Prawda – przestępstwem?
Zbiegły się w stosunkowo krótkim czasie dwie
podobne informacje. W Polsce "Sąd
Rejonowy w Lublinie uznał Łukasza Wróbla, organizatora wystawy antyaborcyjnej
pt. 'Wybierz życie’, za winnego wywołania zgorszenia i wymierzył mu karę grzywny.
Wyrok jest nieprawomocny, a skazany zapowiedział apelację" ("Nasz Dziennik",
2 czerwca 2006 r.). Przed rokiem za tę samą wystawę został ukarany przez Sąd
Grodzki w Łodzi. Media polskojęzyczne wysilały się, aby zgromadzić jak najwięcej
uwag krytycznych, dowodzących rzekomego oburzenia opinii publicznej z powodu "wystawy
szokującej, gorszącej, obrażającej ludzkie uczucia" itd. Ta metoda wzniecania
burzy emocjonalnej, będąca jawną manipulacją, jest stosowana systematycznie
przez poprawne politycznie media, służące z zamiłowania ideologii kłamstwa
i nienawiści.
Druga informacja (także z 2 czerwca 2006 r.) dotyczy brytyjskiego działacza
pro-life, skazanego na karę więzienia (wiadomość z internetu). Działacz ten,
nazwiskiem Edward Atkinson, został skazany na karę więzienia oraz karę finansową
za – jak to orzeczono – "przesyłanie materiałów obrażających uczucia",
czyli prawdziwych zdjęć z zabiegu "aborcji". Chodziło o zdjęcia z "aborcji" przeprowadzonej
w szpitalu Królowej Elżbiety w Lynn. "Nagrania z tej brutalnej procedury
tak wzburzyły Edwarda Atkinsona, katolika mieszkającego niedaleko szpitala,
że postanowił on przesłać kopie filmu dyrektor szpitala, pani Ruth May. Ta
natychmiast zawiadomiła władze śledcze, które zleciły aresztowanie Atkinsona.
Policja, aresztując 75-letniego Atkinsona, musiała dosłownie wywlec go z domu,
gdyż cierpi on na artretyzm i ma wielkie trudności z chodzeniem. Jako podejrzany
'zagrażający porządkowi społecznemu’, przebywał w areszcie aż do rozprawy sądowej".
Edward Atkinson został skazany na miesiąc więzienia i wysoką grzywnę, ściąganą
z jego emerytury. Nadto zarządzono wobec niego pięcioletni nadzór policyjny
z uwagi na "naruszenie porządku społecznego", jaki stosuje się na
przykład wobec chuliganów stadionowych czy bandytów. W czasie rozprawy Atkinson
dzielnie oddalał tendencyjne i oszczercze zarzuty, dowodząc, że chciał przekazać
prawdę o okropności tzw. aborcji tym, którzy sobie tej prawdy nie uświadamiają.
Mówił także: "wszyscy na tej sali sądowej wiedzą, że aborcja jest morderstwem,
lecz nikt nie ma odwagi tego powiedzieć głośno". Atkinson nie bał się
także zagrożenia karą pięcioletniego więzienia, gdyby złamał dyscyplinę nadzoru.
Powiedział: "Możecie mnie zamknąć i na dodatek wyrzucić klucz". Jednocześnie,
co świadczy o wysokim poziomie "tolerancji" panującej w szpitalu,
dyrekcja szpitala wykreśliła Edwarda Atkinsona z listy pacjentów oczekujących
na zabieg chirurgiczny.
W sprawie Atkinsona jeden z komentatorów (Pro-Life Blogs) zadawał sobie pytanie,
czy pomimo szlachetnego zamiaru, jaki kierował działaniem tego obrońcy życia,
udało mu się poprzez te wstrząsające obrazy zmienić postawę ludzi, do których
je posłał. Fakty pokazały, że nie osiągnął sukcesu, ale dał świadectwo. Dobro
moralne różni się od sukcesu; może nawet łączyć się z niepowodzeniem. Ale dobro
prawdziwe istnieje w innym wymiarze, nieosiągalnym dla metod fizycznej obserwacji.
