Prokuratura bada przeciek „Wyborczej”

Zawiadomienie o podejrzeniu "wykorzystywania służb specjalnych do
dyskredytacji niektórych kandydatów w wyborach" do prokuratora generalnego
Andrzeja Seremeta były szef ABW Bogdan Święczkowski złożył pod koniec września.
Prokuratura Generalna zdecydowała o przekazaniu sprawy Prokuraturze Okręgowej w
Warszawie. Zawiadomienie wpłynęło tam 14 października.

Dotyczy ono publikacji "Gazety Wyborczej", sugerującej, że Agencja
Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod kierownictwem Święczkowskiego i z inspiracji PiS
podejmowała działania operacyjne wobec syna byłego prezydenta Lecha Wałęsy –
Jarosława, polityka Platformy Obywatelskiej. Mowa o artykułach pt. "Jak PiS
polował na Wałęsę" i "Polowanie na młodego Wałęsę" autorstwa Wojciecha
Czuchnowskiego, które ukazały się w jednym z wrześniowych wydań "GW" (a więc w
trakcie kampanii wyborczej), a w których zrelacjonowano przebieg jednego ze
spotkań w kancelarii premiera za czasów rządów PiS, wiosną 2007 roku.
Święczkowski miał przekazać wtedy Jarosławowi Kaczyńskiemu informacje o
rzekomych powiązaniach Jarosława Wałęsy ze światem przestępczym, a Kaczyński
miał powiedzieć: "Przez młodego wyjdziemy na starego". W obu publikacjach jest
mowa o "tajnym szyfrofaksie", który miał potwierdzać, że ABW podjęła działania
operacyjne wobec Jarosława Wałęsy. Gazeta przytacza treść notatki. Początek jest
typową informacją operacyjną, jakich tysiące wytwarzają służby specjalne.
Naczelnik wydziału zamiejscowego w Zakopanem delegatury ABW w Krakowie mjr
Robert Szopiński informuje, że "w ramach prowadzonych czynności operacyjnych
uzyskano informację dotyczącą osób związanych ze zorganizowaną strukturą
przestępczą z terenu Trójmiasta. Grupa ta wedle naszej wiedzy zajmowała się
przemytem narkotyków z terenu Białorusi oraz fałszowaniem środków płatniczych.
Powiązana jest prawdopodobnie z polskimi przestępcami z terenu Niemiec. Główną
postacią miał być Daniel Andrzej Zacharzewski ps. "Zachar"". W notatce podano
też, że Jarosław Wałęsa ma być rzekomo powiązany z Zacharzewskim.
– Mogę powiedzieć tylko tyle, że trwa postępowanie sprawdzające – mówi rzecznik
Prokuratury Okręgowej w Warszawie Monika Lewandowska. Nie ujawniła, jakie
czynności są wykonywane w tym postępowaniu. Poinformowała tylko, że kończy się
ono w ciągu miesiąca od wpłynięcia doniesienia decyzją o wszczęciu śledztwa lub
odmową.
– Dziwi mnie ta odpowiedź prokuratury. Przecież w publikacji "Wyborczej" doszło
niewątpliwie do ujawnienia tajemnicy państwowej. "Wyborcza" ujawniła treść
ściśle tajnego dokumentu ABW – komentuje Święczkowski.
Jego zdaniem, prokuratura nie powinna prowadzić postępowania sprawdzającego, ale
od razu wszcząć w tej sprawie śledztwo. Warto zaznaczyć, że w zawiadomieniu do
PG Święczkowski wnioskował, by prokuratura przesłuchała go jako
zawiadamiającego, ze względu na to, że nie wszystkie informacje mógł on zawrzeć
w samym zawiadomieniu jako dokumencie jawnym. Dotąd nie został on jednak na to
przesłuchanie wezwany.
Mecenas Marcin Madej, prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście w
latach 2004-2005, podkreśla, że prokuratura działa prawidłowo. – Prokuratura w
postępowaniu sprawdzającym powinna ustalić, jaka jest obecna klauzula tego
szyfrofaksu. Ma 30 dni na te ustalenia. Jeśli będzie z nich wynikać, że jest to
dokument niejawny, to niewątpliwie doszło do naruszenia prawa i prokuratura
powinna wszcząć śledztwo – podkreśla Madej. – Jeśli notatka była objęta klauzulą
niejawności, to jej ujawnienie byłoby naruszeniem kodeksu karnego, a konkretnie
art. 265 i 266 – dodaje.
Święczkowski podkreśla, że nikt z ABW, gdy był jej szefem, nie podejmował
działań inwigilujących w sposób bezprawny jakichkolwiek obywateli. A tym
bardziej polityków. Były szef ABW, który w ostatnich wyborach do Sejmu startował
z listy PiS w okręgu wałbrzyskim jako kandydat niezależny i bezpartyjny,
zaznacza, że publikacje "Wyborczej" w sposób bezprawny usiłowały wpłynąć na
wybory parlamentarne, służyły jedynie dyskredytacji jego kandydatury, podważaniu
jego kompetencji, uczciwości i prawości w oczach jego potencjalnych wyborców.
Twierdzi też, że publikacje "GW" naraziły na szwank jego dobre imię. – Artykuły
te potwierdzają tezę o prowadzeniu przez niektóre środowiska "brudnej" kampanii
wyborczej. Napisałem też list otwarty do premiera Donalda Tuska z pytaniem, czy
w czasie kampanii wyborczej inwigilują byłych szefów służb specjalnych. I czy
wykorzystują te służby do prowokacji politycznych w czasie kampanii.
Odpowiedziano mi tylko, że nie miało to miejsca – mówi Święczkowski.

Anna Ambroziak
 

drukuj