Kompromitacja MSZ

Prof. Jerzy Robert Nowak

Od kilku miesięcy na próżno nalegałem w „Naszym Dzienniku” i na falach Radia Maryja, aby jak najszybciej wydano po angielsku przynajmniej małą książeczkę prostującą najohydniejsze kłamstwa „Strachu” J.T. Grossa. Proponowałem, by składała się ona z rzetelnych świadectw Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia – świadków epoki. W publikacji tego typu powinny znaleźć się na przykład liczne, jakże przeciwstawne fałszom Grossa relacje na temat poparcia Polaków dla walk żydowskich powstańców warszawskiego getta (por. choćby fragmenty ze słynnych zapisów kroniki getta prowadzonej przez Ludwika Landaua).

I oto wreszcie z ogromnym opóźnieniem wyszedł przed kilkoma dniami wydany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) tom na temat „Strachu” Grossa. Tyle tylko, że nie zawarto w nim autentycznych żydowskich świadectw z doby wojny, jakże sprzecznych z oszczerstwami Grossa, a wybór polskich artykułów na temat „Strachu” i antyżydowskich zajść w Kielcach 1946 roku. I tu okazało się, że ostatecznie góra spłodziła mysz, i to mysz dość poczwarną. Zamiast prawdziwie obiektywnego wyboru, przedstawiającego Amerykanom zupełnie nieznane im racje polskie, dano skrajnie tendencyjny wybór kaleczący wizerunek Polski i Polaków.

Wybór ten był oparty na dość szczególnej selekcji, korzystnej wyłącznie dla zwolenników Grossa. Polskie (!) MSZ wyraźnie przyszło z tą książką w sukurs polakożercy Grossowi!

Wydany przez MSZ skądinąd wyjątkowo niechlujnie wybór artykułów i wywiadów nosi tytuł: „Difficult Postwar Years. Polish Voices in Debate Over Jan T. Gross”s Book Fear”. Wybór zaczyna się zgodnie z wymogami dominującej od lat w Polsce dość szczególnej „poprawności politycznej”. We wstępie do książki MSZ ponad połowę tekstu stanowi cytat z tekstu Adama Michnika. Tak więc głównym autorytetem w książce, która powinna przeciwstawić się antypolskim oszczerstwom Grossa, jest jeden z jego największych klakierów A. Michnik, który kilka lat temu nazwał autora „Sąsiadów” spadkobiercą Mickiewicza i Słowackiego. MSZ potraktowało jako największy autorytet właśnie Michnika, którego zachowanie zostało tak mocno skompromitowane w ostatnich latach (por. artykuły w stylu: „Koniec świata Michnika i Kiszczaka”). Rzecz znamienna, że wspomniany wstęp do tomu MSZ nie został przez nikogo podpisany (!). Czyżby żadnych z obecnych „szych” MSZ nie chciała otwarcie przyznać się do odpowiedzialności za to, jak dalej uzasadnię, ogromnie niechlubne „dzieło”? Już historia ze wstępem do książki, na samym jej początku, zapowiada odpowiednią tendencję, która konsekwentnie stosowana przy selekcji tekstów do tomu doprowadziła do całkowitej kompromitacji jego wydawców z MSZ i PISM.

