Preferencje Dworaka
– Musimy wszystkich nadawców traktować jednakowo – mówił przewodniczący
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Jan Dworak podczas wczorajszego posiedzenia
senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu, które było poświęcone rozdzielaniu
koncesji na cyfrowe nadawanie naziemne programów telewizyjnych. W ten sposób
przewodniczący Dworak próbował wmówić wszystkim, że parlamentarzyści w
przeszłości starali się bezprawnie wpływać na KRRiT w sprawie Radia Maryja i
Telewizji Trwam, i sugerował, że tak samo było również wczoraj.
Tylko że właśnie równego traktowania, a nie żadnych przywilejów domagała się
i domaga Fundacja Lux Veritatis w procesie przyznawania koncesji cyfrowej, w
którym pominięto Telewizję Trwam.
Zresztą, jak pokazało wczorajsze posiedzenie w Senacie, nie tylko Telewizja
Trwam została skrzywdzona przez KRRiT, ponieważ inni nadawcy również podważali
podstawy prawne decyzji pięcioosobowego gremium odpowiadającego za rynek
medialny w Polsce. A przewodniczący Jan Dworak i jego współpracownicy nie
rozwiali wczoraj wątpliwości co do tego, że właśnie tych jednakowych warunków
dla wszystkich nie było, a wręcz dali kolejne dowody na to, iż zarzuty kierowane
wobec nich są zasadne.
Ocena dokumentów finansowych była skrajnie subiektywna. Uczestnicy posiedzenia
mogli się przekonać, że dla KRRiT bardziej wiarygodne niż katolicka Telewizja
Trwam, która może się pochwalić wieloletnim doświadczeniem, dużym dorobkiem i
dobrą sytuacją finansową, były firmy, które nie tylko że nie miały majątku i
pieniędzy, ale nawet nie nadawały do tej pory programu telewizyjnego. Ciekawe,
czy gdyby pan przewodniczący Dworak prowadził jeszcze swój prywatny biznes, to
do współpracy zaprosiłby firmę, która dopiero startuje na rynku i nie wiadomo,
co z nią dalej będzie, czy też wolałby robić interesy z podmiotem, który jest
znany i stabilny ekonomicznie?
Jan Dworak zapewniał, że ocena dokumentów finansowych była rzetelna. Szkoda, że
Krajowa Rada nie poprosiła profesjonalnej firmy audytorskiej, która pokazałaby
czarno na białym, jaka jest sytuacja ekonomiczno-finansowa wszystkich
wnioskodawców. I nikt wtedy nie miałby pretensji do pana przewodniczącego i jego
współpracowników. Ale wówczas KRRiT nie miałaby pola manewru i nie mogłaby
manipulować danymi, żeby przydzielić koncesje tym, a nie innym firmom.
Jednakowego traktowania przy rozdzielaniu koncesji nie było, o czym świadczy
jeszcze bardziej to, że najwięcej miejsc na multipleksach dostały spółki
należące do dwóch największych komercyjnych telewizyjnych nadawców: Polsatu i
TVN. To one były preferowane przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, a inni
siłą rzeczy musieli zostać odrzuceni.
I nie ma się czemu dziwić, bo choćby jak mówił Andrzej Wajda, rządzący mają
przyjaciół w TVN i "drugiej telewizji". A rządzący akurat kontrolują też Krajową
Radę Radiofonii i Telewizji i potrafią odpłacić się za "przyjaźń". To oczywiście
przeczy wcześniejszym zapewnieniom członków KRRiT o tym, że przy rozdawaniu
koncesji na multipleksach będą się kierowali zasadą zachowania pluralizmu
nadawców. Jaki to pluralizm, skoro preferowani są określeni nadawcy?
Gdy ruszał proces koncesyjny, byliśmy zapewniani, że Krajowa Rada będzie starała
się zapewnić na multipleksach różnorodną ofertę programową. Tymczasem dwie z
czterech koncesji dostają stacje muzyczne, a nie ma tej koncesji jedyna w tym
gronie stacja katolicka. Zaiste, KRRiT ma bardzo oryginalne podejście do idei
"różnorodności programowej".
Krzysztof Losz