Nowy (?) totalitaryzm
"Dziwny jest ten świat", w którym prawda jest skazywana na więzienie, a
zbrodnia swobodnie krąży po ulicach. Już choćby te dwa fakty dowodzą, że tak
zwana "demokracja", o której wciąż tak głośno w mediach, jest wyświechtanym
parawanem, za którym ukrywa się – z trudem – prawdziwe oblicze nowego totalitaryzmu,
który dyktuje, co wolno mówić, a czego nie wolno, co wolno, a czego nie wolno
myśleć. Znakomicie ujmuje to komentarz internetowy do relacji o Atkinsonie: "Zwróćmy
uwagę na dokonywaną na społeczeństwach socjotechniczną akcję proaborcyjną z
jednoczesnym zamykaniem ust osobom ośmielającym się protestować przeciwko tej
największej zbrodni ludzkości, przeciwko prawdziwemu holokaustowi. Z wolnością
wypowiedzi w totalitarnym systemie liberalnym jest tak jak z ofertą kolorów
pierwszych samochodów Forda. Coraz wyraźniej widać, że wolno ci mówić tylko
to, co jest dozwolone, co przez pewne elity uważane jest za dopuszczalne, co
nie zostanie uznane przez samookreślające się autorytety jako 'nietolerancyjne’,
'antysemickie’ czy 'antydemokratyczne’. Jeśli nie wpisujesz się w obowiązujący
układ myślenia liberalno-marksistowskiego, będziesz odsunięty, upokorzony,
a nawet zakuty w kajdany. W 'wolnych, demokratycznych’ krajach zachodnich więzienia
zapełniają się więźniami politycznymi i więźniami sumienia, ludźmi, którzy
odważyli się podawać w wątpliwość obowiązujące schematy i ukazywali prawdę
taką, jaką ona jest. Świat zachodni, prowadzony przez elity czerpiące z ducha
marksistowskiego, syjonistycznego czy gnostyckiego, budują jeden wielki obóz
koncentracyjny. Niewygodnych wsadza się do celi, na dodatek odmawiając opieki
zdrowotnej" (http://www.lifesite.net/ldn/2006/may/06050904.html).
Cywilizacja śmierci
Godne uwagi jest to, że powstał w Ameryce ruch praktykujący "Nowennę Różańcową" w
intencji wyzwolenia takich więźniów, jak Atkinson. W internecie można przeczytać
taką odezwę: "Drodzy przyjaciele obrońcy życia, setki ludzi modli się
razem, odmawiając Różaniec w intencji Joanny. Została ona uwolniona jeszcze
przed końcem Nowenny. To dowód łaskawości Boga. Jest jednak wielu innych cierpiących
karę więzienia za to, że chcieli ratować życie, stąd gorąco zachęcam, by ta
modlitwa różańcowa trwała nadal, bez przerwy". Następuje wyjaśnienie samej
metody modlitwy i konkretne intencje na każdy kolejny dzień (http://www.toolan.com/joanandrews/rosary.html).
Niektóre ośrodki aborcyjne chcą się pokazać z dobrej strony i zdobywają się
na gesty "łaski" w stosunku do winowajców, którzy wnieśli niepokój
w ich "usługową" działalność. Wiadomość ta pochodzi jeszcze z roku
1990, ale wiąże się z tematem. Trzy osoby, protestujące przeciw tzw. aborcji
dokonywanej w "Northeast Women?s Center", Michael McMonagle, Howard
Walton i Patricia McNamara, skazane na miesiąc więzienia, otrzymały propozycję
wyjścia z więzienia w zamian za podjęcie 400 godzin pracy społecznej wykonywanej
przez 5 miesięcy. Osoby te miały zająć się opieką nad dziećmi porzuconymi,
uzależnionymi od narkotyków i chorymi na AIDS. Praca ta miała pełnić równocześnie
funkcję edukacyjną w celu przekonania obrońców życia, jakie cierpienia niesie
z sobą fakt urodzenia się dzieci niechcianych. "Będą mieli okazję zająć
się 'prawdziwymi’ dziećmi, a nie zaprzątać sobie głowy aborcją". Widocznie "aborcja" nie
dotyka "prawdziwych" dzieci…
Zwolennicy "aborcji" wysuwają nie tylko zarzut "zgorszenia" lub "naruszania
porządku społecznego", lecz także "terroryzmu" i "fanatyzmu" posuwającego
się do przemocy. Należy zaznaczyć, że kilka przypadków gwałtownej reakcji przeciw
aborcjonistom miało miejsce w czasie prezydentury Clintona, który wkrótce po
objęciu urzędu udzielił prawnego poparcia praktyce "aborcji", natomiast
drastycznie ograniczył możliwość działania ruchów pro-life (1993 r.). Wtedy
niektórzy pro-lifers rozważali możliwość zastosowania "usprawiedliwionego
zabójstwa" w obliczu faktu, że pikiety pod "fabrykami śmierci" traktowano
jako przestępstwo, a władze pozostawiały w spokoju prawdziwych morderców. Reakcja
niektórych zapaleńców jest psychologicznie zrozumiała. Kilka przypadków takich
zabójstw motywowanych (subiektywnie) słuszną zemstą w kontekście sytuacji,
że organa władzy kolaborowały z przestępcami, zostało starannie nagłośnionych
i eksploatowanych w mediach w celu udowodnienia, że pro-lifers są terrorystami,
niepokojącymi spokojne i "dobroczynne" ośrodki medyczne (http://abortionviolence.com/VIOL-02.html).