W wyborze – według końcowych słów Anonima, który był autorem wstępu – miał być rzekomo wyrażony „polski punkt widzenia” (Polish point of view). W rzeczywistości zaś książkę polskiego MSZ dzięki odpowiedniej superselekcji zdominował żydowski punkt widzenia, i to odzwierciedlający stanowisko nie Żydów przychylnych Polsce, lecz jej wyraźnie niechętnych. MSZ najwyraźniej szczególnie mocno zatroszczyło się o dostarczenie dodatkowych argumentów dla polakożercy Grossa, który odtąd będzie mógł się powoływać na oficjalną polską publikację. Jak wytłumaczyć postawę odpowiedzialnych za nią bonzów z MSZ? (W publikacji MSZ całkowicie pominięto 21 moich artykułów z „Naszego Dziennika”. Pominięto bardzo ważny merytorycznie tekst profesorów Bogusława Wolniewicza i Zbigniewa Musiała „Spór o Kielce” („Nasz Dziennik” z 28 lipca 2006 r.) W wyborze MSZ zabrakło dwóch bardzo ważnych, krytycznych wobec Grossa artykułów naukowca polskiego z USA Marka J. Chodakiewicza (z „Rzeczpospolitej” i „Niezależnej Gazety Polskiej”) oraz jakże cennych artykułów polonijnego naukowca prof. Johna Radziłowskiego i mecenasa Ryszarda Tyndorfa z Kanady (publikowanych w „Biuletynie IPN” z lipca 2006 r.). Nie zabrakło natomiast miejsca dla dwóch zupełnie nieznanych autorów z Waszyngtonu: Tadeusza Stachurskiego i Marcina Gadzińskiego, prezentujących głównie grossową wersję wydarzeń, oraz publicystyczną, w żaden sposób nieudokumentowaną pochwałę Grossa ze strony Piotra Osęki w „Newsweeku”. W tomie nie poskąpiono miejsca na wywiad z dr Aliną Całą, pracującą w Żydowskim Instytucie Historycznym i znaną ze skrajnych uprzedzeń do polskości i do Kościoła katolickiego. Zamieszczono w tomie wywiad z dr. Andrzejem Żbikowskim, od lat zafałszowującym historię stosunków polsko-żydowskich w ramach prac Żydowskiego Instytutu Historycznego. Pomijając, jak już wspomniałem, doskonale udokumentowane teksty prof. Radziłowskiego, Chodakiewicza i Tyndorfa, reprezentujących prawdziwe nastroje Polaków w Ameryce Północnej, dano tekst Piotra Wróbla z Toronto, powszechnie krytykowanego przez Polonię kanadyjską za swe prożydowskie fobie i uprzedzenia. Na tle takich pozycji wyraźnie pozostają w cieniu te dużo bardziej wyważone, tak jak tekst wywiadu z dr. hab. J. Żarynem, artykuły M. Fabjańskiego, B. Szaynok i M. Kozłowskiego.

W rzeczywistości teksty progrossowe wyraźnie dominują w publikacji MSZ. W książce tej nie znalazła się żadna informacja prostująca najskrajniejsze oszczerstwa Grossa. Zabrakło jednoznacznego napiętnowania jego pomówień głoszących, jakoby wielka część Polaków była zamieszana w czasie wojny we współdziałanie z Niemcami w celu rabowania i mordowania Żydów, wspierała ich mordowanie i wypędzanie, aby zachować przy sobie zrabowane mienie żydowskie. Na skutek wspomnianej wcześniej selekcji, która odrzuciła przedruk najbardziej krytycznych dla Grossa artykułów, w tomie zabrakło tekstów piętnujących Grossa za całkowite przemilczenie polskiej martyrologii i rozmiarów rabunku polskiego majątku narodowego w dobie wojny. Nikt z autorów zamieszczonych w tomie tekstów nie wspomniał o szczególnie obrzydliwym fakcie, który kwalifikuje do postawienia go przed sądem. Chodzi o jego stwierdzenie, że Polacy rzekomo zagrabili na wielką skalę poza mieniem żydowskim takie mienie niemieckie. Jest to stwierdzenie tym bardziej skandaliczne w sytuacji, gdy Gross nie wspomniał ani jednym zdaniem o ogromnym rabunku mienia polskiego przez Niemców. Jakie szkody dla Polski może przynosić tego typu obraz upowszechniany przez Grossa wśród Amerykanów niemających pojęcia o historii Polski, można sobie łatwo wyobrazić!

