Stadiony ze stali z Luksemburga

– Jeżeli do tego dojdzie, to sytuacja na rynku pracy w województwie
śląskim zaczyna się robić tragiczna – podkreśla w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" Dominik Kolorz, przewodniczący śląsko-dąbrowskiej "Solidarności". –
Taka sytuacja oznacza automatycznie zapaść w firmach kooperujących, zmniejszy
się np. produkcja węgla koksującego na potrzeby polskich hut. Pod względem
społecznym byłaby to tragedia – dodaje. Spotkanie związkowców wszystkich
oddziałów ArcelorMittal Poland przeniesiono na koniec tego tygodnia. – Chcemy
się wspólnie zastanowić nad strategią w obronie miejsc pracy. Nie możemy sobie
pozwolić na aż tak głęboką redukcję etatów w tej branży – zapowiada Kolorz.

Tymczasem nie wiadomo, czy dojdzie do protestów i jaka może być ich skala. –
Zależy mi na załatwieniu spraw przy stole, ale z drugiej strony nie jestem
zwolennikiem negocjacji za wszelką cenę – tłumaczy. Sylwia Winiarek, rzecznik
prasowy ArcelorMittal Poland, informacje o planowanych zwolnieniach nazywa
spekulacjami. – Owszem, odczuwamy spowolnienie, co może zaowocować drugą falą
kryzysu, natomiast nie ma żadnych decyzji władz spółki dotyczących redukcji
zatrudnienia – wyjaśnia. Tymczasem ewentualna redukcja etatów w ArcelorMittal
Poland może być nie tylko problemem jednej firmy, ale problemem całej branży
hutniczej. – To, co się dzieje w polskim przemyśle hutniczym i zapowiedzi
redukcji produkcji stali w naszych hutach, jest przerażające – ocenia Dominik
Kolorz.
NSZZ "Solidarność" twierdzi, że stadiony na Euro 2012 w dużej mierze były
budowane z materiałów wyprodukowanych za granicą. – Była to stal niemiecka,
produkowana w Luksemburgu czy chociażby w Belgii. Oczywiście, nie nam sądzić,
czy był to materiał droższy od polskiej stali, czy nie, niemniej jednak biorąc
pod uwagę koszty pracy w Polsce czy np. w Niemczech, można podejrzewać, że
niemiecka stal wykorzystywana na terenie polskich inwestycji na pewno nie była
tańsza – mówi Kolorz. – Najlepsze pojęcie o tym, skąd pochodzi stal, mają
budowniczowie stadionów – uważa rzecznik ArcelorMittal. Przyznaje jednak, że
rzeczywiście import stali do Polski jest dość wysoki. – My dostarczyliśmy
niewielkie ilości stali na potrzeby budowy stadionu we Wrocławiu i Gdańsku –
komentuje Sylwia Winiarek. To nie nastraja zbyt optymistycznie i nie wróży
niczego dobrego dla polskiego przemysłu hutniczego, mało tego – po zakończeniu
tych inwestycji może dojść do spowolnienia gospodarczego. Kolejnym zagrożeniem
dla polskiego przemysłu hutniczego może być wprowadzenie pakietu klimatycznego,
a więc limitów emisji dwutlenku węgla narzuconych przez Unię Europejską. Gałąź
hutnicza emituje ok. 4 proc. dwutlenku węgla i będzie musiała to ograniczyć. To
z kolei wiąże się z kosztami, dlatego od 1 stycznia 2012 r. koszty produkcji
stali mogą wzrosnąć nawet o ok. 10 euro na tonie. Ten wzrost wiąże się z kolei z
planowanym wprowadzeniem od przyszłego roku akcyzy na produkty energetyczne. W
ocenie ArcelorMittal Poland, restrykcje, jakie w związku z ograniczeniem emisji
dwutlenku węgla chce wprowadzić UE, są zbyt surowe. – Hutnictwo jest gałęzią
przemysłu, która podjęła duży wysiłek modernizacyjny. W ciągu ostatnich 30 lat
ograniczyliśmy emisję dwutlenku węgla o 50 procent. Cały czas inwestujemy i nie
przestaliśmy inwestować, nawet mimo kryzysu gospodarczego. W latach 2009 i 2010
na inwestycje zmniejszające poziom naszego oddziaływania na środowisko wydaliśmy
ponad pół miliarda złotych – mówi Winiarek. Zdaniem szefa śląsko-dąbrowskiej
"Solidarności", restrykcje mogą się przyczynić do wyprowadzenia produkcji
hutniczej z Polski na zachód Europy. W tej sytuacji z potentata w produkcji
stali staniemy się importerem. – Osobiście byłem świadkiem, jak na wiosnę jeden
z zarządców ArcelorMittal na komisji sejmowej ostrzegał, że jeżeli nie dojdzie
do głębokiej rewizji dyrektyw pakietu unijnego, to firma może wycofać nawet
połowę produkcji z Polski, m.in. na Ukrainę, gdzie restrykcje unijne nie
obowiązują – tłumaczy związkowiec.
Związki zawodowe złożyły wniosek o zwołanie posiedzenia wojewódzkiej komisji
dialogu społecznego w sprawie sytuacji w hutnictwie i dobrze byłoby, gdyby
wzięli w nim udział minister Skarbu Państwa i minister gospodarki. – Są to dwa
resorty, które mają możliwość skutecznego ograniczenia skutków kryzysu
gospodarczego, mogą też kreować politykę gospodarczą, wykreować pewne elementy,
chociażby ulg gospodarczych, podobne do tych, które były stosowane w Niemczech.
Tego w Polsce brakuje, cały czas udajemy, że jest dobrze, a przykład polskich
hut pokazuje namacalnie, że mit "zielonej wyspy" upadł – ocenia Dominik Kolorz.

Mariusz Kamieniecki
 

drukuj