Pseudoekolodzy szargają dobre imię leśników
Z dr. inż. Włodzimierzem Poskrobką, specjalistą technologii
drewna z 45-letnią praktyką, znawcą Puszczy Białowieskiej, mieszkańcem
Hajnówki, rozmawia Adam Białous
Nazywanie Puszczy
Białowieskiej „cudem natury” jest uzasadnione?
– Moim zdaniem,
dzisiejszej Puszczy Białowieskiej nie można zaliczyć do „cudów natury”,
jak to za ekologami czyni większość mediów. Kiedyś może nasza puszcza
była takim cudem. Ale to się skończyło wraz z wybuchem I wojny. Przez
dziesięciolecia trwało grabieżcze użytkowanie Puszczy Białowieskiej.
Cięli ją bez opamiętania Niemcy, potem Anglicy z firmy Century, potem
Sowieci, znów Niemcy, także w Polsce Ludowej wycięto sporo. Niemcy i
Anglicy wycięli najpiękniejsze dęby, sosny, jesiony. Wskutek tych
wszystkich szkodliwych działań doprowadzono do stanu, w którym około 65
proc. puszczy zostało zdewastowane. Mało tego, tych obszarów nie
zalesiano. Są tam dziś samosiejki: brzozy, olchy, osiki. To są po prostu
chwasty puszczańskie. Mają dziś po 60-80 lat i Lasy Państwowe w ramach
Leśnego Kompleksu Promocyjnego mają prawo je wycinać. Na wyciętych
terenach są sadzone drzewa właściwe dla danego miejsca w puszczy –
sosny, dęby, jesiony. To jest odpowiednia gospodarka w puszczy. Jeśli te
tereny staną się parkiem, chwasty pozostaną nietknięte, a drzewa
szlachetne z czasem wymrą bez następców, bo pod starym dębem młody sam
nie urośnie ze względu na brak światła. To będzie dopiero ten „cud
natury” według ekologów. Trzeba jednak też wiedzieć, że – mimo silnej
eksploatacji lasów puszczańskich w przeszłości – nadal w nadleśnictwach
puszczańskich, według danych prof. Aleksandra W. Sokołowskiego, około 10
proc. lasów stanowią lasy naturalne i zbliżone do naturalnych, a
łącznie około 35 proc. terytorium stanowią zbiorowiska leśne i nieleśne
istotne dla ochrony różnorodności biologicznej naszej przyrody. Przy tym
trzeba podkreślić, że lasy wykazujące cechy naturalności są już w
większości chronione – w 21 rezerwatach o powierzchni ponad 12 tys. ha, w
których teraz obowiązuje ochrona bierna. Taki jest aktualny stan
zarządzania lasami i ich ochrony w Nadleśnictwach Leśnego Kompleksu
Promocyjnego Puszcza Białowieska, który akceptuje społeczność
puszczańskich gmin.
Ekolodzy podważają jednak działania
pielęgnacyjne leśników…
– Leśnicy przebudowują puszczę w
prawidłowy sposób i powinni robić to nadal, pseudoekolodzy nie powinni
mieć tu nic do powiedzenia. Ośmieszyli się już raz, w sprawie łąk
puszczańskich, zabraniając ich wykaszania w otulinie parku, i teraz
rosną na nich turzyce. Nie ma pokarmu dla zwierząt, nie ma miejsc do
zdobywania pożywienia przez ptaki drapieżne. Teraz zaleca się wykaszanie
łąk – ekolodzy widać mogą mówić raz tak, raz inaczej bez ponoszenia
konsekwencji. Leśnicy są prawdziwymi obrońcami puszczy, a ekolodzy, moim
zdaniem, zjawili się tu tylko dla interesu. Niestety, Ministerstwo
Środowiska wyraźnie im sprzyja. Podam przykład dobrze to obrazujący.
