Rząd dobrał się do skarbca NBP
Rada Polityki Pieniężnej zdominowana przez członków rekomendowanych
przez Platformę Obywatelską zmieniła wczoraj sposób obliczania rezerwy
walutowej, tak aby część pieniędzy Narodowego Banku Polskiego – zamiast
stabilizować kurs złotego – trafiła do budżetu. Według prezesa NBP Sławomira
Skrzypka, uchwała Rady jest niezgodna z prawem europejskim i nie respektuje
podstawowej zasady „lex retro non agit” (prawo nie działa wstecz). Na członkach
Rady ciąży podejrzenie, że przed objęciem funkcji złożyli rządowi swoiste
deklaracje lojalności.
„Ostatnio słuchałem takich opowieści o tym, jak przygotowywano kandydatów do
Rady Polityki Pieniężnej z Platformy Obywatelskiej, i od wszystkich wzięto
deklaracje, że jak przyjdzie co do czego, dyskusji na temat przekazywania
pieniędzy z wyników, z zarobionych pieniędzy z NBP do budżetu, to wszyscy
zagłosują jak jeden mąż za, niezależnie od tego, jaka będzie sytuacja. To
pokazuje pewną przewidywalność, pewną taką umiejętność przewidywania premiera
Tuska i myślenia te dwa kroki do przodu. Dlatego jest politykiem wielkim i
dlatego jest tam, gdzie jest, bo potrafi przewidzieć konflikty z góry” – takie
słowa padły w trakcie rozmowy dziennikarzy w radiowej Trójce. – Jeśli ta
informacja się potwierdzi, oznaczałoby to poważne naruszenie niezależności RPP i
samego Banku Centralnego, ponieważ świadczyłoby o tym, że członkowie Rady
forsują decyzje rządu, zamiast realizować zadania Banku Centralnego. Gdy rząd
bierze się za politykę pieniężną i kurs walutowy, obywatele powinni trzymać się
za kieszenie – powiedział Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia „Przejrzysty
Rynek”. – Stanowisko tych osób w sprawie wypłaty zysku NBP do budżetu będzie
znamienne – podkreślił.
– Autor wypowiedzi w radiowej Trójce bardzo
zaszkodził tym, którym chciał pomóc – zauważył przedstawiciel NBP.
– Jeśli to
prawda, że zebrano takie deklaracje od członków Rady, to znaczy, że mamy do
czynienia z degradacją podstawowych zasad funkcjonowania państwa. Państwo
zaczyna funkcjonować jako nieformalna struktura oparta na nieformalnych zmowach
i uzgodnieniach – powiedziała prof. Krystyna Pawłowicz, prawnik
konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. – To kompromitacja tych, którzy
żądali oświadczeń, jak i tych, którzy je złożyli, a także redaktora Tomasza
Wróblewskiego z „Dziennika Gazety Prawnej”, który poinformował o tym fakcie w
Trójce. Jego pochlebny dla premiera komentarz świadczy o stopniu demoralizacji
wśród dziennikarzy, o tym, że nie mają pojęcia, czym jest państwo. Państwo to
dla nich struktura partyjna, to Platforma Obywatelska. Zupełnie nie rozumieją,
że są to odrębne byty – ocenia prof. Pawłowicz.
O tym, że niezależność
niektórych członków Rady została publicznie podważona, sami zainteresowani
dowiedzieli się wczoraj na posiedzeniu RPP. Wiadomość przyniósł jeden z
przedstawicieli prezydenta.
Usiłowaliśmy się wczoraj skontaktować
telefonicznie z członkami RPP, których rekomendowała Platforma Obywatelska, aby
zapytać ich wprost, czy składali jakieś deklaracje i podejmowali zobowiązania
przed wyborem na tę niezależną funkcję. Prośbę o kontakt skierowaliśmy pod
adresem prof. Jana Winieckiego, Andrzeja Rzońcy, Andrzeja Bratkowskiego i prof.
Anny Zielińskiej-Głębockiej.
Tylko prof. Zielińska-Głębocka wypowiedziała się
w tej sprawie, zapewniając, że nie składała żadnych oświadczeń i nikt od niej
tego nie żądał. – Nie było żadnych spotkań z przedstawicielami rządu – dodała.
Profesor Andrzej Bratkowski odpisał nam SMS-em: „Nie wypowiadam się na żaden
temat do końca tego tygodnia”. Rzecznik rządu Paweł Graś zaprzeczył, jakoby
odbierano konkretne deklaracje od przyszłych członków Rady co do sposobu
głosowania. W pierwszych słowach przyznał jednak, że „nie ma żadnej wiedzy na
ten temat”.
Sytuacja wokół wypłaty zysku NBP do budżetu stała się na tyle
napięta, że premier postanowił wczoraj spotkać się z członkami Rady i zarządem
NBP. Na spotkanie udał się w towarzystwie ministra finansów Jacka Rostowskiego
oraz ministra Michała Boniego, szefa swoich doradców. Konflikt rządu z Bankiem
Centralnym dotyczy tego, jak dużą część pieniędzy zarobionych w 2009 r. bank
wpłaci do budżetu, a ile przeznaczy na wzmocnienie rezerw walutowych. Rząd liczy
na co najmniej 8 mld zł; bank gotów jest przekazać o połowę mniej. Bank chce
stabilizować złotego, rząd – ratować budżet kosztem rezerw walutowych.
– Zysk
NBP za 2009 r. wyniósł 4,17 mld złotych. NBP przekaże go do budżetu –
poinformował wczoraj prezes NBP Sławomir Skrzypek.
Tymczasem, tak jak
zapowiedzieliśmy wczoraj, RPP w nowym składzie, w którym przewagę mają kandydaci
związani z Platformą Obywatelską, zmieniła dotychczasowe zasady wyliczania
rezerwy NBP na ryzyko walutowe. Cel: obniżyć kwotę rezerwy, a pieniądze
przekazać do budżetu.
– Wczorajsza uchwała Rady jest obciążona poważnymi
wadami prawnymi i powinna być przekazana do EBC w celu konsultacji – powiedział
prezes Skrzypek. – RPP naruszyła zasady Rady Europejskiej o prowadzeniu
rachunkowości. Ponadto doszło do naruszenia zasady, zgodnie z którą prawo nie
działa wstecz – wyjaśnił.
Rząd, zabierając z NBP pieniądze potrzebne do
wzmocnienia rezerwy walutowej, chce jednocześnie ubiegać się o przedłużenie
elastycznej linii kredytowej z MFW na 20,5 mld USD, która zabezpieczałaby naszą
walutę.
– Linia z MFW jest nam potrzebna z punktu widzenia ewentualnych
zagrożeń spekulacyjnych – oświadczył Boni.
– W działaniach rządu widać
sprzeczność: z jednej strony chce pozbawić NBP rezerw, z drugiej natomiast chce
otrzymać elastyczną linię kredytową z MFW, aby za jej pomocą uzupełnić braki w
rezerwach – twierdzi finansista Jerzy Bielewicz. Zdaniem NBP, dostęp do kredytu
MFW nie jest nam potrzebny, a wręcz odwrotnie – możemy wspomóc Fundusz z
pieniędzy NBP.
Małgorzata Goss
