Rozmnożenie szczytów w Brukseli
Dramatyczna sytuacja finansowa Unii Europejskiej, a szczególnie strefy
euro, doprowadziła do konieczności szukania na gwałt ratunku. Dlatego w Brukseli
niemal codziennie odbywają się posiedzenia na wysokim szczeblu w celu
wypracowania satysfakcjonujących wszystkich rozwiązań.
Drogą znajdującej się na progu bankructwa Grecji podąża już Portugalia,
niepokojące sygnały wysyłają Hiszpania i Włochy. Być może decyzją polityków
będzie ucieczka do przodu, dalsza, bardziej pogłębiona integracja, aż po
niezwykle groźne dla konkurencyjności wewnątrzeuropejskiej ujednolicenie
polityki fiskalnej. Jednak bardziej prawdopodobne wydaje się to, że z tych
utopijnych wizji państwa członkowskie będą się wycofywać, mimo zachowania
prointegracyjnej retoryki. Obawa o rozszerzenie kryzysu każe poszczególnym
krajom bardziej zdecydowanie pilnować swoich interesów. Skutkiem tego brakuje
pieniędzy na mechanizmy broniące unijnych przedsięwzięć, z programem unii
walutowej na czele.
Zanim wczoraj zebrała się i tak odłożona na 10 dni Rada Europejska, w Brukseli
odbyły się przynajmniej cztery ważne spotkania. W piątek dyskutowali ministrowie
finansów strefy euro. Omawiano sytuację po zaakceptowaniu dzień wcześniej przez
grecki parlament pakietu oszczędnościowego. Jednak konieczność restrukturyzacji
greckiego zadłużenia odczują i państwa członkowie unii walutowej, i sektor
bankowy.
Straty wierzycieli
– Ministrowie finansów zgodzili się, że bankowi wierzyciele długu Grecji będą
musieli zaakceptować dużo większe straty, niż planowano w lipcu – powiedział
przewodniczący eurogrupy Jean-Claude Juncker. Jednak nie uzgodniono ani sposobu
kapitalizacji EFSF, ani kwoty.
W sobotę odbyły się posiedzenia ministrów spraw europejskich i ministrów
finansów całej Wspólnoty. Tego samego dnia późnym wieczorem spotkali się
kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Rozmowy
przedstawicieli dwóch największych krajów Unii miały być najpoważniejszym
politycznym przygotowaniem do niedzielnego szczytu. Ale Paryż i Berlin nie
znalazły wspólnego języka i poza ogólnikowymi sformułowaniami na temat
konieczności współpracy i odpowiedzialności nie ogłoszono żadnych ustaleń obojga
znaczących europejskich polityków.
Maraton do powtórki
– Kryzys w strefie euro osiąga tempo i rozmiary bardzo niepokojące i wymaga
odpowiedniego tempa ze strony Unii. Nie zawsze mieliśmy poczucie, że w Unii
Europejskiej, a szczególnie w strefie euro, decyzje zapadają w odpowiednim
tempie – powiedział po zakończeniu obrad premier Donald Tusk. Proces ten,
zdaniem szefa polskiego rządu, nabrał przyspieszenia, ale nie został zakończony.
Dlatego maraton posiedzeń się powtórzy. Jeszcze wczoraj odbył się wcześniej
zaplanowany szczyt strefy euro (przywódców 17 państw). W środę ponownie spotkają
się ministrowie finansów, następnie cała Rada Europejska, a na końcu jeszcze raz
przywódcy eurogrupy. Całość może przeciągnąć się do czwartku. Szczególnie ważne
jest to, że odbędzie się nadzwyczajne spotkanie szefów wszystkich 27 państw. O
to między innymi zabiegała Polska i inne kraje spoza strefy euro, które chcą
jednak mieć swój udział w podejmowaniu decyzji o znaczeniu dla całej Wspólnoty.
Jak stwierdził Donald Tusk, "załatwienie" tego dodatkowego posiedzenia Rady nie
było łatwe. – Kosztowało to nas dwie godziny i sporo emocji – stwierdził.