Kiedy przyjechał do nas poprzedni minister środowiska, pan Maciej
Nowicki, gdy tylko wysiadł z samochodu, od razu podszedł do grupki
ekologów, mówiąc: „Jestem z wami”. Obok stało kilkudziesięciu leśników,
minister nawet nie raczył do nich podejść i się przywitać. A przecież to
oni są prawdziwymi obrońcami polskich lasów. Byłem na stypendiach w
wielu krajach europejskich, tam lasy sprywatyzowano, dlatego mocno je
zniszczono. Nasze lasy są przy nich piękne i bogate – i za to chwała
naszym leśnikom. A ilu leśników oddało życie za Polskę w czasie wojny?
Dlatego zarzuty ekologów, którzy szargają dobre imię leśników,
wymyślając dla własnych małych interesów jakieś oszczerstwa, jakoby
leśnicy niszczyli lasy, są dla mnie największą nikczemnością!
Pan
tłumaczy, że Puszczę Białowieską trzeba chronić przez racjonalną
gospodarkę leśną i pielęgnację. Ekolodzy za nic mają jednak tezy
leśników i twierdzą, że puszcza obroni się sama…
– Ekolodzy nie
mają na poparcie tej utopii żadnych poważnych argumentów. Mówią rzeczy
wyssane z palca. Weźmy tę sytuację sprzed kilku dni, kiedy wyjazdowe
zebranie miała w Białowieży senacka Komisja Środowiska. Kiedy miejscowi
przedsiębiorcy, fachowcy leśni, a nawet prości mieszkańcy tych ziem
udowadniali rzeczowo, że poszerzenie obszaru parku, gdzie jest lansowana
przez ekologów ochrona bierna, będzie ze szkodą dla wszystkich, ośmiu
obecnych tam ekologów słuchało tego ze spuszczonymi głowami, nie
potrafiąc przedstawić ani jednego kontrargumentu. Aż żal było na nich
patrzeć…
Mieszkańcy mówią, że ekolodzy są tu tylko dla
pieniędzy…
– A jak inaczej określić działanie choćby pana Adama
Wajraka, który za słynny artykuł promujący poszerzenie parku drukowany w
„Gazecie Wyborczej” bierze grube pieniądze? Albo ci ekolodzy, którzy tu
ciągle łażą, szukają jakiejś afery, protestują, bojkotują produkty
puszczańskich zakładów, utrudniają, jak mogą, życie miejscowym, przecież
oni nie pracują, więc skąd mają pieniądze? My, którzy tu żyjemy i ich
obserwujemy, widzimy, jak drogimi samochodami jeżdżą, w jakich
najdroższych restauracjach przesiadują, w jakich willach mieszkają,
kupują najdroższe drzewo opałowe, budowlane, ile tylko chcą. Pytanie
rodzi się samo: skąd mają na to pieniądze? Są młodzi, nie są nigdzie
zatrudnieni? A przy tym u miejscowych często bieda aż piszczy, a
ekolodzy chcą jeszcze i ten ostatni grosz im zabrać. W takiej sytuacji
łatwo o wybuch emocji i różne domysły.
Na czym polega spór o
to, jak opiekować się puszczą?
– Nie jest tajemnicą, że już od
kilkunastu lat istnieje merytoryczny spór między kierownictwem BPN
połączonym z ekstremą ekologiczną a leśnikami z nadleśnictw
puszczańskich w kwestii wyboru metody ochrony lasów Puszczy
Białowieskiej. Pierwsi uważają, że na terenie całej puszczy powinna
obowiązywać ochrona bierna, czyli bez udziału człowieka. Natomiast
leśnicy są zdania, że w lasach nadleśnictw puszczańskich powinna
dominować ochrona czynna (z wyłączeniem rzadkich zbiorowisk lasów
bagiennych oraz naturalnych, w których ekosystem jest stabilny) –
koniecznie z udziałem człowieka, ponieważ puszcza dziś się już sama nie
obroni. Trzeba przy tym wyjaśnić, że od 1994 roku w lasach nadleśnictw
obowiązuje ochrona czynna na zasadach zgodnych z zasadami Leśnego
Kompleksu Promocyjnego, który oprócz ochrony czynnej przewiduje również
hodowlę i pielęgnację drzewostanów młodego pokolenia. Ci, którzy dążą do
otoczenia całej puszczy ochroną bierną, w istocie chcą doprowadzić do
tego, by 15 mln m sześc. drewna, które się w niej znajduje, zamienić w
próchnicę. Kiedyś stary puszczański gajowy powiedział mi krótko: „Nie ci
niszczą puszczę, którzy racjonalnie wycinają drzewa, ale ci, którzy ich
nie sadzą”.
