Przekierowanie
Ścieżka obok drogi
Dlaczego rodzice biją dzieci? Najczęściej dlatego, by je za coś ukarać, przywołać do porządku, albo pro memoria, tzn. żeby zapamiętały, że czegoś nie należy robić. Czasami jednak rodzice biją dzieci z przyczyn bardziej skomplikowanych. Jak pisał Gałczyński: „Oto biuro, kałuża niepokoju; od ósmej do trzeciej tatuś się czołga” – oczywiście przed groźnym szefem, a po powrocie do domu przekształca się w kapryśnego tyrana, który odbija sobie wszystkie upokorzenia na domownikach. Tak naprawdę to nic specjalnego przeciwko nim nie ma, tylko – w odróżnieniu od szefa – ich się nie boi. Jeśli dobrze pamiętam, nazywa się to przekierowaniem agresji.
Niedawno pan premier ogłosił pomysł ustawy „deubekizacyjnej”, która ma ustalać prawne ramy uznania SB za organizację przestępczą, a praktycznie – umożliwić zmniejszenie emerytur dawnym funkcjonariuszom tej formacji. Być może ten pomysł nie jest obliczony jedynie na zjednanie sympatii antykomunistycznie nastawionych wyborców, ale nawet i w tej sytuacji wygląda trochę dziwnie. Po zakończeniu II wojny światowej w Niemczech została przeprowadzona denazyfikacja. Trybunał Norymberski uznał za organizacje przestępcze NSDAP, SA, SS (za wyjątkiem SS-Reiterei – „Jazdy SS”, bo arystokratyczna międzynarodówka koniarska jakoś to po cichu załatwiła), SD, gestapo i Sztab Generalny, a następnie osoby biorące w tych organizacjach udział były prześwietlane pod kątem ewentualnych przestępstw, jakich mogły się tam osobiście dopuścić. Gdyby zatem Trybunał Norymberski uznał za organizację przestępczą, dajmy na to, tylko SD czy gestapo, ale NSDAP już nie, to też bylibyśmy trochę zdziwieni, bo przecież zarówno SD, SS czy gestapo były tylko wykonawcami pomysłów rodzących się w łonie NSDAP, które później przybierały formę rozkazów i dyrektyw.
O ile zatem nie ma specjalnych wątpliwości co do przestępczego charakteru Urzędu Bezpieczeństwa czy Służby Bezpieczeństwa, o tyle musi dziwić napiętnowanie tylko ich, przy pozostawieniu w spokoju głównej sprawczyni owych przestępstw – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Pan poseł Kuchciński wyraził wprawdzie oburzenie stwierdzeniem przywódcy SLD Wojciecha Olejniczaka, że w SB było wielu „przyzwoitych ludzi”, ale wielu parlamentarzystów PiS i Platformy Obywatelskiej też musi tak myśleć, skoro 15 sierpnia 1998 r., a więc za rządów AWS – UW, które przecież współtworzyli, pan Sławomir Petelicki, dawny funkcjonariusz SB, został generałem brygady. Wspominam o gen. Petelickim, bo to właśnie on wyznał kiedyś publicznie, że wstąpił do SB, żeby spełniać „dobre uczynki”. Przez wrodzoną modestię nie powiedział, jakie konkretnie, ale mniejsza o to, gdyż ciekawsze jest to, czy „deubekizacja” obejmie również generała Petelickiego, który obok orderów PRL-owskich, ma także wysokie odznaczenia amerykańskie? Czy ktokolwiek odważy się podnieść rękę na takiego orderowego pana? No a Partia Przewodniczka? Wobec niej nadal respektujemy gwarancje bezpieczeństwa udzielone przez „lewicę laicką” przy Okrągłym Stole? Od ósmej do trzeciej tatuś nadal się czołga, a tylko po godzinach będzie się srożył przed szajką małych dłubinosów?
I wreszcie te nieszczęsne emerytury. W zasadzie nie są one nagrodą za dobre sprawowanie, tylko realizacją cywilno-prawnego zobowiązania, jakie państwo zaciąga wobec obywateli zmuszonych do uczestniczenia w ubezpieczeniu emerytalnym. Dlatego też nie podoba mi się pomysł, by pod pretekstem udziału jakichś obywateli w „organizacji przestępczej” państwo wycofywało się z zaciągniętych zobowiązań cywilno-prawnych. Na takiej samej zasadzie mógłbym pożyczyć od kogoś pieniądze, a potem mu ich nie oddać pod pretekstem, że np. bije żonę. Jeśli ktoś popełnił zbrodnię, to trzeba go osądzić i ewentualnie powiesić, ale emeryturę wypłacić mu co do grosza, nawet jeszcze na szafocie. Mówię to całkowicie bezinteresownie, ponieważ na skutek wyrzucenia z pracy w stanie wojennym pewnie nie dożyję żadnej emerytury. Chodzi mi o zasadę, której powinniśmy wszyscy się trzymać we własnym interesie.
Nie tak dawno temu przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS dr Robert Gwiazdowski powiedział publicznie, że system ubezpieczeń społecznych w Polsce zmierza ku bankructwu. Jest to całkiem prawdopodobne, więc kierowany podejrzliwością przypuszczam, że sprowadzenie „deubekizacji” do obcięcia ubekom emerytur może być wstępem do zrobienia tego samego już wszystkim pozostałym. W takich sprawach lepiej dmuchać na zimne i nie dopuszczać do żadnych precedensów, gdyż – jak twierdził Aleksy de Tocqueville – „nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakiej nie dopuściłby się rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy”.
Tym bardziej że niektóre znaki na ziemi pokazują, iż właśnie o to może chodzić. Z jednej oto strony „król srogie głosi kary” i pokrzykuje o „deubekizacji”, a jednocześnie prezydent Lech Kaczyński forsuje nowelizację ustawy lustracyjnej zmierzającej do utrzymania sądu lustracyjnego, a w szczególności – do utrzymania przed tym sądem reguł postępowania karnego (art. 21 projektu prezydenckiego). „Postępowanie karne” w tym przypadku brzmi surowo tylko z pozoru, ponieważ w gruncie rzeczy zmierza do oczyszczania konfidentów z wszelkich podejrzeń przy pomocy tzw. wątpliwości, które sąd musi tłumaczyć na korzyść oskarżonego. Jakie to „wątpliwości”? Ano – jeśli nie ma oryginałów dokumentów tylko kserokopie albo mikrofilmy – to już jest pierwsza „wątpliwość”. A jeśli jeszcze oficerowie prowadzący zeznają, że zarejestrowali konfidenta fikcyjnie, to wobec takiej „wątpliwości” sąd nie ma już innego wyjścia, jak tylko oczyścić delikwenta z wszelkich podejrzeń. Odchodząc z urzędu Rzecznika Interesu Publicznego, sędzia Nizieński pozostawił w kartotece 925 nazwisk osób podejrzanych o sfałszowanie oświadczenia lustracyjnego. W ciągu 6 lat udało się uzyskać zaledwie 67 orzeczeń sądowych, z czego tylko w 12 przypadkach oświadczenia sąd uznał za sfałszowane. Tak działa system lustracji pozornej. W tej sytuacji wszystko wskazuje na to, iż mamy do czynienia z przekierowaniem.
