Prezydentura Gaucka
Świetlana postać", "prezydent serc", "rzecznik narodu" – Joachim Gauck,
były pastor i szef Urzędu ds. Akt Stasi, w swoim kraju jest niemal legendą. W
niedzielę, 18 marca, Zgromadzenie Federalne wybierze go na prezydenta po tym,
jak urząd ten przedwcześnie i w niesławie opuścił Christian Wulff. Oczekiwania
wobec Gaucka są ogromne, niektórzy widzą w nim nawet kogoś, kto ma odnowić
niemiecką demokrację. Sam Gauck stara się trochę studzić entuzjazm swoich
rodaków i mówi: "Nie jestem supermanem ani człowiekiem bez wad". Ale jego rodacy
wierzą, że będzie dobrym prezydentem, więc cieszy się dużym społecznym poparciem
i zaufaniem.
Wolność dla dorosłych
Joachim Gauck nie należy do żadnej partii. To sprawia, że jest dla obywateli
o wiele bardziej wiarygodny niż jego poprzednicy. Pozwala wierzyć, że będzie
kierował się interesem narodu, a nie partyjną arytmetyką. Jest także człowiekiem
wolnym od żądzy władzy. W 1990 r. rozważano jego kandydaturę na stanowisko
burmistrza Rostocku, jednak on odrzucił tę propozycję. Tak samo zachował się,
kiedy CSU chciała go wyznaczyć jako kontrkandydata dla Johannesa Raua w wyborach
prezydenckich w 1999 roku.
– W naszym monotonnym politycznym establishmencie Joachim Gauck jest jak
świeży powiew – mówi Vera Lengsfeld, niemiecka publicystka i działaczka
opozycyjna z czasów NRD, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Wskazuje, że Gauck
to pierwszy kandydat na prezydenta, który jest kandydatem obywateli, i że bez
nacisku ze strony opinii publicznej nie miałby szans. – Gauck jest osobą, która
nie porusza się w ciasnych granicach politycznych rozgrywek o władzę i nie wdaje
się w żadne kombinacje. To się ludziom podoba – podkreśla publicystka.
Joachim Gauck zapowiada, że motywem przewodnim jego prezydentury będzie
wolność. Wolność i demokracja to słowa klucze jego publicznej działalności.
Urodzony w Niemczech Wschodnich Gauck już jako kilkuletni chłopiec wiedział, że
socjalizm to system bezprawia. Doświadczył tego szczególnie boleśnie, kiedy w
1951 r. Sowieci aresztowali i zesłali na Sybir jego ojca. To dlatego za młodu
trzymał się z daleka od młodzieżówek komunistycznych, a następnie wybrał studia
teologiczne oraz urząd pastora. Nie stronił od krytyki enerdowskiej
Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec, przez co znalazł się na celowniku Stasi.
– Gauck zna cenę wolności i wie, że jest to wartość niezbywalna. Osobiste
przesłanie swojej prezydentury uwiarygodnił dotychczasowym życiem – podkreśla w
rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Matthias Matussek, dziennikarz i publicysta.
Niektórzy zarzucają Gauckowi, że przedkłada wolność nad sprawiedliwość.
Tymczasem "wolność dla dorosłych", którą proponuje były szef ds. Akt Stasi,
idzie w parze z odpowiedzialnością. – Wolność jest ważniejsza od solidarności.
Wzięcie odpowiedzialności za innych oznacza dla Gaucka poprawienie ich warunków
życia, umożliwienie im zatroszczenia się o samych siebie, a nie oczekiwanie na
pomoc – tłumaczy Vera Lengsfeld.
Nowe wektory polityki
Gauck nie chce państwa opiekuńczego, które by matkowało swoim obywatelom, ale
stworzenia warunków do bycia samodzielnym. – Według niego, solidarne
społeczeństwo ma umożliwiać każdej jednostce bycie obywatelem – podkreśla
publicystka. Vera Lengsfeld zwraca też uwagę na rewolucyjność tego typu
deklaracji na niemieckiej scenie politycznej, której aktorzy próbują prześcignąć
się w okazywaniu troski, a przy tym wydają się oferować ochronę przed lękami,
które wcześniej sami podsycali. Tak było w przypadku strachu przed globalnym
ociepleniem, pyłem wulkanicznym, chorobą wściekłych krów czy też świńską grypą.