W publikowanych przez MSZ tekstach zabrakło jakiegokolwiek potępienia najskrajniejszych oszczerstw antykatolickich zawartych w książce Grossa, począwszy od kreowania na rzekomych antysemitów tak wielkich postaci Kościoła w Polsce, jak księża kardynałowie A. Hlond i A. Sapieha, po oskarżanie części polskich duchownych o rzekome mordy rytualne na żydowskich dzieciach. Za takie rzekome mordy rytualne Gross uznaje chrzczenie żydowskich dzieci bez pozwolenia ich rodziców. W sytuacji, gdy dzieci tak bardzo często podrzucano bezimiennie pod klasztory, a ich przechowywanie w klasztorach groziło niechybną śmiercią wszystkich zakonników w przypadku odkrycia choćby jednego żydowskiego dziecka przez Niemców. Trudno sobie nawet wyobrazić większą nikczemność od takiego oskarżenia wysuwanego przez Grossa pod adresem ludzi, którzy przez lata ryzykowali swoje życie dla ratowania żydowskich bliźnich! W tomie MSZ zabrakło rzeczy najważniejszej – stanowczego odrzucenia fałszów o rzekomym całkowitym zablokowaniu w Polsce po 1944 r. możliwości zwrotu mienia żydowskiego Żydom. Pisałem już w „Naszym Dzienniku” w tekście „Jak kłamie prof. Safjan”, jak niebezpieczne dla sprawy Polski jest podtrzymywanie tego typu fałszów Grossa. To właśnie one mają posłużyć „przedsiębiorstwu holokaust”, reprezentowanemu przez żydowskich adwokatów w ich haniebnych próbach wyciśnięcia szantażem na Polakach 65 milionów dolarów odszkodowania za mienie żydowskie. Całkowite pominięcie przez publikację MSZ polskich, gruntownie uargumentowanych dowodów w tej sprawie (teksty prof. J. Radziłowskiego, M.J. Chodakiewicza, R. Tyndorfa i moje), stanowi coś niebywale skandalicznego.

W tomie MSZ zabrakło większości argumentów polskich autorów krytykujących fałsze Grossa całkowicie negującego rolę komunistów żydowskich w sowietyzacji Polski i innych krajów Europy Środkowej. Zabrakło przypomnienia o rozmiarach kolaboracji dużej części Żydów na Kresach, tak przemilczanej przez Grossa. W tekście książki MSZ zamieszczono niemal wyłącznie teksty, w których odrzucano tezy o roli sowieckiej prowokacji w zajściach antyżydowskich w Kielcach – poza dopuszczającymi różne warianty przyczyn zajść kieleckich tekstami J. Żaryna i B. Szaynok.

Taka selekcja, takie pominięcia są prawdziwym skandalem kompromitującym MSZ! Jak widać, niewiele się ono zmieniło od czasów zarządzania nim przez Geremka czy Cimoszewicza. Zapewne nowej minister p. A. Fotydze ciągle nie udaje się zapanować nad fatalnymi pozostałościami po poprzednich rządach. W świetle przywołanych przykładów na prawdziwą groteskę zakrawa podane we wstępie stwierdzenie, że tom ten reprezentuje jakoby polski punkt widzenia. Istna komedia!

Wybryki fanatyczki Aliny Całej

Szczególnie ponury obraz stosunku Polaków do Żydów znajdujemy w w wywiadzie z dr Aliną Całą przeprowadzonym przez Marcina Fabjańskiego. Przypomnijmy tu, że pracująca od wielu lat w Żydowskim Instytucie Historycznym dr Cała znana jest ze skrajnie fanatycznych osądów Polski i Polaków. Faktycznie może ona już dziś być uznana za najskrajniejszą tropicielkę rzekomego polskiego antysemityzmu i nacjonalizmu; wręcz bezapelacyjnie dzierży swoistą palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie. Jej pierwszy większy „popis” pod tym względem stanowiła wydana w 1989 r. książka o asymilacji Żydów w latach 1864-1897. Ta wydana przez PIW za polskie pieniądze książka stanowiła w istocie skrajny paszkwil na szczególnie bliski Polakom nurt Żydów asymilatorów, tj. polskich patriotów żydowskiego pochodzenia, którzy dążyli do pełnego zespolenia z polskością. Cała z pasją atakowała i „demaskowała” ich „złudzenia” co do Polaków, wyszydzała jako rzekomy frazes twierdzenie o polskiej gościnności i wdzięczności Żydów za nią, pisała o „antysemickim” liberalizmie Prusa i Świętochowskiego.

