Rykoszetem w notę
Skierowanie noty dyplomatycznej do Watykanu przez polski rząd w sprawie
wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka w Brukseli dowodzi, że ekipa Tuska nie cofnie się
przed żadnym aktem samokompromitacji, jeśli dojdzie do wniosku, że może jej to
pomóc w lepszym wyniku jesiennych wyborów. Tak było z wieloma innymi
propagandowymi zadymami pod publiczkę, np. walką z mediami publicznymi o
odebranie im abonamentu, z pedofilami o ich chemiczną kastrację, z dopalaczami o
wyeliminowanie z rynku ich sprzedawców, z kibicami nazwanymi kibolami, gdy
podjęli krytykę rządu, z kupcami, związkami zawodowymi, internautami,
niezależnymi spółdzielcami, no a wcześniej z moherami, od tego zresztą zaczęło
się dzielenie Polaków na lepszych i gorszych. Hipokryzja tej ekipy nie ma sobie
równej, gdyż każdy z podnoszonych frontów walki prezentowany jest jako
przemyślany krok w kierunku społeczeństwa obywatelskiego, jako przykład siły i
determinacji rządu w godnym urządzaniu państwa.
I tak walka o odebranie abonamentu mediom publicznym zakończyła się wraz z
ich opanowaniem przez koalicję PO – PSL – SLD, a KRRiT (kierowana przez Jana
Dworaka, do niedawna członka PO) i organizacje przedsiębiorców apelują teraz o
płacenie przez firmy i obywateli abonamentu, już nie "haraczu", jak to swego
czasu powiedział premier Tusk, ale ważnego dla kultury Narodu "obywatelskiego
podatku".
Kastrowanie pedofilów zakończyło się ustawą, w myśl której osoby homoseksualne
będą mogły legalnie sprawować funkcję rodziców zastępczych i prowadzić rodzinne
domy dziecka. Ale to tylko preludium do ustawy, prawie już gotowej do
przepchnięcia przez parlament, o "związkach partnerskich" z możliwością adopcji
dziecka przez "partnera" czy "partnerkę". "Wygrana" walka z dopalaczami
zakończyła się zalegalizowaniem posiadania i zażywania narkotyków nazwanych dla
uspokojenia opinii publicznej "miękkimi", niby mniej groźnymi dla zdrowia,
dzięki czemu obliczana na 2 proc. grupa Polaków systematycznie zażywających
marihuanę powiększyła elektorat wyborczy Platformy.
Walka z "kibolami" wyrażającymi swoje niezadowolenie z polityki stadionowej
rządu, ale nie tylko, przyniosła wysokie grzywny nakładane na nich za obrazę
władz, w tym oczywiście premiera. W najnowszym filmie "Kibol" w reżyserii
Tadeusza Śmiarowskiego (autora dokumentów o robotniczych protestach w Radomiu i
Ursusie w 1976 roku) prof. Andrzej Waśko zauważa, że gdy na stadionach zaczęło
się robić bezpieczniej, a trybuny przybrały charakter prospołeczny i
patriotyczny, wtedy pojawiła się kampania walki z kibolami jako chuliganami.
Prowadzona jest pacyfikacja drobnego handlu zapoczątkowana brutalną akcją
agencji ochrony wobec KDT na placu Defilad w centrum Warszawy, ulubionej firmy
ochroniarskiej pani prezydent Warszawy i PZPN (prowokacja bydgoska na Pucharze
Polski). Po dwóch latach od pacyfikacji kupców w miejscu, gdzie stała ich hala,
nic się nie dzieje. Jedynie duży szyld reklamowy zarabia na swoją agencję, i
pewnie o to chodziło.
Przy okazji siłę i determinację warszawskiej straży miejskiej można zobaczyć na
filmie zamieszczonym w internecie. Pięciu strażników szarpie młodego sprzedawcę
truskawek, który wystawił swoje kobiałki przy wyjściu ze stacji metra
Warszawa-Centrum, i wykręca mu ręce. "Akcję" tę, prawdziwą wizytówkę liberalnych
rządów Platformy Obywatelskiej w Warszawie, zabezpieczało dwóch tajniaków i
kilku policjantów. Na szczęście przechodnie wychodzący z metra nie kryli swojego
oburzenia. Ta nowa formacja porządkowa zbyt często sięga do wzorów rodem z PRL.
Dokumentacja o tym, jak funkcjonuje na co dzień straż miejska w wielu innych
miejscach w Polsce, znajduje się dziś głównie w internecie, dlatego tak ważna
jest wolność wypowiedzi w tym jeszcze niespacyfikowanym i powszechnym medium.
Kompromitacja ministra Radosława Sikorskiego, a tym samym całego rządu wraz z
ambasador Polski przy Watykanie Hanną Suchocką, polega na tym, że jak zwykle w
przypadku wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka posłużono się zmanipulowanym tekstem.
To była "powtórka z rozrywki", jak w przypadku innej megamanipulacji, gdy opinii
publicznej wmówiono, że zdaniem dyrektora Radia Maryja prezydent Lech Kaczyński
jest oszustem, a jego żona czarownicą. Do dziś media nie sprostowały tego
haniebnego kłamstwa szkalującego dobre imię założyciela Radia Maryja. Ostatnia
manipulacja wypowiedzią o. Tadeusza Rydzyka miała przekonać nie tylko opinię
publiczną, ale i watykańskich dyplomatów, że osoba duchowna określa Polskę jako
kraj totalitarny. Pominięto oczywiście kontekst wypowiedzi, w której o. Tadeusz
Rydzyk mówił o wykluczaniu i dyskryminacji dzieł powstałych przy Radiu Maryja
(geotermia, WSKSiM). Mówił o rzeczach prawdziwych i oczywistych do udowodnienia,
które należy interpretować jako przejaw prześladowania, a więc także jako
przejaw totalitaryzmu w stosunku do konkretnej grupy obywatelskich inicjatyw.
Nigdy jednak nie powiedział, że Polska jest krajem totalitarnym. Niektóre media
(np. TVP Info), nie mogąc zdobyć się na obiektywizm, zaakcentowały zdanie o.
Tadeusza Rydzyka: "Jeśli ktoś mnie źle zrozumiał, to przepraszam", co też jest
manipulacją sugerującą przyznanie się do winy. W tym rzecz, że ci, którzy
konsekwentnie kontynuują walkę z "moherami", doskonale wiedzą, co robią. Jak
zwykle chodziło o skompromitowanie odważnego redemptorysty i zdobycie głosów
lewicowego, niechętnego Kościołowi elektoratu. O ile to ostatnie być może się
udało, o tyle pierwszy cel zadziałał jak rykoszet. Świadczy o tym odpowiedź
Watykanu na dyplomatyczną notę Sikorskiego.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA.
