Prokuratura pyta o wrak
– Obecnie przygotowujemy takie zapytanie. Powinno ono zostać przekazane
stronie rosyjskiej w najbliższym czasie. Przedmiotem tego pisma będą m.in.
pojawiające się w ostatnich dniach medialne informacje dotyczące mycia i
czyszczenia wraku tupolewa – wyjaśnia kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej
Prokuratury Wojskowej.
Czy w liście do Rosjan pojawi się pytanie o środki chemiczne, jakie
ewentualnie zostały użyte do czyszczenia? Na ten temat prokuratura się nie
wypowiada.
10 kwietnia Rosjanie dopuścili obecnych na uroczystościach w Smoleńsku
dziennikarzy do zabezpieczonych fragmentów samolotu. Z wykonanych fotografii
jasno wynikało, że ocalałe szczątki samolotu zostały dokładnie wymyte.
Prokuratura zastrzega, że strona rosyjska nie informowała polskich śledczych o
tym, iż są jakiekolwiek plany oczyszczenia wraku czy jego części. Dopytywana,
czy umycie wraku wpłynie negatywnie na śledztwo, prokuratura deklaruje, że w tej
sprawie na razie wstrzymuje się od ocen. – W tym momencie nie oceniamy tego,
ponieważ nie mamy tej informacji potwierdzonej procesowo. Jeśli zostanie
potwierdzona, będziemy ją analizować – mówi kpt. Maksjan.
Czy wyczyszczenie wraku należy traktować jako zacieranie śladów? – Wojskowa
prokuratura nie jest właściwa do ścigania obcokrajowców, którzy na terenie
swojego państwa popełnili przestępstwa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej –
odpowiada nasz rozmówca.
W ocenie prawników, sprawą powinna zająć się prokuratura powszechna, która
może postawić zarzuty niedopełnienia obowiązków urzędniczych konkretnym
przedstawicielom Federacji Rosyjskiej. Dochodzenie w sprawie niszczenia wraku
prowadzi warszawska prokuratura okręgowa. – My prowadzimy dochodzenie w sprawie
utrudniania postępowania karnego poprzez to, że ten wrak w jakiś sposób był
uszkadzany. Jeżeli prokuratura wojskowa wskaże nam, że to mycie wraku w jakiś
sposób utrudniło jej postępowanie karne, to się tym zajmiemy. Samo mycie wraku
nie jest dla nas przestępstwem – tłumaczy prokurator Dariusz Ślepokura, rzecznik
prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jak zauważa prof. Piotr Kruszyński, karnista, w sprawie czyszczenia tupolewa
powinny zostać podjęte działania na szczeblu dyplomatycznym, szczególnie ze
strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Do informacji o wypucowaniu wraku nie chciał się natomiast odnieść szef MON
Tomasz Siemoniak. – Jeśli z punktu widzenia prokuratora generalnego, co bardzo
wyraźnie powiedział, zbadano dokładnie wrak, zbadano dokładnie i skopiowano
skrzynki i ta sprawa nie jest problemem dla naszej prokuratury, to pozostaje mi
to tylko przyjąć – stwiedził. Ocenił przy tym, że prokuratorzy powinni szerzej
informować opinię publiczną o postępach śledztwa. – Chcemy nie tego, żeby to
śledztwo toczyło się szybciej. Niech się toczy zgodnie z wszelkimi procedurami,
o których mówi prokurator generalny. Natomiast powinniśmy być informowani, co,
jak i dlaczego – przekonywał Siemoniak.
Tego samego zdania są prawnicy. – Wiem, że śledztwo nie może być prowadzone w
blasku kamer. Ale w tej sprawie, tak bulwersującej opinię publiczną, kiedy jest
tak dużo znaków zapytania, uważam, że zasłanianie się przez prokuraturę często
dobrem śledztwa jest tylko ruchem operacyjnym. To jest pożywka dla wszelkich
opinii, z zamachem włącznie. Rozumiem, że nie można ujawniać wszystkiego, że
także rozmowy dyplomatyczne muszą być prowadzone w atmosferze poufności. Nie
może być jednak tak, że opinia publiczna nie wie nic na ten temat, a prokuratura
wymiguje się jakimiś ogólnikami – ocenia Kruszyński.
Zaskoczony "bardzo odświeżonym" wyglądem elementów wraku jest prokurator
generalny Andrzej Seremet, który stwierdził jednak, że nie dopatruje się w
działaniu Rosjan złych intencji. – Podejrzewam, że podejmowano je z dobrą wolą –
podkreślał wczoraj, zapewniając, że szczątki zostały bardzo dokładnie przebadane
przez polskich biegłych. – Jeszcze jesienią ubiegłego roku grupa polskich
biegłych, i to nie fotografów, a biegłych z autorytetem, zajmujących się
badaniem wraków od lat, przeprowadziła badania tego wraku na miejscu. Dotychczas
nie zgłosili oni potrzeby przeprowadzenia dodatkowych badań. Nieważne, gdzie one
są, ważne, jak były badane – zaznaczył.
W wydanym wczoraj wspólnym komunikacie Prokuratury Generalnej i Naczelnej
Prokuratury Wojskowej, sygnowanym przez prokuratora Mateusza Martyniuka,
rzecznika PG, oraz płk. Zbigniewa Rzepę, rzecznika NPW, śledczy stwierdzają, że
zespół biegłych, liczący 21 osób, dokonał stosownych badań i pomiarów wraku i
szczątków samolotu. Biegli przeprowadzili też odpowiednie badania geofizyczne. Z
komunikatu wynika jednocześnie, że polscy biegli przy użyciu
najnowocześniejszych metod sporządzili opinię fizykochemiczną. Badaniom poddano
przedmioty osobiste i odzież ofiar katastrofy – nie wykazały one śladów użycia
jakichkolwiek materiałów wybuchowych. Z komunikatu nie wynika jednak, by takim
badaniom został poddany wrak. Jest za to mowa o suwerennym śledztwie polskim,
ani słowa wyjaśnienia natomiast, dlaczego wrak zbadano półtora roku po
katastrofie.
– Jest bardzo ważne, kiedy dowody, w tym oczywiście wrak samolotu, zostały
zbadane. Badania wraku powinny nastąpić zaraz po katastrofie, nie ma co do tego
żadnych wątpliwości. Dowody bada się niezwłocznie zaraz po zdarzeniu – zauważa
prof. Kruszyński. – Nie mam cienia wątpliwości, że umycie tego wraku z punktu
widzenia procesowego to działanie całkowicie nieracjonalne, a wręcz szkodliwe.
Można zmyć wtedy większość śladów biologicznych, o ile one były – ocenia
prawnik.
Argumentację tę podtrzymują policjanci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik".
– Wiele razy przy śledztwach badaliśmy różne narzędzia, przedmioty, urządzenia,
samochody. I nikomu nie przyszło do głowy ich mycie przed sprawdzeniem
wszystkich śladów, zrobieniem zdjęć. Po prostu dowód musi być w takim stanie, w
jakim był na miejscu zdarzenia, inaczej okazałby się nieprzydatny w śledztwie. A
ponadto wnioski z jego badań mogłyby być podważane w sądzie przez którąś ze
stron – mówi jeden z mazowieckich policjantów (ponad 20 lat służby kryminalnej).
Jak podkreśla, za niewłaściwe obchodzenie się z dowodami, które może doprowadzić
do zatarcia śladów, funkcjonariusze mogą być karani dyscyplinarnie lub
finansowo. Prokurator Ślepokura mówi, że celowe niszczenie dowodu procesowego
podlega penalizacji (art. 231 kk odnoszący się do niedopełniania obowiązków
służbowych).
PiS: Musi wrócić do Polski
Wczoraj Klub Parlamentarny PiS złożył w Sejmie projekt uchwały
obligującywładze Federacji Rosyjskiej do oddania Polsce dowodów katastrofy z 10
kwietnia 2010 roku pozostających na terenie Federacji Rosyjskiej, a będących
własnością Rzeczypospolitej Polskiej. Jak czytamy w dokumencie, chodzi przede
wszystkim o wrak samolotu Tu-154M. "Wrak samolotu Tu-154M, mimo upływu dwóch lat
od katastrofy, nadal nie został oddany w ręce polskich śledczych, by mogli oni
gruntownie przebadać jeden z najważniejszych dowodów rzeczowych w sprawie" –
piszą sygnatariusze uchwały. Autorzy projektu zwracają uwagę, że strona polska
nadal nie ma dostępu do oryginalnych materiałów dowodowych, w tym zapisów z
rejestratorów lotu, wszystkich dokumentów z sekcji zwłok czy też danych
dotyczących stanu lotniska Siewiernyj w dniu 10 kwietnia 2010 roku. – Z tego
powodu polskie organy śledcze nie są w stanie podejmować ważnych działań
wyjaśniających przyczyny katastrofy. W dodatku szczątki tupolewa zostały
"wymyte" przez Rosjan. Dlatego zwracamy się do marszałek Sejmu z wnioskiem, żeby
jeszcze podczas tego posiedzenia Sejmu taka uchwała została przyjęta. (…)
Zobaczymy, czym kieruje się większość rządząca w Sejmie, czym kieruje się pani
marszałek Ewa Kopacz. To jest test – mówił na wczorajszej konferencji prasowej
szef klubu Mariusz Błaszczak.- Rosja testuje na naszym państwie, jak daleko może
się posunąć w relacjach, które nie mają charakteru partnerskiego – dodał.
– Wrak jest czyszczony. Tak być nie może, by ostatnie ślady zostały
zniszczone. Liczę na to, że Sejm położy kres z kpienia z suwerenności
Rzeczypospolitej Polskiej – wtórował mu Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego
zespołu wyjaśniającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. – Widzieli państwo
wybijane szyby w tym wraku, widzieli państwo, ten wrak był cięty, teraz z kolei
jest czyszczony. Tak być nie może, aby resztki śladów zniszczyć. To wszystko
dzieje się przy absolutnej bezradności, bezwolności i akceptacji de facto tego
stanu rzeczy przez rząd pana Donalda Tuska – skwitował Macierewicz.
Prokuratura pokazuje dorobek
Prokuratura reasumuje w komunikacie swoje dokonania w trwającym dwa lata
śledztwie. Wymiernymi efektami jej działań mają być: zbadanie czarnych skrzynek,
wraku, ekshumacja ciał ofiar katastrofy, zabezpieczenie znalezionej na miejscu
tragedii odzieży i przedmiotów należących do ofiar katastrofy. Mimo pozostawania
czarnych skrzynek i wraku na terenie Federacji Rosyjskiej zostały one poddane
badaniom przez polskich biegłych. Polscy eksperci przeprowadzili zaplanowane
czynności przy użyciu własnego sprzętu, stosując uznane przez nich za właściwe
metody badawcze. Rezultatem tych prac jest opinia fonoskopijna Instytutu
Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Prokuratura wyklucza możliwość ingerencji w
autentyczność zapisów wszystkich trzech rejestratorów Tu-154M. "Dokładnie rok
temu prokuratura stwierdziła publicznie, że zgromadzony dotąd materiał dowodowy
nie dostarczył podstaw do przyjęcia, by katastrofa była wynikiem zamachu" –
czytamy w komunikacie. Prokuratura przyznaje, że były nieprawidłowości w
dokumentacji sądowo-medycznej sporządzonej przez stronę rosyjską. Jednocześnie
podaje, iż wynik sekcji zwłok jednej z ofiar wskazuje, że obrażenia są
charakterystyczne dla ofiar katastrof lotniczych. "Ustalenia śledztwa wskazują,
że na pokładzie samolotu nie było żadnych dokumentów ani urządzeń zawierających
informacje niejawne. Stwierdzenie to dotyczy również – budzącego wiele
nieuzasadnionych emocji – telefonu satelitarnego. Był on elementem wyposażenia
samolotu, nierejestrującym treści prowadzonych rozmów" – piszą prokuratorzy. I
zapewniają, że polska prokuratura prowadzi suwerenne śledztwo w oparciu o
przepisy prawa. Nie było i nie jest możliwe utworzenie wspólnego zespołu
śledczego z prokuratorami rosyjskimi, bowiem tamtejsze przepisy nie znają takiej
instytucji. Całkowicie pozbawione racji jest zatem twierdzenie o "oddaniu
śledztwa" stronie rosyjskiej – podaje prokuratura.
Z tezami śledczych nie zgadzają się pełnomocnicy rodzin. Ich zdaniem,
prokuratura zbyt słabo starała się o zwrot dowodów rzeczowych, za późno podjęła
decyzję o ekshumacji ciał ofiar, co uniemożliwia wręcz ustalenie przyczyn
katastrofy, niewłaściwie zadbała o zabezpieczenie przedmiotów należących do
ofiar. Prawnicy podważają też opinię prokuratury dotyczącą utworzenia wspólnego
zespołu śledczego. Powołują się przy tym na ekspertyzę docent Beaty Bieńkowskiej
z Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu
Warszawskiego. Wynika z niej, że w świetle deklaracji prezydenta Miedwiediewa,
który w rozmowie telefonicznej z premierem Tuskiem zaproponował wspólne
śledztwo, oraz polskiego i rosyjskiego kodeksu postępowania karnego takie
procedury mogły być zastosowane. Jak przypomina mecenas Rafał Rogalski, artykuł
589b polskiego kodeksu postępowania karnego wyraźnie stanowi, że możliwe jest
wspólne śledztwo pomiędzy dwoma państwami, jeśli obie strony wyrażą na to zgodę.
Zapis kpk odnosi się do sytuacji, gdy dane zdarzenie miało miejsce na terenie
kraju UE. Ale jednocześnie nie wyklucza, by w drodze umowy międzynarodowej –
jeżeli do zdarzenia doszło poza UE – mogło być zawarte stosowne porozumienie co
do powołania wspólnego zespołu śledczego. Umowa międzynarodowa nie ogranicza się
jedynie do umów pisemnych. Zarówno praktyka, jak i orzecznictwo trybunałów
międzynarodowych znają ustną formę umów międzynarodowych. Prokurator generalny
musi jednak wystąpić z inicjatywą do strony drugiej. – Nikt tu jednak nie
wystąpił z taką inicjatywą. W mojej ocenie, prokuratura wykazała tu kompletną
niezaradność i brak kreatywności. Z mojego punktu widzenia zajęłoby to najwyżej
dwa dni, tylko trzeba było chcieć – ocenia Rogalski.
Anna Ambroziak