W 112. numerze „Gazety Wyborczej” w 1990 r. Alina Cała popisała się szczególnie skrajnym atakiem na rzekomy antysemityzm i faszyzm części Kościoła katolickiego w Polsce. Po wymienieniu przypadków zdewastowania grobów na wolskim cmentarzu prawosławnym, napaści na afrykańskich studentów we Wrocławiu, pogróżek pod adresem organizatorów Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, Cała zarzuciła części duchowieństwa wspieranie tego typu akcji (!!!), stwierdzając: „(…) Szczególnie godne ubolewania jest poparcie części kleru katolickiego dla takich akcji oraz jego zaangażowanie się w działalność polityczną organizacji endeckich i neofaszystowskich”. Z tekstem Całej był zmuszony polemizować nawet współpracownik „Gazety Wyborczej” Jarosław Lindenberg, zapytując: „Ciekaw jestem, gdzie Autorka spotkała księży (a może także biskupów?) popierających używanie przemocy wobec mniejszości narodowych, czy też zaangażowanych w działalność polityczną organizacji neofaszystowskich”. Lindenberg skrytykował występującą u Całej obsesję budzenia atmosfery spisków i podejrzliwości wobec Kościoła katolickiego

Później przyszła pełna różnych fanatycznych uogólnień na temat „polskiego antysemityzmu” książka A. Całej „Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej”. I tę właśnie dr Całą, żarliwą propagatorkę fanatycznych uprzedzeń części środowisk żydowskich na temat Polski i Kościoła katolickiego, uznano za odpowiednią osobę do reprezentowania „polskiego punktu widzenia” w książce MSZ, w której zabrakło miejsca dla profesorów Wolniewicza, Musiała, Radziłowskiego czy tak znanego naukowca polskiego w USA, jak Chodakiewicz, czy mnie. Anonimowemu „selekcjonerowi” z MSZ najwyraźniej przypadł do gustu kolejny pełen nienawiści wobec Polaków wyskok A. Całej – jej wywiad udzielony M. Fabjańskiemu z 13 lipca 2006 r. Wywiad kolejny raz pokazał, że fantazje A. Całej w oczernianiu Polaków dosłownie nie mają granic. Na przykład według A. Całej tylko w okresie między 1935 a 1937 r. w Polsce rzekomo doszło do ponad 100 pogromów, które spowodowały ponad 200 zabójstw. W odniesieniu do sytuacji w czasie II wojny światowej Cała kłamliwie zarzuciła, jakoby Polacy całkowicie wykluczali Żydów ze swej martyrologii. Twierdziła, że Armia Krajowa rzekomo nie akceptowała Żydów, nie kierowała ich do walki, a jedynie wraz z kobietami i dziećmi do budowy fortyfikacji. W odpowiedzi na te stwierdzenia można jakże odmienne w treści wyznania Żydów, żołnierzy AK, choćby słynnego S. Aronsona z Izraela. Można również udowodnić, że były sfery działań AK wręcz zdominowane przez Żydów – np. BIP (Biuro Informacji i Propagandy). W odniesieniu do okresu pierwszych lat powojennych Cała wyraźnie podtrzymywała kreślony przez Grossa zdeformowany czarny obraz stosunku Polaków do Żydów. Twierdziła, że tysiąc lub więcej Żydów zamordowali jakoby Polacy z chęci rabunku lub z nienawiści. Świadomie przemilczała przy tym fakt, że Żydzi w pierwszych latach powojennych ginęli głównie nie jako Żydzi, a jako funkcjonariusze partii komunistycznej, bezpieki, informacji wojskowej czy zwykli donosiciele. Doktor Cała mówiła w swym wywiadzie o trzech pogromach: w Krakowie, Kielcach i Rzeszowie, gdzie żadnego Żyda nie zabito. Dodała do tego twierdzenie o rzekomych masowych mordach na Żydach dokonywanych przez zdegenerowanych żołnierzy podziemia do spółki z lokalną ludnością. Zaatakowała przy tym Kościół katolicki, oskarżając go o rzekomy, szczególnie silny antysemityzm.

Stachanowiec zafałszowań i manipulacji (A. Żbikowski)

