Presja na Węgry
Z posłem Arkadiuszem Czartoryskim (PiS),
organizatorem pikiety solidarności z Węgrami, rozmawia Maciej Walaszczyk
Węgrzy są teraz narodem, który Europa próbuje izolować.
– Z komentarzy samych Węgrów wynika, że bardzo życzliwie reagują na naszą
inicjatywę, cieszą się, że ktoś w Polsce w ich sprawie się odezwał. Dziękują i
solidaryzują się z nami. Są także pozytywne wypowiedzi w internecie. Jeden z
moich przyjaciół powiedział mi, że na Węgrzech jest ogromne poruszenie w związku
z sytuacją, w jakiej znalazło się to państwo. Chodzi tutaj nie tylko o presję ze
strony wysokich rangą urzędników unijnych, ale także o niebywały atak ze strony
ambasadora USA w Budapeszcie. Trzeba mieć świadomość, że gabinet Viktora Orbána
to jedyny w Europie nie tylko konsekwentnie prawicowy, ale zakorzeniony w
chrześcijańskich wartościach rząd. Wprawdzie wielu polityków mówi o sobie, że są
prawicowi czy centroprawicowi, jak np. Donald Tusk w Polsce, ale ich czyny i
działania nie odróżniają ich w niczym od socjalistów.
Co istotne, na Węgrzech mamy rząd wybrany w demokratycznych wyborach, w
odróżnieniu od np. przedstawicieli Komisji Europejskiej, którzy nie są wybierani
w żadnych wyborach, nie posiadają demokratycznego mandatu.
Co nie przeszkadza im atakować Węgier za rzekome łamanie standardów i
stosować brutalnego szantażu finansowego. Takich działań w stosunku do Włoch czy
Grecji nie było. Nie mówiąc o przymykaniu oczu na degrengoladę, jaką zafundował
temu krajowi liberalno-lewicowy rząd Ferenca Gyurcsányego…
– Celowo miesza się sprawy ideowe i polityczne z sytuacją finansową tego
państwa. Wiadomo przecież, że zawiniły tu poprzednie rządy socjalistyczne. Wtedy
Węgry nie tylko nie były przez Brukselę atakowane, ale kierowano do nich pomoc.
Węgrzy to wszystko oczywiście rozumieją i są tą sytuacją mocno zbulwersowani, o
czym świadczy milion ludzi protestujących na ulicach Budapesztu. To tak, jakby w
Polsce na polityczną demonstrację w stolicy zjechało 3 mln ludzi.
Czemu ma służyć dzisiejsza pikieta przed przedstawicielstwem Komisji
Europejskiej w Warszawie?
– Musimy pokazać naszą solidarność i protest wobec nacisków na Orbána.
Przekażemy również list w tej sprawie. Zastanawiamy się również nad następnymi
krokami, np. pisaniem listów do Komisji Europejskiej.
Ostatnio szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso wysłał do premiera Węgier
list, w którym zażądał zmian legislacyjnych na Węgrzech, zarzucając im
niezgodność z dyrektywami unijnymi. Przedstawiciele UE otwarcie zażądali
wykreślenia z nowej konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i
mężczyzny, grożąc wprost wstrzymaniem wypłat funduszy unijnych. Gdyby dotyczyły
one jeszcze naruszania dyscypliny budżetowej przez węgierski rząd, to byłoby to
jeszcze zrozumiałe, ale tutaj zarzuty mają charakter polityczny i ideowy.
Przecież ani Węgrzy, ani Polacy nie podejmowali decyzji o wejściu do UE, mając w
perspektywie taki kształt UE, jaki się obecnie wyłania. Osobiście głosowałem za
wejściem Polski do UE, wierząc, że chodzi o solidarność, wolność i swobodę
przepływu ludzi, towarów i kapitału, łatwość w przekraczaniu granic, wymianę
kulturową, międzyludzką. Ale na pewno nie dlatego, by Komisja Europejska żądała
zmian w konstytucji, w prawach sądowniczych lub prawie rodzinnym. Wykracza to
absolutnie poza traktat zjednoczeniowy i nie za tym opowiadali się ludzie
głosujący za integracją ich krajów z Unią. A ta została niestety zawłaszczona
przez lobby socjalistów. Węgrzy w roku 1920 czy 1939 na nikogo się nie oglądali,
tylko pomagali Polakom i z nami się solidaryzowali. Dzisiaj nadszedł odpowiedni
moment, by pomóc im, ponieważ znajdują się pod presją USA, Komisji Europejskiej,
Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To nic innego jak ograniczanie
suwerenności tego kraju.
Po pikiecie planują Państwo kolejne działania?
– Myślimy o utworzeniu komitetu solidarności z Węgrami. Musimy też poczekać na
to, co będzie się działo na linii Bruksela – Budapeszt. Na razie chcemy pokazać
naszym bratankom, że się z nimi solidaryzujemy. Wiem również, że myślą tak
tysiące ludzi w Polsce.
Dziękuję za rozmowę.
