RAŚ dąży do oderwania Śląska
Rozmowa z Rajmundem Pollakiem, byłym radnym Sejmiku Województwa Śląskiego
Ruch Autonomii Śląska organizuje kolejne prareferenda w sprawie przyznania
autonomii Górnego Śląska, które na szczęście wzbudzają śladowe zainteresowanie.
To zapowiedź klęski RAŚ?
– Moim zdaniem, nie należy bagatelizować tych prareferendów. Działalność RAŚ
jest bardzo niebezpieczna dla Polski. Byłem w Pszczynie 21 sierpnia br., gdzie
zorganizowano jedno z prareferendów. Na obrzeżach miasta widziałem samochody z
niemieckimi rejestracjami. Także sami aktywiści RAŚ przyznali, że wśród
biorących udział w prareferendum ok. 50 proc. stanowiły osoby spoza Pszczyny…
Podobny chwyt zastosowali Niemcy u zarania lat 20. minionego stulecia, gdy
organizowany był plebiscyt w sprawie przyszłości Górnego Śląska, co w
konsekwencji wywołało najważniejsze z Powstań Śląskich! Pamiętajmy, że część
Ślązaków ma podwójne obywatelstwo – niemieckie i polskie. Teraz też można by
było zorganizować taki plebiscyt, mobilizując np. 100 tys. obywateli Niemiec.
Oni przyjadą, bo są zdyscyplinowani jak wojsko.
Skoro prareferenda nie są reprezentatywne ani przeprowadzane przez niezależne
komisje, to nie mają znaczenia?
– Nie można bagatelizować działalności RAŚ. Mają oni wsparcie lokalnych mediów –
m.in. TV Katowice, która działa tak, jakby podlegała szefowi organizacji Jerzemu
Gorzelikowi, a także "Dziennika Zachodniego" [lokalna gazeta należąca do
Polskapresse, wchodzącej w skład niemieckiej grupy medialnej Verlagsgruppe
Passau – red.]. Media regionalne nie zawsze interesują się lokalnymi
inicjatywami, a na prareferendum RAŚ zjechały jak na zawołanie.
Pełnią rolę "pasa transmisyjnego" propagandy tej organizacji?
– Zapewne w dużym stopniu. Warto też zwrócić uwagę na sposób funkcjonowania RAŚ.
W prareferenda zaangażowały się jej "bojówki" propagandowe. Dziś nie mają one
charakteru militarnego, bo bronią są ulotki. Te właśnie rozprowadzali
"umundurowani" w koszule RAŚ aktywiści. Pozostali "cywilni" członkowie namawiali
m.in. wychodzących z kościołów ludzi, by głosowali za autonomią Śląska, bo
wówczas będzie "tak dobrze, jak w Hiszpanii". Powoływali się na to, że jest tam
kilkanaście okręgów autonomicznych. Nie powiedzieli jednak, co w nich się
dzieje, m.in. o otwartych tendencjach separatystycznych. Aktywiści RAŚ powołują
się także na Kosowo, gdzie najpierw organizowano sondaże i referenda, a potem
doszło do oderwania tego regionu od Serbii…
RAŚ mógłby doprowadzić do oderwania Śląska od Polski? Dziś mówią o autonomii.
– I powołują się na autonomię przedwojenną Śląska. Ale tamta polegała na
uniezależnieniu się od Niemiec. Tymczasem RAŚ chce "uniezależnienia" Śląska od
Polski. A to zupełnie coś innego! Powstańcy śląscy przelewali krew za
przyłączenie Śląska do Polski! Mój śp. ojciec był żołnierzem Września 1939 r., a
potem walczył w AK. Opowiadał mi, jak powstawała przed II wojną światową "piąta
kolumna" w Bielsku. Najpierw aktywiści organizowali ćwiczenia gimnastyczne,
potem uczyli się marszów, na początku 1939 r. założyli kółko strzeleckie, a na
Stefance (obecnie Kozia Góra) tajny magazyn broni. We wrześniu tego roku
strzelali już w plecy polskim żołnierzom walczącym z Niemcami. Jeśli władze
Rzeczypospolitej nie zareagują i nie wyegzekwują zaprzestania separatystycznych
marszów RAŚ i agitacji za autonomią Śląska, to wkrótce może być już za późno, by
powstrzymać proces destrukcji, który rozpoczęła ta organizacja. Dziś RAŚ nie
musi się zbroić, wystarczy, że ma pieniądze i plan godzący w integralność
Polski.