W książce MSZ nie zabrakło oczywiście miejsca dla dr. Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, którego można uznać za swoistego stachanowca zafałszowań i manipulacji w tekstach o stosunkach polsko-żydowskich. Żbikowski od lat robi, co może, aby maksymalnie wybielić Żydów i równocześnie „odpowiednio” uczernić Polaków. Nader typowa pod tym względem była jego praca pt. „Żydzi polscy pod okupacją sowiecką 1939-1941”, zamieszczona w „Studiach z dziejów Żydów w Polsce” (Warszawa 1995, t. II). Tekst Żbikowskiego obfitował w konsekwentne przemilczenia licznych, bardzo znaczących faktów z historii Żydów pod rządami sowieckimi. Przemilczenia te stanowiły świadome zafałszowywanie historii. U Żbikowskiego zabrakło jakiejkolwiek najdrobniejszej nawet informacji o tym, że zbolszewizowani Żydzi dopuścili się w owym okresie licznych mordów na Polakach (m.in. w Małej Brzostowicy i Grodnie w 1939 r. oraz w klasztorze dominikanów w Czortkowie w 1941 r.). Piszę o tym szerzej w „Przemilczanych zbrodniach” (Warszawa 1999, s. 47-68). Przypomnijmy, że o wiele rzetelniejsza od Żbikowskiego badaczka, tak jak on związana z Żydowskim Instytutem Historycznym – Teresa Prekerowa – w „Najnowszych dziejach Żydów w Polsce w zarysie do 1950” (Warszawa 1993, s. 304) pisała wprost, że Żydzi: „Przyczyniali się do dekonspirowania pozostających w ukryciu oficerów Wojska Polskiego, przedwojennych urzędników, wyższych funkcjonariuszy państwowych i działaczy politycznych, powodując ich aresztowania, a czasem utratę życia”.

Żbikowski maksymalnie pomniejszał rolę żydowskich komunistów w nadzorowaniu aparatu przemocy, panoszeniu się w sowieckiej administracji na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Milczał o bardzo wydatnej roli odegranej przez żydowskich komunistów w antypolskiej propagandzie i w walce z Kościołem, bardzo znaczącej roli żydowskiej targowicy literackiej we Lwowie w latach 1939-1941, o roli żydowskich komunistów w depolonizacji szkolnictwa i ich szczególnie dużym zaangażowaniu w zabójcze selekcje Polaków do deportacji na Sybir. Świetną ilustracją manipulacyjnych metod A. Żbikowskiego było świadome okaleczenie cytowanego przez niego raportu kuriera Jana Karskiego z lutego 1940 r. poprzez opuszczenie przy cytowaniu jego najmocniejszego, najbardziej krytycznego dla Żydów fragmentu, a mianowicie zdań: „Gorzej jest, gdy denuncjują oni [Żydzi – JRN] Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski”.

Podobny typ przemilczeń i zafałszowań cechuje ponad 110-stronicowe opracowanie A. Żbikowskiego „Antysemityzm, szmalcownictwo, współpraca z Niemcami a stosunki polsko-żydowskie pod okupacją niemiecką”, publikowane w wydanej w 2006 r. przez IPN książce „Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały” pod redakcją tegoż A. Żbikowskiego.

Rozpisując się na temat antysemityzmu Polaków, Żbikowski konsekwentnie przemilcza skutki antypolskich zachowań komunistów żydowskich na Kresach Wschodnich, a także antypolskiego zachowania różnych komunizujących Żydów pod okupacją niemiecką w czasie wojny. A mógłby znaleźć na ten ostatni temat aż nadto wymowne stwierdzenia w przedstawionym przez innego autora tekście publikowanym w redagowanej przez Żbikowskiego książce. W opracowaniu Dariusza Libionki (op.cit., s. 62-63) czytamy o „licznych tekstach pojawiających się w konspiracyjnej prasie niektórych ugrupowań wchodzących później w skład ŻOB [Żydowskiej Organizacji Bojowej – JRN], w których entuzjazm wobec ZSRS sąsiadował z obojętnością wobec losu Polski.(…)Niektóre z wypowiedzi zawierające pochwały paktu Ribbentrop-Mołotow i całkowicie ignorujące polską rację stanu, mogły być postrzegane w kategoriach zdrady i potwierdzać prawdziwość antyżydowskich stereotypów”. Warto tu dodać, że po wojnie maksymalnie wysławiano w polskich mediach wyłącznie jedną jedyną organizację bojową w warszawskim getcie – tj. wspomnianą Żydowską Organizację Bojową (ŻOB), w której walczyli Anielewicz i Edelman. Wysławiano ją, gdyż była marksistowska i komunizująca. Równocześnie zaś całkowicie przemilczano znacznie liczniejszą i o wiele bardziej zasłużoną w czasie walk w getcie prawicową i propolską organizację – Żydowski Związek Wojskowy, w której walczył m.in. szereg Żydów oficerów WP.

