Przeprasza winny
Czekamy z niecierpliwością na wyniki śledztwa w sprawie
profanacji pomnika w Jedwabnem, jak również na wykrycie sprawców zamalowania
litewskich nazw w gminie Puńsk oraz próby podpalenia Centrum Kultury
Muzułmańskiej w Białymstoku. Śledztwo łomżyńskiej policji nadzoruje policja w
Białymstoku, a własne prowadzi ABW.
Równocześnie w tych dniach pojawiły się transparenty nad Trasą Łazienkowską,
a na Umschlagplatz w Warszawie wieńce z szarfami, przepraszającymi za Jedwabne,
sygnowane przez kibiców kilku klubów piłkarskich, m.in. Jagiellonii Białystok,
Legii Warszawa i Wisły Kraków, tyle tylko, że nic o tym nie wiedzą
przedstawiciele zrzeszeń kibiców. Autorzy tej akcji pozostają anonimowi, co
wydaje się nieco dziwne i dość kontrastujące z całą serią oficjalnych oświadczeń
czołowych polityków, w tym przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego
Buzka, potępiających profanację miejsca pochówku i pamięci w Jedwabnem. Nie
trzeba mieć zbyt wiele wyobraźni, by zdać sobie sprawę z oburzenia środowisk
żydowskich w Polsce i świecie. Wpływowa żydowska Liga Przeciw Zniesławieniu w
specjalnym liście do prezydenta Bronisława Komorowskiego zwróciła się z apelem o
osobiste potępienie zbezczeszczenia pomnika ofiar mordu w Jedwabnem. I takie
potępienie, "nawet jeśli to zwykła głupota, niedojrzały wybryk", jak zauważył
prezydent, nastąpiło w Cieszynie na Wzgórzu Zamkowym, połączone z wypowiadanym
po wielokroć słowem "przepraszam".
To słowo "przepraszam" wypowiedział po raz pierwszy dobitnie prezydent
Aleksander Kwaśniewski podczas odsłonięcia pomnika w Jedwabnem w 2001 roku, w
60. rocznicę tragicznego wydarzenia. Polska przeprosiła za zbrodnię, dokonaną na
terytorium okupowanym przez Niemców, w imieniu swojego państwa, którego wówczas
nie było. Przeprosiła za masowy mord dokonany na terenach pod rządami
odpowiedzialnej za wszystko, cywilnej i wojskowej administracji niemieckiej.
Padało po wielekroć słowo "przepraszamy", chociaż do dziś nie zostały do końca
wyjaśnione okoliczności wymuszające na miejscowej polskiej ludności jej udział w
zbrodni. Dziś były prezydent zwraca się do władz o wzmożenie edukacji na rzecz
tolerancji i pojednania, m.in. wśród uczniów. Z inicjatywy Platformy
Obywatelskiej mamy Marsz Jedności w Białymstoku piętnujący nienawiść, rasizm,
nietolerancję i antysemityzm. W mediach nie ma dnia, aby do głosów protestu nie
przyłączały się kolejne organizacje i ważne osoby. Marszałek Sejmu Grzegorz
Schetyna uważa, że nawet jeśli była to prowokacja, to i tak musimy za nią
przeprosić. Z drugiej strony zauważa, że "za dużo jest w ostatnich dniach tych
przypadków" i że "wygląda to dziwnie".
Oczywiście nigdy nie powinno szkodzić wypowiadane słowo "przepraszam",
szczególnie w naszej polskiej kulturze. Kiedy jednak wszyscy bez wyjątku
przedstawiciele polskich władz przepraszają za coś, co nie musi być
"przypadkiem", "głupotą", "wybrykiem", "wandalizmem", "incydentem", a może
okazać się czystą prowokacją, to rzeczywiście mamy dziwną sytuację. Równocześnie
trwa przedziwny wyścig w kolejce do przeprosin, tak jakby ostatni przepraszający
był najmniej empatyczny. A ja bym bardzo chciał poznać najpierw wyniki śledztwa
i przekonać się, kto jest winny. Chciałbym, aby to śledztwo i cały proces sądowy
były bardzo drobiazgowe. Wszyscy potępiamy profanację pomnika w Jedwabnem, ale
przepraszać i odpowiadać za swoje czyny muszą winni. Dopiero po wykryciu
sprawców będzie wiadomo, kto ma obowiązek przepraszać, czy cały Naród, jak za to
wydarzenie, które miało miejsce 10 lipca 1941 roku w Jedwabnem, czy tylko ci,
którzy ponoszą winę, tym bardziej gdy była to prowokacja.
Wojciech Reszczyński
