ta umiejętność, zwłaszcza dzisiaj,
kiedy każdy próbuje błysnąć inteligencją, jest trochę zapomniana, a On słuchał i
umiał to wszystko pozbierać. Pamiętam też dzień, kiedy Ojciec Święty musiał
nałożyć ekskomunikę na lefebrystów. Podczas Mszy św. był zupełnie inny, biło z
Niego przygnębienie, widać było, jak ta sprawa bardzo Go boli. Wspominam też
pielgrzymkę Papieża w 2002 r. do Kalwarii Zebrzydowskiej, kiedy po
uroczystościach Jan Paweł II wszedł do samochodu panoramicznego, orkiestra
zaczęła grać pieśń "O Maryjo, przed Twym ołtarzem, może już ostatnim razem…".
Wówczas na twarzy Papieża pojawiły się łzy. Przecież zdawał sobie sprawę, że być
może już ostatni raz żegna się tu ze swoją Matką.
Jak określiłby Ksiądz pobożność Jana Pawła II?
– Zwykła, naturalna, niewymuszona. Po prostu był pobożny. Nie wstydził się
przyklęknąć, przeżegnać, nie wstydził się modlić na różańcu, to wszystko było u
Niego bardzo naturalne. Ta pobożność wypływała z tego, co nosił wewnątrz, i
czynił tak, jak dyktowało Mu serce. Przychodzi mi na myśl spotkanie Pana Jezusa
z Samarytanką, kiedy mówił, że chodzi o takich wyznawców, którzy będą oddawali
cześć Ojcu w duchu i prawdzie. A więc to, co wypływa z serca, wyraża się na
zewnątrz. Takim pamiętam Karola Wojtyłę jako kardynała krakowskiego i taki
pozostał jako Następca św. Piotra. Był skromny, a zarazem wielki w swojej
skromności. Jego wielkość zapisała się także na tych prostych kartach, które
codziennie przewracały się w Jego życiu. Pozostaje wzorem dla tych, którzy
szukają sposobu, by wyrazić swoją wiarę.
Jan Paweł II pozostawił nam ogromnie bogate, wielowątkowe nauczanie. Które z
papieskich przesłań powinniśmy potraktować jako główny drogowskaz naszego życia?
– Przede wszystkim pierwszeństwo rzeczy Bożych w życiu. To, co robił, było
podyktowane nie tylko sprawowanym urzędem, ale imperatywem wewnętrznym.
Wyróżniał Go także wielki szacunek dla innych ludzi. Jan Paweł II umiał słuchać,
i to słuchać z szacunkiem, także tych, którzy mówią inaczej. Taki był jako
ksiądz, biskup, kardynał i taki pozostał jako Papież. Wychodził do ludzi
chorych, był jednym z nich, był z nimi, i to zarówno jako zdrowy, wysportowany
mężczyzna, jak i wówczas, kiedy sam doświadczył cierpienia. Uczył nas
patriotyzmu, co pamiętam z pobytu w Rzymie w okresie stanu wojennego. Dawał
przykład umiłowania Ojczyzny, co wcale nie było populistyczne, nie było pustym
sloganem, ale umiłowaniem wspólnoty ojczystego domu. Przypomniał nam także o
ewangelizacji przez kulturę, żeby przesłanie ewangeliczne opierać na tym, co już
zostało dokonane. To nakłada na nas z jednej strony obowiązek poznania tego
dziedzictwa, a z drugiej – posługiwania się nim w ewangelizacji. I o tym nie
wolno zapominać. Na tym polu można bowiem odnaleźć płaszczyznę porozumienia
nawet z tymi ludźmi, którzy może odeszli od wiary, ale wciąż są wrażliwi na
piękno, muzykę, sztukę.
Dziękuję za rozmowę.