Jerzy Gorzelik otwarcie oświadczył w Pszczynie, że nie czuje się Polakiem.
RAŚ zapowiada, że w 2020 r. chce ogłosić autonomię. Ale śladowa frekwencja
prareferendów świadczy o tym, że większość Ślązaków jest odporna na hasła RAŚ…
– Tak naprawdę aktywiści RAŚ sromotnie przegrali prareferenda, właśnie dlatego,
że większość ludzi zignorowała je. Nie pomogło nawet poparcie ze strony władz
miejskich.
Do tego organizacja zawiązała sojusz w Sejmiku Śląskim z Platformą
Obywatelską…
– Właśnie, organizacja jest w praktyce popierana także przez wojewodę śląskiego
(z PO), a także przez władze samej Platformy. Z Pszczyny wywodzi się poseł
Tomasz Tomczykiewicz, szef Klubu Parlamentarnego PO. Zawarta w Sejmiku Śląskim
koalicja PO i RAŚ, choć organizacja ta ma tylko trzech radnych, pokazuje również
skalę jej wpływów i oznacza, że Platforma w ten sposób popiera dążenia
"autonomistów". Organizacja ma też wsparcie intelektualne znanej wyższej uczelni
utrzymywanej przez polskich podatników, mianowicie Uniwersytetu Śląskiego, gdzie
swoje "badania naukowe" prowadzi Jerzy Gorzelik!
RAŚ może zdobyć szersze poparcie w Polsce?
– Niestety tak. Gorzelik przyznał, że ma już współpracowników na Opolszczyźnie,
gdzie prężnie działa mniejszość niemiecka, oraz we Wrocławiu, a także na Warmii,
Mazurach i na Kaszubach. Wszędzie tam chcą zdobyć poparcie dla ustanawiania
autonomii dla regionów. Niestety, RAŚ nie jest już tylko inicjatywą lokalną.
Głosi podobne hasła co niemiecki Związek Wypędzonych Eriki Steinbach, która
domaga się prawa powrotu przesiedleńców m.in. na Śląsk. Ma zwolenników także w
Bawarii.
W sprawie prareferendów i destrukcyjnej działalności RAŚ nie słychać
wypowiedzi przedstawicieli rządu ani nie widać działań wytrącających aktywistom
argumenty.
– Niestety, władze w Warszawie również są winne sytuacji i nastrojów panujących
na Śląsku. Ten region historycznie był perłą w koronie Polski, tętniącą życiem i
bogactwem. Tymczasem dziś mamy biedaszyby i tysiące ludzi bez pracy oraz około
miliona Ślązaków, których bezrobocie wygnało do Niemiec już po 1989 roku.
Oficjalna propaganda PO mówi o rosnącym dobrobycie, a na Śląsku wzrasta przepaść
między tymi, co mają pracę, a bezrobotnymi oraz bezdomnymi. Za czasów rządów
Jerzego Buzka (PO) zamknięto szereg hut i kopalń i wiele rodzin wegetuje. Zdarza
się, że dzieci bezrobotnych górników proszą pod hipermarketami o bułkę… W tej
potencjalnie bogatej ziemi powiększa się obszar biedy. Na tym, niestety, również
żeruje RAŚ. Jednak duch polskości na Śląsku jest wciąż żywy i nie pozwoli na
oderwanie go od Polski.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Bober
