Przysięga w obronie krzyża
Z ks. Krzysztofem Gołębiewskim, orionistą, inicjatorem przysięgi w
obronie krzyża, rozmawia Małgorzata Bochenek
Jest Ksiądz inicjatorem przysięgi na wierność krzyżowi, którą złożyli
wierni w parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Malborku, a także niedawno w
kościele pw. św. Piotra i Pawła w Warszawie. Jakie znaczenie ma taka deklaracja
w czasie, gdy pojawiają się próby usuwania tego znaku z miejsc publicznych?
– Przysięga w obronie krzyża to jasna odpowiedź, jaki jest nasz stosunek do
Kościoła katolickiego. Jest ona bardzo ważna zwłaszcza w czasach, gdy tak wielu
ludzi wstydzi się swojej wiary. Już prawie nie spotyka się mężczyzn, którzy
zdejmują nakrycie głowy, przechodząc obok kościoła, nie słychać słów
chrześcijańskiego pozdrowienia, przed posiłkami pomija się znak krzyża,
ucałowanie bochenka chleba jest już zaszłością. Wrogowie wiary chrześcijańskiej
dążą do tego, aby wiara, wszystko to, co związane z Kościołem, zostało wyśmiane,
bo przecież ktoś, kto się wstydzi, nie będzie bronił swoich przekonań. Wszystkim
duszpasterzom powinno zależeć na tym, aby wzbudzając ducha wiary, właściwie
pojętego patriotyzmu, zapalać ludzi do obrony krzyża, by nie został wyrwany z
ludzkich serc. Dlatego też warto organizować nabożeństwa, których zwieńczeniem
będzie przysięga Narodu Polskiego w obronie krzyża.
Sytuacja w Polsce, gdzie jesteśmy świadkami budzącego się
antyklerykalizmu, wzywa do mobilizacji sumień…
– Wydarzenia ostatniego dwudziestolecia doprowadziły do tego, że mamy
wolność, swobodę, w której, niestety, Kościół spychany jest na margines życia, a
wręcz narasta wobec niego wrogość, bo nie zgadza się na wszystkie chorobliwe
oddziaływania ludzkie narzucane pod pozorem tolerancji. Dzisiaj musimy przede
wszystkim postawić na tych ludzi, którzy trwają przy zasadach i wartościach
chrześcijańskich. Musimy podjąć próbę odzyskania młodzieży. Naszym zadaniem jest
dotrzeć do ignorantów religijnych, w większości przecież ludzi ochrzczonych.
Dlatego potrzebna jest katecheza od podstaw, w której jedną z najważniejszych
jest nauka o krzyżu – świętym znaku naszego zbawienia.
O czym przypomina rota przysięgi w obronie krzyża?
– Przede wszystkim jest to dobrowolny akt. W Malborku wierni odpowiedzieli z
pełnym zaangażowaniem. Przysięga odwołuje się do historii Polski, przypomina, że
nasi pradziadowie przez wieki bronili krzyża własną krwią. Teraz musimy zaufać
Opatrzności Bożej. Dlatego tak ważne są wszystkie inicjatywy modlitewne
podejmowane w intencji Ojczyzny, w tej intencji, aby krzyż z naszych serc nigdy
nie został wyrwany. Pan Jezus mówi: "Proście, a otrzymacie". Zatem my musimy
zwrócić się z prośbą do Pana Boga. W tę prośbę wpisuje się również przysięga w
obronie krzyża. Pan Jezus uczy nas, że jeśli nasza wiara będzie jak ziarnko
gorczycy, będziemy mogli góry przenosić, więc od nas, naszej wolnej woli i
zaufania Bogu zależy obrona ducha wiary w polskim Narodzie. W przysiędze padają
słowa: "Nie pozwolimy zdjąć krzyża". Pragnę podkreślić, że nie jest to przysięga
polityczna, bo wrogowie Kościoła zapewne tak ją odczytają, nie chodzi tylko o
krzyż w Sejmie czy urzędzie, ale o sprzeciw wobec prób zdjęcia krzyża z naszej
szyi, wyrwania krzyża z naszych serc, umysłów, usunięcia go z przestrzeni
społecznej i duchowej.
Obrona krzyża to zatem troska o chrześcijańską przyszłość naszej
Ojczyzny…
– Ufam, że przysięga w obronie krzyża zapoczątkuje odrodzenie moralne Narodu
Polskiego. Doskonale pamiętam Msze św. za Ojczyznę, które sprawowane były pod
przewodnictwem bł. księdza Jerzego Popiełuszki w kościele Stanisława Kostki na
warszawskim Żoliborzu. W czasach, kiedy Polska była zniewolona systemem
komunistycznym, oczywistym faktem było, że wrogiem ludzi jest totalitarny ustrój
narzucony przez reżim sowiecki, wprowadzony w naszej Ojczyźnie rękami Polaków.
Ludzie trwali przy Kościele, bo w nim znajdowali oparcie, on był ich
przestrzenią wolności. Niestety, ostatnie dwadzieścia lat naszej źle
zagospodarowanej "wolności" sprawiło, że z serc Polaków, ludzi ochrzczonych,
próbuje się wyrwać krzyż stojący na straży uniwersalnych wartości zapisanych w
Dekalogu. Pod koniec Mszy św. za Ojczyznę w kościele św. Stanisława, którym
przewodniczył bł. ksiądz Jerzy, był taki charakterystyczny moment. Po
błogosławieństwie ludzie śpiewali pieśń patriotyczną "Ojczyzno ma…", niektórzy
podnosili przyniesione z domu krzyże, a inni palce ułożone w charakterystycznym
geście. Wydaje się, że dzisiaj na nowo musimy wyrazić swoje przywiązanie do
krzyża.
Nie chodzi o to, abyśmy wyszli na ulice i walczyli, ale byśmy jasno
opowiedzieli się za Chrystusem. W sytuacji prób usuwania krzyża z przestrzeni
publicznej, a nawet z sali obrad Sejmu, gdy zagrożenie jest o wiele większe, bo
wróg zdaje się pozostawać w ukryciu, ważne jest jasne opowiedzenie się za
krzyżem, ważne jest nasze świadectwo.
Dziękuję za rozmowę.