Ogólnie więc zarzucano obrońcom życia, że są "z małymi wyjątkami – niemoralni,
nierozumni, absolutnie okrutni, bez skrupułów, bez litości, napędzani nienawiścią".
Próbowano nawet porównywać obrońców życia do hitlerowców, nękających Żydów
w Niemczech (tamże, art. Are Pro-Lifers Violent Fanatics?).
Takie oczernianie obrońców życia służyło aborcjonistom jako zabieg psychoterapeutyczny,
dostarczający "argumentu": "to dobrze; oni są tak samo złoczyńcami
jak my". Ta propaganda miała w istocie odwrócić uwagę opinii publicznej
od potwornej zbrodni aborcyjnego ludobójstwa. Wspomnieliśmy o paru osobliwych
przypadkach, kiedy pro-lifers posunęli się do przemocy w imię wyższej sprawiedliwości.
Ale opinia publiczna prawie nic nie wie o ogromnej liczbie aktów przemocy i
mordów popełnionych przez aborcjonistów wobec obrońców życia. Zaistniała bowiem
taka sytuacja, że media nie uważają tych faktów za godne wzmianki. Szczególnie
odrażającym przypadkiem było zamordowanie aktywisty pro-life, ministra Jerry?ego
Simona. Padł od strzału kobiety – satanistki Eileen Orstein Janezic, która
– kiedy policja usiłowała ją pojmać – ostrzeliwała się przez sześć godzin,
wykrzykując cytaty z "Biblii Szatana" Antona LaVeya. W czasie rozprawy
sądowej wyznała, że zabiła Simona, aby udowodnić swą miłość do szatana. Artykuł
w internecie zawiera wiele szczegółowych danych, między innymi stwierdzenie,
że liczba zamordowanych obrońców życia sięga 200 osób.
Wojna przeciw prawdzie
Ponadto w artykule tym zawarta jest inna ciekawa informacja na temat oblicza
mediów. Badania Lichter-Rothmana stwierdziły, że 95 proc. personelu mediów
jest zwolennikami aborcji, co wyjaśnia, czemu media są przeciwko obronie
życia. Poza tym już nawet nie zauważamy notorycznego faktu, że media operują
głównie schematami psychologicznymi i formułkami zawierającymi wpisaną w
nie negatywną konotację w stosunku do obrońców życia ("anty-choice",
natomiast aborcjoniści są zawsze "pro-choice"). Usiłuje się więc
zastąpić prawdę formułkami mającymi na celu manipulację świadomości zbiorowej
w kierunku wyeliminowania z tej świadomości jakiegokolwiek odniesienia do
obiektywnej prawdy. W przestrzeni medialno-informatycznej toczy się więc
zaplanowana wojna przeciw prawdzie.
Prawda była zawsze niewygodna dla tych, którzy chcieli rządzić światem lub
jego kawałkiem wbrew prawu i sprawiedliwości, dlatego w systemach przemocy
zawsze obowiązywała filozofia poprawności politycznej. Chrystus był pierwszym
Człowiekiem skazanym za prawdę, i to zeznaną pod przysięgą. Dla Sanhedrynu
Prawda stała się obiektem nienawiści. Dla Piłata, jako rzecznika Rzymu, Prawda
była pojęciem irracjonalnym i niepożytecznym. W ciągu historii na ogół te dwie
postawy, zamiennie lub łącznie, pukają do głów panujących, obiecując im bezpieczne
używanie władzy nawet w postaci "magnum latrocinium".
