Rosyjskie złudzenia Platformy
Gesty prominentnych polityków PO, mające doprowadzić do ocieplenia
stosunków z Federacją Rosyjską, wiodą Polskę w ślepy zaułek. Rosyjska wizja
polityki zagranicznej nie dopuszcza możliwości realizacji zasadniczych celów
Polski i stanowi tym samym zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego kraju.
Tymczasem dla Platformy miejsce koncepcji "specjalnych stosunków" z USA zajęła
wizja ścisłych relacji z Federacją Rosyjską.
Położenie geopolityczne Polski wymaga prowadzenia szczególnie uważnej, wręcz
wyrafinowanej polityki zagranicznej. Średniej wielkości kraj, wciśnięty między
polityczne i gospodarcze potęgi, wielokrotnie doświadczał konsekwencji
wynikających z jego usytuowania. Nic jednak nie zmieni faktu, iż Polska leży nad
Wisłą, i tu bije serce Narodu. 65 lat temu ta prawda, a nie naiwność polityczna,
skłoniła Stanisława Mikołajczyka, Karola Popiela czy ks. Zygmunta Kaczyńskiego –
członków polskiego rządu emigracyjnego w okresie II wojny światowej, do
przybycia z Londynu do Warszawy i podjęcia próby działalności w rządzonym przez
komunistów kraju. Również dzisiaj nie można ignorować konsekwencji położenia
geopolitycznego oraz doświadczeń historycznych. Analizy na nich oparte winny
przyczynić się do wypracowania spójnej koncepcji polityki zagranicznej naszego
kraju, niezbędnej do funkcjonowania we współczesnym świecie w roli suwerennego
podmiotu państwowego. Niestety, aktualna polityka zagraniczna Polski, firmowana
przez działaczy PO, przypomina raczej zachowanie dryfującego statku, miotanego
falami wydarzeń na arenie międzynarodowej, podczas gdy sterujący nim są w stanie
reagować na nie tylko doraźnymi decyzjami. Nie ma mowy o kontroli nad
zachodzącymi procesami, nie wspominając już o konsekwentnej realizacji przyjętej
koncepcji, w której Polska stanowiłaby ważny element ładu międzynarodowego, a
nie była degradowana do roli przedmiotu gry pomiędzy potęgami świata. Styl
prowadzenia polityki w newralgicznym dla bezpieczeństwa państwa obszarze musi
budzić najgłębsze zaniepokojenie zatroskanych o podmiotowość Polski. Nie
mniejsze zdziwienie wywołuje ignorancja decydentów w zakresie polityki
zagranicznej, dostrzegana zwłaszcza w relacjach z Federacją Rosyjską.
Amerykańskie sentymenty
Formowanie odpowiedzialnego kształtu polityki zagranicznej wymaga zastosowania
wielu uzupełniających się strategii, zapewniających elastyczną reakcję na
wyzwania oraz jak największą liczbę otwartych opcji działania. Dopiero
konieczność dokonania wyboru skutkuje redukcją pozostałych opcji na rzecz tej
jednej, wybranej. Wychodząc z tego zasadniczego założenia, można wskazać kilka
generalnych strategii uprawiania polityki zagranicznej. Jedną z nich jest
koncepcja utrzymywania bliskich, "specjalnych" więzów z którymś z
najważniejszych graczy światowych, dysponującym możliwościami zapewnienia
bezpieczeństwa swojemu sojusznikowi i pozwalającym mu na prowadzenie aktywnej
działalności międzynarodowej. Próbą jej realizacji był pomysł wypracowania
"szczególnych relacji" polsko-amerykańskich, opartych z jednej strony na
podstawach historycznych (wkład Polaków w walkę o niepodległość USA, liczna
