Rzymski katolik niewierzący

Warto słuchać starszych ludzi, i to nie tylko dlatego, że często wiele
widzieli i zapamiętali, ale również, a może nawet przede wszystkim dlatego, że
wraz z wiekiem u wielu z nich zanika obawa przed mówieniem tego, co naprawdę
myślą.

Z młodymi, wykształconymi bywa inaczej. Stojąc u progu samodzielnego życia, w
obliczu nadziei na karierę i mając świadomość, od ilu okoliczności i ludzi
zależy jej pomyślny przebieg, uprawiają dyplomację, to znaczy – sztukę ukrywania
własnych myśli. Niekiedy bywają one ukryte tak głęboko, że nikt już nie może
natrafić nawet na najmniejsze ich ślady, a ponieważ w ogóle bez myśli
funkcjonować się nie da, młodzi wykształceni chętnie korzystają z wypożyczalni.
Dzięki takim wypożyczonym opiniom, opiniom z drugiej ręki, każdy w swoim
środowisku może uchodzić za człowieka nader obiecującego i rozumnego, nawet – za
intelektualistę. Inna rzecz, że od razu widać, iż to myśli spod sztancy, więc
nie ma żadnej potrzeby poświęcania im większej uwagi. Co innego z poważnymi
panami. Większość z nich przywiązuje się do własnego zdania, być może niekiedy
aż do przesady, ale nawet wtedy jest to interesujące, bo oryginalne.
Jednym z takich oryginałów jest prof. Bogusław Wolniewicz. Można nawet
powiedzieć, że jest oryginałem wielokrotnym. Po pierwsze dlatego, że już nie
pierwszej młodości. Po drugie – jest na emeryturze, więc bez ceregieli
korzystający z przywileju wieku dojrzałego. Po trzecie – to filozof, a więc
zawodowo zaprawiony do precyzyjnego wyrażania i uzasadniania własnych opinii. Po
czwarte – "najbardziej prawoskrętny polski profesor filozofii" – jak przedstawia
go Tomasz Sommer – współtwórca wywiadu rzeki z prof. Bogusławem Wolniewiczem,
zatytułowanego "Wolniewicz. Zdanie własne". No i wreszcie największa
niespodzianka – ateista występujący w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Każdy z
wymienionych aspektów oryginalności prof. Wolniewicza dochodzi w książce do
głosu, co czyni lekturę bardzo zajmującą, niekiedy nawet bardzo – zwłaszcza w
momentach "iskrzenia", gdy pytania lub opinie redaktora Sommera wydają się
rozmówcy schematyczne lub niemądre.
Profesor Wolniewicz nie tylko jest przedwojenny, ale w dodatku okres wojny
spędził w Toruniu, a więc poza Generalnym Gubernatorstwem, na terenach
włączonych do III Rzeszy. Dzięki temu możemy zapoznać się ze stosunkowo słabo
znanym położeniem Polaków pod władzą hitlerowców, i to z pierwszej ręki.
Nietrudno to zrozumieć, jeśli zwrócimy uwagę, że w takim np. Reichsgau
Danzig-Westpreussen – jak nazywała się wówczas ta część Pomorza- Polacy zostali
poddani ogromnej presji mającej na celu wpisywanie się na niemiecką listę
narodowościową, czyli volkslistę. W specjalnej odezwie gauleiter Albert Forster
przestrzegł, że odmowa podpisania volkslisty "oznaczać będzie zrównanie z
najgorszym wrogiem narodu niemieckiego". Bogusław Wolniewicz volkslisty nie
podpisał – jak szczerze wyznaje – dzięki nieugiętej postawie swojej matki – bo
ojciec zmarł jeszcze w czerwcu 1940 roku po ciężkim pobiciu w obozie w
Sachsenhausen. Nie pociągnęło to jednak jakichś dramatycznych następstw, między
innymi dzięki różnicy poglądów między różnymi instytucjami Rzeszy na temat
przydatności folksdojczów dla Wielkich Niemiec. Te wspomnienia ("Wpuścił mnie
dyżurny SS-man i siedziałem w poczekalni pełen niepokoju…") pozwalają lepiej
zrozumieć, co się wtedy tam działo.
