Prokuratura – iluzoryczna niezależność
Wykluczenie przez prokuraturę hipotezy zamachu (z powodu braku dowodów)
jako jednej z przyczyn katastrofy smoleńskiej jest decyzją co najmniej
zdumiewającą. Przygotowywano nas na długotrwałe postępowanie, tymczasem
prokuratura już po roku zakończyła śledztwo w sprawie zamachu na rządowy samolot
z prezydencką delegacją udającą się do Smoleńska. Oczywiście zgodnie z zasadami
postępowania przygotowawczego istnieje możliwość powrotu do wersji zamachu. Ale
skoro już teraz prokuratura uznaje, że nie ma potrzeby badania tego wątku, to
zachodzi przypuszczenie, że już nigdy do niego nie wróci, zajęta innymi wątkami,
tym bardziej że chce zakończyć całe śledztwo do 10 października br., czyli
jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.
Politycy opozycji komentowali decyzję prokuratury jako polityczną i
przedwczesną, szczególnie że podjętą tuż przed obchodami pierwszej rocznicy
tragedii. Przedwczesność to przede wszystkim rezygnacja z badania
najważniejszego dowodu w sprawie, czyli czarnych skrzynek tupolewa. Za zgodą
polskiej prokuratury zostały one przekazane Rosjanom i zgodnie z decyzją szefa
MSWiA Jerzego Millera pozostaną w Rosji aż do zakończenia śledztwa i
postępowania sądowego. Podobnie postąpiono z wrakiem tupolewa, którego badanie
tuż po katastrofie, jak zapewnia minister Antoni Macierewicz, uniemożliwił
akredytowany przy MAK płk Edmund Klich. Wrak także pozostanie w Smoleńsku aż do
zakończenia rosyjskiej procedury.
Równie zdumiewające jest umorzenie postępowania w sprawie afery hazardowej w
związku z brakiem dowodów popełnienia przestępstwa. Te dwie sprawy zmuszają do
zastanowienia się nad kondycją prokuratury po zmianach, jakich dokonano w
październiku 2009 roku.
Jeden z głównych postulatów wyborczych Platformy Obywatelskiej polegał na
rozdzieleniu funkcji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Miało
to sprzyjać większej niezależności prokuratury, która poprzez unię personalną w
osobie prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości stanowiła dotąd część
władzy wykonawczej i była często oskarżana o polityczne motywy działania. Za
zmianą zagłosowały zgodnie SLD, PO i PSL, a klubem wyrażającym sprzeciw było
PiS. Przeciwny ustawie o rozdzieleniu funkcji prokuratora generalnego i ministra
sprawiedliwości pozostał do końca śp. prezydent Lech Kaczyński. Wobec odrzucenia
jego weta był zmuszony podpisać ustawę.
Zwolennicy ustawy odwoływali się do podobnych amerykańskich i europejskich
rozwiązań, podkreślając szansę uwolnienia się prokuratury od podejrzeń o
uleganie wpływom bieżącej polityki. Co ciekawe, nie wspomnieli, że także w Rosji
prokuratura jest oddzielona od resortu sprawiedliwości i oficjalnie uznawana za
niezależną od władzy wykonawczej. Zreformowana prokuratura miała działać
sprawniej i przejrzyściej dzięki poddaniu jej nadzorowi i kontroli przez
premiera (poprzez składanie rocznych sprawozdań). Dużą nadzieję wiązano z
umocowaniem prokuratora generalnego w jego niezależności (m.in. 6-letnia
kadencja i tryb odwołania z funkcji).
W imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego zapisy ustawy kwestionował podsekretarz
stanu jego kancelarii minister Andrzej Duda. Zwracał uwagę na mało precyzyjne
przepisy ustawy w sprawie odwołania prokuratora generalnego z funkcji, gdy
zostanie mu postawiony zarzut sprzeniewierzenia się ślubowaniu. Ta potencjalna
groźba to większe, a nie mniejsze uzależnienie od bieżącej polityki. Ponadto
premier, zapewniając sobie wgląd w sprawozdanie prokuratora generalnego,
wyłączył się z prawnej możliwości zwracania się do prokuratora generalnego z
żądaniem wyjaśnień w konkretnej sprawie śledczej. Dlatego dziś z taką łatwością
komunikuje nam, że to niezależna prokuratura prowadzi śledztwo, do którego nie
ma on żadnego wglądu ani oczywiście na które nie ma żadnych możliwości wpływu.
Kolejną wątpliwość może budzić zapis, który zabrania prokuratorom wyższego
szczebla wydawania prokuratorom prowadzącym śledztwo poleceń typu procesowego. W
starych zapisach istniało prawo do wydawania takich poleceń na piśmie, a w
przypadku odmowy – prawo do otrzymania uzasadnienia decyzji. Czy dziś
prokuratorzy nadzorujący śledztwa w zakresie czynności procesowych nie wydają
poleceń? Do wątpliwych rozwiązań należy w końcu i to, które umożliwia anulowanie
decyzji prokuratora prowadzącego śledztwo przez jego przełożonego i nakazanie mu
przygotowania innej, nowej decyzji czy postanowienia do zatwierdzenia.
Ustawa wzmocniła rolę prokuratorów wyższych szczebli, szczególnie prokuratora
generalnego, kosztem niezależności prokuratorów wykonujących codzienną mozolną
śledczą robotę. Równocześnie zdjęła z rządu brzemię odpowiedzialności za
najpoważniejsze śledztwa, w tym śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale
także, o czym się specjalnie nie mówi, polityczną odpowiedzialność za
bezpieczeństwo obywateli. A liczba przestępstw gospodarczych, w tym
korupcyjnych, stale rośnie. Najbardziej jednak wzrosła liczba przestępstw
narkotykowych, i to jeszcze przed legalizacją posiadania "małej ilości"
narkotyków. Rząd wykreował większy popyt, podaż, tym samym ilość przestępstw.
Ale za ten mechanizm nie można obwiniać prokuratury, gdyż jej szef nie ma już
nic wspólnego z rządem, i vice versa.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.