Polonia amerykańska, poparcie przywódców USA dla NSZZ "Solidarność"), z drugiej
na możliwości osiągnięcia przez Stany Zjednoczone przy pomocy Polski nowych,
istotnych z punktu widzenia USA, celów. Przez kilka ostatnich lat koncepcja ta
była silnie lansowana przez polityków wywodzących się z różnych stron polskiej
sceny politycznej, także przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nie sposób
jednak nie zauważyć, iż dotychczasowe próby zbudowania specjalnych relacji z USA
nie przyniosły rezultatu. Niewątpliwie jedną z zasadniczych przeszkód w
realizacji tego zadania była dysproporcja w pozycji USA i Polski na arenie
globalnej, przekładająca się na różnice w postrzeganiu i ocenie sytuacji
światowej. Mogliśmy przekonać się o tym szczególnie boleśnie jeszcze w czasie II
wojny światowej, kiedy względy natury strategicznej skłoniły prezydenta
Franklina D. Roosevelta do podjęcia bliskiej współpracy z Józefem Stalinem,
czego efektem były dziesięciolecia przymusowego orbitowania naszego kraju w
strefie wpływów ZSRS. Po upadku komunizmu wydawało się, iż zaangażowanie Polski
w przedsięwzięcia polityczno-militarne USA na Bliskim Wschodzie, a ostatnio w
budowę tarczy antyrakietowej, stworzą podstawy do urzeczywistnienia idei
"specjalnych stosunków". Potężnym ciosem dla tej koncepcji, skłaniającym również
do refleksji nad możliwością jej realizacji w przyszłości, była radykalna zmiana
w polityce zagranicznej USA za prezydentury Baracka Obamy. Trudno nie dostrzec
również niewielkich dla przeciętnego Polaka efektów okresu bliskiej współpracy
polsko-amerykańskiej, jak choćby faktu utrzymania przez USA obowiązku wizowego
wobec Polaków, co czyni nas swoistym pariasem Unii Europejskiej.
Rosja zastępuje Amerykę
Od 2007 r. obserwujemy działania polityków PO dążące do "polepszenia" stosunków
z Federacją Rosyjską. Donald Tusk od początku piastowania urzędu premiera
zgłaszał gotowość do rozmów z Rosją "taką, jaka ona jest". Za deklaracją poszły
czyny: rezygnacja z blokowania negocjacji Rosji z OECD, podkreślanie dezaprobaty
wobec działań Lecha Kaczyńskiego na rzecz niezależności od Rosji byłych republik
sowieckich, wreszcie umożliwienie Rosjanom rozgrywania różnic w podejściu do
stosunków polsko-rosyjskich pomiędzy rządem a prezydentem, co – być może –
zakończyło się tragedią smoleńską. Po 10 kwietnia, a zwłaszcza po tegorocznych
wyborach prezydenckich, możliwości prowadzenia "jedynie słusznej" polityki
miłości wobec Rosji wzrosły niepomiernie. Wielu analityków zwraca uwagę, iż
działania władz polskich w ciągu ostatnich kilku miesięcy wyglądają na proces
ścisłego wiązania się z Rosją. Innymi słowy – miejsce koncepcji "specjalnych
stosunków" z USA zajęła wizja ścisłych relacji z Federacją Rosyjską. Nawet
jeżeli kierownikom naszej polityki zagranicznej nie chodzi o tak duże zbliżenie
się do Rosji, logika stosunków z tym krajem, wielokrotnie weryfikowana przez
doświadczenia historyczne, wskazuje na mniej lub bardziej zakamuflowane dążenie
Rosji do podporządkowania sobie innych państw, zwłaszcza tych, które już kiedyś
znalazły się w jej strefie wpływów.
Totalna wizja polityki zagranicznej
USA i Rosja reprezentują dwie zupełnie różne koncepcje relacji z innymi krajami.