Rzeczywiście kończąca szczyt konferencja opóźniła się dwie godziny. – Dzisiejsza
dyskusja pokazała, że coraz mocniejsza jest świadomość wśród liderów UE, że do
pogodzenia są dwie wielkie potrzeby polityczne – to jest wzmocnienie zarządzania
gospodarczego, intensywniejsza kontrola, możliwość sankcji, większa integracja w
obrębie grupy euro, a jednocześnie integracja całej dwudziestki siódemki. W
ciągu najbliższych kilku czy kilkunastu dni może się rozstrzygnąć gospodarczy
los Europy. Moim zdaniem, dochodzimy do tego historycznego konsensusu, jakim
jest przekonanie, że integracja strefy euro nie jest alternatywą dla integracji
dwudziestki siódemki. Takie przynajmniej było stanowisko Polski. Ale ten punkt
widzenia okazał się dość powszechny – dodał premier.
Szef rządu powtórzył swój zamiar wprowadzenia Polski do strefy euro. – Chcemy
być w strefie euro. Jest ona domem w trakcie przebudowy, remontu, ale kiedyś
mamy w nim zamieszkać. Dlatego się tej przebudowie przyglądamy – powiedział
Donald Tusk. Niepokój budzi tworzenie się oddzielnych instytucji tylko dla
strefy euro. Będzie ona miała wkrótce własny sekretariat, a po zakończeniu
kadencji van Rompuya także oddzielnego stałego przewodniczącego. Wprawdzie
według Tuska "najgroźniejsze pomysły w tym zakresie nie zostały przyjęte", ale
widoczna jest tendencja do tego, aby wbrew naszym interesom UE dzieliła się, a
"Europa dwóch prędkości" stawała faktem.
Trzy stadia integracji
Przed szefami państw i rządów na posiedzeniu Rady Europejskiej, czyli
najważniejszego organu decyzyjnego Unii, stanęło zadanie nakreślenia zasad, na
jakich będzie ratowana strefa euro – w szczególności, jak wzmocnić tzw.
Europejski Mechanizm Stabilizacji Finansowej (EFSF). Środki na pomoc bankom i
państwom strefy borykającym się z problemami finansowymi mają pochodzić z
Europejskiego Banku Centralnego. Pojawia się jednak pytanie, kto te wydatki
sfinansuje. – Jeśli chodzi o system bankowy, to większość szczegółów już została
wypracowana. Także jeśli chodzi o pomoc dla Grecji, jak zmniejszyć obciążenie
długiem i jak włączyć w to kapitał prywatny. Kluczową sprawą jest wzmocnienie
Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji Finansowej. Należy osłonić przy pomocy
tego instrumentu inne gospodarki UE, takie jak włoska czy hiszpańska, aby
przeciwdziałać ewentualnemu wzrostowi zadłużenia czy też spadkowi oceny
ratingowej dla tych krajów. To wzmocnienie jest niezbędne – powiedział w trakcie
obrad przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.
Szef europarlamentu zauważył, że na razie EFSF jest jedynie wewnętrznym
mechanizmem strefy euro, a nie Unii Europejskiej. Buzek opowiedział się za
przeniesieniem go do Komisji Europejskiej i wzięciem pod kontrolę PE, żeby
Komisja "stała się rządem gospodarczym Wspólnoty".
Jerzy Buzek jest przy tym zwolennikiem bardzo pogłębionej integracji we
wszystkich dziedzinach. Mówi o trzech stadiach integracji europejskiej,
obejmujących najpierw otwarcie granic, potem rynków, a w końcu tak zwaną
integrację gospodarczą, bardziej ścisłą niż sama wspólna waluta. Chodziłoby o
wspólną politykę gospodarczą, w tym fiskalną. – Jesteśmy pod wpływem decyzji,
które zapadają obok nas – podsumowuje. Sam dziwi się, że "z powodu małej Grecji
zagrożone są takie giganty, jak Francja czy Niemcy", a przyczynę tego stanu
rzeczy upatruje w "kryzysie zaufania". Zapobiec temu może centralizacja decyzji.
– Jeżeli nawet jakieś decyzje zapadają w mniejszym gronie, to powinny być zaraz
rozszerzane na wszystkie – dodał.
