Prawda fundamentem pojednania, wolności i pokoju

Homilia ks. bp. Ignacego Deca, ordynariusza świdnickiego, wygłoszona w
kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Kłodzku podczas Mszy św. połączonej z
odsłonięciem i poświęceniem pomnika pamięci Polaków pomordowanych na Kresach
Wschodnich przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA w latach 1939-1947
 



Gdy dzisiaj, w tej dostojnej kłodzkiej świątyni, wspominamy to, co działo
się w przeszłości na Kresach Wschodnich, uświadamiamy sobie, że niektórzy ludzie
nie zawsze słuchali Pana Boga, że byli tacy, którzy całkowicie zlekceważyli
słowa Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: "Jak mnie umiłował Ojciec, tak i Ja
was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej" (J 15, 9). Byli tacy, którzy te słowa
podeptali, zabijając okrutnie swoich bliźnich. Wszyscy oni potem zbankrutowali,
bo kto nie słucha Pana Boga, kto niszczy drugich, wcześniej czy później staje
się bankrutem.
Historia jest naszą nauczycielką. Dlatego też wracamy do niej, by się z niej
uczyć, by nie powtarzać błędów, by dowiadywać się, do czego prowadzi życie
pozbawione szacunku dla Bożego prawa. Wracamy do historii, by wyciągać wnioski
na przyszłość, na dzisiaj i na jutro naszego życia.

Zbrodnicza ideologia
Moi drodzy, wspominamy ten trudny czas, kiedy zaatakowały nas dwa totalitaryzmy:
bolszewizm i hitleryzm. We wrześniu 1939 roku dokonano czwartego rozbioru
Polski. Dobrze wiemy, że zaraz po aneksji naszego kraju zaczęły się wywózki do
obozów zagłady. Z terenów wschodnich wywożono naszych rodaków na Sybir. Pierwsza
wywózka miała miejsce w mroźny dzień 10 lutego 1940 roku. A potem były następne.
Historycy obliczają, że po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski z terenów
zaanektowanych przez Sowietów deportowano w głąb Związku Sowieckiego ponad 200
tysięcy naszych rodaków.
Gdy Niemcy zaatakowali Sowietów w czerwcu 1941 roku, doszły nowe zbrodnie –
ukraińskie. Wiemy, że w II Rzeczypospolitej mieszkali na Kresach Wschodnich
Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Przez wiele lat nacje te żyły w zgodzie. Było dużo
małżeństw między Polakami i Ukraińcami. Jednakże narodziła się tam zbrodnicza
ideologia z hasłem: "Ukraina dla Ukraińców". Ukraińcy marzyli o niepodległości,
o swoim państwie. Ktoś podsunął im myśl, że pierwszym krokiem do wolnej Ukrainy
będzie wymordowanie Polaków. Zbrodnie ukraińskie zaczęły się już w 1939 roku, a
nasiliły się wiosną i latem 1943 roku. W nocy z 11 na 12 lipca 1943 roku, w
prawosławne i greckokatolickie święto Apostołów Piotra i Pawła, uzbrojone bandy
Ukraińców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej
Powstańczej Armii (UPA) napadły na polskie wsie na Wołyniu, mordując, paląc i
grabiąc. Niewielu Polaków z zaatakowanych miejscowości uszło spod ukraińskiej
siekiery, noża czy innego narzędzia zbrodni. Historycy podają szacunkowo, że w
Małopolsce Wschodniej wymordowano wówczas ponad 120 tys. Polaków – na samym
Wołyniu około 70 tysięcy; w sumie na Kresach Południowo-Wschodnich w latach
1939-1947 zamordowano ok. 250 tys. osób narodowości polskiej. Rzucono hasło:
"Wyrżnąć naród polski". Niektórzy mówią, że to były bardziej bestialskie
morderstwa aniżeli nawet w wykonaniu Niemców czy bolszewików. Takie zabijanie
ludzi przez Ukraińców miało specjalny rytuał. To było męczenie ludzi w
strasznych katorgach.
Zachowało się zeznanie Jurija Stelmaszczuka "Rudego", jednego z dowódców
Ukraińskiej Armii Powstańczej. Oto fragment tego zeznania: "29 i 30 sierpnia ja
wraz z oddziałem w sile 700 uzbrojonych ludzi, zgodnie z rozkazem dowódcy Okręgu
Wojskowego "Ołeha", totalnie wyrżnąłem całą polską ludność na terenie rejonów
hołobskiego, kowelskiego, siedleszczańskiego, mackiewskiego i lubomelskiego,
dokonałem grabieży całego majątku ruchomego i spaliłem jej mienie nieruchome. W
sumie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku powyrzynałem i
powystrzeliwałem ponad 15 tys. spokojnych mieszkańców, wśród których byli
starcy, kobiety i dzieci. Dokonaliśmy tego w sposób następujący: Po spędzeniu co
do jednego wszystkich mieszkańców do jednego miejsca, otaczaliśmy ich i
zaczynaliśmy rzeź. Następnie, gdy już nie zostało ani jednego żywego człowieka,
kopaliśmy głębokie jamy, wrzucaliśmy w nie wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią
i, aby ukryć ślady, zapalaliśmy ogromne ogniska i szliśmy dalej. W ten sposób
przechodziliśmy od wsi do wsi, aż zniszczyliśmy całą ludność – ponad 15 tys.
ludzi" ("Geneza nacjonalizmu ukraińskiego – odmiany faszyzmu europejskiego, "Na
Rubieży", nr 68 [2003]).