USA to państwo demokratyczne. Dziś państwo europejskie nie musi obawiać się
zwasalizowania przez Waszyngton. Dla Rosji sojusz oznacza poddanie się jej
hegemonii. Określiłbym tę postawę mianem "totalnej polityki zagranicznej". O
odmienności rosyjskiej polityki zagranicznej decyduje stosunek do tych, którzy
prezentują inną opcję. Wszystkie totalitaryzmy zakładały posiadanie "jedynie
słusznej" prawdy. Czy z podobnym założeniem nie spotykamy się w przypadku
rosyjskiej wizji polityki zagranicznej, w której nie ma miejsca na akceptację
innych koncepcji, zwłaszcza wypracowanych przez słabsze państwa? Jak
współpracować z władzami rosyjskimi, które uważają, że właściwa jest tylko ich
wizja ładu międzynarodowego? W ostatnich latach mieliśmy aż nadto przykładów
potwierdzających, iż łatwo obudzić gniew Rosji, jeśli ma się odmienne zdanie w
jakiejkolwiek istotnej kwestii. W specyficznej polityce Rosji, w dużej mierze
fałszywie motywowanej koniecznością zabezpieczenia państwa przed urojonymi
zagrożeniami, nie ma miejsca na zasady równości. Rosyjskie Ministerstwo Spraw
Zagranicznych poucza Polaków, co powinni zrobić z emigracyjnym premierem
walczącego o swoją wolność narodu. Władze Rosji, zapewniając o woli współpracy i
podkreślając bezprecedensową życzliwość dla Polski w kontekście smoleńskiej
tragedii, jednocześnie dopuszczają się podstawowych zaniedbań śledczych oraz
prowadzą akcję dezinformacyjną w sprawie jej przebiegu. Nawet więc akceptując
nową, rosyjską opcję w uprawianiu naszej polityki zagranicznej, należy zadać
zasadnicze pytania: czy rzeczywiście Rosja jest dla Polski przewidywalnym
partnerem, traktującym nas w sposób podmiotowy, którego można obdarzyć zaufaniem
i czy z poprawy stosunków z Rosją Polska uzyska realne korzyści?
Niebezpieczna gra Platformy
Doprawdy niezwykle ryzykowną grę prowadzi Platforma Obywatelska. Politycy tej
partii, wykorzystując dobre notowania u władz rosyjskich, zawsze chętnych
wesprzeć przeciwników Prawa i Sprawiedliwości, próbują je zdyskontować, głosząc
nowe otwarcie w relacjach z Rosją. Problem w tym, że prawdziwie nowego otwarcia
nie da się uczynić bez zmiany mentalności rządzących Federacją Rosyjską, a na to
się nie zanosi. Trudno traktować poważnie PR-owskie zagrywki w rodzaju
przekazania Polsce historycznych dokumentów w sprawie Katynia czy zapewnienia o
serdecznej atmosferze wzajemnych relacji, kiedy fakty mówią o czymś całkowicie
innym – o postępującym podporządkowywaniu Polski w kluczowych dla bezpieczeństwa
państwa dziedzinach. Naprawdę, trudno uwierzyć w opowiadania polityków PO, że
kontrakt gazowy trzeba rozpatrywać w kategoriach jedynie biznesowych. Żeby
prowadzić prawdziwą grę z partnerem klasy rosyjskiej, należy dysponować
poważnymi atutami. Czy ma je państwo, którego organa prowadzą wzajemnie
sprzeczne działania, czego przykładem jest sprawa zatrzymania przez polską
policję Ahmeda Zakajewa po wcześniejszym udzieleniu mu wizy wjazdowej przez
polski konsulat w Londynie? W ostatnich dniach, oprócz obowiązkowej mantry o
doskonałej współpracy polsko-rosyjskiej w zakresie badania przyczyn tragedii
smoleńskiej, pojawiły się również ostrzejsze wypowiedzi wysokich urzędników
państwowych, sugerujące niedopatrzenia strony rosyjskiej. Pomijając fakt
zasadności takich ocen, ich nagłaśnianie nie wystawia najlepszego świadectwa
spójności polskiej polityki i kontroli swoich urzędników przez premiera
polskiego rządu, ale jednocześnie daje Rosjanom możliwość rozgrywania różnic w
ocenie sytuacji przez przedstawicieli polskich władz, z czego skorzystali już w
okresie poprzedzającym Smoleńsk 2010 roku.
Autor jest historykiem, pracownikiem naukowym KUL, stypendystą Polonia Aid
Foundation Trust, autorem monografii "Konstanty Turowski 1907-1983. Życie,
działalność, myśl społeczno-polityczna" (2008) nominowanej do Nagrody im. prof.
T. Strzembosza, a także licznych artykułów naukowych poświęconych historii XX
wieku.
Dr Jarosław Rabiński