– Joachim Gauck stawia na zachęcanie, a nie na straszenie. Na różnorodność zdań,
a nie konformistyczną presję. Pokazuje, że niezależność i wolność są możliwe.
Krótko mówiąc, wraz z wyborem Gaucka na prezydenta ożywiony zostałby duch zmian
z 1989 r., który przyniósłby kolejne owoce. A to dobrze zrobiłoby naszemu
krajowi – podsumowuje Lengsfeld.
Kiedy jeszcze nie było przesądzone, na kogo postawi Angela Merkel, rozważane
były m.in. kandydatury Thomasa de Maiziřre (CDU) i Franka-Waltera Steinmeiera (SPD).
W przeprowadzanych sondażach uzyskiwali oni jednak dużo niższe poparcie, niż
były pastor z Rostocku, nie wspominając już o innych politykach. Bettina Röhl,
niemiecka dziennikarka i publicystka, autorka głośnej książki "Zabawa w
komunizm!", mówi, że spośród wszystkich nazwisk, jakie się pojawiały, właśnie
Gauck jest najlepszym kandydatem. – Jest mniej podatny na medialny mainstream od
pozostałych. Inaczej mówiąc, potrafi myśleć autonomicznie – podkreśla w rozmowie
z "Naszym Dziennikiem".
Joachim Gauck ma odwagę mówić o rzeczach niewygodnych i drażliwych. Jedną z
takich spraw, którą większość polityków omija szerokim łukiem, jest prawo do
życia. W Niemczech każdego roku w łonach matek zabijane są setki tysięcy dzieci.
Nic więc dziwnego, że z wyborem Gaucka na prezydenta Niemiec nadzieje wiążą
obrońcy życia w tym kraju. – We wszystkim, co robił, daleki był od politycznej
poprawności i dał się poznać jako patriota. Aborcję określał jako krzywdę i
niesprawiedliwość, angażował się również w inicjatywy antykomunistycznego
Międzynarodowego Towarzystwa Praw Człowieka (ISHR) – przypomina w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" Mathias von Gersdorff, aktywista ruchów pro-life,
przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Obrony Tradycji, Rodziny i Własności
(TFP). – Nawet jeśli nie udałoby się zmienić obecnej sytuacji prawnej, to bardzo
wskazane jest, aby ciągle przypominać, że w naszym kraju nie przestrzega się
podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia. Nasze państwo nie
chroni życia ludzi najsłabszych, ponieważ nie ma dostatecznie silnego lobby
mówiącego w ich imieniu – dodaje.
Matthias von Gersdorff oczekuje również, że przyszły prezydent nie pominie
milczeniem innych, niezwykle istotnych tematów, takich jak ataki na
chrześcijaństwo poprzez bluźnierstwa i różnego rodzaju polityczne inicjatywy,
brutalne ataki na tradycyjną rodzinę itd. – Od prawdziwego prezydenta powinno
się tego oczekiwać – podkreśla.
Polityczna ironia losu
Niemcy spodziewają się, że Joachim Gauck jako prezydent wprowadzi odmienny
styl sprawowania tego urzędu oraz zmieni dotychczasowe relacje na linii kanclerz
– prezydent. – Wraz z ustąpieniem Wulffa Merkel traci swojego przytakującego jej
na każdym kroku prezydenta, traci człowieka z CDU na tym stanowisku. Prezydent
Niemiec znowu zyska na znaczeniu i będzie wspierał proces jednoczenia się
wschodu i zachodu kraju – ocenia Bettina Röhl. Przypomina również, że Angela
Merkel, wyznaczając Gaucka jako kandydata na urząd prezydenta, nie miała
całkowicie wolnej ręki. – Gauck nie jest jej wymarzonym kandydatem. Angela
Merkel średnio dobrze znosi w swoim otoczeniu ludzi inteligentniejszych od
siebie i niezależnych – zauważa Röhl. Publicystka wskazuje też, że Gauck od
pewnego czasu uznawany był za kogoś, kto wypadł już ze świata wielkiej polityki,
chociaż wszyscy, oczywiście poza komunistami i muzułmanami (nazwał Thilo
Sarrazina, autora książki "Samolikwidacja Niemiec", człowiekiem odważnym)
zachowali dobre wspomnienia z czasów, gdy był szefem Urzędu ds. Akt Stasi. –
Jednak w 2010 roku dla Joachima Gaucka zaczął znów wiać pomyślny wiatr, po tym
jak znalazł się w opozycji do Angeli Merkel i jej ówczesnego kandydata
Christiana Wulffa – podsumowuje.