Przykłady niezwykłej stronniczości i tendencyjności A. Żbikowskiego można by długo wyliczać również przy omawianiu jego najnowszej książki „U genezy Jedwabnego” (2006 r.). Ta najświeższa publikacja stanowi swego rodzaju „szczytowe” osiągnięcie w całym „dorobku” A. Żbikowskiego w dziedzinie zafałszowywania historii i dlatego chciałbym ją później omówić w odrębnym artykule w „Naszym Dzienniku”.

Dobrzy Żydzi i źli Polacy

Patologicznym wręcz przykładem jednostronności i tendencyjności w obrazie stosunków polsko-żydowskich była książka A. Żbikowskiego „Żydzi” (Wrocław 2000), wydana w bardzo pięknie ilustrowanej serii „A to Polska właśnie”. Żbikowski konsekwentnie przedstawiał wszelkie przyczyny spięć między obu narodami według schematu: dobrzy Żydzi i źli Polacy. I tak już na s. 35-37 pisał on o tumultach antyżydowskich w Polsce, „kolejnych odsłonach spektaklu nienawiści”, tłumacząc je głównie skutkami polskiego religijnego fanatyzmu, traktowaniem Żydów jak kozła ofiarnego. Ani zdaniem w tym kontekście nie wspomniał o takich przyczynach niechęci do Żydów, jak uprawianie przez nich lichwy i wyciskanie na dłużnikach spłat bardzo wysokiego oprocentowania. A mógłby pod tym względem sporo się dowiedzieć choćby z pracy bez porównania rzetelniejszego od niego żydowskiego autora Emila Deichesa (Łunińskiego) pt. „Sprawa żydowska w czasie Sejmu Wielkiego”, wydanej w 1891 roku. Deiches pisał m.in.: „(…) grunt w Polsce do nienawiści był sposobny i podatny. Żydzi uprawiali tu lichwę bardzo wysoką, dochodzącą do połowy wysokości wypożyczonej sumy, skutkiem czego wyzyskiem gnietli uboższą szlachtę i mieszczaństwo. Poznańscy lichwiarze Aaron wraz z zięciem Danielem lub Musco (Mosiek) bez przerwy procesują się z Wielkopolanami o zaległe procenty i kapitały, i biorą znaczną nadwyżkę, ponad dywidendę legalną, określoną statutem Kazimierza Wielkiego”.

Zdumiewające, jak nieskończenie kłamliwy i stronniczy jest Żbikowski w porównaniu choćby z historią największego żydowskiego XIX-wiecznego historyka Heinricha Graetza. Żbikowski np. wspomina o stosunkach między Żydami a Kozakami wyłącznie w kontekście kozackich win wobec Żydów, pisząc (op.cit., s.39): „Bardzo licznych na Wołyniu żydowskich dzierżawców i arendarzy nikt nie bronił przed gwałtami kozackimi”. Heinrich Graetz pisał natomiast w ósmym tomie swojej jakże ciekawej „Historii Żydów” (cyt. za wydaniem z 1929 r. w Warszawie, s. 365-367): „Magnaci chcieli Kozaków przerobić na przynoszących zyski poddanych (…), a Żydzi przy cudzym ogniu upiec własną pieczeń i grać rolę panów nad tymi pariasami. Przywłaszczyli sobie nad nimi władzę sędziowską i krzywdzili ich w sprawach cerkiewnych. Nic też dziwnego, że gnębieni Kozacy jeszcze bardziej może nienawidzili Żydów niż swych wrogów szlacheckich i duchownych, gdyż więcej z nimi mieli do czynienia (…). Gdy po stłumieniu buntu [Pawluka – JRN] wzmogła się niedola Kozaków, służyli Żydzi, jak przedtem, za narzędzie ich ucisku. Wierząc w przepowiednie kłamliwego Zoharu, oczekiwali w roku 1648 przybycia Mesjasza i doby zbawienia, w której mieli zapanować nad światem, i z tego powodu poczynali sobie bezwzględniej niż zwykle. Nie ominęła ich krwawa pomsta i dotknęła zarówno winnych, jak niewinnych”.