Patrick J. Buchanan (w Human Events Online) podjął interesującą refleksję na
ten temat (2 czerwca 2006 r.). Przypomniał głęboką wypowiedź poety T.S. Eliota,
który przestrzegał swoich współczesnych, by nie opierali pewności swej wiary
na triumfie demokracji; ona sama bowiem nie wystarcza. Eliot pisał: "Jak
filozofia polityczna czerpie swoje uzasadnienia (sankcje) z etyki, a etyka
zaś z prawdy zawartej w religii, tak jedynie przez powrót do wieczystych źródeł
prawdy możemy uzyskać nadzieję, że jakakolwiek organizacja społeczna nie popadnie
w ostateczne zniszczenie, ignorując istotne aspekty rzeczywistości. Pojęcie
'demokracji’, jak to nieustannie powtarzałem, nie zawiera w sobie dosyć pozytywnej
treści, aby samotnie ostać się wobec sił nieprzyjaznych: ona może łatwo ulec
transformacji pod ich wpływem. Jeżeli nie chcecie mieć Boga, (który jest zazdrosnym
Bogiem), będziecie musieli czcić Hitlera i Stalina".
Eliot pisał to w 1939 roku, w którym było już widać jasno, w jaki sposób demokracja
została wykorzystana dla zbudowania przeciwnego sobie systemu – Trzeciej Rzeszy.
W tym kontekście Buchanan pisze: "Demokracja jest jedynie procesem, poprzez
który ludność uczestniczy w wyborze i zatwierdzaniu swoich władców. Ale skoro
narody Europy zagubiły swoją wiarę w prawdy chrześcijaństwa – tę wiarę, która
stworzyła Europę – i zagubiły zasady moralne oparte na wierze, to mogą skończyć
piekłem na ziemi".
Autor przytacza przykład Holandii, opisując konkretne fakty, świadczące o zupełnej
zatracie chrześcijańskiej i ludzkiej moralności, aż do poparcia pedofilii (nowa
partia polityczna…) i nawet zoofilii. Dalej już nie można. Buchanan formułuje
ważny wniosek: "Jeżeli się odrzuca chrześcijaństwo i wywodzącą się z niego
moralność, to na jakiej podstawie można potępić narkomanię, prostytucję, eutanazję,
wspomagane samobójstwa, pedofilię i seks ponadrodzajowy?". Stawia też
pytanie: "W jakim momencie (w jakim punkcie) ustrój demokratycznie wybrany,
zaczyna być bezprawiem?". I pyta: "Co jeszcze może uratować Zachód?".
I odpowiada – z dozą sarkazmu: "Być może muzułmanie, którzy wkrótce będą
stanowili większość w Holandii, podejmą na swój sposób to pytanie".
Rodzina w centrum sporu
Na te pytania musimy dać odpowiedź jednoznaczną. Państwo przestaje być demokratyczne
z chwilą, kiedy odrzuca prawdę daną przez Boga i na jej miejsce ustanawia "swoją" prawdę,
która jest zaprzeczeniem godności osoby ludzkiej, odrzuceniem daru świętości
i całej relacji do Stwórcy. Trzeba pamiętać, że miejscem, w którym te prawdy
są obecne i w którym bywają radykalnie odrzucane przez "prawo demokratyczne",
jest rodzina. Dlatego prawa "demokratyczne" pozwalające niszczyć
życie – dar Boga – oraz profanować Miłość, przez którą sam Bóg chce się stać
darem dla człowieka (sakrament!), trzeba uważać za dzieło szatana, który
w ten sposób zaraża ludzi swoją nienawiścią do Boga. Zamiast raju, mamy piekło
na ziemi. Naród powinien pamiętać, że państwo istnieje przede wszystkim po
to, by służyć rodzinie i ochraniać jej świętość. Jeżeli państwo zostaje zorganizowane
w sposób przeciwny, staje się dziedziną, w której rządzi szatan.
