Reglamentowanie oddechu

Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną”. (Rdz 1, 28)

Każdy nowy człowiek na ziemi jest skarbem, którego wartości nie da się oszacować. Tymczasem potężne instytucje i wpływowe jednostki od lat działają na rzecz ograniczenia przyrostu naturalnego, absurdalnie tłumacząc swoje działania: ochroną środowiska, brakiem żywności, wody i powietrza. Nie tylko nie przeznacza się adekwatnych środków na dożywienie i leczenie zagrożonych śmiercią dzieci w krajach najuboższych, ale planuje się systematyczne ograniczanie liczby narodzin.

Wydana w 1968 r. książka Paula R. Ehrlicha „Population Bomb” zawiera katastrofalne prognozy na temat przetrwania ludzkości rzekomo zagrożonej brakiem pożywienia w przypadku niekontrolowanego wzrostu liczby ludności. Po czterdziestu latach jest oczywiste, że te próby manipulowania społeczeństwem były początkiem złotej epoki w rozwoju źle pojętego ruchu ochrony środowiska, który zwraca się przeciw człowiekowi, uważając go za głównego sprawcę dewastacji przyrody.

Światowe szczyty w sprawie globalnego ocieplenia konsekwentnie rozczarowują, tak jak ostatni w Kopenhadze. Nie wnoszą praktycznych rozwiązań poza ogólnikami, co można zrozumieć w ten sposób, że prawdziwe autorytety w dziedzinie gazów cieplarnianych nie chcą firmować swoimi nazwiskami fałszywych teorii. Prawdziwym szczytem, ale czarnego humoru, może być stwierdzenie, że ograniczenie liczby ludności na ziemi zmniejszy emisję dwutlenku węgla, gdyż mniej ludzi będzie go wydychać. Kto więc ma przestać oddychać? Przypominają się czasy walki o przestrzeń życiową narodów „lepszej” krwi kosztem tych „gorszej”. Współczesny rasizm chce zakładać szatki nowoczesności, poprawności politycznej i pozornej kultury.

Nie da się dzisiaj, w erze demokracji, użyć środków bezpośredniego przymusu, można za to do woli manipulować społeczeństwem i je straszyć, a także zmniejszać jego witalność. Służą temu środki kontrolowania populacji, przede wszystkim coraz szersze rozpowszechnienie antykoncepcji, nieustanna walka z życiem człowieka przez łatwiejszy dostęp do aborcji, jak popularnie zwie się zabójstwo dziecka przed narodzeniem, a także inne działania skierowane przeciw płodności.

W wielu krajach, w tym w Polsce, nie osiąga się współczynnika dzietności na poziomie 2,1, który jest minimum koniecznym do utrzymania zastępowalności pokoleń. Zazwyczaj potrzeba około trzydziestu lat, aby po spadku przyrostu populacji poniżej zastępowalności pokoleń zaczęła zmniejszać się liczba ludności danego kraju. Tymczasem Agenda Ludnościowa WHO zwróciła się o 23 miliardy dolarów pomocy w celu ograniczenia przyrostu populacji o dalszy miliard. Z tego wniosek, że wyliczono wartość życia, a raczej śmierci człowieka na 23 dolary. Dla porównania: misjonarze pracujący w krajach afrykańskich za jednego dolara dziennie potrafią utrzymać dziecko łącznie z jego edukacją na podstawowym poziomie. Dawno też obliczono, że przekazanie tylko kilkudziesięciu centów na każde dziecko na zakup cotrimoksazolu (lek przeciwbakteryjny), ocaliłoby każdego roku 3 miliony istnień.

Trwamy nadal w szczególnym okresie oczekiwania na Narodzenie, które zmieniło oblicze świata. Bóg chciał narodzić się jako człowiek, i to ubogi, tym samym wskazując nam, jak cenne jest każde ludzkie życie. Składając życzenia przedświąteczne, pragnę podzielić się radością płynącą z tego faktu, który jest wspólny dla wszystkich i niezależny od jakichkolwiek przeszkód.


Hanna Wujkowska
drukuj