Zarąbani siekierami
Moi drodzy, istotnie, przerażające są relacje z tych zbrodni. Henryk Komański,
były mieszkaniec Jezioran Szlacheckich, któremu udało się uniknąć śmierci,
wspomina: "Byłem świadkiem śmierci swojej babci, którą wrzucono do studni, i
ciotek, które zakłuto nożami w Jezioranach Szlacheckich, gdzie zostało
zamordowanych ok. 80 osób. Pozostali na zawsze w miejscach mordu. Nie było czasu
ich pochować, bo trzeba było uciekać".
Inny świadek zbrodni tego czasu – Romuald Wernik, autor wielu książek o Kresach,
mieszkający od roku 1948 w Londynie, wyznaje: "Miałem kuzynkę matki, która
wyszła za mąż za Ukraińca. Żeby wstąpić do UPA, Ukrainiec musiał zamordować
swoją żonę Polkę i swoje dzieci, gdyby były małe lub nie chciały pójść do UPA.
Wobec tego ten Ukrainiec razem z synami zarąbali matkę i żonę we trójkę
siekierami. Takich udokumentowanych wypadków jest kilkaset. To było stoczenie
się w największe bagno. Tego nie można sobie nawet wyobrazić".
W innym miejscu tenże autor pisze: "Mamy zdjęcia spod Buczacza, gdzie polskie
dzieci przybito po pięcioro (tzw. "wianuszki") do drzew w dużej, starej alei
lipowej i nazwano to "drogą do wolnej Ukrainy". Ponadto dzieci rozdzierano za
nogi. W Porośli wyrżnięto wioskę, później w domu sołtysa oficerowie UPA pili i
jedli, ciesząc się, że Polaków wyrżnęli. Przybili nożem do blatu stołu
dwumiesięczne dziecko i wsadzili mu w usta kiszony ogórek".
Niech te świadectwa wystarczą nam, abyśmy wiedzieli, o co się modlimy. Chcemy
pokornie prosić Pana Boga, by nigdy nie wróciły tamte czasy.

Trzeba głośno mówić
Chcemy także powiedzieć, że jeśli dziś mówimy o tych bolesnych wydarzeniach, to
nie po to, aby drażnić dzisiejszych potomków tamtych oprawców, odpowiedzialnych
za te zbrodnie, nie po to, aby odnawiać dawne rany, ale po to, by nie zamazywać
prawdy. Bez prawdy bowiem nie możemy budować dobrych stosunków między narodami.
Bez prawdy nie można budować pomyślnej przyszłości. Bez prawdy nie ma pokoju,
nie ma wolności. Nie pochwalamy polityków, którzy twierdzą, że nie trzeba o tym
mówić, by nie drażnić naszych sąsiadów. Wcale nie chodzi tu o drażnienie, ale o
zgodę na prawdę historyczną. Nie wolno bowiem fałszować historii, ale trzeba ją
odkrywać w prawdzie, by można było prowadzić dialog i podjąć działanie, by nigdy
nie powtórzyły się tego rodzaju zbrodnie, żeby ci, którzy zawinili, nie
wstydzili się słowa "przepraszam".
Moi drodzy, żeby iść do przodu, w przyszłość, musimy znać prawdę o przeszłości i
na prawdzie budować pokój, sprawiedliwość i wolność. Ostatnio Ojciec Święty
Benedykt XVI, gdy wyniósł do chwały ołtarzy naszego wielkiego rodaka Jana Pawła
II, powiedział, że błogosławiony Papież Jan Paweł II bronił dwóch wielkich
wartości: prawdy i życia. Wielokrotnie powtarzał, że prawda jest warunkiem
wolności. Nie będzie w Polsce wolności, nie będzie wolności w Europie i w
świecie, jeżeli nie będzie prawdy. Stąd też wracamy do historii, by poznać
prawdę, nawet tę najtrudniejszą i najboleśniejszą – poznać ją nie po to, aby
nienawidzić, żeby dać jakiś odwet, bo to nie jest chrześcijańskie. Chodzi o to,
aby przebaczyć i iść dalej w zgodzie, ku lepszej wspólnej przyszłości. Pan Bóg
przysłał nas na świat nie po to, aby innych zabijać, innych niszczyć, ale aby
innym pomagać, żeby sobie nawzajem służyć. Pan Jezus przypomniał nam dziś, że
miłość polega na zachowaniu Jego przykazań. Chcemy te przykazania na nowo
promować i zachowywać.
Kościół tak często wzywa nas do wierności Bożemu prawu, ponieważ wszelkie zło
rodzi się z nieposłuszeństwa Panu Bogu. Doświadczenie historyczne mówi nam, że
jeśli człowiek odwróci się od Pana Boga, to się odwraca i od człowieka.
Niszczyciele Pana Boga stają się niszczycielami człowieka. Moi drodzy, nie
słuchajcie tych, którzy mówią: Kościół to ciemnogród, nie nadąża za duchem
czasu, hamuje postęp i drogę do szczęścia. Nie dajmy się zwieść. Słuchajmy głosu
Kościoła, przez który dochodzi do nas głos Pana Boga. "Trzeba bardziej słuchać
Boga niż ludzi" (por. Dz 5, 29). Budujmy zatem przyszłość na prawdzie i miłości.
Amen.

drukuj