Z książki Żbikowskiego nie dowiemy się dosłownie nic o jakże fatalnej i szkodliwej roli Żydów jako karczmarzy i dzierżawców w eksploatowaniu chłopów polskich. Dla zobrazowania tej kwestii wcale nie trzeba sięgać tylko do bardzo ostrych potępień u autorów polskich typu ks. Stanisława Staszica, który oskarżał Żydów o „wyniszczanie włościan”. Mógłbym długo wyliczać publikacje zagranicznych autorów z XVII i XVIII w., w których wciąż powtarzały się słowa niezwykle ostrej krytyki pod adresem Żydów z powodu roli odgrywanej przez nich w uciskaniu ludu polskiego (np. w tekstach J. Sachsa, Wrocław 1665, H. Conrigusa, Genewa l675, M. Baudeau, Paris 1771, G. Mablyego, London 1781, G. Forstera, Berlin 1791, H. Vautrina, Paris 1807). G. Forster pisał o Żydach polskich: „Żydzi rujnują chłopów, sprzedają im na kredyt wódkę, niszczą zdrowie całych pokoleń. Nędznym, nie wypieczonym chlebem zwabiają dzieci wiejskie do swych szynków i dają im do picia wódkę, aby ich do niej od młodości przyzwyczajać”. Warto przypomnieć, co pisał na temat ucisku chłopów polskich przez Żydów znakomity autor żydowski, prof. Israel Shahak z Izraela, szlachetny humanista, jakże odległy w swym pisarstwie od niegodnych krętactw A. Żbikowskiego: „Żydzi, szczególnie na wschodnich terenach Polski, zatrudniani byli w charakterze bezpośrednich nadzorców i gnębicieli pańszczyźnianych chłopów.(…)Żydzi byli(…)bezpośrednimi ciemięzcami chłopów (…), najwięcej cierpieli chłopi, gnębieni zarówno przez panów, jak i przez Żydów (…)” (por. I. Shahak, Żydowskie dzieje i religia. Żydzi i goje. XXX wieków historii, Warszawa – Chicago 1997, s. 91).

Na s. 167-169 swej książki Żbikowski rozpisuje się o polskim antysemityzmie. Ani słowem nie wspomina jednak o fatalnej roli przybyłych z Rosji do Polski w końcowych dziesięcioleciach XIX w. dziesiątkach tysięcy Żydów rosyjskich, tzw. litwaków, w zatruciu wzajemnych stosunków polsko-żydowskich. Mógłby zaś na ten temat dowiedzieć się bardzo wiele nie tylko od autorów polskich (od B. Prusa po prof. J. Pajewskiego), ale i od rzetelnych autorów żydowskich, od których mógłby się uczyć uczciwości i obiektywizmu. Choćby od tak znakomitego historyka żydowskiego pochodzenia, jak Wilhelm Feldman (1869-1919), który w swej historii polskiej myśli politycznej pisał m.in.: „Przybysze, przez ortodoksów miejscowych wzgardliwie zwani litwakami, wnoszą język i zwyczaje rosyjskie, utrzymują stosunki handlowe z Rosją i często świadomie czy bezwiednie stają się żywiołem rusyfikacyjnym (…). Żydzi rosyjscy w Warszawie założyli dzienniki żargonowe, nie znając mowy polskiej zaczęli odnosić się do niej wrogo, w ogóle występować wobec społeczeństwa polskiego prowokacyjnie.(…)Czując, iż tylko z Żydami rosyjskimi tworzą potęgę, stali się centralistami rosyjskimi – tym samym stając w opozycji do najżywotniejszych interesów polskich”. Bardzo popularny w swoim czasie żydowski pisarz i publicysta z Niemiec Benjamin Segel pisał na ten temat w świetnej i tak niesłusznie dziś zapomnianej książce „Die polnische Judenfrage” (Kwestia żydowska w Polsce), Berlin 1916, o negatywnych skutkach przybycia litwaków do Polski, iż: „Oni mówili tylko po rosyjsku (…), oni byli nawet wbrew swej woli, przez naturalny bieg rzeczy szermierzami („die Vorkämpfer”) potęgi, która ich wypędziła ze starej ojczyzny”.

Niechętne Polakom bezpodstawne uogólnienia A. Żbikowskiego znajdujemy również w przeróżnych fragmentach jego opisu dziejów Żydów w XX wieku. Na przykład czytamy na s. 246, jakoby „większość Polaków była zadowolona z zamknięcia Żydów w getcie”. Zupełnie inny wybielający ton stosuje natomiast Żbikowski przy omawianiu zachowań Żydów. Widoczne jest to np. w kreślonym przez niego obrazie roli Judenratów i policji żydowskiej. Żbikowski nawet jednym słowem nie wspomniał o ogromnym okrucieństwie policji żydowskiej wobec swoich rodaków, o biciu i rabowaniu Żydów przez policjantów żydowskich.