Dlatego należy wrócić do prawdy: w stanowieniu praw, w organizacji życia politycznego,
w sądownictwie, w mediach, w nauce, w kulturze. Nie do jakiejkolwiek "prawdy",
lecz tej jedynej, Chrystusowej, bo nie ma innej. Jeżeli prawo oparte jest na
kłamstwie, nie jest prawem i nie jest wiążące w sumieniu. Jeżeli wyrok sądowy
oparty jest na fałszywym prawie, na fałszywym sumieniu sędziów, na fałszywym
oskarżeniu, na fałszywym uzasadnieniu – to taki wyrok jest przestępstwem i
krzywdą dla całego narodu. Bo taki wyrok, skazujący człowieka niewinnego, za
to, że broni życia, jest zbrodnią i zgorszeniem. To nie Łukasz Wróbel lub Edward
Atkinson byli sprawcami zgorszenia, lecz niesprawiedliwi sędziowie, którzy
działali wbrew wewnętrznej logice prawa i sprawiedliwości oraz przeciw wewnętrznemu
prawu sumienia, a nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Prawo i sprawiedliwość każą
pochwalić dobro, a ukarać i zganić zło. Dzięki temu uczciwi sędziowie pełnią
także dzieło wychowawcze w stosunku do społeczeństwa.
Natomiast, kiedy bronią zła, to jest tej strasznej zbrodni, jaką jest aborcja,
a nakładają kary na uczciwych ludzi, którzy mówią społeczeństwu prawdę o tejże
zbrodni – tacy sędziowie popełniają czyn głęboko gorszący, skandaliczny, raniąc
sumienia ludzkie i wprowadzając w błąd tych, którzy nie mają dojrzałego sądu
na temat etyki życia. W postępowaniu takich sędziów widoczna jest faryzejska
hipokryzja, która chętnie widzi zło u bliźnich, nawet postępujących uczciwie,
aby zagłuszyć wyrzut własnego sumienia, jaki odzywa się w nich na widok dobra,
które ktoś inny miał odwagę spełnić. Tak właśnie faryzeusze oskarżali Chrystusa
o przekraczanie "prawa", podczas gdy Chrystus obnażał nędzę ich sumienia,
wzywając do nawrócenia. Ukazywanie prawdy grzechu jest bolesne dla sumienia,
które zaakceptowało grzech i stało się jego niewolnikiem. Krzyż Chrystusowy
odsłania do końca prawdę grzechu, ukazując potworny charakter zniewagi wyrządzonej
Bogu przez grzech. Żydzi czuli się "zgorszeni" nie tylko znakiem
Krzyża, ale także nadmierną łaskawością Chrystusowego Miłosierdzia, nie pojmując,
że jest to dla nich szansa, aby przyjęli łaskę przebaczenia, uznając swoją
grzeszność.
Dzisiejsza mentalność nie uznaje ani grzechu, ani nawrócenia, ani sumienia,
gdyż chce wyzwolić się od Prawa Bożego; ale w ten właśnie sposób wpada w sidła
prawa szatańskiego, którego cechą jest bezmyślna służba kłamstwu i grzechowi,
gdzie człowiek – także władca, minister czy sędzia – staje się biernym automatem,
poruszanym niewidzialną siłą totalnej iluzji i pseudohumanistycznego mitu "wyzwolenia".
Wyzwolenia? Od czego? – Od siebie samego, od swego człowieczeństwa, od godności,
od prawdy, od jakiegokolwiek sensu życia. Celem tej filozofii jest zamiana
ludzi na manekiny, automaty, reagujące mechanicznie na impulsy przekazywane
drogą parapsychiczną lub podświadomą, z całkowitym wyłączeniem tego, co stanowi
centrum osoby ludzkiej, to jest sumienia. Jednostki ludzkie stają się wtedy
bezwiednymi ogniwami łańcucha totalnego samozniewolenia.
Zniszczyć sumienie, to zniszczyć człowieka. Dlaczego sądy mają pracować nad
taką zgubą ludzkości? Takich sędziów należy posłać na przeszkolenie, aby nauczyli
się tego, czym jest prawo i że prawo jest niczym, jeśli się je przeciwstawia
prawdzie i moralności chrześcijańskiej. Muszą się też nauczyć, że poprzez sumienie,
posłuszne prawdzie, stają się sługami Boga, natomiast gdy zdradzają swoje sumienie
i służą kłamstwu, sieją zgorszenie i stają się pachołkami szatana oraz zakałą
społeczeństwa. Komentowane tu wyroki sądowe są dowodem, jak głęboko w świadomości
niektórych prawników zakorzenione są nawyki myślowe (raczej schematy wolne
od myśli), odziedziczone po czasach okupacji komunistycznej. Jeżeli Polska
ma być sobą, musi się uwolnić od tych reliktów smutnej przeszłości.
ks. prof.
Jerzy Bajda
