Prokuratura oczyszcza Pasionka
Śledztwo w sprawie prokuratora Marka Pasionka zostało wczoraj
umorzone. Warszawska prokuratura zakończyła tym samym postępowanie w związku z
podejrzeniem o ujawnienie tajemnicy śledztwa smoleńskiego. To nie koniec
kłopotów jedynego cywila w wojskowej prokuraturze – czeka go jeszcze dotyczące
tej samej sprawy postępowanie.
– Decyzja o umorzeniu śledztwa jest prawomocna – powiedziała rzecznik
Prokuratury Okręgowej w Warszawie Monika Lewandowska. Pasionek nie krył
zadowolenia w rozmowie z PAP. Liczy na to, że tak samo zakończy się jego sprawa
dyscyplinarna. Lewandowska poinformowała, że śledztwo zostało umorzone w pięciu
wątkach. W kwestiach dotyczących udzielania dziennikarzom informacji oraz
ujawnienia nieuprawnionej osobie tajemnicy śledztwa w okresie od września do
grudnia zeszłego roku umorzenie nastąpiło z powodu niewykrycia sprawcy.
Natomiast w wątku dotyczącym spotkania 7 czerwca 2010 r. z przedstawicielami
ambasady USA umorzenie uzasadniono "brakiem danych uprawdopodobniających
popełnienie przestępstwa". Brak znamion przestępstwa był z kolei powodem
umorzenia w wątku podejrzenia fałszywych zeznań "poprzez zaprzeczanie o
wykonanych połączeniach telefonicznych".
Śledztwo dotyczące domniemanego ujawnienia nieuprawnionym osobom, w tym
dziennikarzom, informacji na temat śledztwa smoleńskiego prowadziła początkowo
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Badała m.in. "ujawnienie osobie
nieuprawnionej informacji stanowiącej tajemnicę służbową", co jest zagrożone
karą do trzech lat więzienia, oraz "rozpowszechnianie publiczne wiadomości
pochodzących z postępowania przygotowawczego", za co grożą dwa lata pozbawienia
wolności. W czerwcu prokuratura wojskowa poinformowała, że ponieważ
"uprawdopodobniła wersję", że ujawnienia tajemnicy dopuścił się prokurator
prokuratury wojskowej, który nie jest oficerem, lecz osobą cywilną, sprawę
skierowano do prokuratury w Warszawie.
Media, głównie "Gazeta Wyborcza", podawały w czerwcu, że Pasionek miał
zwracać się nieoficjalnie do przedstawicieli USA, agentów CIA i FBI z ambasady w
Warszawie, w sprawie dowodów przydatnych w śledztwie w sprawie katastrofy
smoleńskiej i przekazać im część materiałów z polskiego postępowania. Miał też
udzielać informacji ze śledztwa posłom PiS oraz dziennikarzom. W tym kontekście
wymieniano m.in. "Nasz Dziennik". Nasza redakcja już 14 czerwca wskazywała na
błędną interpretację przez autora artykułu w "Gazecie Wyborczej" billingów
połączeń telefonicznych Pasionka, ponieważ nikt z naszej redakcji z prokuratorem
się nie kontaktował. Prokuratura tego wątku w ogóle nie podjęła.
W październiku prokuratura informowała, że Pasionek został przesłuchany jako
świadek w tej sprawie. Jednocześnie te same zarzuty badane są też w ramach
postępowania dyscyplinarnego. Prokurator od października ma zarzuty w sprawie
"przecieków" ze śledztwa smoleńskiego. – Rzecznik dyscyplinarny w Naczelnej
Prokuraturze Wojskowej skierował 2 grudnia do sądu dyscyplinarnego w NPW wniosek
o wszczęcie przeciw prok. Pasionkowi postępowania dyscyplinarnego – powiedział
PAP kpt. Marcin Maksjan z NPW. Dyscyplinarne postępowania wobec prokuratorów są
tajne z mocy prawa.
W czerwcu naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski zawiesił
Pasionka w związku z podejrzeniem ujawnienia przez niego tajemnic śledztwa w
sprawie katastrofy. Pasionek odwołał się od tej decyzji, ale prokurator
generalny Andrzej Seremet w listopadzie utrzymał zawieszenie. Sam Pasionek
podkreślił w rozmowie z PAP, że "wie, co robił i czego nie zrobił". – W mojej
ocenie, moje czyny nie zawierały znamienia żadnego przestępstwa i w tym sensie
byłem spokojny o swój los. Obiektywny i rzetelny prawnik, po rzetelnym zebraniu
dowodów, tak oceni sprawę – oświadczył prokurator.
Piotr Falkowski