Dla krajów takich jak Polska istotne jest właśnie to, aby nie doszło do
powstania "Europy dwóch prędkości". – Polski rząd i polska prezydencja starają
się, aby zmiany, które następują w UE, wzmacnianie strefy euro, nie doprowadziły
do nowych podziałów, nowych barier oddzielających strefę euro od krajów, które w
niej nie są, a w szczególności tych, które nie są, a chcą być – powiedział
rzecznik prezydencji Konrad Niklewicz.
Będą zmiany w traktacie?
Polskę na szczycie reprezentują premier Donald Tusk i minister finansów Jacek
Rostowski. Przedstawiciel Grecji premier Jeorios Andreas Papandreu przyjechał z
zatwierdzonym przez parlament swojego państwa planem oszczędnościowym i liczy na
to, że instytucje unijne oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy nie wstrzymają
pomocy dla bankrutującego kraju. – Grecja wielokrotnie udowodniła, że podejmuje
konieczne decyzje, aby jej gospodarka dobrze prosperowała. Jasne jest, że kryzys
zadłużeniowy nie jest grecki. Chodzi o kryzys europejski. Nadszedł więc czas,
abyśmy my, Europejczycy, podjęli rozstrzygające i skuteczne kroki – powiedział
premier Papandreu. Minister Jacek Rostowski mówił o "ścianie przeciwpożarowej,
która ma zapobiec rozlaniu się tego, co się stało w Grecji".
Mowa także była o samych podstawach funkcjonowania UE. – Jest zgoda na podjęcie
dyskusji nad zmianą traktatu, przynajmniej w odniesieniu do problemów
ekonomicznych i finansowych strefy euro. Wszyscy zgodzili się, że potrzebna jest
intensywniejsza i prewencyjna kontrola, aby te kryzysy już nigdy się więcej nie
powtórzyły, nie tylko w strefie euro – oświadczył Tusk. Na razie słyszymy tylko
o "sondowaniu" możliwości, ale w perspektywie zmiana traktatu jest możliwa i
oczywiście nie wiadomo, czy ogranicza się do kwestii finansowych. Szczegóły
zmian nie są jeszcze określone, ale większość uczestników szczytu poparła tę
inicjatywę.
Osobna konferencja Tuska
Jakkolwiek wczorajszy szczyt to kulminacyjne i merytorycznie najważniejsze
wydarzenie polskiej prezydencji, to od czasu wejścia w życie traktatu
lizbońskiego nasza rola jest znacznie mniejsza. – Pojawiły się zupełnie nowe
instytucje. Jest stały przewodniczący Rady Europejskiej, jest stały
przedstawiciel do spraw polityki zagranicznej. Te dwie instytucje przejęły część
zadań, które przed traktatem lizbońskim pełniła prezydencja – tłumaczy
Niklewicz. Dlatego wyniki posiedzenia przedstawicieli państw zaprezentował
przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy i szef KE José Manuel Barosso,
natomiast Donald Tusk musiał zorganizować oddzielną konferencję tylko dla
polskich dziennikarzy. Jednak wciąż dużo pracy mają nasi dyplomaci podczas
przygotowań. – Nie zmienił się udział prezydencji w przygotowaniu decyzji, które
zapadają na szczycie. Przygotowuje je Rada UE do spraw ogólnych. A ta jest wciąż
pod przewodnictwem polskiej prezydencji. Polska jest więc w pełni zaangażowana w
przygotowanie szczytu – dodaje Niklewicz.
Według porządku obrad Rada miała zajmować się zewnętrzną polityką gospodarczą
Unii, agendą zbliżającego się szczytu grupy G20 i kwestiami klimatycznymi. Na te
zagadnienia jednak zabrakło czasu. Pojawiły się natomiast kwestie związane z
rynkiem wewnętrznym oraz przynależnością Bułgarii i Rumunii do strefy Schengen.
Państwa te spełniają wymagane warunki, a jedynie opór Holandii i Finlandii
powodował opóźnienie podjęcia decyzji. Zostały także omówione wyniki szczytu
Partnerstwa Wschodniego, który odbył się 30 września w Warszawie.
Piotr Falkowski, Bruksela
