Arogancja władzy
Premier Tusk podjął decyzję, aby w ekspresowym tempie doprowadzić do
uchwalenia budżetu państwa na rok 2012, a zarazem do przedstawienia planów
finansów na lata 2011-2014. Nigdy od upadku PRL w 1989 roku żaden rząd i premier
nie forsowali takiego tempa uchwalenia budżetu. W poprzednich latach założenia
były znane najwcześniej w czerwcu, a sam projekt we wrześniu. Tym razem, jeśli
rząd przyjmie budżetowe założenia teraz, to według zapewnień resortu finansów
wstępny projekt ma być znany w ciągu miesiąca. Potem czekałyby go konsultacje z
Komisją Trójstronną i przyjęcie przez rząd. Może się to stać na przełomie maja i
czerwca. Zaraz potem budżet będzie już w Sejmie. Parlament miałby wtedy na
uchwalenie ustawy czas do końca lipca – przed wakacyjną przerwą, która zaczyna
się w sierpniu.
To typowy przykład tego, co w polityce określane jest jako arogancja władzy,
co było typowe za komuny, zwłaszcza w epoce Gierka i w dekadzie stanu wojennego.
Arogancję władzy napotykamy na każdym kroku. Gołym okiem widać, jak rząd PO
traktuje społeczeństwo: obywatelami są tylko ci, którzy są z Platformy, a reszta
to typowi petenci.
W minionych pięciu latach zatrudnienie w administracji publicznej wzrosło o sto
tysięcy osób, tyle ile liczy polska armia. Czy pamiętają Państwo, jak premier
Tusk przyznał się do porażki i obiecał poprawę: zatrudnienie zostanie obniżone o
10 procent? Tymczasem mamy kryzys państwa, czego skutkiem jest lawinowy wzrost
zatrudnienia w administracji. Już nikt nad tym nie panuje, zresztą te zjawiska
są w literaturze dobrze zdiagnozowane, jest to choroba organizacji pod nazwą
syndromu Parkinsona.
W okresie rządu Tuska z każdym kwartałem rosła liczba urzędników, na których
utrzymanie trzeba będzie płacić coraz wyższe podatki. Ci urzędnicy muszą mieć
zajęcie, więc będą wydłużali procedury decyzyjne, będą nękali obywateli i firmy
większą liczbą pism i kontroli. Będą też coraz skuteczniej blokowali wszelkie
próby racjonalizacji kosztów w administracji.
Oprócz zbytecznych urzędników wzrasta również gwałtownie liczba strażników
miejskich oraz ochroniarzy z firm ochroniarskich. Zachodzi oczywiście pytanie o
sensowność takich zabiegów. Natomiast Tusk jako premier drastycznie zmniejszył
liczbę żołnierzy Wojska Polskiego, spada liczba nauczycieli w szkołach oraz
policjantów. Państwo polskie ponownie staje się wrogie i nieżyczliwe swoim
obywatelom. Zwykli Polacy tak jak za PRL coraz częściej są poniewierani przez
tych, którzy powinni im pomagać i służyć. W wyniku politycznej selekcji
negatywnej do rządów nad Polakami dostają się miernoty, ludzie niekompetentni,
często skorumpowani. Nigdy dotąd w całej historii Polski, nawet za komuny, nie
było takiej armii urzędników! Wszechogarniająca biurokracja coraz bardziej
zaciska pętlę na gardle zwykłych Polaków – już prawie nic nie da się normalnie
załatwić, wszędzie najpierw odmowa, a potem można pisać odwołania do urzędników,
którzy niejednokrotnie zdają się na własne widzimisię w podejmowaniu decyzji. W
labiryncie często bzdurnych i wykluczających się wzajemnie przepisów Polacy
tracą bezproduktywnie swoją energię, inicjatywy i czas. Praktyka jest taka, że
najlepiej obywatelowi odmówić, niech się odwołuje, skarży i przechodzi całą tę
gehennę, aż mu się znudzi. Pod tym względem do normalności nam niestety bardzo
daleko. Arogancja władzy w Polsce występuje na każdym kroku. Obywatelską jest
tylko Platforma Obywatelska, natomiast zwykli obywatele III RP liczą się coraz
mniej, z każdym rokiem stają się coraz bardziej ubezwłasnowolnieni przez
dokuczliwe przepisy, represyjne urzędy, bezdusznych urzędników. Czy znowu
aktualne jest zawołanie: ŻEBY POLSKA BYŁA POLSKĄ?
Charakterystycznym elementem arogancji władzy premiera Tuska jest polityczny
marketing zwany też PR, czyli robienie ludziom wody z mózgu. To wszystko już
było, tylko za komuny nazywało się prościej: propaganda sukcesu. Propagandą nie
da się na długo przesłonić kryzysu państwa i pogardy wobec własnych obywateli.
Obywatele wcześniej czy później zapytają bowiem: Jeżeli jest tak dobrze, to
dlaczego jest tak źle? Wzrost podatków nakładanych przez rząd PO, a szczególnie
drastyczny wzrost cen artykułów powszechnego i codziennego użytku, powoduje, że
Polacy trzymają się za kieszeń w sklepach, na stacjach benzynowych, w marketach.
To wywołuje opór społeczny, a opór społeczny przekształca się w obywatelskie
nieposłuszeństwo. Tak jest – rządy Platformy zwanej "Obywatelską" spowodowały
sytuację, że zbliżamy się do krytycznego punktu, jakim jest nieposłuszeństwo
obywatelskie wobec władzy. Przyczyną jest nie tylko arogancja władzy, ale także
jej alienacja, czyli wyobcowanie władzy od społeczeństwa. To jest coraz bardziej
widoczne, zwłaszcza że w kwietniu, maju i czerwcu dojdzie prawdopodobnie w
Polsce do wiosny protestów całych dużych grup zawodowych. Stoczniowcy,
nauczyciele, kolejarze, służba zdrowia, pracownicy uczelni już zapowiedzieli
masowe manifestacje. Ludzie nie chcą być ubezwłasnowolnieni. Premier Tusk przy
pomocy propagandowej manipulacji potrafił ubezwłasnowolnić Polaków na ponad trzy
lata. Wygląda też na to, że Tusk zrezygnował z publicznego grania w piłkę.
Czyżby zawodnicy się wykruszyli? Czyżby drużyna PO rozsypała się w ciągu trzech
lat?
Józef Szaniawski
