Protokół rozbieżności
Europejski Bank Centralny chce wzmocnić zasady dyscypliny w projekcie
paktu fiskalnego, Bruksela zabiega o kompetencje dla siebie, Polska marzy o
miejscu przy stole w strefie euro. O ostatecznym kształcie paktu rozstrzygnąć
muszą politycy na zbliżającym się unijnym szczycie.
Wobec poważnych rozbieżności politycznych ekspertom krajów Unii Europejskiej nie
udało się uzgodnić treści projektu paktu fiskalnego, który forsują Niemcy z
pomocą Francji. Po czwartkowych wieczornych negocjacjach zdecydowano, że projekt
dokumentu zostanie przedłożony do rozstrzygnięcia na poziomie politycznym.
Najpierw 24 stycznia zapoznają się z nim ministrowie finansów krajów Unii,
zasadnicze decyzje zaś podejmą szefowie państw, którzy zbiorą się 29 stycznia na
szczycie Unii. Będzie to szczyt przygotowawczy przed kolejnym szczytem 1 marca,
podczas którego dokument ma być przyjęty. Tymczasem głosy krytyki pod adresem
projektu płyną praktycznie ze wszystkich stron. Europejski Bank Centralny
ocenia, że pakt w obecnej wersji jest zbyt łagodny w kwestii dyscypliny
budżetowej. Jeden z dyrektorów EBC Joerg Asmussen wezwał do doprecyzowania
reguły wyjątkowej, która pozwala państwom sygnatariuszom w nadzwyczajnych
przypadkach zwiększać deficyty ponad próg 0,5 proc. PKB. Zdaniem EBC, odstępstwa
od zasady powinny być możliwe tylko w przypadkach katastrof naturalnych i
sytuacji, na które rząd nie ma żadnego wpływu. Także szef EBC Mario Dragi
zaapelował o sformułowanie wyjątków od zasady w sposób niedwuznaczny. EBC chce
także większej kontroli Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości nad
przestrzeganiem paktu. Eurodeputowani z kolei krytykują projekt paktu za to, iż
redukuje on rolę Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, których
przedstawiciele m.in. nie będą uczestniczyć w spotkaniach eurostrefy, zaś głos
Komisji w kwestii sankcji dla krajów za brak dyscypliny będzie praktycznie
wyłączony. Narasta też krytyka paktu ze strony państw UE. – Kraje zaczynają
tracić cierpliwość, te same cele można było osiągnąć bez traktatu
międzyrządowego – podaje PAP, powołując się na anonimowe źródło.
Mniej chętnych do paktu
– Sądzę, że mimo sporów strefa euro przyjmie pakt fiskalny, chociaż politycy
będą musieli go dociskać kolanem. Niemniej jednak pakt nie rozwiąże realnych
problemów strefy euro. To tylko kupowanie czasu, żeby wierzyciele mogli się
wycofać z zagrożonych obligacji, inwestorzy – wycofać aktywa z bankrutujących
krajów do bezpiecznych regionów, a politycy tacy jak Sarkozy – wygrać
nadchodzące wybory – komentuje dr Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista, poseł PiS. –
Skutkiem przyjęcia paktu będzie spadek wzrostu gospodarczego lub nawet recesja w
tych krajach i w efekcie wzrost zadłużenia, czyli relacji długu do PKB, np. z 80
do 120 proc. PKB – przewiduje Kuźmiuk. – Nic dziwnego, że inwestorzy patrzą na
te posunięcia z rosnącym niepokojem – zauważa. Wobec sprzeciwu Wielkiej
Brytanii, która zablokowała wzmocnienie dyscypliny budżetowej w formie traktatu
obowiązującego całą Unię Europejską, Niemcy i Francja zaproponowały zawarcie w
tej sprawie paktu, tj. umowy międzyrządowej, obligatoryjnej dla krajów
eurostrefy i otwartej dla krajów UE spoza euro. Dobrowolny akces do paktu,
jeszcze przed poznaniem jego treści, zadeklarowały: Polska, Dania, Litwa, Łotwa,
Rumunia i Bułgaria. Szwecja zgłosiła szereg wątpliwości, ale wstępnie
zadeklarowała przystąpienie. Węgry nie zajęły jednoznacznego stanowiska,
uzależniając decyzję od postanowień umowy. Planowana jest na ten temat debata w
węgierskim parlamencie. Czesi, ustami prezydenta Vaclava Klausa, zapowiedzieli,
że paktu nie podpiszą. Polska, po początkowych deklaracjach poparcia, po
zapoznaniu się z treścią paktu wypowiada się bardziej wstrzemięźliwie niż na
początku.
– Decyzja Polski o przystąpieniu do umowy będzie podjęta, gdy będzie gotowy jej
ostateczny kształt – powiedział wczoraj Mikołaj Dowgielewicz, minister ds.
europejskich. Rządowi nie podoba się w pakcie przede wszystkim to, że nie będzie
mógł uczestniczyć w szczytach eurostrefy. Innych konsekwencji, jak utrata
suwerenności budżetowej kraju oraz przekreślenie szans rozwojowych Polski, zdaje
się nie dostrzegać. Projekt paktu wprowadza obowiązek nieprzekraczania przez
kraje 0,5 proc. PKB deficytu strukturalnego, pod groźbą automatycznych sankcji
finansowych. Na straży tej "złotej zasady", wpisanej do konstytucji lub ustaw,
będzie stał Europejski Trybunał Sprawiedliwości, do którego kraje będą wnosić
skargi na siebie nawzajem.
– Obawiam się, że premier Tusk, mimo poważnych zastrzeżeń, zgłosi akces Polski
do paktu – twierdzi Kuźmiuk. – Potem rząd będzie starał się przeprowadzić
ratyfikację paktu zwykłą większością głosów, chociaż umowy polegające na
przekazaniu suwerennych kompetencji na poziom międzynarodowy wymagają większości
konstytucyjnej. Rząd jednak wpadł na pomysł, że najpierw przegłosuje, iż w
przypadku paktu nie dochodzi do zrzeczenia się suwerenności… Skoro można
ustalić w głosowaniu, że czarne jest białe, to wszystko jasne – mówi Zbigniew
Kuźmiuk.
Małgorzata Goss