Można podziwiać łamańce stylistyczne, z pomocą których Żbikowski próbuje wybronić rolę jakże wielu komunistów żydowskich w NKWD i UB. Na s. 271 pisze np., że: „Wielu Żydów wstąpiło do NKWD po to właśnie, by tropić morderców swoich rodzin”. Pomniejszając rolę żydowskich komunistów w sowietyzacji Polski, pisze na s. 274: „Dziś jeszcze nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak duży był udział osób pochodzenia żydowskiego w aparacie państwowym. Znamy jedynie nazwiska kilkunastu osób, które doszły na sam szczyt władzy – m.in. Jakub Berman, Hilary Minc, Jerzy Borejsza; wiadomo też, że około 13 proc. stanowisk kierowniczych Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowały osoby pochodzenia żydowskiego (…)”. Cierpiącemu na chorobliwą ignorancję A. Żbikowskiemu wyjaśnię, że znane są nazwiska setek komunistów żydowskich, którzy dostali się na szczyty władzy, a nie tylko kilkunastu. Łatwo się o tym przekonać, zaglądając choćby do moich „Nowych kłamstw Grossa” (Warszawa 2006, s. 165-274).

Szokuje fakt, że tak zakłamana, oczerniająca Polaków książka Żbikowskiego została wydana z finansową pomocą polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki (!), co zapewniło jej m.in. przepiękną szatę graficzną.

Anonimowy autor wyboru MSZ-owskiego w Żbikowskim znalazł kolejnego autora, na którego zawsze można liczyć, jeśli tylko chce się mocno oszkalować Polaków. Wymowny był już sam tytuł przedrukowanego w książce MSZ tekstu wywiadu z A. Żbikowskim dla „Dziennika” z 5 lipca 2006 r.: „To był przypadek czystki etnicznej”. Żbikowski jednoznacznie tłumaczy zajścia antyżydowskie w Kielcach 4 lipca 1946 r. jako rzekomo świadomie podjętą przez Polaków czystkę etniczną, i stwierdza to wbrew opinii przeważającej części autorów badających historię kieleckich wydarzeń. Żbikowski stanowczo odrzuca twierdzenia o roli komunistycznych służb specjalnych w zorganizowaniu zajść antyżydowskich, głosząc całkowicie fałszywie, jakoby twierdzenia te zostały odrzucone przez IPN. Wśród przedziwnych zafałszowań podanych w wywiadzie Żbikowskiego znajdujemy m.in. gołosłowne twierdzenie, jakoby jednym z motywów kieleckich zajść była straszna perspektywa rozliczenia części Polaków za kolaborację z Niemcami. Wśród innych szokująco kłamliwych twierdzeń Żbikowskiego jest m.in. ocena, że do eskalacji antysemickich nastrojów i w konsekwencji do zabijania Żydów doprowadził jakoby strach przed zdemaskowaniem mafijnych transakcji wokół sprzedaży mienia żydowskiego. Ocena ta jest wręcz groteskowa w sytuacji, gdy zważymy, że we wspomnianych mafijnych transakcjach dominowali głównie Żydzi (por. Wokół Jedwabnego, IPN, Warszawa 2002, t. 2, s. 379-387).

Można tylko zdumiewać się, że taki spec od zafałszowań i manipulacji, jak A. Żbikowski pozostaje ciągle w odnawiającym się IPN głównym specjalistą od stosunków polsko-żydowskich. W żadnym razie nie dziwi za to wyeksponowanie właśnie Żbikowskiego w tak tendencyjnej i szkodliwej anglojęzycznej publikacji polskiego MSZ, w której świadomie pominięto polskich autorów o dużo większym od Żbikowskiego dorobku i prestiżu naukowym. W następnym publikowanym wkrótce dokończeniu mego tekstu o kompromitującym wydawnictwie MSZ omówię m.in. teksty niektórych innych autorów promowanych przez MSZ kosztem autorów reprezentujących polski punkt widzenia w sprawie Grossa.

drukuj