Rostowski chce płacić za greckie wakacje

Z Dariuszem Sobkówem, byłym zastępcą stałego przedstawiciela RP przy
UE, pracownikiem Parlamentu Europejskiego, rozmawia Dawid
Nahajowski

Jak Pan ocenia mechanizm antykryzysowy zaproponowany w tym tygodniu
przez ministrów finansów krajów Wspólnoty i Międzynarodowy Fundusz
Walutowy?
– Komentarze i działania polityków oraz finansistów
ostatnich dni koncentrowały się na tym, aby giełdy europejskie i amerykańskie
zareagowały pozytywnie na decyzje UE dotyczące uruchomienia rezerw rządowych dla
krajów strefy euro. Pokazuje to tylko, w jak trudnym położeniu znalazła się
strefa euro. Jeśli ministrowie finansów są pospiesznie zwoływani w weekend po
to, aby spekulanci nie mogli zniszczyć finansowo poszczególnych krajów strefy
euro, to znaczy, że demokratycznie wybrana władza tych krajów straciła panowanie
nad gospodarką, zawiódł system zarządzania państwami – zarówno ten narodowy, jak
i europejski. Nastąpił też w ostatnich latach faktyczny transfer władzy z rządu
do międzynarodowych ośrodków finansowych. Okazuje się, że to dzisiaj giełdy
decydują o polityce państw i kalendarzu spotkań europejskich ministrów finansów.
To, co obserwujemy obecnie, jest wielką kompromitacją niewydolnego europejskiego
systemu polityczno-finansowego. Nie ma żadnych mechanizmów zwalczania kryzysu
finansowego. Chaotyczne działania rządów dowodzą, że dopiero teraz próbuje się
wytworzyć te mechanizmy. Działania te są doraźne, a nie systemowe. System strefy
euro wszedł w najpoważniejszy od czasu wprowadzenia tej waluty kryzys, do
którego nie był przygotowany.

Kto według Pana ponosi odpowiedzialność za tak astronomiczne
zadłużenie, w jakie popadła Grecja?

– Strefa euro nie wyrobiła w
czasie ostatniej dekady żadnych mechanizmów ochronnych dla swoich członków.
Powinny być one wypracowane, jeszcze zanim wprowadzono wspólną walutę. Zawiodły
mechanizmy kontrolne poszczególnych krajów – czy ktoś jeszcze przejmuje się i
przestrzega kryteriów budżetowych UE oraz kryteriów finansowych strefy euro?
Zawiodły mechanizmy polityczne, gdyż zamiast uruchomienia skutecznych form walki
z międzynarodowym kapitałem spekulacyjnym jedyną odpowiedzią państw jest dzisiaj
dodrukowanie elektronicznych pieniędzy, zwiększenie kredytów budżetowych oraz
mało wiarygodne zapewnienia liderów UE, że „jakoś to będzie”. Wszyscy zapomnieli
o buńczucznych deklaracjach sprzed 10 lat, że euro zapewni stabilizację, rozwój
gospodarczy, spadek bezrobocia, prosperity. Wmawiano, że euro to dowód na
solidarność członków Unii Europejskiej i państw strefy euro. Gdzie podziały się
te zapewnienia w konfrontacji z rzeczywistością? Jeśli zestawimy dzisiejszą
rzeczywistość z deklaracjami sprzed 10 lat, to strefa euro przypomina raczej
kolejne oszustwo polityczne.

Czy udzielenie Grecji tak wielkiej pożyczki jest receptą na
powstrzymanie kryzysu finansowego w innych państwach strefy euro i powstrzyma
tzw. efekt domina w Europie?
– Udzielanie wysoko oprocentowanych
pożyczek dla rządzonej przez socjalistów Grecji dowodzi fatalnej sytuacji kraju,
który wiele lat okłamywał Unię Europejską o swoim zadłużeniu i niewydolności.
Grecja jest jednym z najbardziej niewydolnych i skorumpowanych krajów UE. Jeśli
pożycza się jej pieniądze, to na taki sam procent jak zapóźnionym gospodarczo i
finansowo krajom afrykańskim. Agencje ratingowe plasują Grecję na poziomie
niektórych krajów afrykańskich. Wysoko oprocentowane pożyczki nie wyciągną
socjalistycznego rządu Grecji z kryzysu. Pod koniec swoich rządów Edward Gierek
też pożyczał pieniądze na wysoki procent, dopiero 10 lat później komunistyczni
władcy doszli do wniosku, że potrzeba gruntownych reform politycznych, aby
ratować gospodarkę. W międzyczasie strzelano do robotników w trakcie stanu
wojennego. Dzisiaj w Grecji też giną demonstranci. Oto obraz cudu gospodarczego
strefy euro. Efekt domina może nastąpić, ale niekoniecznie tak szybko. Socjalizm
upadał długo i w wielu dziedzinach do dzisiaj jest obecny. Socjalistyczne rządy
Hiszpanii i Portugalii wydają się być następne w kolejce do upadłości. Korupcja
w tych państwach jest mniejsza niż w Grecji, ale efekt domina jest bardzo
realny. Stąd taka nerwowość przywódców strefy euro.

Co przyniesie próba uniknięcia krachu finansowego w UE rynkom krajów
nienależących do strefy euro, takich jak Polska?
– Zaskakujący był
udział w spotkaniu w ostatni weekend ministrów strefy euro polskiego ministra
finansów. Polska nie jest członkiem strefy euro i może to być oceniane bardzo
różnie. Rząd Republiki Słowacji, która należy do strefy euro nie może na razie
zobowiązać się do finansowej pomocy Grecji. Czyżby zatem pałeczkę solidarności w
naszym regionie przejął rząd polski? Wymagana byłaby przynajmniej rzetelna
informacja, dlaczego minister spoza strefy euro (mowa o ministrze Rostowskim)
uczestniczy w tym spotkaniu. Czyżby mimo zdroworozsądkowego podejścia mówiącego,
że nie wchodzi się do projektów, które są niewypłacalne, polski minister nadal
podtrzymywał stanowisko PO, że należy jak najszybciej wprowadzić Polskę do
strefy euro? Dzisiaj kraje takie jak Szwecja i Wielka Brytania, które nie weszły
do strefy euro, nie ukrywają swojego zadowolenia z posiadania niezależnej
monety. Czyżby Polska miała się wstydzić, że nie jest w klubie euro, nawet jeśli
ten klub zaczyna być niewypłacalny?

Jakie widzi Pan inne możliwości wyjścia z tak trudnej
sytuacji?
– Na pewno należy na wiele lat porzucić lub całkowicie
zaniechać projektu wprowadzania euro do Polski. Kraje UE pozostające poza strefą
euro powinny uruchomić stałe konsultacje, aby bronić się przed słabymi i
zainfekowanymi rynkami finansowymi strefy euro. Wypadałoby dzisiaj zobaczyć
polskiego ministra finansów na spotkaniu ze swoimi kolegami ze Szwecji, Wielkiej
Brytanii, także Szwajcarii – czyli krajów spoza strefy euro, w celu obrony
naszych rynków finansowych. Na pewno nie należy w najbliższym czasie rezygnować
ze złotówki oraz idei monety krajowej. Brońmy na dzisiaj naszej monety przed
spekulacją międzynarodową we współpracy z krajami będącymi w podobnej
sytuacji.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj