Prokuratura przyznaje się do błędu
Wojskowa prokuratura odwołała z zespołu biegłych wyjaśniających
okoliczności katastrofy samolotu Tu-154M eksperta, który ze względów
proceduralnych w ogóle nie powinien się w nim znaleźć.
Sprawę szeroko opisywał wczoraj "Nasz Dziennik". Jak ustaliliśmy, w zespole
biegłych pracujących dla Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzącej
śledztwo w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M znalazł się pilot Wiesław
Franczak, który wcześniej w śledztwie został przesłuchany jako świadek. Taką
podwójną rolę w jednym postępowaniu wyklucza jednak kodeks postępowania karnego.
Przepis wyraźnie też zaznacza, że opinia wydana przez osobę, która biegłym
zostać nie mogła, nie może być traktowana jako dowód. Taka sytuacja prawna
mogłaby zadecydować o podważeniu całej opinii, nad którą obecnie pracuje zespół
biegłych.
Po interwencji "Naszego Dziennika" prokuratorzy zweryfikowali listę ekspertów i
między wierszami przyznali się do popełnienia błędu. – W zespole biegłych
powołanych postanowieniem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie z dnia 3
sierpnia 2011 roku rzeczywiście znalazł się pan Wiesław Franczak. Po
stwierdzeniu przez prokuraturę, że wymieniony był wcześniej, w toku śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej,przesłuchiwany w charakterze świadka – co stanowi
negatywną przesłankę do bycia biegłym w przedmiotowej sprawie -Wojskowa
Prokuratura Okręgowa w WarszawieodwołałaWiesława Franczaka z zespołu biegłych –
poinformował nas płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury
Wojskowej.
Major rezerwy Wiesław Franczak był przesłuchiwany jako świadek w sierpniu
ubiegłego roku. Został wezwany przez prokuraturę, ponieważ jako pilot w
specpułku współpracował z pilotami, którzy zginęli w katastrofie. Z informacji
"Naszego Dziennika" wynika, że Franczak był też wypytywany o proces szkolenia w
jednostce i ewentualne nieprawidłowości w tym zakresie. Jako biegły w zespole –
z doświadczeniem lotniczym w prawym fotelu Tu-154M – pracował nad problematyką z
zakresu pilotażu i szkolenia lotniczego.
Jak ustaliliśmy, oprócz Franczaka do zespołu zostali jeszcze powołani dwaj byli
pracownicy służb inżynieryjnych specpułku – Jerzy Janiszewski oraz Stanisław
Podskarbi. W tym przypadku jednak – jak zapewnił nas płk Rzepa – nie stwierdzono
formalnych przeszkód do powołania do pracy w zespole, gdyż "osoby te nie były
przesłuchiwane w charakterze świadków w śledztwie smoleńskim". Naczelna
Prokuratura Wojskowa nie odpowiedziała jednak na pytania o to, kto decydował o
ostatecznym kształcie zespołu oraz kto zweryfikował i zatwierdził decyzję. Nie
otrzymaliśmy też komentarza dotyczącego losów efektów prac biegłego, w tym obaw
o możliwość ich podważenia.
W ocenie mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika kilku rodzin poszkodowanych w
katastrofie, powstały problem był wynikiem braku właściwego nadzoru nad
postępowaniem oraz zbytniego obciążenia obowiązkami prokuratorów referentów. Jak
zauważył w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", nie bez znaczenia było tu
ograniczenie dostępu do akt śledztwa i wprowadzenie zakazu wykonywania ich
fotokopii. To sprawiło, że nawet pełnomocnicy nie mogą swobodnie zapoznać się z
materiałem dowodowym, a to oznacza mniejszą kontrolę nad śledztwem. Jak
przyznał, sprawa na pewno wymaga interwencji. – Wydaje się, że już najwyższy
czas, aby głos zabrali politycy, ale tu pojawia się problem, gdyż usytuowanie
prokuratury po zmianach przeforsowanych przez PO jest takie, że poseł ma bardzo
ograniczoną możliwość żądania wyjaśnień od prokuratora generalnego. Inne byłyby
uprawnienia posłów, gdyby funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora
generalnego pełniła ta sama osoba – ocenił mec. Kownacki.
Parlamentarzyści jednak chcą wyjaśnić całą sprawę. – Na pewno będziemy w tej
sprawie interweniowali – zapewnił nas Antoni Macierewicz, poseł PiS, szef
Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia
2010 roku. Jak zaznaczył, możliwości parlamentarzystów niestety są tu
ograniczone do prawa żądania informacji, a i to może nie przynieść skutku, bo w
praktyce prokuratura może uchylić się od obowiązku jej udzielenia. – Inne
instytucje mają obowiązek udzielenia nam informacji. Uważamy ponadto, że i
prokuratura go ma, ale ta po wprowadzeniu zmian w prokuraturze interpretuje tę
sprawę nieco inaczej. To oznacza, że zapewne będziemy szukali wyjaśnień i
będziemy interweniowali u wszystkich innych instytucji, szukając drogi do
znalezienia odpowiedzialnych za powstałą sytuację. Jeżeli dojdziemy do wniosku,
że mamy do czynienia z działaniem świadomym, wówczas możemy też złożyć do
prokuratury doniesienie o przestępstwie i będziemy bardzo uważnie pilnować,
także na etapie sądowym, by sprawy nie zamieciono pod dywan – dodał poseł. Jego
zdaniem, wytknięty prokuraturze błąd może być efektem głębszych
nieprawidłowości, a nie tylko skutkiem braku nadzoru nad śledztwem czy zbytniego
obciążenia prokuratorów referentów. – To jest najbardziej przychylne
wyjaśnienie, ale nie możemy wykluczyć, że mogą być także inne. Na pewno będziemy
próbowali dotrzeć do wszystkich okoliczności z tym związanych – zapewnił poseł.
Marcin Austyn
