Rozmowa z ministrem obrony narodowej Aleksandrem Szczygłą

Panie Ministrze, wszyscy powoli wycofują się z Iraku, ostatnio premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown ogłosił ograniczenie brytyjskiego kontyngentu. Kiedy Polska zdecyduje się na wycofanie części lub całości żołnierzy z Iraku?

– Do dyskusji o ewentualnym wycofaniu polskich wojsk z Iraku wrócimy po wyborach.

Czy w związku z ostatnimi wydarzeniami – zamach na polskiego ambasadora, atak na bazę w Diwanii – są jakieś nowe ustalenia co do ewentualnego terminu wycofania polskich wojsk?

– Tych rzeczy nie wolno łączyć. Nie może być tak, że terroryści będą narzucać nam sposób postępowania, a tak by było, gdybyśmy podejmowali takie działania. To właśnie stanowiłoby sukces terrorystów.

Nie należy się zatem spodziewać żadnej reakcji ze strony polskiej?

– Reakcją jest działanie, aby zapewnić odpowiedni poziom bezpieczeństwa dla polskich żołnierzy.

Czy podjęto zatem jakieś specjalne środki bezpieczeństwa, szczególnie w polskiej bazie w Diwanii, która została dzisiaj ostrzelana?

– Wszystkie niezbędne działania są podejmowane.

Panie Ministrze, wiele raportów, na przykład raport dla Kongresu USA, mówi, że misja stabilizacyjna w Iraku poniosła porażkę. Jak Pan to ocenia?

– Przede wszystkim powstaje pytanie, czy ci, którzy w Iraku oczekują pomocy, tę pomoc uzyskują. Po drugie – najważniejszą sprawą jest porozumienie polityczne między samymi Irakijczykami. Bez tego porozumienia trudno mówić, że misja działa skutecznie i że rezultat jest dobry.

Jak Pan Minister oceniłby zatem stan tego porozumienia politycznego, stan irackich możliwości do samodzielnego rządzenia Irakiem?

– Są one różne w różnych miejscach, dlatego że w części północnej, w Kurdystanie, stan bezpieczeństwa jest na poziomie zupełnie przyzwoitym. Poza tym od maja tego roku zwiększył się obszar Bagdadu, o którym można mówić, że jest tam umiarkowany lub wysoki poziom bezpieczeństwa. W innych miejscach, zależy to od poziomu animozji między Irakijczykami – im ten poziom jest wyższy, tym bezpieczeństwo mniejsze.


Dziękuję za rozmowę.

Grzegorz Jarosiński

drukuj