Zgadza się Pan z tą maksymą?
– Tak, i nie
tylko ja. Przytoczę tu konkretną sytuację. W październiku 2009 roku
grupa radnych Rady Miasta w Hajnówce oraz grupa radnych powiatu
hajnowskiego wyjechała autokarami do Nadleśnictwa Browsk, żeby zobaczyć,
jak przebiega zagospodarowanie lasów puszczańskich w Leśnym Kompleksie
Promocyjnym, gdzie prowadzona jest gospodarka leśna, i w Białowieskim
Parku Narodowym, gdzie jej nie ma. Otóż, radni m.in. przeszli trybą
graniczną kilka kilometrów do uroczyska Kosy Most i stwierdzili, że w
lasach BPN masowo występują świerki z opadającą korą, opadającymi igłami
oraz bez igieł i kory, a w podszyciu masowo występuje leszczyna i
samosiewy grabu. Natomiast po stronie LKP występuje zdrowy las, bez
suchych i opanowanych przez korniki drukarzy drzew, a na miejscach
wyciętych świerków kornikowych są posadzone młode sadzonki dębu, klonu i
lipy. Miejscowa ludność twierdzi, że tam, gdzie masowo występuje
leszczyna, rozmnażają się kleszcze. Zwiedzający radni jednomyślnie
ocenili ochronę bierną, czyli bez udziału człowieka, jako szkodliwą dla
puszczy. Stwierdzili tak na podstawie tego, co sami zobaczyli. Każdy
może tu przyjechać i się o tym przekonać.
Zdaniem miejscowych
przedsiębiorców, obecna polityka leśna, która nakazuje pozostawienie
wszystkich powalonych czy ściętych drzew w lesie aż do rozkładu, jest
szkodliwa.
– Wpływowe organizacje ekologiczne doprowadziły do
tego, że w puszczy obowiązuje obecnie rygorystyczny zakaz wyrębu drzew
również w lasach gospodarczych nadleśnictw, zwłaszcza dębów w wieku
ponad stu lat. Powoduje to, że praktycznie kilkadziesiąt tysięcy drzew
dębu przeznacza się na pełną degradację biologiczną, czyli na próchnicę
jako pokarm dla grzybów i owadów. Wprowadzono nawet zakaz pozyskania
drewna z drzew po wiatrołomach. Te powalone przez huragan, także
połamane, o ile są przydatne użytkowo, powinny być przeznaczone do
sprzedaży na miejscowy rynek. Sama natura pokazała bowiem, że w tym
miejscu należy uporządkować i odnowić las – drewno przeznaczone na
degradację biologiczną, czyli próchnicę, na którą wystarczą konary,
gałęzie, liście i pniaki, nieprzydatne części, pozostawiono by dla
organizmów żywiących się obumarłym drewnem. Wykorzystanie takich
sytuacji ma znaczenie sanitarne, gospodarcze i przyrodnicze. Niestety,
dobre przemysłowe drewno, zgodnie z bezzasadną filozofią ekologów,
zostawia się w lesie, by zgniło, a przecież gdyby je nawet teraz
sprzedawać – ilu powodzianom państwo za te ogromne pieniądze mogłoby
pomóc.
Dziękuję za rozmowę.