Opisując relacje między panią kanclerz a przyszłym prezydentem, warto
przytoczyć pewne, dość zresztą wymowne wydarzenie z 2010 roku. Angela Merkel,
nie mając zaproszenia, wzięła udział w obchodach siedemdziesiątych urodzin
Joachima Gaucka i wygłosiła przemówienie na temat enerdowskich biografii. W
mowie dziękczynnej Gauck zwrócił jej uwagę, że nikt w NRD nie musiał być
sekretarzem Freie Deutsche Jugend (FDJ). Dla wyjaśnienia trzeba przypomnieć, że
do tej komunistycznej organizacji młodzieżowej należała w czasach szkoły
średniej nosząca wówczas panieńskie nazwisko Angela Käsner. Od tego czasu ich
relacje uległy wyraźnemu pogorszeniu.
Jednak zdaniem Matthiasa Matusska, bardzo prawdopodobne jest to, że mimo
dotychczasowych tarć współpraca kanclerz Merkel z prezydentem będzie się dobrze
układać. – W wielu kwestiach Gauck i Merkel pasują do siebie. Mają podobne
poglądy na politykę i na gospodarkę. Oboje też urodzili się w Niemczech
Wschodnich i oboje wywodzą się ze środowisk protestanckich – wskazuje
podobieństwa Matussek.
"Yes, we Gauck"
Do wizerunku polityka konserwatysty, jak postrzegany jest Joachim Gauck,
niezbyt pasuje jego obecna sytuacja osobista. Były pastor ze swoją żoną, z którą
ma czworo dzieci, rozstał się dawno temu (choć się z nią nie rozwiódł), a od
dwunastu lat żyje w nieformalnym związku z 52-letnią dziennikarką Danielą Schadt.
Niektóre gazety sugerowały, że powinien uporządkować swoje małżeńskie sprawy. –
Jego sytuacja rodzinna rzeczywiście nie jest najlepsza, tym bardziej że jest on
pastorem. Wielu Niemców jest bardzo niezadowolonych z tego powodu. Według
liberałów, nie ma to oczywiście większego znaczenia, co nie jest prawdą,
ponieważ prezydent w Niemczech pełni przede wszystkim funkcje reprezentacyjne –
podkreśla Mattias von Gersdorff.
Jaka będzie największa zmiana po objęciu przez Joachima Gaucka urzędu
prezydenta? – Przede wszystkim taka, że nie będziemy musieli co drugi dzień
rozmawiać o jakimś nowym skandalu z udziałem prezydenta. To było żałosne i teraz
się zapewne zmieni – ocenia Matussek. Przy okazji wrzuca też kamyczek do ogródka
niemieckich mediów, określając ich zachowanie wobec byłego prezydenta niegodnym,
bo – jak twierdzi – bezlitośnie zaszczuły Wulffa na śmierć. Ale Christian Wulff
to dla Niemców już przeszłość. "Yes, we Gauck" – tak, parafrazując hasło z
kampanii wyborczej Baracka Obamy, nowego prezydenta swego czasu reklamowała
gazeta "Bild am Sonntag". Wkrótce okaże się, czy Joachim Gauck na tym stanowisku
sprosta stojącym przed nim wyzwaniom i nie zawiedzie entuzjastycznych oczekiwań
swoich rodaków.
Bogusław Rąpała