Chociaż "prawoskrętny", i to w dodatku "najbardziej" spośród profesorów
filozofii, prof. Wolniewicz absolutnie nie nadaje się do prostego
zaszufladkowania. "Do dziś mam marksizm za składnik swojego poglądu na świat.
(…) Uznaję marksizm za poważną doktrynę filozoficzną". Kiedy jednak w 1953
roku z ust prof. Adama Schaffa usłyszał, że teraz filozofowie będą "zgłębiać
myśl Stalina", powiedział sobie: "nic tu po mnie", i poszukał innego zajęcia.
Ale po 10 latach za sprawą tegoż prof. Schaffa znalazł się na Uniwersytecie
Warszawskim, skąd jednak – jak powiada – "wyświecono" go w roku 1998. Zdaje się,
że specjalnie nad tym nie ubolewa, jako że Instytut Filozofii UW jest
"wylęgarnią lewactwa", nie będąc przy tym żadnym wyjątkiem, bo taką wylęgarnią
są wszystkie tzw. nauki społeczne, gdzie przygotowuje się kadry do nadzorowania
prawomyślności obywateli Europy, czyli współczesnej recydywy stalinizmu.
Komunizm bowiem – twierdzi prof. Wolniewicz – zwłaszcza jako religia, wcale nie
umarł, tylko mutuje, i np. proklamowana w roku 2000, entuzjastycznie przyjęta
m.in. przez NSZZ "Solidarność", tzw. Karta Praw Podstawowych to manifest tych
mutantów. W filozofii natomiast panuje "wielka pustka", maskowana "organizacyjną
krzątaniną", z której jednak nie zostanie nic poza "mułem w umysłach i zwałami
makulatury w bibliotekach".
Na tym tle lepiej można zrozumieć motywy skłaniające tego "rzymskiego katolika
niewierzącego" do wystąpień w Radiu Maryja. Nawiasem mówiąc, prof. Wolniewicz
nie uważa tego za coś nadzwyczajnego. "Czemu w rozgłośni katolickiej nie miałby
wystąpić niewierzący, albo w niewierzącej – katolik?". No właśnie – czemu? Fakt,
że taka możliwość wydaje się nam dzisiaj dziwaczna, najlepiej pokazuje, jak
daleko odeszliśmy od cywilizacji łacińskiej. A prof. Wolniewicz, chociaż
"niewierzący" – bo nie wierzy, "że czuwa nad nami jakaś Opatrzność, ani że czeka
nas coś po śmierci" – jest "rzymskim katolikiem", bo "rozumie, że cywilizacja
Zachodu stoi na chrześcijaństwie, i że jego tradycje najpełniej i najlepiej
wciela i przechowuje święty Kościół powszechny. Dlatego komu nasza cywilizacja
miła, ten winien tego Kościoła bronić i go wspierać". A wrogów Kościół ma wielu.
Poza diabłem – w którego, a właściwie nie tyle w diabła, ile w "diabelstwo",
prof. Wolniewicz nie tyle wierzy, co stwierdza jego obecność – największym
wrogiem Kościoła jest "lewactwo", to znaczy "nieprzeparta chęć do naprawiania
świata według własnych wyobrażeń, nie licząca się z realiami natury ludzkiej – a
przez to skłonna, by swe zbawienne pomysły wdrażać pod przymusem. (…) Światowe
lewactwo to międzynarodówka komunistycznych mutantów. W jakimś opętańczym szale
dąży ona do zniszczenia cywilizacji Zachodu: do samych fundamentów. W tym
dążeniu trafia na dwie główne przeszkody. Stanowią je dwie prastare instytucje
naszego życia społecznego: rodzina i Kościół. Lewactwu są one obrzydłe, nie do
zniesienia".
Naprawdę warto posłuchać, co mają do powiedzenia starsi profesorowie filozofii.
Zatem dobry pomysł miał red. Tomasz Sommer i wydawnictwo 3S Media, że stworzyło
nam możliwość przysłuchania się tej rozmowie, przeczytania jej zapisu. Dzięki
temu, jako społeczeństwo, możemy przejrzeć się w oczach prof. Wolniewicza niczym
w powiększającym zwierciadle, w którym i nasze wady, i nasze zalety lepiej
widać.

Tomasz Sommer, Wolniewicz. Zdanie własne, wyd. 3S Media, Warszawa 2010.

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj