Reforma dla bogatych

Polacy rzadko kiedy bywają tak zgodni jak w sprzeciwie wobec zapowiedzi
podniesienia ustawowego wieku emerytalnego. Ponad 80 procent badanych w
sondażach mówi "Nie" reformie zapowiedzianej przez premiera Donalda Tuska
dopiero w exposé, już po wyborach. To swoiste oszustwo wyborcze Platformy. Czy
jednak dzisiaj słyszymy prawdę? Konieczność reformy ma rzekomo wynikać z
potrzeby zwiększenia wysokości przyszłych emerytur. Tak twierdzą jej orędownicy.
Tymczasem premier w exposé jako cele główne wymienił stabilizowanie finansów
Polski oraz bezpieczeństwo krajowych papierów dłużnych. Następnie – zaznaczając,
że chce mówić bez cienia hipokryzji – podkreślił: "Ubocznym efektem tej reformy
jest to, że emerytury będą wyraźnie wyższe". Więc wyższe od prognozowanych
emerytury to tylko efekt uboczny, wypadek przy pracy rządu. Tak samo jak
pogłębiająca się zapaść całego systemu emerytalnego jest ubocznym skutkiem
gospodarki rabunkowej prowadzonej od lat na polskim rynku pracy.

Źródła zapaści
Polską gospodarkę i system ubezpieczeń niszczą ciężkie choroby: plaga umów
śmieciowych, głównie fałszywego samozatrudnienia, np. promowanych przez rząd
tzw. kontraktów w służbie zdrowia, zatrudnianie na czarno.
Orędownicy reformy powołują się na demografię jako główne źródło zapaści
finansów ZUS. Spadek liczby urodzeń to wielki problem narodowy, z którym musimy
się zmierzyć. Jednak w przypadku naszego systemu emerytalnego powoływanie się
tylko na demografię to wielka hipokryzja. To tuszowanie prawdziwych przyczyn
problemu i zagrożeń występujących już dzisiaj.
Wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych faktycznie zależą tylko od dwóch
czynników: liczby pracowników płacących składki oraz wysokości tych składek.
Mówiłem już o rosnącej pladze umów śmieciowych, głównie fałszywego
samozatrudnienia. Jest to sposób na nieuczciwe uchylanie się od płacenia pełnej
składki na ZUS. Rośnie odsetek składek ryczałtowych (0,6 średniej krajowej za
poprzedni kwartał albo mniej), które słabo finansują bieżące wydatki. W
przyszłości zgromadzony w ten sposób kapitał nie wystarczy na emeryturę
minimalną dla poszczególnych osób. Konieczne będą dopłaty z budżetu. Państwo już
dziś dopłaca coraz więcej, a opisany mechanizm generuje ogromne nowe
zobowiązania. Rosnące zatrudnienie na czarno oznacza armię obecnych i przyszłych
klientów opieki społecznej.
W tych sprawach nie robi się nic! To właśnie jest gospodarka rabunkowa. Nie
inwestuje się w ludzi, rujnuje się kapitał społeczny i rynek pracy.

Wytyczne Brukseli
Komisja Europejska zaleca państwom członkowskim podnoszenie wieku emerytalnego.
To kolejny mocny argument zwolenników reformy. Argument nieuprawniony i
fałszywy. Jednym z głównych priorytetów, zarówno strategii lizbońskiej, jak i
obowiązującej strategii Europa 2020, jest ochrona istniejących i tworzenie
nowych, dobrych miejsc pracy. Dobre miejsce pracy to miejsce objęte
ubezpieczeniem społecznym i przepisami prawa pracy. To stałe zatrudnienie.
Wybiórcze powoływanie się na zalecenia Komisji to oszukiwanie opinii publicznej.
OECD z kolei mocno przestrzega przed podnoszeniem wieku emerytalnego w państwach
o dużym bezrobociu.
Rozwiązania trudne i bolesne dla ludzi muszą być absolutną ostatecznością.
Przedtem trzeba uszczelnić system emerytalny, zadbać o liczbę i wysokość
składek.

Konsultacje z premierem
Na spotkaniu z premierem Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości przedstawił
swoje stanowisko i propozycje rozwiązań koniecznych do stabilizacji finansowej
ZUS:
1. Likwidacja przywileju dla najbogatszych przez zniesienie ograniczenia, że od
dochodów powyżej 2,5 średniej krajowej miesięcznie nie płaci się składki ZUS.
Przyniosłoby to dodatkowe wpływy w kwocie 6 mld zł rocznie.
2. Proste i skuteczne regulacje ustawowe dające Państwowej Inspekcji Pracy
realne instrumenty do egzekucji obowiązującego prawa, ograniczające fałszywe
samozatrudnienie i pracę na czarno. Obowiązek zawierania umów o pracę na piśmie
przed dopuszczeniem do pracy albo prawo do orzekania o istnieniu stosunku pracy,
gdy omijany jest art. 22 kodeksu pracy. Poprawi to przestrzeganie prawa i
przyniesie kolejne miliardy złotych wpływów. W sumie – o ponad 10 mld zł rocznie
więcej bez podnoszenia wieku emerytalnego.
Premier zignorował te propozycje, uznał je za niegodne uwagi. Platforma woli
realizować swój scenariusz polegający na rozwiązywaniu problemu wyłącznie
kosztem pracowników. Niech uczciwie płacący składki dalej dźwigają ciężar
utrzymania systemu i pracują dłużej. Nie zwiększy to wpływów, ale ograniczy
wydatki. Zmniejszą się, bo zmaleje liczba osób pobierających emerytury. Według
prezentacji na stronie internetowej URM poprawi to bilans ZUS o wyżej wymienione
10 mld zł rocznie, lecz dopiero w 2020 roku. Propozycje PiS lepiej i szybciej
stabilizują finanse kraju bez uderzania w zwykłych ludzi. Premier odpowiedział
na nie, że wie o wielu młodych ludziach, którzy chcą pracować na
samozatrudnieniu. Zgodził się tylko z realnością zagrożenia zwolnieniami
pracowników przed okresem ochronnym, co może być dla nich wyrokiem wielu lat
oczekiwania na prawo do emerytury bez środków do życia. "Trzeba nad tym
pracować" – zbył nas w tej i innych sprawach. Byłem zdezorientowany.

Średnia życia
O co więc chodzi? Wspomniany wcześniej skutek uboczny reformy, czyli wyższa
emerytura po podniesieniu wieku ma wynikać ze zwiększenia zgromadzonego kapitału
(jeśli ma się pracę i płaci się składki) oraz ze skrócenia średniego dalszego
trwania życia dla tych, którzy jej doczekają. Tablice średniego dalszego trwania
życia co roku publikuje GUS. Jedyną zmienną w tych tablicach jest osiągnięty
wiek. Taka sama średnia jest określana dla osób w równym wieku bez względu na
płeć, z różnych regionów kraju, z różnych grup społecznych i zawodowych.
Powszechnie wiadomo, że średnia długość życia kobiet i mężczyzn różni się o 10
lat. Ale warto wiedzieć, że różnice w oczekiwanej długości życia dla osób tej
samej płci pomiędzy regionami kraju wynoszą 2-3 lata (skrajnie nawet 4 lata).
Według aktualnych tabel GUS np. dla osób mających ukończone kolejno 60, 65 i 67
lat średnia długość życia wyniesie odpowiednio 81, 82,5 i 83 lata.
Według przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii badań zdecydowany wpływ na długość
życia mają dochody. To dochody decydują o: lepszej diecie, warunkach
mieszkaniowych, opiece medycznej, możliwościach wypoczynku. Potwierdzeniem tego
zjawiska w warunkach polskich może być wykazywana prawie 2-letnia różnica w
przewidywanej długości życia pomiędzy mężczyznami na wsi i w mieście, oczywiście
na korzyść tych drugich.

Dziel i rządź
Moją pierwszą reakcją na zapowiedź obligatoryjnego podnoszenia wieku
emerytalnego był głęboki wewnętrzny sprzeciw. Im dłużej analizuję ten zamiar,
tym mój sprzeciw i oburzenie rosną. Działania Platformy dotykają kwestii
najbardziej zasadniczych dla każdego Polaka. Czy Polska ma być matką czy macochą
dla swoich dzieci? Reforma emerytalna Platformy to reforma dla bogatych, dobrze
odżywionych, wygodnie mieszkających, których stać na lekarza i wypoczynek, dla
żyjących dłużej. Ta reforma to zwieńczenie polityki podziałów i rozwarstwienia
płacowego. Budowy Polski dla bogatych i Polski dla biednych. To kwintesencja
tzw. rozwoju koncentracyjno-dyfuzyjnego, opisanego w raporcie "Polska 2030.
Wyzwania rozwojowe", polegającego na stworzeniu kilku centrów rozwoju, tzw.
metropolii, czyli Polski A dla bogatych. Reszta kraju ma nadążać w drodze
dyfuzji. Tymczasem w Polsce B, tej dla biedniejszych, nic się nie opłaca. Więc
kolejno ogranicza się albo likwiduje usługi publiczne: pocztę, telekomunikację,
transport, sądy, szpitale, szkoły, przemysł (miejsca pracy). Mniejsza o
Konstytucję RP. W Polsce B państwo się nie opłaca, dlatego państwo znika.
Reformy Tuska to podeptanie ideałów Sierpnia.

 

Janusz Śniadek

Autor jest posłem na Sejm RP, w latach 2002-2010 był
przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".

drukuj